2010 V 20 Eugeniusz Kabatc na granicy – spotkanie w Książnicy Podlaskiej
Książnica Podlaska organizuje „Środy literackie”, zapraszając czytelników na spotkania z poetami i pisarzami do swojej siedziby w Białymstoku przy ulicy Kilińskiego. Gościem „Środy” 19 maja był pisarz Eugeniusz Kabatc, przewodniczący polskiego oddziału Stowarzyszenia Kultury Europejskiej (SEC), autor około trzydziestu książek, między innymi ostatniej „Czarnoruska kronika trędowatych”. Towarzyszył mu Janusz Termer, sekretarz SEC, pisarz, krytyk literacki, autor encyklopedycznych wydań, dotyczących literatury polskiej. Spotkanie poprowadził Jan Leończuk, dyrektor Książnicy Podlaskiej.
Główną bohaterką spotkania stała się oczywiście powieść „Czarnoruska kronika trędowatych”, której akcja dotyka przede wszystkim aktu unii, znanej w historiografii jako krewska (1385), na mocy której doszło do zbliżenia dwóch państwowych organizmów Korony polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Eugeniusz Kabatc przesuwa akcent. To nie w Krewo, dziś białoruskim, a w Wołkowysku, dziś również białoruskim, doszło do uszczegółowienia tego aktu, jego ostatecznej redakcji i podpisania go na wołkowyskim zamku przez Jagiełłę i panów małopolskich.
Bez korzeni nie ma kwiatów, a tym samym twórczości – to prawda dość oczywista, a w przypadku „Czarnoruskiej kroniki” pewna. Eugeniusz Kabatc urodził się przed osiemdziesięciu laty w Wołkowysku i tam się wychował. Przyszedł na świat 11 stycznia, dokładnie w rocznicę podpisania wołkowyskiego aktu. Jakże więc nie mógł sięgnąć do swych odległych korzeni? Data 1385, tak ważna w historii Polski i Litwy (wielkiej Litwy), za sprawa powieści Kabatca ożyła, zaczęła migotać wieloma znaczeniami, dla jednych stając się jak groźny pomruk, zapowiadający kurczenie się ich ruskiej dzierżawy, zanikanie jej, podmywanie jej kultury, dla drugich zapowiedzią mocarstwowości, wyprowadzania małego państwa – Korony, na bezbrzeżne terytoria, sięgające od morza do morza, czyli od Bałtyku po Czarne, usadawiania się go na ruskich ziemiach. Dla wszystkich zapowiadał akt bratobójcze wojny.
O książce Janusz Termer mówił, że stanowi wydarzenie w literaturze polskiej, że nie jest to powieść eseistyczna (co oznaczałoby przyciężka) ale fabularna, która swą fabułą – to mój komentarz – potrafiła udźwignąć więcej treści do przemyślenia, niż nie jeden esej.
– Jestem człowiekiem, który nie uznaje słuszności aktu wołkowyckiego – deklarował się pisarz.
Janusz Termer mówił, że podobnie jak Eugeniusz Kabatc myślał już w szesnastym wieku Maciej Stryjkowski, poeta i historyk. Trzy wieki po Stryjkowskim, ten sam obraz aktu z 1385 roku rysował Józef Ignacy Kraszewski. W książce Kraszewskiego, dotyczącej tamtego unijnego aktu i jego następstw, „Polska obejrzała całą siebie z zażenowaniem i zdumieniem” – krytyk cytował opinie rówieśników Kraszewskiego. Książka Kraszewskiego była przełożona między innymi na czeski, litewski i rosyjski.
Ponieważ goście „Środy literackiej” przybyli do Białegostoku nie z Warszawy, gdzie mieszkają, a z Grodna, gdzie uczestniczyli w obchodach setnej rocznicy śmierci Elizy Orzeszkowej, chodzili jej nadniemeńskimi ścieżkami, w jedno splatającymi polskość i ruskość, akcenty pogranicza kultur były na spotkaniu nieustannie obecne. Mówiono o potrzebie dialogu i jego korzyściach, czyli wzajemnego wzbogacania się.
Anna Radziukiewicz





