2018 IV 26 Nagroda Kazaneckiego dla Miry Łukszy
Mira Łuksza jest Białorusinką, białoruski jest językiem jej domu, jej dzieciństwa, w tym języku debiutowała w 1973 roku, jako piętnastolatka, na łamach białoruskiego tygodnika „Niwa”. Pismu pozostała wierna przez całe życie, najpierw wysyłając utwory do dodatku literackiego „Parnasik”, od 1984 roku związana już z nim etatowo. Publikowała w nim nie tylko wiersze i opowiadania, ale i najróżniejsze formy dziennikarskie. Jest też znakomitym redaktorem i tłumaczem, prawdziwym „robotnikiem słowa”, jak w latach pięćdziesiątych w Związku Radzieckim określano literatów.
Nie zamknęła się w białoruszczyźnie. Ukończyła filologię polską i rosyjską (a w latach 80. dwa fakultety znaczyły bez porównania więcej – i większego wymagały wysiłku – niż obecnie) i z równą precyzją formułuje myśli po polsku, a poezję przekłada na polski nie tylko z białoruskiego, rosyjskiego czy ukraińskiego, ale i na te języki. Sama też jest tłumaczona, także na języki zachodnie.
Urodę jej słów docenić mogli także ci, którzy nie znają białoruskiego, nie czytają cyrylicy. W 2003 roku ukazały się polskojęzyczne „Wiersze tutejsze”, w 2012 tomik „Biały stok”, także nominowany do nagrody Kazaneckiego.
Szesnaście książek – wierszem i prozą, kilka tysięcy artykułów. Dorobek budzący respekt.
Nie zamknęła się w białoruszczyźnie, napisałam, ale to ona jest jądrem jej twórczości i życia, zakreśla horyzonty. I nie są to wcale horyzonty ograniczone do tego co wiejskie, ludowe, folklorystyczne. Za językiem białoruskim – co poetka często podkreśla, stoi długa i wspaniała tradycja literacka.
Eugeniusz Wappa, redaktor naczelny „Niwy”, uzasadniając wniosek o przyznanie Mirze Łukszy nagrody o wyróżnionym tomie napisał m.in.: „Wiele tu poezji miniatur, lakonicznych i natchnionych zdań. Poetka zagląda do obumierających wiosek, pojawia się w miejscach starodawnych i ważnych dla tutejszego ducha. Wspomina najbliższych, obyczaje, dawno nieistniejące smaki, zapachy i kolory (…).
Poezja pełna światła, dobra i miłości do tego co najmniejsze w krajobrazie ojczystym, najprostsze jak „rzecz pospolita”, zapamiętane i tracone w pamięci pokoleń, w wierszach czasem krótkich jak westchnienie lub jęk, ale obejmujących rzeczywistość i nierzeczywistość nie mniej niż traktat filozoficzny – to jest „Rodosłów”. Księga rodowodowa tych co byli i są. Rodowód słowa, rodowód duszy i miejsca. Bez bezliku słów, lecz ważka, bezgraniczna w mieście przeciętym granicą między Księstwem i Koroną, która jednak łączy. Z podziałem na języki na dwóch stronach, lecz pod jedną okładką. Ten tom, będący także pewnym podsumowaniem twórczych rozważań autorki, wart jest oceny jej jako najlepszej książki wydanej w 2017 roku i mówiącej o nas, spod znaku Orła i Pogoni”.
Mira Łuksza, rodem ze wsi Borowe w gminie Narewka, na obrzeżach Puszczy Białowieskiej, w parafii Siemianówka, za swoje miejsce na ziemi uznająca i miasto Białystok, w jakiś zagadkowy sposób harmonijnie łączy w sobie i duszę wrażliwej poetessy, i twardo stąpającej po ziemi żurnalistki. Jest wśród swoich czytelników postacią rozpoznawaną, cenioną i bardzo, bardzo lubianą.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Dorota Wysocka
Fot. Hanna Kondraciuk

© Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego