2017 IX 28 W krajobrazie historii
Orla leży na uboczu. Trudno tu dojechać autobusem, nie uda się to w ogóle w dzień świąteczny. Senna, podlaska, gminna wieś. Wieś? W oczy rzuca się miejski, choć jakby „rozrzedzony”, układ przestrzeni. O przeszłości świadczy stylowa, klasycystyczna, osiemnastowieczna synagoga i niewiele młodsza od niej cerkiew. Większość starych budynków zniszczył wielki pożar w 1938 roku, nowe mają już inny charakter.
Jesteśmy zatem w mieście o bogatej historii, dawnym centrum magnackiego majątku, ośrodku przemysłu i handlu, skupiającym przed wojną w ponad siedemdziesięciu procentach ludność żydowską. Rodzin rzymskokatolickich żyło tu wówczas kilka, resztę stanowiła społeczność prawosławna, która do dziś dominuje, czego wyrazem są chociażby dwujęzyczne tablice z nazwami położonych w gminie miejscowości, pisane łacinką i cyrylicą.
W tak różnicowanym etnicznie, wyznaniowo i kulturowo miejscu 9 września zainaugurowano wojewódzkie obchody Europejskich Dni Dziedzictwa. Była to już 25 edycja tego swoistego święta zabytków, promującego regionalne wartości kulturowe, a jednocześnie przypominającego o ich wspólnych, europejskich korzeniach. Hasło tegorocznych Dni brzmiało: Krajobraz dziedzictwa – dziedzictwo krajobrazu. Miało ono przypominać, że pojęcie krajobraz obejmuje nie tylko środowisko przyrodnicze, mniej lub bardziej przekształcone przez człowieka, ale i wszelkie jego cywilizacyjne ślady.
O idei Dni mówili w Orli – uroczyście je otwierając – wicemarszałek Województwa Podlaskiego Maciej Żywno i wójt Orli Piotr Selwesiuk. Zaraz potem wszystkich zebranych zaproszono do surowego, ale z wciąż widocznymi fragmentami fresków, wnętrza synagogi. Grupa dzieci i młodzieży z Białowieży pokazała tam, przygotowany pod kierunkiem Joanny Troc, spektakl „Sąsiedzi, których nie ma”. Pomysł wyszedł od Katarzyny Winiarskiej z Fundacji Edukacyjnej Jacka Kuronia. Zebrała ona wspomnienia najstarszych mieszkańców o ich żydowskich sąsiadach – strzępki zasłyszanych w dzieciństwie opowieści, nazwiska, imiona, kto gdzie mieszkał, jaki sklep prowadził, jak odnosił się do chrześcijańskich klientów, jak smakowały żydowskie bułki, u kogo można było dostać najładniejsze sukienki, u kogo szukać pomocy w razie choroby i temu podobne. Proste historie, prosta, ale starannie przemyślana scenografia, znakomity efekt. Rzecz dotyczyła innej, choć niedalekiej, okolicy, ale i w tej, w murach synagogi, brzmiała przejmująco, wywołując echa ludzi, którzy przez stulecia współtworzyli tutejszy krajobraz.
Przeszłością Orli, właściwie jej wycinkiem, zajął się młody historyk Michał Sierba. „Radziwiłłowskie dobra Orla (1585-1695)” to jego praca doktorska, a inauguracja Dni była znakomitą okazją do jej promocji wśród najbardziej zainteresowanych. Spotkanie odbyło się w gminnej Bibliotece Publicznej, a prowadził je redaktor publikacji, prof. Oleg Łatyszonek.
Wspomniany „wycinek” to niewiele ponad sto lat, ale lat dobrych, które zapewniły całej okolicy szybki rozwój.
Dobra orlańskie w rękach Radziwiłłów z linii birżańskiej znalazły się pod koniec XVI stulecia. Ich pierwszym właścicielem był Krzysztof Radziwiłł o przydomku „Piorun”, ale to jego następcy nadali Orli wysoką rangę.
Nie były to dobra w ich majątku wiele znaczące, przynoszące wysoki dochód, ale troszczyli się o ich stronę gospodarczą, by do nich nie dokładać. Tak jak królowa Bona na ziemiach hosudarskich, przeprowadzili pomiarę włóczną, czyli uregulowali wszelkie kwestie związane z własnością ziemską. Nadali też Orli w 1614 roku prawa miejskie, które to przywileje powtórzono potem i rozszerzono w 1634 i 1643 roku. Miasto nie stało się jednak nigdy znaczącym ośrodkiem rzemieślniczym i handlowym. Zbyt blisko (10 kilometrów w linii prostej) leżał prężny Bielsk, w podlaskich dobrach Radziwiłłów większego znaczenia nabrał też Zabłudów. Mimo to interesy układały się pomyślnie.
Duże znaczenie okazało się wkrótce mieć samo położenie dóbr, na skraju Wielkiego Księstwa Litewskiego, skąd dużo bliżej było do stołecznej Warszawy, gdzie należało pilnować spraw politycznych. Wkrótce w Orli stanęła zatem okazała rezydencja, otoczona ogrodem włoskim. Nic po niej nie ocalało, znamy ją tylko z opisów.
Radziwiłłowie birżańscy byli kalwinami, swoim poddanym nie narzucali wyznania, stąd ludność ruska aż do XVIII wieku pozostawała tu prawosławna. W miasteczku stał zbór kalwiński (przy rezydencji), synagoga (uparcie powtarzana legenda głosi, że obecna dawniej była zborem, co jest oczywistą nieprawdą) i cerkiew.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Dorota Wysocka, fot. autorka
© Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego