2019 IV 19 U nas w Melichowie...
Dla wszystkich wielbicieli jego twórczości i podróży mamy dobrą wiadomość – po ponad półrocznym remoncie znów otworzyło swoje podwoje muzeum Czechowa w Melichowie, jego byłej, położonej w odległości 55 kilometrów od Moskwy, posiadłości. To ważne miejsce na literackiej mapie Rosji.
W 1890 roku, po powrocie z Sachalina, trzydziestoletni Czechow, już znany jako mistrz krótkich form literackich, postanowił opuścić Moskwę. „Jeśli jestem lekarzem, potrzebni mi są chorzy i szpital, jeśli jestem literatem, powinienem żyć wśród ludu, a nie na Małej Dmitrowce” – przekonywał. „Potrzebny mi jest choć mały skrawek społecznego i politycznego życia, choć maleńki skraweczek, a to życie w czterech ścianach bez przyrody, bez ludzi, bez ojczyzny, bez zdrowia i apetytu, to nie życie”.
Lekarze radzili mu Krym, bo z płucami już miał kłopoty, ale zamiast Krymu wyszło Podmoskowje. Był rok 1892.
Ogłoszenie o sprzedaży majątku w Melichowie Czechowowie znaleźli w gazecie. A że Antoni Pawłowicz był bardzo zajęty, obejrzeć posiadłość wybrała się jego siostra Maria i brat Michaił. W pięknej zimowej aurze, pomalowany na wesołe kolory, dom wyglądał bajecznie. Decyzja o zakupie zapadła błyskawicznie. Wiosną wraz ze śniegiem stopniał także zachwyt – okazało się, że park był zapuszczony, a budynki w nie najlepszym stanie.
„Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie prosię! My także kupiliśmy prosię – duże prosię, którego właścicielowi w Niemczech z pewnością nadano by tytuł księcia. 213 dziesięcin w dwóch kawałkach. Ponad sto dziesięcin lasu, który za dwadzieścia lat zacznie przypominać las, teraz to ledwie zarośla” – pisał Czechow po przyjeździe do Melichowa.
Jeszcze nie wiedział, że spędzi tu siedem najbardziej twórczych lat swego życia, napisze 42 utwory, które wejdą na stałe do złotej kolekcji rosyjskiej i światowej literatury, że powstaną tutaj zarówno krótkie formy, których był  mistrzem (uważał, że sztuka pisania jest sztuką skracania, a zwięzłość siostrą talentu ), m.in. Sala nr 6, Opowiadanie nieznanego człowieka, Czarny mnich, Skrzypce Rothschilda, Człowiek w futerale czy dramaty  Mewa i Wujaszek Wania.
Tak naprawdę posiadłość nie była zbyt wielka. Gdzie jej tam do Spasskoje Turgieniewa czy Jasnej Polany Tołstoja.
„Tutaj wszystko jest miniaturowe, maleńka lipowa aleja, staw wielkości akwarium, maleńki sad i park, małe drzewa, ale przejdziesz się, zapatrzysz i wrażenie maleńkości zanika” – przyznawał pisarz. – A o samym domu dodawał: „Dom jest i dobry i zły, dużo bardziej  przestronny od moskiewskiego mieszkania, jasny, ciepły, pokryty blachą, stoi w dobrym miejscu, ma taras na sad i włoskie okna, ale jest niewystarczająco wysoki, niewystarczająco młody, z zewnątrz wygląda głupio i naiwnie”.
Nic to, najważniejsze że zarówno rodzice, Paweł i Jewgienija, siostra Maria, brat Michaił i sam Antoni mieli własne pokoje. A jeszcze jadalnię i salon z fortepianem.
W muzeum można zajrzeć do każdego z nich. Oto cała w ikonach kielia ojca pisarza, Pawła Jegorowa Czechowa, rygorysty, który wychowywał dzieci w duchu religijnym z niebywałą surowością. W dzieciństwie musiały codziennie wstawać o piątej rano, śpiewać w chórze, przysługiwać, dzwonić, potem iść do gimnazjum, a wieczorem znowu uczestniczyć w nabożeństwach albo śpiewkach.
„Wiecie, kiedy ja i moi dwaj bracia na środku cerkwi śpiewaliśmy Da isprawitsa albo Archangielskij głas, wszyscy na nas  patrzyli z rozrzewnieniem i zazdrościli naszym rodzicom, my natomiast czuliśmy się jak mali katorżnicy” – wspominał później pisarz.
Po latach w Melichowie Paweł Jegorowicz był organizatorem wszelkich prac gospodarczych.
Oto sypialnia samego Antona Czechowa, z wędką schowaną za szafą, oto jego gabinet z dużym biurkiem, na którym oprócz ulubionego kałamarza, ołówka, binokli, rękopisów leży katalog nasion (w zapiskach Antoni Czechow odnotuje: „Jeśli nie byłbym literatem, mógłbym być ogrodnikiem”).
Oto pokój gościnny z dużym fortepianem, w którym rodzina w smutne jesienne wieczory grała w popularną wówczas grę w lotto albo modną serenadę Gaetano Bragi „Wołoska legenda” (tę legendę dwukrotnie pisarz wspomni w opowiadaniu Czarny mnich).
Nieopodal domu  oficyna z kuchnią – w jednej części przygotowywano posiłki, w drugiej mieszkała służba. I kolejna oficyna – wybudowana według projektu Czechowa.„To był maleńki domek, z dwoma  maleńkimi pokoikami, w jednym z trudem mieściło się łóżko, w drugim biurko” – wspominał młodszy brat Michaił.
Początkowo był to domek dla gości, potem zamieszkał w nim Antoni Pawłowicz. To właśnie tam napisał Mewę (obecnie w repertuarze Teatru Polskiego w Warszawie). To tu wrócił po jej klapie na scenie w Petersburgu, a potem przeżywał jej wielki sukces w MCHaT.
Każda część majątku miała swoją nazwę. „Naiwne gospodarstwo” – tak Czechow nazwał swoje zabudowania gospodarcze – spichlerz, piwnicę, oborę i stajnie. Staw z hodowlą karasi – akwarium  („Wędkę można zarzucać wprost z okna sypialni” – żartował). Ogród  – „południe Francji”, bo uprawiali w nim rzadkie południowe rośliny. „Szklarnie zasadziliśmy i zasialiśmy sami, bez pomocników” – pisał. „Wiosną sami będziemy też sadzić drzewa, także ogród. Początkowo czułem się cały połamany, od pracy fizycznej, teraz wszystko w porządku, przyzwyczaiłem się”. 

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Ałła Matreńczyk
fot. chekhovmuseum.com
© Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego