Numer 7(241)    Lipiec 2005Numer 7(241)    Lipiec 2005
fot.Krzysztof Miszułowicz
Autokefalia razy dwa
Dorota Wysocka
Autokefalia, zgodnie z encyklopedyczną definicją, to forma ustrojowa Kościoła, polegająca na pełnej jego niezależności i odrębności od innych Kościołów leżących poza granicami kraju w zakresie organizacji, hierarchii, zwyczajów, prawodawstwa itp. 13 maja na konferencji naukowej, zorganizowanej przez Zakład Historii Kultur Pogranicza Instytutu Historii Uniwersytetu w Białymstoku, kierowany przez prof. Antoniego Mironowicza, i Białoruskie Towarzystwo Naukowe, rozmawiano o autokefaliach Kościoła prawosławnego w Polsce. Nie ma przejęzyczenia. Cerkwi w Polsce za życia jednego pokolenia nadawano autokefalię dwa razy.
   
   Temat wzbudził zainteresowanie nie tylko wśród pracowników nauki. W sali konferencyjnej zebrało się kilkadziesiąt osób, w tym wielu przedstawicieli duchowieństwa. Spodziewano się naświetlenia problemu w kręgach prawosławnych omijanego z niechęcią. Uzasadnioną.
   Nim skupiono się na dwudziestowiecznej historii Cerkwi w Polsce i samym procesie uzyskiwania autokefalii, prelegenci szeroko zakreślili tło wydarzeń
   Ks. dr Jerzy Tofiluk powiedział, czym w ogóle jest autokefalia w rozumieniu Kościoła prawosławnego, kto komu i w jakich warunkach ją nadaje (nadaje Cerkiew - Matka, ale wokół tego, czy jest nią Cerkiew, w której jurysdykcji znajduje się struktura dążąca do samodzielności, czy też zawsze patriarchat konstantynopolitański jako Cerkiew - Matka wszystkich Kościołów prawosławnych, Fanar do tej pory spiera się z Moskwą), dr Józef Kuffel z Uniwersytetu Jagiellońskiego przedstawił poglądy na jedność w Kościele prawosławnym w nauczaniu Ilariona Troickiego, zaś historycy prof. Antoni Mironowicz (Metropolia kijowska w strukturze patriarchatu konstantynopolitańskiego 988-1685) i ks. prof. Marian Bendza (Wcielenie metropolii kijowskiej do patriarchatu moskiewskiego) przyjrzeli się wydarzeniom, na które po stuleciach powoływać się będą przede wszystkim politycy, w nich szukając uzasadnienia bieżących działań. Chodziło o ustalenie, czy zmiana jurysdykcji Cerkwi w Rzeczypospolitej obarczona była błędem, który w efekcie czynił ją niekanoniczną.
   Przypomnijmy tylko, że metropolia kijowska, utworzona w X wieku, jurysdykcyjnie podporządkowana była patriarchatowi konstantynopolitańskiemu, podczas gdy początkowo stanowiąca jej część metropolia moskiewska w XV w. uzyskała faktyczną samodzielność, a w 1589 r. status patriarchatu.
   W 1686 roku na mocy tzw. pokoju Grzymułtowskiego rozdzielono Ukrainę wzdłuż Dniepru, po stronie Rzeczypospolitej pozostawiając prawy brzeg, lecz bez Kijowa, który włączono do Rosji. Zmienił on wtedy, za zgodą Konstantynopola, przynależność jurysdykcyjną.
   Nie wzbudziło to w polskich władzach niepokoju, gdyż był to czas największego triumfu unii i prawosławie istniało właściwie już tylko w szczątkowej postaci w jednej - białoruskiej - diecezji.
   Rozbiory i powrót unitów w państwie rosyjskim do prawosławia zmieniły stan rzeczy. Cerkiew na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej przeszła proces unifikacji i stała się częścią Cerkwi rosyjskiej, z lojalnym wobec państwa duchowieństwem.
   Po odzyskaniu niepodległości władze Polski, w której prawosławie utraciło swoją dominującą pozycję, postanowiły, po części by pozbyć się wszelkich związków z dawnym zaborcą, po części lękając się nowego porządku za wschodnią granicą, oprzeć organizację Cerkwi na zasadzie autokefalii.
   Jak udało się to przeprowadzić, opowiedziała prof. Mirosława Papierzyńska - Turek.
   
   AUTOKEFALIA PO RAZ PIERWSZY
   
   Zadanie było skomplikowane przede wszystkim ze względu na brak entuzjazmu dla inicjatywy wśród tej części hierarchii, która pozostała w Polsce.
   Z niektórymi jej przedstawicielami władze w ogóle nie chciały podjąć rozmów. Doprowadziły za to do powierzenia zwierzchnictwa arcybiskupowi Jerzemu (Jaroszewskiemu) . Jednak nawet gotowi do współpracy biskupi swoją decyzję w sprawie autokefalii uzależniali od postawy patriarchy moskiewskiego.
   Tymczasem patriarcha Tichon, ostro skonfliktowany z nową władzą radziecką, zmagającą się z niewyobrażalnymi wcześniej trudnościami wewnętrznymi, nie chciał rezygnować z dotychczasowego kształtu swego władyctwa. Godził się na stanowisko metropolity dla arcybiskupa Jerzego i autonomię dla Cerkwi w Polsce. To satysfakcjonowało biskupów, ale nie rząd.
   Wiosną 1922 roku patriarcha został jednak aresztowany. Biskupi w Polsce postanowili nie przyjmować w tej sytuacji zarządzeń od niekanonicznego zarządu, co można było odczytać jako krok do pełnego usamodzielnienia się. Biskupów protestujących odsunięto od katedr, a z czasem przymuszono do wyjazdu z kraju.
   Atmosferę wokół autokefalii, którą wielu duchownych i wiernych postrzegało jako narzędzie podporządkowania Cerkwi państwu, zagęściło zabójstwo metropolity Jerzego, dokonane najprawdopodobniej na tle osobistym.
   Jego następcą został arcybiskup Dionizy (Waledyński) . Wystosował on do patriarchy Tichona, który latem 1923 roku powrócił do władzy, prośbę o błogosławieństwo dla "samodzielnej egzystencji Cerkwi prawosławnej w państwie polskim". Bez rezultatu.
   Władze państwowe wzięły więc pod uwagę inny wariant - udzielenie autokefalii przez patriarchę ekumenicznego. Trzeba było jedynie zatroszczyć się o kanoniczność aktu. Argumentów poszukiwano - jak już wspomniano - w przeszłości.
   Zwierzchnicy patriarchatu w Konstantynopolu (w trakcie procesu było ich aż trzech - Meletios IV, Grzegorz VII i Konstantyn VI) chętnie weszli w spór między Cerkwią w Polsce a patriarchatem moskiewskim, widząc w tym sposób na podniesienie własnego prestiżu. Rozmowy prowadziły władze państwowe, one też wyasygnowały zwyczajowy dar pieniężny – 12 tysięcy funtów szterlingów.
   11 listopada 1924 roku synod patriarszy w Konstantynopolu podjął uchwałę o udzieleniu błogosławieństwa nowo powstałej autokefalii Cerkwi w Polsce. W wydanym z tej okazji thomosie stwierdzono, że Kościół prawosławny w Polsce, który miał własną administrację i autonomiczną organizację, a więc obiektywne dane do samodzielnego bytu, zwrócił się do Konstantynopola z prośbą o błogosławieństwo i zatwierdzenie autokefalii. Uzasadniając swoje prawo do jej nadania obowiązkiem przyjścia z pomocą Kościołowi w potrzebie oraz złamaniem już w przeszłości przepisów kanonicznych przez Cerkiew rosyjską podczas przejmowania metropolii kijowskiej w 1686 roku, prośbie zadośćuczyniono.
   Ogłoszeniu thomosu, 17 września 1925 roku, nadano w Polsce niezwykle uroczystą oprawę.
   Zgodnie z wymogami o autokefalii powiadomione zostały władze wszystkich samodzielnych Kościołów prawosławnych i stopniowo przyjmowały ją do wiadomości. Wszystkie, z wyjątkiem patriarchatu moskiewskiego. Ten z autokefalią konstantynopolitańską nie pogodził się nigdy. W 1948 roku nadał własną.
   
   AUTOKEFALIA PO RAZ DRUGI
   
   Nim powrócono ponownie do kwestii kanoniczności autokefalii Cerkwi w Polsce, uczestnicy konferencji mogli wysłuchać trzech referatów naświetlających problem od greckiej strony. Prof. Dimitrios Gonis z Aten omówił sytuację patriarchatu konstantynopolitańskiego po I wojnie światowej, ks. dr Andrzej Borkowski, teraz proboszcz jednej z greckich parafii, stanowisko patriarchatu w Konstantynopolu wobec autokefalii Cerkwi w Polsce, zaś ks. dr Anatol Szymaniuk, absolwent greckiej uczelni, wyjaśniał, czym jest "Synodos Endymuza".
   Jako ostatni głos zabrał prof. Eugeniusz Mironowicz. Przede wszystkim zarysował tło wydarzeń zmierzających do powtórki z autokefalii. Przypomniał, że w latach okupacji władza metropolity Dionizego ograniczała się tylko do Generalnego Gubernatorstwa. Władza w dużej mierze tytularna, gdyż pod naciskiem z zewnątrz udzielił on święceń dwóm biskupom związanym z ukraińskim ruchem narodowym - Hilarionowi (Ohijenko) i Paladiuszowi (Wydybida-Rudeńko) , którzy w istocie kierowali Cerkwią. Latem 1944 r., jeszcze przed wybuchem powstania warszawskiego, Niemcy wywieźli hierarchów do Wiednia, skąd metropolita wrócił, gdy tylko stało się to możliwe, i znów stanął na czele Cerkwi w Polsce.
   Tymczasem Białostocczyzna jeszcze w 1939 roku włączona została do jurysdykcji patriarchatu moskiewskiego (w latach okupacji hitlerowskiej utworzono na krótko nową strukturę, Białoruski Autokefaliczny Kościół Prawosławny).
   Nawet gdy zachodnia część diecezji grodzieńskiej znalazła się w granicach państwa polskiego, patriarcha Aleksy potraktował ją jako odrębną diecezję patriarchatu. Za zwierzchnika uznało go duchowieństwo kilku dekanatów.
   Kierujący z ramienia władz polskich Cerkwią na Białostocczyźnie biskup Tymoteusz (Szretter) do maja 1946 roku zmagał się ze zjawiskiem w literaturze opisanym jako "schizma białostocka". Orientacja niechętna autokefalii miała autentyczne poparcie wśród wiernych. Parafia w Orli, w której założono rozłamowe Stowarzyszenie Chrześcijan Prawosławnych, podporządkowała się biskupowi Tymoteuszowi dopiero w 1950 roku.
   Nastroje na Białostocczyźnie przekonały nowe władze polskie do konieczności uregulowania kwestii autokefalii. One także, choć z całkiem innych powodów niż poprzednie, za najskuteczniejsze uznały ręczne sterowanie, ingerowanie i naciskanie na Cerkiew w wygodnych dla siebie sytuacjach. O sprawie rozmawiały nie z reprezentantami patriarchatu, a radzieckich władz państwowych.
   Gdzieś na tym szczeblu zapewne uznano, że metropolita Dionizy, utożsamiany z autokefalią z 1924 roku, będzie przeszkodą w nowym rozwiązaniu problemu. Zaproponowano mu dobrowolną rezygnację ze stanowiska. Gdy odmówił, odsunięto, stosując areszt domowy. Pretekstem było złamanie wciąż obowiązującego dekretu prezydenta z 1938 roku. Metropolita w latach okupacji wyświęcił dwóch biskupów, nie uzyskując na to zgody, konstytucyjnych wszak, władz Polski podziemnej. Władze przy tej okazji złamały dekret co najmniej dwukrotnie, najpierw odwołując metropolitę, choć dekret takiego rozwiązania nie przewidywał, a potem powołując nową strukturę, Tymczasowe Kolegium Rządzące PAKP, z biskupem Tymoteuszem na czele.
   Teraz wystarczyła decyzja rządu radzieckiego i polskiego.
   Delegacja Cerkwi w Polsce z biskupem Tymoteuszem do Moskwy pojechała w czerwcu 1948 roku. Na miejscu wyrzekła się niekanonicznej autokefalii uzyskanej od patriarchy ekumenicznego, pokajała się i otrzymała błogosławieństwo na samodzielność Cerkwi w Polsce.
   Słuchacze pytań szczegółowych mieli mnóstwo. Nie na wszystkie otrzymywali satysfakcjonujące odpowiedzi. Wątpliwości budziła nawet sama idea autokefalii (- Na jakiej podstawie uważa się, że zawsze jest to najlepsze rozwiązanie, podnoszące prestiż krajowej Cerkwi?), motywy i metody działań. Gospodarze konferencji postrzegali metropolitę Dionizego jako męża stanu, strzegącego dobra Cerkwi za cenę daleko idących kompromisów z władzą i konsekwentnego obrońcę autokefalii konstantynopolitańskiej.
   Jedna z dyskutantek odczytała jednak list metropolity, w którym wymuszoną niezależność postrzegał jako błąd, przede wszystkim ze względów kanonicznych.
   Temperatura rozmów sugerowała, że autokefalia to nie zakurzony akt, skryty gdzieś w archiwum i dawno "przyklepany" przez bieżące sprawy, a problem wart dogłębnego wczucia się w racje, argumenty i tło.
   Nie po to nawet, by coś zmieniać, naprawiać, lecz rozumieć. Okazję ku temu stworzy zapewne za kilka miesięcy książka, w której ukażą się wszystkie referaty.
   
   

Opinie

[1] 2005-07-28 16:30:00 diakon Piotr UKGK
Temat niewątpliwie pasjonujący, także ze względu na implikacje praktyczne dla życia Kościoła prawosławnego na Ukrainie. Na tomos z 1924 r. zawsze powoływali się ukraińscy autokefaliści, uznając go za jeden z prawnych dowodów niekanoniczności moskiewskiego zwierzchnictwa nad prawosławiem ukraińskim.
[2] 2010-02-19 20:01:00 Korwin
Rewelacja - więc Cerkiew Prawosławna wyrzekła się autokefalii otrzymanej z Konstantynopola a w zamian dostała inną "lepszą" bo komunistyczną.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token