Numer 7(241)    Lipiec 2005Numer 7(241)    Lipiec 2005
fot.Krzysztof Miszułowicz
Wojnowo wrośnięte w serca
Anna Radziukiewicz
Monaster w Wojnowie na Mazurach ma dziesięć lat. 15 kwietnia 1995 roku powołał go do życia władyka Sawa, wtedy arcybiskup białostocko-gdański. Ale monastery bardzo rzadko wyrastają ot tak, na jałowej glebie. Wojnowo wyrosło na ziemi namodlonej.
   
   Stało się niczym ziarno, które jakiś ptak przyniósł z dalekiej słynnej Optinoj Pustyni. Tu zostało rzucone. I tu wykiełkowało.
   To ziarno przyniósł w 1921 roku Aleksander Awajew - jego grób znajdziecie tuż obok wojnowskiej cerkwi Opieki Matki Bożej. Na skromnym pomniku przeczytacie - zmarł w 1956 roku.
   Już w końcu XIX wieku Aleksander Awajew był posłusznikiem w Optinoj. Na początku XX wieku los rzucił go do Wojnowa, wsi - jednej z kilku - założonej w XIX wieku przez staroobrzędowców, w Prusach szukających bezpieczeństwa dla siebie i swojej wiary. W Wojnowie staroobrzędowcy wznieśli molennę - do dziś stoi w środku wsi - i monaster - zobaczycie go pod lasem po lewej stronie, gdy od Rucianego-Nidy będziecie wjeżdżać do wsi.  W maleńkiej cerkiewce Optińskich Starców, urządzonej na poddaszu monasterskiego domu. Tu zaraz po kanonizacji Optińskich Starców dotarły relikwie świętych optińskich.
<br>   Na poddaszu wydzielono również miejsce na malutkie cele dla mniszek
   Ale przed Aleksandrem Awajewem, ascetą i molitwiennikiem , staroobrzędowa wspólnota miała swego inoka Pawła , nazwanego później Pruskim . Paweł był młody, wykształcony i energiczny. Pod jego kierunkiem niebywale rozkwitał monaster staroobrzędowców, a w nieodległym Piszu z jego inicjatywy powstała znana słowiańska drukarnia.
   Długie studia nad Pismem Świętym i zgłębianie dzieł ojców świętych przywodzą Pawła do prawosławia. I chociaż opuszcza on w 1867 roku na zawsze Prusy, owoce jego nauczania pozostają. W Wojnowie i okolicznych wsiach spora grupa staroobrzędowców przyłączyła się do prawosławia. Będą oni nazywani jednowiercami. Przed wybuchem pierwszej wojny w Wojnowie i okolicach żyło około siedmiuset staroobrzędowców i dwustu jednowierców.
   Do ostatnich przybywa Aleksander Awajew - carski oficer, potem mnich Optiny. Zanim trafił na Mazury, przeszedł przez niemiecką niewolę. W niewoli los zetknął go z berlińskim biskupem Eulogiuszem. Od niego przyjął święcenia kapłańskie, a także skierowanie do duszpasterskiej pracy wśród jednowierców na Mazurach.
   Życie w Prusach robi swoje. Ci, których dziadowie przybyli z Rosji, nawet w domu zaczęli już mówić po niemiecku. O. Aleksander nie tylko więc służył, ale też uczył dzieci religii i rosyjskiego. W latach 30. założył żeńską wspólnotę monastyczną. Wzniósł dla niej dom, murowany z czerwonej cegły, z wyraźnie zaznaczonym wejściem. Dom stoi niedaleko cerkwi, którą dzięki zabiegom o. Aleksandra wzniesiono w latach 20.
   Wtedy jednak tylko jedna - Helena Koroniowa - spośród pięciu sióstr przyjęła postrig.
   Wspólnota trwała do połowy lat 50., do śmierci o. Awajewa. Ale wtedy, od 1947 roku, jest już monaster na Świętej Górze Grabarce. Siostry mogą się tam przenieść. Wśród nich jest późniejsza matuszka Ludmiła (Polakowska) , która potem zostanie ihumenią na Grabarce.
   Siostra Ludmiła stanie się łącznikiem między dawną wojnowską wspólnotą monastyczną a obecną. To ona między innymi nie pozwoli zapomnieć o tym, że tu, pomiędzy mazurskimi jeziorami, trwała już mnisza modlitwa, ona, urodzona w Prusach koło Wojnowa, przed wojną urzędniczka na poczcie w Ukcie, wtedy nie znająca polskiego, marząca od wczesnej młodości o monastycznej drodze.
   Z Grabarki będzie wracała do Wojnowa. Stanie się jak znak mniszego trwania na tej ziemi.
   I przyszły dziesięciolecia, kiedy Wojnowo stało się tylko jedną z parafii Warmii i Mazur. Służyli w niej ojcowie Aleksander Makal, Bazyli Omeliańczyk . Parafia topniała zwłaszcza w latach 70. Mieszkańcy dawnych Prus Wschodnich, również staroobrzędowcy i jednowiercy, mogli wyjeżdżać do Niemiec. Tę drogę wybrało około trzydziestu rodzin jednowierców.
   Na początku lat 90. postawiono dramatyczne pytanie - zamknąć parafię? Z jedyną na Mazurach cerkwią wybudowaną od podstaw przez prawosławnych? Służono w niej już rzadko, w dwunadiesiatyje prazdniki , i to tylko wtedy, gdy nie pokrywały się z niedzielą. Wtedy, dzięki zabiegom matuszki Ludmiły, przyjechał do Wojnowa o. Bazyli Omeliańczyk z Warszawy, inżynier, który święcenia kapłańskie przyjął już na emeryturze.
   Ojca Bazylego wspierały siostry z Grabarki, siostra Nina (Sidorenko) , tutejsza parafianka, Anatol Matowicki , czciec.
   Przyszedł rok 1995. Został założony dom zakonny. Pierwszą jego przełożoną - na krótko - została Ludmiła, która przybyła z Grabarki.
   Wszystko wymagało remontu i odnowy. Drewniana cerkiew, dzwonnica, dom z lat 30., który w zasadzie nie był przedtem wykończony. Cerkiew w dodatku była kilka razy ogałacana z ikon. Ich kradzieże rozpoczęły się w latach 70. I wszędzie daleko. Do najbliższej prawosławnej parafii w Mrągowie trzydzieści kilometrów, do siedziby diecezji w Białymstoku około 150, do przystanku autobusowego trzy. A rower był jedynym środkiem lokomocji nowej wspólnoty.  W monasterze Bussey we Francji. Matuszka Agnia z matuszką Olgą
   Rozległy remont cerkwi rozpoczął się w 1994 roku - zmieniono więźbę, dach, kopułę. W 1996 roku cerkiew wyświęcono.
   Remont pamięta siostra Agnia (Cicha) , dziś ihumenia monasteru.
   - Był wrzesień 1995 roku, gdy tu przyjechałam - wspomina. W Wojnowie spotkał mnie o. Wasilij i siostra Nina. Czułam się, jakbym była za granicą. Ale też miałam poczucie cudownego wyobcowania, niezbędnego dla życia mniszego. Oczywiście, że na początku było bardzo trudno. Wtedy pomagały nam siostry z dojlidzkiego monasteru. Potem przyjechała siostra Elżbieta (Niczyporuk) , ale nie została długo. Wyjechała na posłuszanije do Warszawy. Zaraz po wyświęceniu cerkwi przyszła Ewa , dziś siostra Jewdokia.
   Siostra Jewdokia o Wojnowie dowiedziała się z Przeglądu Prawosławnego. Na zdjęciu zobaczyła matuszkę Agnię i o. Wasilija. Bardzo chciała pojechać do jakiegoś monasteru. Przedtem nigdy w monasterze nie była, nawet na Grabarce. Gdy przyjechała do Wojnowa, zobaczyła dziurę po wyburzonym piecu, trzcinę wyzierającą spod złuszczonego tynku, niezagospodarowany strych i zapracowane siostry biegające boso.
   - Tu jest moje miejsce - wiedziała od razu, nie zważając na surowość warunków.
   Wróciła do domu jedynie po to, by się spakować i poucinać sprawy tego świata. Dla rodziców był to szok.
   Ale czas wszystko leczy.
   Po kilku latach do Wojnowa przyszła jej rodzona młodsza siostra Margarita . To Margarita mówiła o monasterze już w szkole średniej.
   Obie wybrały studia w Równem na Ukrainie w Instytucie Kultury. Jewdokia je przerwała, Margarita skończyła. W domu zostawiły jeszcze młodszego brata.
   Maryna pierwszy raz przyjechała do Wojnowa autobusem z Białegostoku. - Wybrałyśmy się z koleżanką - mówi. - Szłyśmy pieszo od przystanku. Przedtem odwiedzałam inne monastery. Wiedziałam, że chcę w którymś z nich żyć. A kiedy czujesz, że masz żyć w monasterze, wiesz, że musisz skończyć ze wszystkim, co łączy cię ze świeckim życiem. I kiedy otrzymasz błogosławieństwo rodziców, zgodę najbliższych, odczuwasz wielką ulgę. Zaczynasz żyć innym życiem, które na zewnątrz wydaje się spokojne i monotonne, ale wewnętrznie jest bardzo bogate.
   Maryna była nauczycielką w przedszkolu.
   Dla rodziców to normalne, gdy córka wychodzi za mąż, ale gdy mówi, że chce zostać mniszką, wywołuje często bunt, rozpacz nawet - jak z nią rozmawiać, czy wstępując do klasztoru jest tą samą osobą? Wszystko takie dziwne. Dziewczęta, podejmując decyzję o mniszej drodze, najbardziej boją się powiedzieć o tym rodzicom.
   - Ale są i inne reakcje - mówi siostra Agnia. - Ktoś cię błogosławi. Mówi, że się spodziewał...
   I dodaje: - Nikt tak ot po prostu nie idzie do monasteru. Na to pracują nasi dziadkowie, rodzice, ludzie wierzący. Ich trud i wiara rodzą mnichów. Dla mnie babcia Wiera jest świętą kobietą. Mieszkała w Dubiczach Cerkiewnych. Od dwudziestego roku życia czytała w cerkwi i śpiewała na klirosie. Gdy przyjeżdżałam do niej z Białegostoku na wakacje, zawsze prowadziła mnie do cerkwi, a na święto prawiednoj Anny na całonocną modlitwę do starokornińskiej świątyni. Bardzo lubiłam te całonocne modlitwy.
   Jeśli człowiek szuka woli Bożej, Bóg stara się go naprowadzić na właściwą drogę.
   Dla Ireny Karpiuk , lekarki z Gródka, matuszka Agnia jest najbliższą przyjaciółką. Razem uczyły się w trzecim liceum w Białymstoku. Wtedy, by dłużej porozmawiać, zwalniały się nawet na dziesięć minut z lekcji. Jako miejsce studiów jedna wybrała Białystok, druga Kraków.  Pascha w Wojnowie. od lewej s. Jewdokia, matuszka Agnia, o. German., s.s. Irena, Joanna. U dołu s.s. Mirosława, Maryna, Margarita
   Razem poszukiwały. Zmieniła je Rosja. Najbardziej. Irena, mając osiemnaście lat, pojechała sama do Moskwy z adresem do nieznajomej. Tania miała na imię. Otrzymała od niej klucze do mieszkania. Mogła jeździć do Siergiejew Posadu, wtedy jeszcze Zagorska.
   Zaś Ania Cicha, dziś matuszka Agnia, dotarła na cerkiewny obóz na Syberię.
   - Zdjęła kolczyki po obozie - mówi Irena Karpiuk. - Coś musiało się wydarzyć, pomyślałam. I rzeczywiście, wróciła całkiem inna. Poszukiwania Boga stały się tak intensywne, że w jej życiu zabrakło już miejsca na przedłużanie polonistycznych studiów na UJ.
   Doktor Irena Karpiuk ma do Wojnowa około dwustu kilometrów. Średnio pięć razy w roku jeździ do swojej przyjaciółki. Od pięciu lat z córką Olą. Przed Uspienijem stara się tu zatrzymać na tydzień, bo przed monasterskim świętem jest bardzo wiele pracy. Ola pokochała wyjazdy.  Wykopki. Siostry Maryna i Joanna
   - To piękne miejsce - mówi o Wojnowie dr Karpiuk. - Inny świat i ukochani ludzie. A życie nas, mających rodziny - dodaje refleksyjnie - czy powinno się różnić od mniszego? Nie sądzę. Żyjemy tylko w innych środowiskach. Ale łączy nas Bóg i modlitwa do Niego. Dr Irena Karpiuk od dzieciństwa śpiewa w parafialnych chórach, czyta Apostoł i podobne lektury jak siostry w Wojnowie.
   Dla prawosławnych w Polsce Wojnowo nie jest już odległą, zanurzoną gdzieś między jeziorami i lasami wys-pą. Jest bliskie sercu.
   Płyną tu zapiski z całej Polski z prośbą o modlitwy. Pielgrzymują wierni i turyści, zwłaszcza z Niemiec.
   Dla Wojnowa pomogły mniszki z Grabarki, z monasteru w Dojlidach, a nade wszystko mnisi z Supraśla. O. German od siedmiu lat jest duchowym opiekunem wspólnoty, wojnowskim siostrom pomagają archimandryta Gabriel i ojciec Iow .  siostra Maryna z kozą
   W Wojnowie nie ma stałego duchownego, dom jest stanowczo za ciasny, by pomieścić jeszcze jego rodzinę. Każdej więc niedzieli i w święta jadą do Wojnowa na służbę mnisi z Supraśla, a raz w miesiącu batiuszka z którejś parafii, głównie z Białostocczyzny. Ale w ten sposób Wojnowo jeszcze głębiej wrasta w świadomość ludzi Cerkwi.
   Dziesięć lat monasteru w Wojnowie będziemy świętować w tym roku na Uspienije , 28 sierpnia.
   fot. autorki, z archiwum parafii
   i Wiesława Zielińskiego

   
   ADRES MONASTERU:
   Wojnowo 24, 12-210 Ukta
   tel. (087) 425 70 81
   Konto: PKO BP SA O/Pisz
   15 1020 4753 0000 0202 0034 1115
   

Opinie

[1] 2006-01-31 20:16:00 baraqs
Pozdrawiam siostrę Irenkę Pacewicz z Monasteru w Wojnowie :-)
www.slumsy.neostrada.pl
[2] 2006-10-10 12:55:00 hkgkk
to jest do duszy
[3] 2010-11-21 23:57:00 kasia
Witam, raz byłam w Wojnowie, zajmowaliśmy się Starowiercami, ale weszliśmy do jesli dobrze pamiętam - do niewielkiej biało-niebieskiej z zewnątrz cerkwii...kończyła się niedzelna Msza, siostry spiewały, było tak pięknie, tak bajkowo, można by się tam modlić godzinami... Od tego czasu słucham kilku pieśni, które są dostępne na stronie. Powracają bardzo miłe wspomnienia, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będe mogła tam zajrzeć - choćby na chwilę...
Pozdrawiam serdecznie

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token