Numer 4(238)    kwiecień 2005Numer 4(238)    kwiecień 2005
fot.Wiesław M.Zieliński
Sąd nad Świętym Maksymem
Michał Bołtryk
OD 9 MARCA DO 6 CZERWCA 1914 R. TOCZYŁ SIĘ WE LWOWIE PROCES O. MAKSYMA SANDOWICZA I JEGO TRZECH TOWARZYSZY - SZYMONA BENDASIUKA, O. IGNACEGO HUDYMY
   I BAZYLEGO KOŁDRY. WIEMY, CO BYŁO POTEM: UNIEWINNIENIE OSKARŻONYCH. W SIERPNIU WYBUCHŁA PIERWSZA WOJNA ŚWIATOWA, A 6 WRZEŚNIA 1914 ROKU O. MAKSYMA ROZSTRZELANO NA DZIEDZIŃCU SĄDU W GORLICACH. 7 CZERWCA 1994 ROKU SOBÓR BISKUPÓW NASZEJ CERKWI OGŁOSIŁ O. MAKSYMA SANDOWICZA ŚWIASZCZENNOMUCZENIKOM ZA "JEGO MĘCZEŃSKĄ ŚMIERĆ I Z UWAGI NA JEGO POWSZECHNY KULT WŚRÓD LUDU BOŻEGO". UROCZYSTOŚCI KANONIZACYJNE ODBYŁY SIĘ 10 I 11 WRZEŚNIA 1994 ROKU W GORLICACH, MIEJSCU MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI O. MAKSYMA. 6 WRZEŚNIA (NOWY STYL) JEST DNIEM PAMIĘCI ŚWIĘTEGO.

   
   ŚWIADKOWIE Z GRABIA
   
   Przez kilka kolejnych terminów, począwszy od trzydziestego trzeciego dnia rozprawy, przesłuchiwano świadków z Grabia i okolicznych wsi.
   Świadkowie pełniący różne urzędy obciążali o. Maksyma Sandowicza i Bazylego Kołdrę.
   Jan Wiatr, wachmistrz żandarmerii, zeznawał: - W Grabiu agitacja zaczęła się w 1910 roku, kiedy Kołdrę, Kuszwarę i Piroga nie przyjęto do seminarium duchownego. A po aresztowaniu ks. Sandowicza pewnej nocy przyjechał do Grabia ks. Sołowij. Ten odprawił nabożeństwo i spowiadał. Nazajutrz jego też aresztowano i odstawiono do starostwa.
   Mikołaj Rubicz, były wachmistrz żandarmerii w Grabiu, opowiadał, jak to podczas służby słuchał kazania ks. Sandowicza: - W kazaniu tym ksiądz Sandowicz zachęcał do przejścia na prawosławie. Mówił, że cierpienia prawosławnych się skończą, bo car da pieniądze na prawosławną cerkiew. W następstwie tych kazań ludzie chodzili po wsi i rozpowiadali, jak to przyjdzie car z wojskiem, pobije Lachów, Ukraińców i tych, co nie chcą przejść na prawosławie.
   - Czy tak było? - zapytał o. Sandowicza przewodniczący składu sędziowskiego.
   - Stanowczo zaprzeczam - odpowiedział oskarżony. - Nigdy nie wygłaszałem takich kazań. A jeśli chodzi o nasze cierpienia, to mówiłem, aby ludzie się nie zrażali. To nic, tłumaczyłem im, że modlimy się w takim małym domku. Pierwsi chrześcijanie spotykali się na modlitwę w katakumbach. Módlmy się, a znajdą się prawosławni, którzy pomogą nam zbudować cerkiew.
   Jako kolejny świadek zeznawał Tymko Żuk, nauczyciel ludowy w Grabiu, gdzie przebywał od 1908 r. Ten także, podobnie jak żandarm, oskarżał ks. Sandowicza.
   - Ludność w Grabiu - mówił - zaczęła zachwalać prawosławie od czasu, gdy agitację rozpoczęli akademik Markow, Kuszwara i Kołdra. Od włościan w Grabiu słyszałem, że Kołdra przedstawiał na obrazach ruchomych cara i biskupów rosyjskich i zachwalał wiarę rosyjską. Zaraz potem na wiecach żądano, aby w szkołach uczyć języka rosyjskiego. We wsi krążyły pogłoski o lepszym życiu w Rosji i że tam włościanie dostają za darmo grunty. Nauczyciel Leoś opowiadał mi, że ks. Sandowicz zachwalał w kazaniach prawosławie. Mówiono, że ks. Sandowicz dostaje za to z Rosji dwieście rubli miesięcznie.
   Jan Reszeter, kupiec, komisarz rządowy z Grabia i Wyszowatki, także zeznawał na niekorzyść oskarżonych: - Kołdra, Kuszwara i Markow zwoływali wiece i tam wzywali ludność, a raczej mężczyzn, aby ci podczas konskrypcji [poboru do wojska - mb.] pisali swoją narodowość "ruską" przez dwa "s" - "russka". Agitowali za językiem rosyjskim w szkołach. Bazyli Kołdra na przedstawieniu ruchomych obrazów, na którym byłem, zachwalał waleczność żołnierzy rosyjskich, sławił Rosję, pokazywał bojarów moskiewskich i carycę Katarzynę. Podczas objaśniania jakiegoś obrazu nauczyciel Jaworski wstał i zaprotestował, mówiąc że jest to zachwalanie Rosji. Natomiast z chwilą przybycia do Grabia księdza Sandowicza we wsi zaczęło się szerzyć prawosławie. Mówiono, że tu przyjdzie Rosja i wyrżnie Lachów i Ukraińców, że wkrótce będzie sąd rosyjski w Grabiu albo w Świątkowie. W 1913 roku dwóch ludzi z Grabia wyjechało bez paszportu do Rosji. Gdy wrócili, powiadano, że przywieźli 60 tys. rubli na budowę cerkwi. Mało tego, kilku włościan przekazało ks. Sandowiczowi 50 morgów gruntu. Zrobiono pozorny kontrakt kupna. Grunta te zabrała żona Sandowicza.
   W podobnym stylu oskarżał ks. Sandowicza Michał Szatyński, grekokatolicki stolarz z Grabia.
   - Słyszałem - mówił - iż ksiądz Sandowicz na pewnym zebraniu miał mówić, że organizacja prawosławnych sięga od Sanoka do Koszyc. Agitację prawosławną prowadzi się od czasu konskrypcji. A najgorliwszymi agitatorami byli ksiądz Jurczakiewicz z Czarnej, Kołdra, Markow i Kuszwara. Objeżdżali wszystkie gminy i agitowali za zapisywaniem się jako "russcy" - przez dwa "s". A po przyjeździe do nas ks. Sandowicza płacono niektórym włościanom za przejście na prawosławie. Zaś tym, którzy nie chcieli przechodzić, grożono, a nawet ich bito.
   Słaszałem, jak oskarżony Kołdra pokazywał obrazy oblężenia Sewastopola i dynastię carską. Prawosławni w tym celu odbywali w nocy poufne zgromadzenia, w tak wielkiej tajemnicy, że nawet okna zabijano deskami, aby nikt nie podsłuchiwał. Pewnego razu byłem na stypie. Tam opowiadali mi Jan i Antoni Frynckowie o tym, co im mówił ks. Sandowicz.
   - Co mówił ksiądz Sandowicz? - zainteresował się przewodniczący trybunału.
   - Ksiądz Sandowicz mówił, że nie trzeba już się bać Austrii. Przyjdzie Rosja i wyswobodzi prawosławnych. A po śmierci cesarza Galicja będzie przyłączona do Rosji.
   - Proszę świadka - zauważył przewodniczący - na skutek pańskiego doniesienia obaj Frynckowie byli przesłuchiwani. Obaj w śledztwie zeznali, że niczego takiego świadkowi nie mówili. Ba, Frynckowie powiedzieli, że Szatyński na tej stypie upił się i zrobił awanturę. Skończyło się na tym, że warta nocna zabrała Szatyńskiego do urzędu gminnego na wyt-rzeźwienie.
   Po takiej uwadze stolarz Szatyński nic już nie miał do powiedzenia.
   Potem krótko zeznawali prawosławni włościanie z Wyszowatki i Długiego - Eustachy Hawrylak, Teodor Kocko, Łukasz Kocko, Teodor Bajsa i Teodor Wasenko.
   - Kazania o. Sandowicza - zgodnie mówili - na które chodziliśmy, dotyczyły Ewangelii. Prawosławnymi jesteśmy z dziada pradziada. Nam jegomoście mówili, że my prawosławni christijanie. Prawosławie zaczęło się u nas w ostatnich latach z powodu działań Kisielewskiego. On niszczył włościan, sprzedawał im grunty, pobierał asekurację. My zawsze czuliśmy się prawosławnymi. Jednak z braku cerkwi prawosławnej chodziliśmy do unickiej. To nam nie przeszkadzało. Jednak ksiądz Kisielewski wszystko zmienił. A pogłoski o wojnie i Rosjanach, którzy mieliby do nas przyjść, szerzyli unici. Natomiast ksiądz Kisielewski mówił w cerkwi, że przyjdzie tu ukraińskie wojsko i pobije nas prawosławnych, bo na nas przyszła zaraza.
   - Czy świadka ochrzczono w prawosławiu? - pytał przewodniczący, przesłuchując Teodora Wasenko z Długiego.
   - Nie wiem, bo byłem wtedy mały - odpowiedział spokojnie Wasenko.
   - Ja wiem - wtrącił przewodniczący - ale pewnie macie jakąś metrykę?
   - Ja nie umiem czytać - odparł świadek.
   Na sali zapanowała wesołość.
   Potem zeznawali Daniel Syma i Iwan Kussajło z Długiego. Obaj również potwierdzili, że o. Maksym Sandowicz mówił kazania z Ewangelii o miłości bliźniego, o tym, że modlił się za cesarza Franciszka Józefa i jego wojsko. Ksiądz Sandowicz nawet nie mówił, że unicka wiara jest zła. Nauczał nas, że każda wiara dobra, która Boga chwali.
   - A kiedy przeszliście na prawosławie? - pytał przewodniczący trybunału.
   - My prawosławnymi czuliśmy się od zawsze. A przeszliśmy na "twardsze prawosławie", gdy kazano nam pisać się przez jedno "s". "Rusnaki" mają pisać się przez dwa "s". Przez jedno "s" piszą się Ukraińcy. Już nam stary ksiądz Chylak mówił: "Prawdziwy Rusin pisze się przez dwa «s»".
   - Gdzie modlicie się obecnie?
   - Modlimy się w domu. Nie mamy jegomościa, bo nam go aresztowali. Nie spowiadamy się od tego czasu, nawet nie święciliśmy "paski".
   - Czemu nie chodzicie do cerkwi unickiej?
   - Nas tam nienawidzą, bo jesteśmy prawosławni.
   Tego dnia przepytano kilku świadków z Załucza na okoliczność dotyczącą "parastasu", gdzie rzekomo ks. Hudyma modlił się za cara Mikołaja, a potem przy obiedzie zachwalał Rosję.
   Czterech świadków - trzech grekokatolików i jeden prawosławny - zaprzeczyło oskarżeniom ks. Hudymy. - Nikt z nas nie słyszał - zeznawali - aby ksiądz Hudyma modlił się za cara Mikołaja, a potem mówił o Rosji.
   Wszyscy czekali na przesłuchanie Pelagii Sandowicz, żony o. Maksyma Sandowicza. I doczekali się.
   
   PELAGIA SANDOWICZ
   
   Pelagia Sandowicz weszła na salę z dwuletnim dzieckiem. Na chwilę zapanowała konsternacja. Przewodniczący szybko postanowił: - Dziecko ma zostać na korytarzu.
   Dzieckiem zaopiekowała się matuszka Hudymowa.
   Pelagia Sandowicz przedstawiała się: - Lat 22, Rosjanka, prawosławna. Będę zeznawać po rosyjsku.
   I tak zeznawała. Zeznania tłumaczył pan Filipowski.
   - Wychodząc za mąż wniosłam osiem tysięcy rubli posagu - zeznawała matuszka Sandowicz. - Trzy miesiące po ślubie wyjechaliśmy do rodziców męża w Żdyni. Stamtąd włościanie zaprosili męża do Grabia. Mój mąż przygotowywał swoje kazania na podstawie Ewangelii i podręczników. Na kazaniach nie mówił o Lachach czy Ukraińcach. Mówił, że głową Cerkwi prawosławnej jest Chrystus, a nie papież rzymski. Niczego więcej o papieżu nie mówił. Do męża przychodzili chłopi i czytali "Gołos naroda" i "Łemka". Podczas tych spotkań mąż nie rozmawiał o Rosji, nie wychwalał Rosji, nie straszył Rosją Lachów i Ukraińców. Od dzieci w wieku szkolnym słyszałam, że nauczyciel mówił im na lekcjach: "Jak będziecie prawosławni, to przyjdzie wojsko i wyrżnie was". Mój mąż odprawiał nabożeństwa w Grabiu przez dwa miesiące, mimo zakazu starostwa. Potem go aresztowano.
   - Czy pani mąż otrzymywał pieniądze z Rosji? - pytał przewodniczący.
   - Nigdy - odpowiadała Pelagia Sandowicz. - Żyliśmy z własnych pieniędzy. Jak już mówiłam, wniosłam do małżeństwa osiem tysięcy rubli. Parafianie w Grabiu płacili mężowi za nabożeństwa. Pogłoski o opłacaniu męża przez Rosję słyszałam. Mieliśmy rzekomo otrzymywać miesięcznie dwieście rubli. Rozpowiadał o tym ksiądz Kisielewski. Ale on wiedział najlepiej, że tak nie było. Przez ręce księdza Kisielewskiego przechodziła poczta do nas. On wszystko kontrolował.
   - Gdzie i po co wyjeżdżał pani mąż?
   - Pojechaliśmy raz na Węgry do Bardyjowa, bo potrzebna była porada lekarza specjalisty. Mąż jeździł także do Załucza, do księdza Ignacego Hudymy. Hudymę znam ja, bo jego żoną jest moja koleżanka. Mój mąż pojechał do Załucza na prośbę księdza Hudymy. Miał tam go wyspowiadać. Mój mąż nie był też w Gorlicach i nie nakłaniał wychowanków bursy do przejścia na prawosławie. Nie był także na zjeździe księży prawosławnych we Lwowie.
   - Czy posiada pani w Grabiu pięćdziesiąt morgów gruntu?
   - Nie posiadam. Jestem właścicielką ziemi o długości 45 metrów i szerokości 30 metrów. Za ten grunt zapłaciłam w sądzie przy świadkach. Na tej działce ma w przyszłości stanąć cerkiew prawosławna.
   Na tym skończono przesłuchanie matuszki Pelagii Sandowicz. W kolejnym dniu zeznawali następni świadkowie z Grabia i okolic.
   
   OBROŃCY SANDOWICZA
   
   Pantelejmon Stach z Grabia zeznał, że ks. Sandowicza zastał w Grabiu po powrocie z Ameryki.
   - Czy świadek przeszedł na prawosławie pod wpływem ks. Sandowicza? - pytał przewodniczący.
   - Nie - odpowiadał Pantelejmon Stach. - Chodziłem do cerkwi prawosławnej już w Ameryce. Wróciłem do Grabia i tu poszedłem na kilka nabożeństw do jegomościa Sandowicza. Sandowicz nigdy nie zachwalał prawosławia, ani nie prowadził agitacji za Rosją. Zawsze modlił się za cesarza Franciszka Józefa.
   Dom modlitwy w Grabiu urządzony był u włościanina Dmytro Urama.
   Dmytro Uram zeznawał: - Ja zawsze czułem się prawosławny. U nas w szkole o prawosławiu uczył nauczyciel Choma. Mówił nam: "My wzięliśmy wiarę prawosławną od Greków". Oficjalnie wróciłem do prawosławia z całą rodziną na rok przed przybyciem do nas księdza Sandowicza. Prawdę mówiąc, chodziło nam też o to, aby pozbyć się się księdza Kisielewskiego, który chłopom robił wielką krzywdę. Nasze podania do konsystorza i starostwa przez rok pozostawały bez odpowiedzi. Potem od Reszetara, obecnego komisarza rządowego, dowiedziałem się, że w Żdyni jest ksiądz Sandowicz. Wraz z wójtem pojechaliśmy do Żdyni. Tam poprosiliśmy jegomościa o przyjazd do Grabia. Zgodził się i przyjechał. W cerkwi zawsze modlił się za cesarza Franciszka Józefa i jego wojsko, a kazania jegomościa dotyczyły tylko Ewangelii. Wszystkie pogłoski o Rosjanach, Moskalach, Lachach, Ukraińcach czy Austriakach rozpuszczał we wsi ksiądz Kisielewski.
   - Świadek Reszetar z Grabia - wtrącił przewodniczący - mówił o groźbach padających z ust księdza Sandowicza, że jakoby przyjdą Rosjanie i wyrżną Ukraińców i Lachów.
   - Reszetar - odpowiadał Dmytro Uram - miał u nas czytelnię i trzymał z prawosławnymi. Potem, gdy przyszedł ksiądz Sandowicz, odstąpił od nas. A to z tego powodu, że miał we wsi sklep. Bał się, aby z powodu prawosławia nie odebrano mu koncesji na sklep. Reszetar i Bałasz często mówili nam: "Wy nam przeszkadzacie waszym prawosławiem. Gdyby nie to prawosławie, oderwalibyśmy Ukrainę i Galicję. Potem wybralibyśmy króla ukraińskiego i wybili się na wolność spod ucisku Lachów".
   Podobnie bronił księdza Sandowicza Iwan Kitschak, prawosławny włościanin z Wyszowatki.
   - Zapisałem się do prawosławia - mówił - zaraz po przybyciu księdza Sandowicza do Grabia, a to dlatego, że od zawsze czułem się prawosławny i moi przodkowie byli prawosławni. Księża nam zawsze mówili: My prawosławni christijanie. Czarę goryczy przelały postępki księdza Kisielewskiego, który "wyprawiał dziwa", sprzedając grunta chłopskie i niszcząc chłopów. Nigdy nie słyszałem, aby ksiądz Sandowicz mówił na kazaniach co złego. A gdy zabroniono mu odprawiać nabożeństwa, mówił nam: "Przysięgałem podczas święceń i od tego nie odstąpię". I odprawiał, choć miał zakaz starostwa.
   Iwan Rogowski, grekokatolik, także wystąpił w obronie księdza Sandowicza.
   - Jakiej religii jest pan? - upewnił się przewodniczący.
   - Ukraińskiej! - usłyszał w odpowiedzi.
   - Nie ma takiej religi - pouczył przewodniczący.
   - Nie ma takiej, bo jestem grekokatolik - odrzekł świadek. - Byłem na kazaniach księdza Sandowicza i nie słyszałem, aby tam co mówił przeciw wierze katolickiej.
   - W śledztwie świadek wspomniał o wypowiedzi Sandowicza hańbiącej wiarę katolicką. Sandowicz miał powiedzieć, że wiara katolicka nie jest prawdziwa.
   - Nie wiem, czy nie jest prawdziwa - odpowiadał świadek. - Ale powiem tak: nawet wiara katolicka nie jest dobra, a prawosławna wiara jest lepsza.
   - Ze świadkiem trudno dojść do ładu - zakończył przewodniczący.
   
   * * *
   
   A zdrowie, tak często wymienianego podczas procesu, cesarza Franciszka Józefa poprawiało się. Codzienne komunikaty z kilku agencji o zdrowiu cesarza podawało "Słowo Polskie".
   Korespondent wiedeński pisał: Monarcha i dziś spędził noc dobrze. Suchy katar łagodnieje, podrażnienie do kaszlu jeszcze jest silne, inne objawy są równie pomyślne, jak wczoraj.
   Następnego dnia informował: Choć zakres i napięcie kataru jeszcze się nie zmieniły, to cesarz odzyskuje zdrową cerę. (cdn.)
   
   fot. autor
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token