2018 VIII 30 Wakacje z tradycją
Z każdym rokiem chętnych jest coraz więcej, toteż i warsztaty są rozbudowywane. To nie znaczy, że początki były skromne – na pierwszych warsztatach, w 2003 roku, spotkało się dziesięć osób, które utworzyły pierwszy skład Żemerwy – zespołu do tej pory działającego przy muzeum i prezentującego ludowy folklor Podlasia i Polesia w jak najmniej zmienionej formie. Uczestniczyłam w studziwodzkich warsztatach w 2006 roku, a z grupą, która wtedy się zawiązała, przyjaźnimy się do dzisiaj. Tak się z sobą zżyliśmy, że przychodziliśmy na zajęcia dwie godziny przed czasem, a wychodziliśmy z nich czasem już po zmroku. Prowadzących warsztaty nie było wtedy wielu – przede wszystkim zajmowała się nami Ania Fionik, siostra Doroteusza, która prowadziła warsztaty śpiewu i tańca. Maria Stepaniuk wprowadzała nas w tajniki wyszywania i tkania dywanów na krosnach, a od Julianny Fionik uczyliśmy się przyrządzania dań naszych babć – naleśników, placuszków, makaronów.
Co roku lista zajęć warsztatowych się wydłuża – o wyplatanie ze słomy, o malowanie na szkle, o lepienie z gliny, o rzeźbę w drewnie. Doroteusz Fionik ściąga na warsztaty instruktorów, poznanych podczas ekspedycji na białoruskie Polesie, mistrzów w swoim fachu – z Dziatłowicz, Kobrynia, Brześcia. Prosi też o pomoc naszych lokalnych twórców, z których warto z pewnością wymienić Zoję Majstrowicz z Redut, która z całą swoją rodziną zawsze była ogromnym wsparciem dla inicjatyw Stowarzyszenia Muzeum Małej Ojczyzny.
Doroteusz Fionik także angażuje się w prowadzenie warsztatów – organizuje ekspedycje terenowe, czy to piesze (po okolicach Studziwód), czy autokarowe, na przykład do Haciek czy Ryboł. Nic dziwnego, że tak bogata oferta, wypełniająca dzieciom czas po brzegi i dzięki różnorodności zajęć nie dająca ani chwili na nudę, cieszy się ogromną popularnością – w tym roku udział wzięło 35 osób, niektóre kolejny rok z rzędu. I nie są to jedynie dzieci ze Studziwód i Bielska Podlaskiego (warsztaty to półkolonie, toteż uczestnicy wracają na noc do swoich domów). Niektórzy na co dzień mieszkają w Białymstoku, Warszawie czy Wrocławiu, a Bielsk odwiedzają na wakacjach, gdy spędzają czas u dziadków. Często bywa tak, że po raz pierwszy na warsztaty dzieci zapisuje mama czy babcia, a potem uczestnicy wracają już z własnej inicjatywy, ze względu na kolegów i atmosferę.
Na korzyść „Wakacji z tradycją” na obrzeżach miasta przemawia z pewnością wspaniała baza warsztatowa: dwa budynki skansenu (jeden to autentyczna chata dziadków Fionika, drugi to przeniesiona z ulicy Poniatowskiego „chata mieszczańska”, w której niedawno ulokowano bogaty księgozbiór śp. ojca Grzegorza Sosny z Ryboł) oraz prawie nienaruszona wiejska przestrzeń Studziwód, dająca wspaniałe tło dla działań, będących wszakże odtwarzaniem i utrwalaniem ludowych tradycji naszego regionu.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Karolina Ignatiuk
fot. autorka

© Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego