2018 X 06 Na początku był wiatrak
To on, przeniesiony ze wsi Kotły do Białowieży, zapoczątkował powstanie Skansenu Architektury Drewnianej Ruskiej Ludności Podlasia. Dziś wiatrak ma 93 lata, skansen obchodzi czterdziestolecie. Z tej okazji powstał dokumentalny film „Skansen w Białowieży”, a jego prezentacja i spotkanie z reżyser Beatą Hyży-Czołpińską zwieńczyły jubileuszowe obchody (pisaliśmy o nich w sierpniowym numerze Przeglądu).
To ciekawy dokument. Wielokrotnie nagradzana i doceniana reżyser, absolwentka łódzkiej filmówki, wydziału architektury, po raz kolejny dowiodła, że potrafi dostrzec piękno natury i najdrobniejszy architektoniczny detal. Także słuchać ludzi.
A swoimi wspomnieniami w filmie dzielą się pomysłodawca i główny organizator skansenu, prof. Anatol Odzijewicz, Jerzy Monachowicz, Jan Chwaszczewski. Gdy zjawili się na białowieskiej nadnarewskiej łące po raz pierwszy, nie sądzili, że rozpoczynają nowy etap w swoim życiu, któremu poświęcą ogrom pracy i środków.
Na razie mamy rok 1978, przy złożeniu pierwszego wiatraka w Białowieży pracuje grupa studentów i absolwentów najróżniejszych uczelni. Ich entuzjazm nieraz przekracza umiejętności.
Niecodzienna budowla budzi zainteresowanie.
Przyjeżdża policja, przychodzą miejscowi. – Złaź z dachu, nie psuj gonty – irytują się starsi białowieżanie, którym do głowy nie przychodzi, że młodzieńcy, po konsultacjach z rodzicami, już nauczyli się kryć gontem.
A wokół wiatraka, z miejscami noclegowymi, kipi już można powiedzieć kulturalne życie. Organizowane są ogniska, spotkania, także jeden z pierwszych wyjazdów Bractwa Młodzieży Prawosławnej.
To dodaje skrzydeł. Może więc przenieść kolejne budynki? Postanowiono dokupić gruntu z Państwowego Funduszu Ziemi. Mógł to zrobić jedynie mieszkaniec białowieskiej gminy, który miał uprawnienia rolnicze. Warunki te spełniał Michał Bajko. Kupił prawie pięć hektarów, rozpisał na dziesięć osób, bo posiadanie półhektarowego areału nie pozbawiało prawa do kartek na mięso.
Wkrótce wiatrak miał już sąsiadkę – przeniesioną z Białej starą chatę z doskonale zachowanymi napisami w języku cerkiewnosłowiańskim na ścianach głównej izby: Jewangielie ot Łuki, Jewangielije ot Marka, Jewagielije ot Joanna, Jewangielije od Matwieja i datą poświęcenia – 7 nojabria 1901 rok. Jej właściciele budowali więc swoje życie na chrześcijańskim fundamencie, a dzięki cerkiewno-parafialnemu szkolnictwu umieli też czytać i pisać nie tylko po rosyjsku.
Szły lata. W skansenie, okolonym wyplatanym płotem, pojawiły się drugi wiatrak, z Orli, majsternia z Widowa, stodoła z Koszel, kolejna chata z Klejnik…
W ślad za kamerą wchodzimy do każdego z obiektów, oglądamy eksponaty, słuchamy objaśnień przewodniczki Kasi Wasiluk, to znów podziwiamy białowieską przyrodę – ściana puszczy rozpościera się jak na dłoni, po drugiej stronie rzeczki Narewki.
A narratorzy wspominają.
A to o transporcie wiatraka z Orli, który jako jedyny obiekt był przewożony w całości i po kilku niespodziewanych przystankach, zerwanych liniach telefonicznych, złapanej gumie dotarł do Białowieży po dwunastu godzinach podróży.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Ałła Matreńczyk
fot. Anna Radziukiewicz
© Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego