Numer 5(239)    maj 2005Numer 5(239)    maj 2005
fot.Krzysztof Miszułowicz
Przez ciernie i krzyż
Ałła Matreńczyk
Telegram z Oświęcimia nadszedł 11 grudnia 1942 roku. Krótki i lakoniczny. Komendant obozu informował o śmierci o. Grzegorza Peradze. Na próżno warszawska metropolia starała się o urnę z prochami, pytała o ostatnią wolę zmarłego. Urząd Stanu Cywilnego w Oświęcimiu podał jedynie dokładną datę zgonu - 6 grudnia, godzina 16,45...
   
   Co do jego okoliczności, nie ma zgody do dziś. Najbardziej prawdopodobne są dwie wersje...
   Według pierwszej, mroźny to był dzień. W obozie hitlerowcy odkryli kradzież chleba. - Będziecie stać na dworze tak długo, dopóki nie zgłosi się sprawca - oznajmili więźniom. O. Grzegorz wystąpił z szeregu. - Czyńcie swoją powinność - powiedział nazistom, więźniów zaś poprosił o modlitwy. Hitlerowcy obleli go benzyną, podpalili.
   Według drugiej, szóstego grudnia Niemcy wysyłali do gazu kolejną partię Żydów. Jeden z nich, ojciec licznej rodziny, bardzo rozpaczał. O. Peradze z własnej woli zajął jego miejsce...
   - O. Grigorij nie żywiot - treść telegramu szybko obiegła prawosławną społeczność Warszawy. Wierni dolnej cerkwi Męki Pańskiej warszawskiego soboru stracili swego kapłana, studenci wieloletniego wykładowcę Studium Teologii Prawosławnej, metropolita Dionizy - sam internowany - wiernego doradcę i współpracownika.
   Spotkali się po raz pierwszy w Lozannie, na Światowej Konferencji Komisji Wiara i Ustrój.
   Był 1927 rok.
   Metropolita Dionizy miał za sobą niełatwy bagaż doświadczeń odbudowy życia Cerkwi w trudnych międzywojennych latach, młody Grigoł Peradze też niełatwych doświadczeń niemało.  O. Grzegorz Peradze na paszportowym zdjęciu
   Urodził się w Gruzji, 13 września 1899 roku, w rodzinie duchownego. Niedługo cieszył się ojcem - o. Romanoz Peradze zmarł w 1905 roku. I matka, i stryj dbali o wykształcenie chłopca. Najpierw ukończył szkołę duchowną w Tbilisi, później wstąpił do seminarium. Jego rektorem był o. Korneli Kekelidze , wybitny znawca literatury starogruzińskiej i liturgii. Czy to pod jego wpływem ukształtowały się zainteresowania młodego seminarzysty? Bo Grzegorz już w seminarium zaczął interesować się początkami chrześcijaństwa w Gruzji, literaturą gruzińską i liturgią. Uczył się świetnie - wszystkie Akademie Duchowne Rosji stały przed nim otworem. Rewolucja październikowa pokrzyżowała te plany. Wybrał więc Wydział Filologiczny Uniwersytetu w Tbilisi, ale i te studia przerwała służba wojskowa, a później wkroczenie bolszewików.
   Na szczęście o swym zdolnym uczniu nie zapomniał były rektor o. Kekelidze. Dzięki jego staraniom Rada Katolikosatu Gruzji skierowała Grzegorza na studia do Berlina.
   W 1921 roku Grzegorz opuścił kraj.
   Miał 22 lata, stypendium i list polecający od patriarchy Ambrożego w ręku. Nie sądził, że do Gruzji nigdy już nie wróci. W stolicy Niemiec studiował głównie teologię i języki wschodnie (hebrajski, syryjski, arabski, koptyjski, ormiański i grecki). Nauczył się także niemieckiego, angielskiego, francuskiego, łaciny. Znał język rosyjski, starosłowiański i gruziński.  ikona świętego
   Cała światowa literatura na temat pierwotnego chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie stała przed nim otworem. Najbardziej fascynowała go patrologia.
   W 1925 roku zdobył tytuł magistra teologii. Potem pojechał do Bonn, na tamtejszy uniwersytet. Studiował historię religii, doskonalił znajomość języków wschodnich. Przełożył wtedy na język niemiecki życiorys greckiego mnicha Jerzego Hagioryty , opatrzył go krytycznym wstępem i przypisami. Pracował nad pracą doktorską "Historia monastycyzmu gruzińskiego od początków do roku 1064. Przyczynek do historii monastycyzmu wschodniego". Jej obrona odbyła się już 26 lutego 1926 r., przyniosła rozgłos i uznanie. A on w dalszym ciągu się uczył, u Bollandystów w Brukseli, na Uniwersytecie Katolickim w Louvain. I gruzińskie rękopisy w British Museum, i w Badleian Library w Oxfordzie studiował.
   Jeszcze tylko podjął nieudaną próbę powrotu do Gruzji (nie otrzymał wizy) i znów powrócił na uniwersytet w Bonn, już jako lektor i wykładowca.
    Miał za sobą pierwsze publikacje, udział w konferencjach orientalistycznych, gdy w 1927 roku na konferencji w Lozannie spotkał metropolitę Dionizego. Czy opowiedział mu o dużej kolonii gruzińskiej w Paryżu?
   Bo właśnie stolica Francji stała się głównym ośrodkiem emigrantów z Gruzji, siedzibą emigracyjnego rządu. W 1929 roku powstała tu jedyna poza krajem gruzińska parafia, a Grzegorz okazał się jednym z jej założycieli. Nie miała stałego kapłana.
   - Może zostałbyś jej proboszczem - proponowano mu nieraz.
   Wtedy nie był na to gotowy.
   Nadszedł rok 1930, święta Bożego Narodzenia. Grzegorz ciężko zachorował, był na granicy śmierci. Miał widzenie... Po nim postanowił zostać kapłanem.
   A tu profesor Niko Maar zaproponował mu asystenturę na uniwersytecie w Leningradzie, a przerażona mama ostrzegała: - Jako duchownego nigdy do Gruzji cię nie wpuszczą...
   Ale decyzja o kapłaństwie zapadła.  z grupą studentów Studium Teologii Prawosławnej
   18 kwietnia 1931 roku złożył śluby monastyczne w greckiej Hagia Sophii w Londynie, 25 maja w Paryżu przyjął święcenia kapłańskie. Sześć dni później odprawił pierwszą Liturgię - już w swojej parafii św. Nino.
   Porzucił uniwersytet w Bonn, okazjonalnie wykładał na Oxfordzie i w Paryżu. Pracy naukowej nie zaniechał.
   W listopadzie 1932 roku wystąpił z odczytem na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Przy okazji przestudiował stare rękopisy gruzińskie w Bibliotece Czartoryskich, zrobił ich pierwszy katalog i opis. Czy spotkał się wtedy ponownie z metropolitą Dionizym?
   Tego nie wiemy.
   Wiemy natomiast, że rok później na zaproszenie władyki podjął pracę w Studium Teologii Prawosławnej w Warszawie jako zastępca profesora patrologii i zastępca kierownika seminarium tego przedmiotu.
   Nie zapomniał przy tym o swojej parafii św. Nino. Każde ferie spędzał wśród parafian w Paryżu. Tu w Warszawie doszli kolejni i to nie tylko Gruzini, choć spora była diaspora gruzińska. O. Grzegorz co niedziela służył w dolnej cerkwi soboru św. Marii Magdaleny.
   - Na jego wykładach sale trzeszczały w szwach - wspominał o. Mikołaj Lenczewski senior. - Przychodzili nie tylko prawosławni studenci, wszyscy podkreślali jego głęboką erudycję i charyzmę.
   W wykładach łączył najnowsze osiągnięcia uczonych zachodnich z dorobkiem teologów rosyjskich, greckich, gruzińskich, polskich.
   Miał dobry kontakt z młodzieżą - był opiekunem studenckiego Koła Teologów, niejednokrotnie pomagał tym najuboższym
   Jego skromne mieszkanie przy ul. Brukowej 22 tonęło w książkach. Mimo pozornego bałaganu doskonale orientował się w swoich zbiorach. Wiele pracował. Publikował kolejne prace dotyczące patrystyki, m.in. przekład listu apokryficznego Dionizego Areopagity, przekład nieznanej Ewangelii apokryficznej pochodzącej z kół monofizyckich, przekład dokumentów dotyczących odnalezienia tekstu Kodeksu Synajskiego. Wiele podróżował - zawsze naukowo - do Austrii, Bułgarii, Grecji, Rumunii, Syrii, Włoch i Ziemi Świętej. Nieraz wracał z tych podróży z kolejnymi odkryciami. Na Górze Atos np. odnalazł grecką wersję męczeństwa świętych litewskich - Antoniego, Jana i Eustachego...
   Metropolita Dionizy dwukrotnie wnioskował o nadanie mu tytułu profesora nadzwyczajnego, jednak władze państwowe, przeciwne rozwojowi prawosławnej teologii, nie wyrażały zgody.
   Działalność archimandryty Peradze wykraczała poza mury uniwersytetu. Był członkiem Komisji Orientalistycznej Warszawskiego Towarzystwa Naukowego, współpracownikiem Polskiej Biblioteki Ojców Kościoła.
    Utrzymywał bliskie związki z diasporą gruzińską w Warszawie - i tą skupioną w Komitecie Gruzińskim, i tą z Klubu Prometeusz. W 1937 roku wraz z nią współorganizował w Warszawie gruzińskie święto. A była po temu duża okazja - mijało 750 lat od dnia, kiedy największy gruziński poeta Szot Rustawelli wręczył królowej Tamarze poemat "Rycerz w tygrysiej skórze". O Rustawellim napisał też książkę.
   Zbliżała się II wojna światowa.
   Na biurku o. Grzegorza leżało kolejne zaproszenie, tym razem na kongres bizantynistyczny w Algierze, który miał odbyć się w październiku 1939 roku. Już z niego nie skorzystał. Bał się o swój powrót do kraju i o los cennych gruzińskich rękopisów, które zamierzał wkrótce opublikować. Mógł opuścić Warszawę ósmego września, był przecież cudzoziemcem, a ci tego dnia za zgodą Niemców mogli wyjechać z oblężonej stolicy. Nie zdecydował się na to.
   Wkrótce hitlerowcy zaproponowali mu wykłady w Berlinie - odrzucił propozycję. Odkąd okupanci zamknęli Uniwersytet Warszawski, całe dnie spędzał na badaniach gruzińskich rękopisów. Pracował też jako tłumacz w warszawskiej metropolii.
   Nie przestawał się martwić zarówno o los prawosławnej Cerkwi, jak i swych gruzińskich współbraci. Władyka Dionizy został internowany, archimandryta nieraz woził mu lekarstwa.
   W diasporze działo się też niedobrze - do głosu doszli zwolennicy współpracy z hitlerowcami. Zdecydowanie rozprawiali się ze swymi przeciwnikami - słali na nich donosy. O. Grzegorz ostro się im sprzeciwiał. I padł ofiarą ich spisku.
   - Archimandryta był agentem polskiego wywiadu - już w styczniu 1941 roku do władz niemieckich dotarł taki donos.
   Drugi, staranniej przygotowany, po-łączony był z uprzednim podrzuceniem fotografii dokumentów, które miałyby świadczyć o tym, że archimandryta był angielskim szpiegiem. 5 maja 1942 roku gestapowcy zrewidowali mieszkanie na Brukowej. Znaleźli podrzucone materiały. O. Grzegorz został aresztowany. Niemcy oskarżyli go też o to, że pomagał ratować Żydów, że zwalczał antypolską propagandę hitlerowców wśród członków tzw. legionów kaukaskich, tworzonych z jeńców radzieckich u boku Wehrmachtu.
   Archimandrytę osadzono na Pawiaku. Kilkanaście dni spędził w suterenie w oddziale przejściowym. Później kolejno trafił do oddziału transportowego i roboczego - w obydwu pracował jako tłumacz. Był przesłuchiwany, poniewierany, bity. Z Pawiaka wy-słał dwa listy, obydwa do swego przyjaciela diakona Jerzego Berkmana - Karenina . W pierwszym prosił o opiekę nad mieszkaniem na Brukowej, w drugim, jakby przeczuwając swój los, swoje mieszkanie i bibliotekę przekazywał metropolii.
   W połowie listopada 1942 r. archimandrytę Peradze przewieziono do Oświęcimia. Pozostał tam na zawsze.
    Gruzja współczesna19 grudnia 1995 roku Gruzińska Cerkiew Prawosławna kanonizowała św. Grzegorza, kapłana i męczennika. Tę kanonizację uznała także nasza Cerkiew. Trzy lata później w Warszawie utworzono Bractwo św. Grzegorza Peradze. Opiekuje się nim o. Henryk Paprocki , niestrudzony badacz życia i spuścizny świętego.
   O swoim wykładowcy pamięta także Uniwersytet Warszawski. Grzegorz Peradze nie tylko figuruje na tablicy upamiętniającej profesorów uczelni, którzy zginęli podczas wojny, od 2002 roku jest patronem Międzynarodowych Sesji Kaukazologicznych, organizowanych przez Studium Europy Wschodniej uniwersytetu. Patronuje też Stowarzyszeniu Lekarzy Polskiego Pochodzenia w Gruzji.
   Coraz bardziej powszechna jest pamięć o Nim wśród wiernych. Podobnie jak znajomość często wypowiadanego przez Niego zdania: "Droga do zwycięstwa zawsze prowadzi przez ciernie i krzyż".
   
   Opracowano na podstawie informacji zaprezentowanych na wystawie poświęconej św. Grzegorzowi Peradze, a zorganizowanej przez hajnowskie wydawnictwo Bratczyk.
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token