Numer 5(239)    maj 2005Numer 5(239)    maj 2005
fot.Krzysztof Miszułowicz
Marzenia się spełniają
Michał Bołtryk
Cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego w Jacznie stoi pośrodku wsi. Obecnie proboszczem parafii jest o. Sławomir Jakimiuk.
   
   Sławomir urodził się w Dobrywodzie. - Moją pierwszą parafią - mówi - był Topilec, gdzie posługiwałem w cerkwi św. Mikołaja. W 2004 roku zostałem przeniesiony do Michałowa, do parafii św. Mikołaja. Byłem tam wikariuszem. A pierwszego września 2004 roku władyka Jakub mianował mnie proboszczem parafii Zmartwychwstania Pańskiego w Jacznie.
   Do parafii należą, oprócz Jaczna, Harasimowicze, Grzebienie, Szostaki, Kudrawka, Siderka, Sidra, Podsutki, Podrubowszczyzna. W wymienionych wsiach żyje 128 prawosławnych rodzin, w sumie 330 osób.
   Choć świątynia Zmartwychwstania Pańskiego nie ma jeszcze dwudziestu lat, ta parafia jest dużo, dużo starsza.
   - Poprzednia cerkiew - mówi pani Zoja Białomyzy , parafialny skarbnik - była drewniana. A święto parafialne obchodziliśmy na świętego proroka Eliasza. Z pokolenia na pokolenie przekazywana jest następująca historia.  O. Sławomir Jakimiuk przed cerkwią Zmartwychwstania Pańskiego
   Kiedyś była w Wielkim Stawie kapliczka, a w niej ikona Matki Bożej. Kapliczka popadła w ruinę. Ludzie postanowili wybudować cerkiew na pagórku we wsi Grzebienie. Ikonę Matki Bożej położono na wóz. Do wozu zaprzęgnięto woły. Kiedy przejeżdżano przez Jaczno, na środku wsi woły stanęły i nikt już nie mógł zmusić ich do dalszej jazdy. Naprzeciwko na placu zbudowano potem cerkiew, a w niej umieszczono ikonę.
   Cerkiew budowali wynajęci żydowscy cieśle, którzy w czasie budowy mieszkali w Jacznie z całymi rodzinami.
   W cerkwi św. Eliasza modlili się nasi pradziadowie, dziadowie... Tak było do 14 listopada 1985 r. Wtedy, na świętych Kosmy i Damiana, pod wieczór cerkiew spłonęła. Mówiono, że od spięcia elektrycznego.
   Cerkiew płonęła jak świeca, spaliła się nasza ikona, Ewangelia z XVI wieku i wszystko co w cerkwi było.
   Całe Jaczno płakało nad pogorzeliskiem.  cerkiew św. Eliasza
   Pamiętam tamten wieczór. Poszliśmy z mężem Mikołajem do obory doić krowy. Doję krowę i komentuję: - Nie ma naszej ikony. Nikt nie usłyszy naszych modlitw. Nie chce mi się żyć. I zaraz mówię do męża: - Kola, jeśli uda się zbudować cerkiew, to nasza rodzina musi ufundować ikonę naszej Matki Bożej. Sprzedamy na to najlepszą krowę.
   Mąż myślał, że postradałam zmysły. Uspokajał mnie: - Wydój krowę. Połóż się, prześpij. Jeszcze dopala się stara cerkiew, a ty myślisz już o budowie nowej. Kto ją tu zbuduje? Widzisz, ilu nas tu żyje, garstka bezsilnych ludzi...
   Ale cerkiew zbudowano. A my sprzedaliśmy najlepszą krowę. Pojechaliśmy do Supraśla, do ojca Gabriela. On zdobył fotografię ikony, która spłonęła. Potem znalazł malarza w Białymstoku, który nam ikonę namalował. Przy odbiorze ikony zauważyłam, że ta nowa ikona niby taka sama, ale i nie taka jak poprzednia. Zajechaliśmy z nią do Supraśla. - Ojcze Gabrielu - mówię - twarz Matki Bożej na tej ikonie jakoś bardziej zbiedowana.
   Ale o. Gabriel wytłumaczył: - A czemuż ma być wesoła przy takim nieszczęściu, jakie was i Ją spotkało. Ona się martwi, bo przeżyła waszą tragedię.
   Przywieźliśmy ikonę do domu. Zrobiło się radośnie. Potem zanieśliśmy ją do cerkwi. Teraz przychodzę do cerkwi, patrzę na tę ikonę i jest mi dobrze. "Spełniło się moje marzenie" - myślę, stojąc przed ikoną. Pieniędzy ze sprzedanej krowy starczyło na ikonę - ale już kiot ufundowała cała parafia.
   Nasza parafia jest piękna - mówi o. Sławomir. - Mamy piękną cerkiew.fragment fresków Jej budowa to wielki wysiłek wielu dobrych ludzi. Ale trzeba jeszcze dokończyć dzieło. Od lat trwa rozpisywanie ścian świątyni. W części ołtarzowej Zmartwychwstanie Pańskie namalował Mikołaj Mielnik . Przedstawienie św. Eliasza, Kobiet Niosących Mirro i Pokrow Matki Bożej wykonał Tadeusz Możejko z Różanegostoku, nauczyciel historii. Teraz pracuje, w okresie letnim, nad zakończeniem przedstawienia Bożego Narodzenia.
   O. Sławomir planuje w tym roku pomalowanie kopuł cerkwi na niebiesko. Może zrobią to alpiniści z Białorusi. Byłoby taniej, bo nie będą potrzebne rusztowania.
   Dawniej w Jacznie była piękna tradycja. Przez całą niedzielę wielkanocną, co godzinę, przez kilka minut biły dzwony.
   Niestety, pożar przerwał tę tradycję. Dzwony, najcięższy ważył około trzystu kilogramów, uległy zniszczeniu. Malutki, pięćdziesięciokilogramowy dzwon przy cerkwi wydaje głos mało słyszalny.
   - Chcielibyśmy powrócić do tradycji bicia w dzwony na Paschę przez całą niedzielę - mówi o. Sławomir.
   Ojciec Sławomir, życząc czytelnikom "Przeglądu Prawosławnego" Paschalnej radości, prosi o pomoc.
   
   fot. archiwum parafii, autor
   
   Parafia prawosławna
   Zmartwychwstania Pańskiego
   w Jacznie
   Bank Spółdzielczy
   Oddział w Dąbrowie Białostockiej
   03 8093 0000 0032 5187 2000 0010

   

Opinie

[1] 2009-06-04 21:45:00 mikołaj
dawno już nie mieszkam w tych stronach,kiedy jestem w cerkwi -jestem znowu tym samym młodym szczęśliwym człowiekiei mam chęć do dalszych działań.pozdramiam wszystkich.
[2] 2013-04-11 09:03:00 grzegorz
Legenda jak legenda, fajna i inspirująca. Cerkiew w Jacznie powstała jednak już z fundacji królowej Bony przed 1540 rokiem, a najstrsze mapy z XVIII wieku potwierdzają jej istnienie w obecnym miejscu. Nic nie wskazuje, że obok Wielkiego Stawu (jak zwał się zalew na rzece Sidrze koło harasimowicz) funkcjonowała jakakolwiek świątynia
[3] 2013-10-02 19:06:00 piotr
Panie Grzegorzu, bardzo proszę o kontakt, z chęcią dowiedziałbym się gdzie można obejrzeć takie mapy. Pozdrawiam PO

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token