2019 II 23 Ból ciągle powraca
Piotr Młodzianowski nerwowo krąży wśród tłumu. Powracają wspomnienia, dręczy poczucie bezradności.
– Byłem w tej chacie – mówi łagodnym, wyciszonym głosem. – Jeszcze pięć minut i wszyscy byśmy spłonęli...
Pamięta, jak zagoniono ludzi do chaty w środku wsi. Że niby zebranie jakieś będzie. A potem zabito drzwi i wrzucono płonące wiązki słomy do środka. Stali w okropnym ścisku, starzy i dzieci, cała wieś.
Dziś dziwi go ufność, z jaką potraktowano przyjezdnych. – Przy wejściu, pod jabłonką leżała świeża sterta słomy. Oni to wszystko zaplanowali, przygotowali...
Kiedy w izbie zapalił się strop, Piotr skoczył do okna i wypchnął szybę. Ale gdy tylko wychylił głowę, w jego stronę ktoś puścił serię z erkaemu. Poczuł na szyi falę ciepła. Pamięta, jak matka zrzuciła z głowy chustkę i owinęła mu szyję, aby zatamować krew.
W środku kłębił się dym, z sufitu wypełzły płomienie. Mężczyźni zaczęli wyważać plecami drzwi. Szturmowali ze wszystkich sił. Każdy przecież chce żyć. A potem, gdy już runęły, ich los zawisł na włosku.
Co robić? Zawrócić i spłonąć? Za studnią przyczaił się strzelec z wycelowanym erkaemem, gotowy wyłożyć jak łowną zwierzynę pokotem...
Piotr Młodzianowski wierzy, że uratował ich cud.
– Ten strzelec z wycelowanym erkaemem – wzdycha – zawahał się. Wyszedł z ukrycia, odwrócił wzrok i wystrzelił w powietrze. Odebrano to jak zachętę do ucieczki. Ci, którzy pierwsi ocknęli się z przerażenia, runęli przed siebie. Zaczęli biec. Za nimi następni, następni. Biegli o tam, tam... – pokazuje mi ręką zaśnieżone pole. I dodaje: – Biegliśmy tam, gdzie Toporki. Płonęły stodoły, wyły psy przywiązane na łańcuchach... A gdy już odbiegliśmy w bezpieczne miejsce – ociera łzy – matka zdjęła walonki i obuła mi nogi. I zostawiła mnie z bratem w krzakach. Sama pobiegła do ojca. On nie uciekał z nami, pobiegł gasić nasz dom.
Najgorsze były pierwsze lata po spaleniu. Zapamiętał nędzę i poniżenie. – Zostaliśmy z gołymi rękoma, bez jednej kury. Wszystko spłonęło: konie, świnie, krowy. Żyliśmy na łasce krewnych i znajomych.
Stefan i Walentyna Kolenda co roku w rocznicę tragicznego zdarzenia przyjeżdżają do Zaleszan z Bielska Podlaskiego. Spotykamy się przy płocie, na którym zaprezentowano projekt „Nasza Pamięć”.
– Czy chcielibyście poprawić błędy na oficjalnym pomniku? – pytam.
– Błędy? – dziwią się moi rozmówcy. – Jakie błędy?
– No, dosyć rażące.
– To chodźmy na miejsce – proponują.
Poszarzały, nie wzbudzający uwagi monument, stoi kilkanaście metrów dalej, po drugiej stronie ulicy. Nikt nie składa tu kwiatów, nie zapala zniczy.
– Widziałem na własne oczy jak go stawiali – wspomina Stefan Kolenda. – Przywieźli go z Hajnówki, żołnierze. Ja też w wojsku byłem, akurat przyjechałem na przepustkę. To był maj, rok 1965. Wiele zamieszania było. Na zwieńczenie żołnierze wystrzelili rakiety. I jedna trafiła w chlew – Stefan Kolenda wskazuje sąsiednią zagrodę. – Zapaliła się strzecha. Wszyscy biegali jak w ukropie. Baliśmy się że wieś znowu pójdzie z dymem...
– O, tu jest pomyłka – Walentyna Kolenda z marszu zauważa błąd na pomniku z 1965 roku. – Zapisali, że było 14 ofiar, a powinno być 16. I data się nie zgadza. Zamiast 29 stycznia, jest 19 grudnia. A to przecież zimą, w styczniu było...
Pytam, od kiedy w Zalesznach ludzie modlą się za ofiary?
– Od samego początku, czyli od 1946 roku – mówi Stefan Kolenda. – Co roku wieś zamawia panichidę. A jeszcze jest taka tradycja, że w samą rocznicę, 29 stycznia, przyjeżdża batiuszka z jordańską wodą. Ludzie zbierają się przy krzyżu. Tylko sami swoi. Rodzina, sąsiedzi, krewni. Nie to co teraz. Dziś jest uroczyście, godnie. I pogoda, jak na zamówienie.
Stefan Kolenda z rodzeństwem był w podpalonej chacie. Miał trzy lata. Domyśla się, że matka trzymała go na rękach. Zapamiętał, jak zapaliła się kurtka na starszym bracie. A potem go wszyscy gasili. Do dziś boi się ognia.
W Zaleszanach spotykam bohatera filmu Jerzego Kaliny „Siaroża”. Sergiusz Niczyporuk przyjechał z synem Mariuszem.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Hanna Kondratiuk
fot. Dorota Wysocka


Wykorzystano fragmenty reportaży Hanny Kondraiuk „Пельгрымка асірацелых» Niwa № 47-1995 i „Наша памяць пра Залешаны» Niwa № 6-2019

© Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego