2018 XI 24 Żubr na zebrze
To tomik Miry Łukszy, który powstał dzięki stypendium marszałka województwa podlaskiego w dziedzinie twórczości artystycznej za 2017 rok. Mira Łuksza jest dwujęzyczną poetką, takim bardzo już rzadkim odpryskiem wielojęzyczności I Rzeczypospolitej, kiedy poeci czy pisarze, zwłaszcza na wschodzie, potrafili tworzyć jednocześnie po rusku, cerkiewnosłowiańsku, po polsku, a nawet po łacinie, czy w grece.
Ten tomik jest po polsku. Miał opisać region. Ale w jaki sposób? Przecież na to trzeba opasłych ksiąg. Mira zaproponowała tomik po prostu wesoły, do czytania dzieciom do snu i dorosłym, by ci uchwycili koloryt regionu. Uczyniła to w formie lekkiej, humorystycznej, w której pierwszym aktorem stała się gra słów.
I tak żubra chociażby, który stał się za sprawą Leona Tarasewicza i zaproponowanego przez niego logo województwa podlaskiego, symbolem tej ziemi, ustawiła Mira Łuksza na zebrze. Bo ten: „w mieście przechodzę / po zebrze, / nie żebrzę, / boć jestem królem lasu”. Albo inna gra słów w tym wierszu: „Idzie tak żubr z Białowieży. / To zwierz jak należy, / co nachodzi się i należy – / i do / parzystokopytnych należy”.
Wykorzystuje grę słów zaglądając do różnych wsi i miasteczek, miast. Choćby: „W Suszczym Borku takie cuda! / A w Lewkowie jeszcze lepsze! / Tam lew lata na rowerze, / kilometry dwa, jak strzała, / Czy w ogóle tak należy, / by spokojna wieś się… bała… / śmiała?”.
U Miry Łukszy nie znika też historia i „wielkoksięski Wschód”, choć jest jak muśnięcie wiatru. Jak w wierszu „Orient”, gdzie „spotkał Polak Tatarzyna. A Tatarzyn buńczuk trzyma, / i buńczuczny, wojowniczy, lecz zaprasza do świetlicy, I pierekaczewnikiem dużym / go częstuje po podróży. (…) gość pojechał zwiedzać dalej. / W Kruszynianach, Bohonnikach / wielkoksięski Wschód nie znika.
W ponad czterdziestu wierszach zawartych w tomiku poetka chodzi z lekkością szlakami historii, płynie Bugiem, Jerzgnią, Narwią, rymuje życie ryb, ptaków, łosi, raków, a nawet zwierzoczłowiekokwiata.
Ostatni wiersz tego udanego tomiku, z filozoficzną nutą, zechcę przytoczyć:
Goniądz
Goniąc... kormorany
i siebie samego z czasów dzieciństwa,
zmorzeni i zmożeni,
wracamy do starodawnych miast
i miasteczek,
gdzie czas się zatrzymał na chwilę,
aby zwieźć to, co zostało,
albo zwieść i udać, że wszystko
nie tak.
Stary klon podaje nam swoją dłoń.
Poznał nas? A może my już jesteśmy klonem
siebie samego? A naszych twarzy tyle,
jak liści. osypują się jesienią z wiatrem.
Tomik wydany przez Fundację Biała Wieża, z ciekawymi ilustracjami i opracowaniem graficznym.

Anna Radziukiewicz

Mira Łuksza, Żubr na zebrze, ss. 60, Białystok 2018
© Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego