2018 VII 06 Archiwalne numer "Przeglądu Prawosławnego" do pobrania na naszej stronie!



MIŁOŚĆ I WOLNOŚĆ są znakami chrześcijaństwa. Miłość i wolność nie mogą palić, niszczyć, rujnować, zabijać. Jeśli się tak czyni, neguje się chrześcijaństwo.
Sześćdziesiąt lat temu, w 1938 roku, od połowy maja do połowy lipca, na ziemi chełmskiej i lubelskiej, na Pobużu, doszło do zanegowania chrześcijaństw a - jedni chrześcijanie drugim odbierali św iątynie, rujnowali je, niszczyli, czasami palili. Trudno jest ogarnąć ogrom zniszczeń, dokonanych tamtej wiosny i lata. Historycy zazwyczaj podają liczbę 127 rozebranych prawosławnych cerkwi - za ówczesnym wojewodą lubelskim dc I ramecourtem, który nadzorował przebieg akcji "zmiany" krajobrazu tych ziem. Tak, zmiany. W prasie z tamtych lat można było przeczytać zdanie: "Krajobraz Chełmszczyzny, charakterystyczny ze swoich licznych cerkiewek, często omszałych
i opuszczonych, zmienił się. Ubyło trochę starych budowli, a przy było kwietników".
Ówczesny poseł Stefan Baran w swojej interpelacji poselskiej, zgłoszonej tamtego groźnego lata, podawał, że
z ponad trzystu cerkwi pozostało na tej ziemi dla prawosławnych 54. Inne zamieniono na kościoły, bądź "kwietniki". Nie burzono tylko opuszczonych i omszałych. Również te świeżo po remoncie, po który m jeszcze parafianie długów nie zdąży li spłacić, zbudowane przed unią brzeską, zabytki z szesnastego wieku, burzono drew niane i murowane, duże i piękne, na miejscach świętych. Często nawet drzewa wokół cerkwi wycinano, by śladu po niej nic zostało.
Żadne błaganie nie było sv stanie zmienić tych okrutnych i niepraw nych zarządzeń i czynów - czytamy w memorandum Soboru Biskupów Cerkwi w Polsce do prezydenta Rzeczypospolitej, marszałka Polski i prezesa Rady Ministrów.
DLACZEGO PISZEMY o tej smutnej i tragicznej wiośnie i początku lata 1938 roku?
"Podnoszenie ręki na świąty nię - Dom Boży, to podnoszenie ręki na każdego z nas, na całą wspólnotę chrześcijańską, na całą ludzkość" - jak mówi sv tym numerze w eseju Andrzej Turczyński. Piszemy, bo nie chcemy podnoszenia ręki na ludzkość. Piszemy, bo nic chcemy pow tarzania, obojętnie przez jaką stronę, tych samych błędów. Piszemy, bo nie chcemy, żeby znów ktokolw iek stosow ał mechanizmy odpowiedzialności zbiorowej za wszelkie zło, jakie niesie za sobą historią. Piszemy, bo wiemy, że u Boga każdy sam odpow ie za swój grzech. To człowiek w swej niedoskonałości zastosował mechanizm zbiorowej odpowiedzialności.
Piszemy, ale nie sądzimy. Bo nikt z nas nie może sądzić w sprawach, które należą do sądu Boga.
Ostrożnie doty kamy miejsc chorych, obolałych - obolałych dla tych, którzy to burzenie i zamykanie świątyń przeży li jako dramat doty kający miejsca najczulszego - ich duszy, i dla tych, którzy tych czy nów dokony w ali. Bo czyż powszechne milczenie wokół tej wiosny i lata 1938 roku nie jest spychaniem w zapomnienie czy nów brzy dkich, niegodnych człow ieka? Czy to też nic jest miejsce obolałe? M ina może boleć hardziej niż krzywda.
Cienie zburzonych świąty ń trwają na Ziemi Chełmskiej - pisze dziś Lech Radwański, Polak. I może je rozproszyć światło skruchy, zrozumienia i pojednania. Do zrozumienia, dodajmy, potrzebna jest wiedza. Staramy się jej w tym numerze trochę dostarczyć.