2020 II 01 Pojas – wspólne dziedzictwo
Kiedyś powszechne w kulturze ludowej, często miały znaczenie symboliczne. Dziś praktycznie zanikły, najczęściej można je spotkać na scenie, bo dla Białorusinów czy Litwinów stanowią materialną oznakę identyfikacji narodowej.
Biało-czerwone pojasy były wykonywane z lnu i ufarbowanej na czerwono wełny, krajka sokólska natomiast była wełniana w całości i cechowały ją jaskrawe kolory, do jej wyrobu często używano też nici, które zostały po robieniu dywanów. 
Rola krajki była różnorodna. Przede wszystkim przewiązywanie, podtrzymywanie różnorodnych przedmiotów. Latem przewiązywano nimi koszule, a zimą kożuchy, zawiązywano paczki, używano do zaprzęgów, przewieszano przez ucho kufra, w którym młoda wiozła swoje rzeczy na nowe gospodarstwo, czy przewiązywano pierwszy snopek żyta, zżęty przez młodą żonę na nowym gospodarstwie. Zdarzało się w niektórych wsiach, że panna przewiązywała flaszkę przywiezioną przez swata, na znak, że swaty przyjmuje.
Przyszła panna młoda potrzebowała kilkanaście, do dwudziestu, krajek. Były częścią jej posagu. Nie zawsze musiała sama je zrobić. Mogły jej pomagać przyszłe druhny bądź zamówienie na  nie mogła złożyć u jakieś lokalnej tkaczki.
Podczas wesel krajka była niezbędna. Obwiązywano nią korowaj, owinięty w obrus. Obdarowywano najważniejszych gości – swatów, drużbów, którzy podczas pierwszego tańca, otrzymane od panny młodej krajki przewieszali na ukos przez ramię. Pojasy były też rodzajem waluty do wykupu fantów na weselu. Zabierano, na przykład, pannie młodej pantofel, a ta musiała go wykupić. Po przyjeździe młodych do nowego domu drużba z druhną ścielili im łóżko, które nowożeńcy mieli symbolicznie wykupić, właśnie ofiarując krajkę. Pojasem przewiązywano marszałka weselnego.
Pojasy pojawiały się w życiu mieszkańca wsi dużo wcześniej. Kuma niosąca dziecko do chrztu musiała przynieść jeden pas do „spowijania”. Tym tkanym pasem owijano zawinięte w pieluszki i płachtę niemowlę. Taki sposób krępowania prosto ułożonego dziecka miał zapobiegać krzywicy. Krajkę przywiązywano też do kołyski, co ułatwiało jej bujanie.
Krajką obdarowywano księdza chodzącego po kolędzie. Zdarzało się, że pojedyncze paski zszywano i tak powstawał oryginalny dywan, którym – według nielicznych przekazów – ksiądz przykrywał konia. Taki dywan mógł być też rodzajem wzornika, albo bieżnika. Jedno jest pewne, dywany krajkowe, których w polskich muzeach etnograficznych są  raptem cztery sztuki, to unikalne zjawisko pogranicza polsko-litewsko-białoruskiego.
Krajki miały też praktyczne zastosowanie – do podwiązania torby noszonej w pole, do zrobienia ucha w dzbanku, by łatwiej zbierać jagody, jako paseczki do chodaków.

Faktem jest, że wraz ze zmianami społecznymi, pojasy zaczęły zanikać. Bardziej zaczęło się podobać to co miejskie. W wielu domach, w szczególności na północy Sokólszczyzny, przechowuje się już tylko jedną krajkę, służącą do przywiązania bukietu ze zbóż, ziół i kwiatów, święconego w dniu Matki Boskiej Zielnej. Zdaniem autorek książki, etnografki Aleksandry Pluty i współczesnej tkaczki Edyty Wiśniewskiej, można je spotkać w kościołach w Janowie, Majewie Kościelnym, Korycinie czy Suchowoli, oraz w cerkwiach w Jacznie, Dąbrowie Białostockiej i Nowym Dworze.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Natalia Klimuk
© Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego