2018 V 24 Wzgórze pałacowe czy cmentarne?
Niewielkie wzniesienie terenu w obecnym Parku Pałacowym w Białowieży nazywane jest popularnie wzgórzem pałacowym – od stojącego na nim pałacu carskiego, wybudowanego na życzenie cara Aleksandra III w latach 1889-1894. Pałacu nie ma już od ponad pół wieku – został spalony w 1944 roku, a jego ruiny rozebrane w 1961 roku, ale nazwa przetrwała. Nie była to jedyna tutaj budowla. Cofnijmy się o kilka stuleci.
Pod koniec XVI wieku w uroczysku nazywanym dzisiaj Starą Białowieżą (Puszcza Białowieska – oddział 367) spłonął drewniany dwór myśliwski królów polskich i wielkich książąt litewskich. Zgodnie z dawnymi przesądami, na miejscu spalonej budowli nie można było wznosić nowego obiektu wcześniej niż po upływie trzech lat. Prawdopodobnie to było powodem, że zadecydowano o wybudowaniu nowego dworu na innym już miejscu. Wybór padł na wzniesienie nad rzeką Narewką w granicach obecnej Polany Białowieskiej, położone około 7-8 kilometrów od pożarzyska. Pierwsza wzmianka o tym dworze pochodzi z 1639 roku.
Niestety, miejsce pod nową budowlę wybrano niezbyt fortunnie. Zgodnie z przekazami ustnymi na wzniesieniu tym dokonywane były wcześniej pochówki, o czym królewscy budowniczowie po prostu nie wiedzieli, czas bowiem zatarł ślady cmentarzyska. Dwór królewski przetrwał do początku XIX wieku, został rozebrany w czasie powstania listopadowego. Po około sześćdziesięciu latach na tym miejscu został wzniesiony wspomniany już pałac carski.
W czasie kopania fundamentów pod budowlę, w ziemi natrafiono na szkielety ludzkie. Znajdowały się one w miejscu przygotowywanym pod dużą wieżę pałacu. Zarówno robotnicy, jak i nadzorujący prace budowlane inżynierowie nie bardzo wiedzieli, co z tym znaleziskiem zrobić, zsunięto więc kości na bok i tak zostawiono. Nikt nie zadał sobie trudu wyjaśnienia, co to był za pochówek? Naoczni świadkowie tego zdarzenia zapamiętali, że przy szczątkach nie było żadnych rzeczy osobistych zmarłych, nawet resztek ich ubrań. Zwrócono także uwagę na rozmiary kości, które były dłuższe niż u przeciętnego mieszkańca tych terenów.
Na te same szkielety natrafiono ponownie w 1966 roku, podczas wykonywania wykopów pod hotel „Iwa”. Leżały one na głębokości 1,2 do 1,5 metra. Tym razem podjęto próbę ustalenia ich pochodzenia. W tym celu powołana została komisja, ale zabrakło w niej choćby jednego specjalisty. Komisja ograniczyła się do przeprowadzenia wywiadów z najstarszymi mieszkańcami, którzy w tej sprawie nic konkretnego nie wiedzieli, gdyż pochówek ten pochodził z dawnych czasów, kiedy ich samych oraz ich rodziców i dziadów jeszcze na świecie nie było. Ustalono, tak na odczepnego, że szczątki ludzkie pochodzą prawdopodobnie z końca XIX wieku. Inwestorowi i kierownictwu budowy zalecono zebranie szczątków (siedem czaszek i liczne kości) do odpowiedniej skrzynki i przewiezienie ich na cmentarz w Białowieży celem pochowania.
Tak się jednak nie stało. Od nieżyjącego już Władysława Laprusa dowiedziałem się, że skrzynię ze szczątkami zadecydowano pozostawić na miejscu, w wykopie obok fundamentów. Biorąc pod uwagę niezwyczajną wielkość kości, wysunął on przypuszczenie, że być może zostali tu pochowani Szwedzi, którzy zginęli w czasie II wojny północnej (1655-1660).
Nie były to jednak wszystkie zebrane szczątki. Sporo kości odnajdywano w gruzie pochodzącym z rozbiórki ruin pałacu, który rozwożono po całej Białowieży – dla utwardzenia podmokłych dróg polnych lub podwórek. Zdarzały się przypadki, że wśród gruzu znajdowano nawet całe czaszki (wg informacji Zbigniewa Niechody). Dwie czaszki zdeponował w Zakładzie Badania Ssaków PAN w Białowieży także nieżyjący już dr Andrzej L. Ruprecht – do ewentualnych badań przez specjalistę, których – o ile mi wiadomo – nie przeprowadzono do dzisiaj.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Piotr Bajko
© Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego