Numer 3(237)    Marzec 2005Numer 3(237)    Marzec 2005
fot.Andrzej Karpowicz
Język ustawy
Michał Bołtryk

   1984 roku we wsi Długi Bród niedaleko Hajnówki i blisko granicy z Białorusią mieszkańcy chcieli ustawić tablicę z nazwą w języku białoruskim "Dohi Brod".
   - Uczyłem się wtedy w czwartej klasie białoruskiego liceum w Hajnówce - wspomina Eugeniusz Wappa, urodzony w Długim Brodzie, dziś redaktor naczelny "Niwy", tygodnika Białorusinów w Polsce. - Z tego powodu nie byłem bezpośrednim świadkiem wydarzeń. Ale sprawa była głośna, więc ją znam. W naszej małej wsi wszyscy są Białorusinami. Siłą sprawczą pomysłu tablicy z napisem po białorusku był Piotr Giermaniuk, radca prawny, też urodzony w Długim Brodzie. We wsi zwołano zebranie. Wszyscy gospodarze wyrazili zgodę na postawienie tablicy. Piotr Giermaniuk napisał i wysłał pismo do naczelnika gminy Dubicze Cerkiewne. Po kilku dniach przyjechała milicja. Zrobiono dochodzenie. Na szczęście przygotowana tablica leżała na prywatnej posesji, więc trudno było postawić pomysłodawcom zbyt groźne zarzuty. Skończyło się, zdaje mi się, na kolegium dla Piotra Giermaniuka.
   Po dwudziestu latach od zdarzenia w Długim Brodzie Sejm uchwalił "Ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym". Artykuł 12 ustawy daje możliwości realizacji tego, o czym marzyli Białorusini w Długim Brodzie. W artykule czytamy: "Dodatkowe tradycyjne nazwy w języku mniejszości mogą być używane obok: 1) urzędowych nazw miejscowości i obiektów fizjograficznych...".
   Dodatkowa nazwa miejscowości lub obiektu fizjograficznego w języku mniejszości może być ustalona na wniosek rady gminy. Liczba mieszkańców gminy należących do mniejszości nie może być mniejsza niż 20 proc. ogólnej liczby mieszkańców gminy - czytamy dalej w artykule.
   Nad ustawą o mniejszościach pracowano ponad piętnaście lat. Stenogramy z prac mogą być przyczynkiem do historii parlamentaryzmu w III Rzeczypospolitej.
   Prezydent Aleksander Kwaśniewski na uroczystości podpisania ustawy (uroczyste podpisywanie ustaw przez prezydenta nie zdarza się zbyt często) mówił do zebranych, w tym przedstawicieli mniejszości narodowych i etnicznych:
   - Muszę przypomnieć, że akt ten rodził się wyjątkowo długo. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że chyba najdłużej w historii parlamentaryzmu III Rzeczypospolitej.
   Posłowie opcji katolicko-narodowej blokowali jak mogli w kolejnych kadencjach prace nad ustawą. W kraju, gdzie mniejszości narodowe i etniczne stanowią mniej niż dwa procent ogółu obywateli, posłowie - przeciwnicy ustawy posługiwali się argumentami typu: "zdrada narodowa", "to być albo nie być dla Polski" itp.
   Poseł Jerzy Czerwiński z Ruchu Katolicko-Narodowego, w ostatnim momencie debatowania nad uchwaleniem ustawy, zabierając wiele razy głos mówił:
   - Czy popierając tę poprawkę rząd idzie w kierunku zachowania przez Polskę suwerenności, czy też zmusza Sejm do tego, aby zrealizował zachcianki Bundestagu? (...) Tą ustawą i tymi poprawkami SLD otwiera nowe pola aktywności i działalności dla oszustów i naciągaczy w imię europejskiej poprawności politycznej, chociaż sama Europa Zachodnia takiego dziwoląga, jak ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych, po prostu nie zna. (...) Uważam, że głosowanie w tej sprawie rzeczywiście jest kwestią być albo nie być narodu polskiego na dłuższą metę.
   Jerzego Czerwińskiego dzielnie wspierał Antoni Stanisław Stryjewski: - Czy ten zapis tak naprawdę nie otwiera podwojów państwa na dyktaturę mniejszości nad większością Polaków, czyli nad Polakami w ogóle?! - wołał dramatycznie.
   Niestety, posłowie nie byli odosobnieni w swoich poglądach...
   Niezależny portal (www.hajnowka.com.pl) ogłosił w Internecie 5 grudnia 2004 r. ankietę z jednym pytaniem: "Czy zgadzasz się na wprowadzenie dwujęzycznych, polskich i białoruskich, nazw w powiecie hajnowskim?".
   Oto kilka z setek, często nieprzychylnych Białorusinom, wypowiedzi.
   "Tak, w języku polskim i chińskim. Niech mi ktoś wytłumaczy, po co???".
   "Całe szczęście, że nazywacie się mniejszością, bo aż się boję, gdyby było inaczej..., macie chore niespełnione zapędy totalitarne, ale nic z tego, jesteście na gościnnej Polskiej Ziemi, gdzie język urzędowy to Język Polski!!! W sumie będzie to osobliwość, kiedy przebywający w Hajnówce np. Niemcy nie będą wiedzieli, czy są jeszcze w Polsce, czy już za granicą. Słysząc białoruską mowę popatrzą tylko z politowaniem, myśląc o ciemiężonym białoruskim narodzie, współczuć będą uciekinierom i wygnańcom, może jaki datek dadzą, może jakieś muzeum, czy coś innego zasponsorują, ciekawe, ciekawe...".
   "Nasz powiat to przecież też Polska i nie wyobrażam sobie naszych ulic w innym języku niż nasz język ojczysty".
   "Jak ktoś chce białoruskich ulic to niech jedzie na Białoruś. Nie róbcie Białorusi z Polski. Jesteśmy w Pols-ce!!! Jak się pojawią takie nazwy, to podejrzewam, będą masowo demolowane te tabliczki. Nie zrozumcie, że jestem rasistą, ale to przesada...".
   Uchwalona 6 stycznia 2005 roku, a podpisana przez prezydenta 24 stycznia, ustawa "o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym" jest ważnym wydarzeniem w historii stosunków państwa polskiego i zamieszkujących je mniejszości.
   Dzięki ustawie 41 gmin w Polsce będzie mogło wprowadzić do oficjalnego użytku język pomocniczy, czyli język mniejszości narodowej. W praktyce ustawa dotyczy 28 gmin zamieszkałych przez mniejszość niemiecką, 12 z mniejszością białoruską oraz gminy Puńsk, litewskiej enklawy. Na terenie kolejnych dziesięciu gmin językiem pomocniczym może być język kaszubski.
   Z prawem do używania języka pomocniczego wiążą się także dwujęzyczne nazwy ulic i miejscowości.
   Poseł Eugeniusz Czykwin pracował nad ustawą przez trzy kadencje. Był posłem sprawozdawcą Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych podczas uchwalania ustawy.
   Oto, jak ocenia znaczenie ustawy i jej pożytkach dla mniejszości.
   - Ustawa jest wydarzeniem bez precedensu w naszych dziejach. Jeśli chodzi o Białorusinów na Podlasiu, wierzę, że będzie miała duże znaczenie zwłaszcza w sferze psychologicznej, przyczyni się do likwidowania poczucia gorszości. Trzeba tu przypomnieć, że taki stan świadomości Białorusinów na Podlasiu ma swoje historyczne podłoże. W okresie międzywojennym byliśmy obywatelami drugiej kategorii. Prześladowania i terror podziemia tuż po wojnie doprowadziły do tego, że wielu Białorusinów ukrywało swą tożsamość. W PRL sprawy na-rodowe i wyznaniowe zepchnięto do sfery prywatności i folkloru. To wszystko sprzyjało i sprzyja polonizacji.
   Ustawa jest sygnałem, że państwo polskie uważa sprawy kultury i języka mniejszości narodowych i etnicznych za istotne, ważne składniki naszej rzeczywistości.
   W praktyce ustawa daje organizacjom kulturalno-społecznym mniejszości możliwość podmiotowego finansowania, czego dotąd nie było. Ustawa zobowiązuje organy władzy rządowej i samorządowej do podejmowania odpowiednich środków przyczyniających się do zachowania tożsamości kulturalnej mniejszości narodowych i etnicznych. Są w niej bardzo szczegółowe zapisy dotyczące tych spraw, krytycy mówili, że zbyt szczegółowe, ja zaś byłem zdania, i uzyskałem poparcie większości, że należy unikać ogólnych deklaracji, które dawałyby rządowi, wojewodzie, samorządom szerokie możliwości zbyt formalnego podejścia i dowolnej interpretacji. Ustawa mówi, na przykład, o inwestycjach służących zachowaniu tożsamości kulturowej mniejszości. Więc to, co było z trudem w dawnych dziesięcioleciach realizowane, np. budowa Muzeum Białoruskiego w Hajnówce, dziś znalazło się w nowej jakościowo sytuacji. Przyszły parlament będzie mógł ocenić, jak rząd realizuje ustawę. Oczywiście, znając życie, może się zdarzyć, że urzędnicy będą próbować zawężać interpretacje ustawowych zapisów. W państwie demokratycznym istnieją możliwości egzekwowania prawa.
   Na mocy ustawy zostanie powołana Komisja Wspólna Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych jako organ opiniodawczo-doradczy Prezesa Rady Ministrów. W skład komisji wejdą przedstawiciele mniejszości. Jeśli chodzi o Białorusinów, będzie ich dwóch. Od naszych przedstawicieli będzie dużo zależało, co zdziałamy.
   - Kto będzie reprezentował Białorusinów?
   - Myślę, że jedna osoba powinna być wyłoniona przez samorządowców. Druga to przedstawiciel wszystkich organizacji kulturalno-społecznych.
   - Jak będzie wybrany?
   - Do tego są potrzebne rozmowy w naszym środowisku.
   - Czy już się toczą?
   - O ile wiem, nie. Byłoby dobrze, gdyby wszystkie organizacje porozumiały się w tej sprawie. Inaczej kandydatów zaproponuje minister spraw wewnętrznych
   - Ustawa daje także możliwość stosowania napisów nazw miejscowości i ulic w języku mniejszości...
   - Ten artykuł ustawy ma dla mnie znaczenie wręcz symboliczne. Oto ten język, te litery, którymi posługiwali się nasi przodkowie od prawie tysiąca lat, będzie na tablicach, ulicach, być może urzędach. Białorusinom może to ułatwić przełamywanie oporów w posługiwaniu się swoim językiem - nie tylko prywatnie, ale i publicznie. Tu trzeba dodać, dla uspokojenia nastrojów negatywnych w społeczności polsko-katolickiej - nikt tych nazw nie będzie wprowadzać na siłę i od razu. Zadecydują o tym samorządy lokalne - radni i mieszkańcy w konsultacjach społecznych.
   Rozumiem wszelkie obawy białoruskiej społeczności, jak i polskiej, z tym związane, ale ich nie podzielam. Żyje-my przecież w państwie demokratycznym. Jan Chilimoniuk
   Pozytywne skutki ustawy już dziś przewidują świadomi Białorusini Podlasia. Włodzimierz Antosiuk, dyrektor Zespołu Szkół w Dubiczach Cerkiewnych, mówił w "Kurierze Porannym" (21.01.2005): - Dla naszego środowiska ustawa ma ogromne znaczenie. Białorusini w Polsce to jedyna narodowość, która wstydzi się swego języka. Może ta bariera zostanie przełamana, ludzie poczują, że mają za sobą prawo. A dwujęzyczne nazwy przybliżą prawidłową pisownię.
   Co sądzą o ustawie Białorusini mieszkający w Hajnówce i gminie Bielsk Podlaski?
   Jan Chilimoniuk (ur. w 1932 r. w Borysówce, w latach 1984-2004 wiceprezes Społecznego Komitetu Budowy Muzeum i Ośrodka Kultury Białorusinów w Hajnówce): - Mniejszości dotychczas miały prawa z łaski władz. Ustawa jest dla nas uzupełnieniem konstytucji. O łasce władzy mogłem się przekonać nieraz w ciągu ostatnich dwudziestu lat przy budowie muzeum. Na przykład w październiku 1997 roku lewicowy rząd przyznał na budowę 450 tys. złotych. Już w styczniu następnego roku, gdy rządziła prawica, była u nas kontrola NIK w osobie inspektora ds. specjalnych. Zapytałem inspektora: "Przyjechał pan odebrać nam pieniądze, czy był na nas donos?". Wszystko sprawdzono. Ale do niczego nie mogli się przyczepić i tak uratowaliśmy pieniądze.
   Inna historia. W 1997 roku został opracowany przez lewicowego wojewodę program dla mniejszości, w porozumieniu m.in. z Białorusinami. Nowy prawicowy wojewoda, Krystyna Łukaszuk, w 1998 roku ten program po prostu schowała pod sukno. Pisałem do ministerstwa w naszej sprawie. Odpowiedziano mi, że tego nie ujęto w programie wojewódzkim. Przy ustawie, którą obecnie uchwalono, wojewoda Łukaszuk nie mogłaby tak postąpić.
   I jeszcze jeden przykład. W 2003 r. w Ministerstwie Kultury prosiłem o pieniądze na budowę muzeum. Dyrektor departamentu ministerstwa powiedział mi wprost: "Panie prezesie, chcąc dokończyć budowę powinien pan przekazać tę placówkę samorządowi. Inaczej będzie pan zawsze na łasce. A ordynarnie mówiąc, będzie pan żebrakiem".
   Tymczasem artykuł 18 ustawy mówi także o dotacjach na inwestycje. A więc uzyskaliśmy prawa podmiotowe.
   Sejm zrobił swoje. Teraz dużo zależy od białoruskich organizacji. Świadomi Białorusini powinni zrobić wszystko, aby zainteresowani znali ustawę. Uważam, że ustawa winna stać się przedmiotem nauki w gimnazjach i liceach - tam gdzie uczą języka białoruskiego i gdzie nie uczą.
   Kolejna i bardzo ważna sprawa, to napisy na tablicach nazw wsi i ulic. To sprawa delikatna. Białorusini Podlasia pamiętają, co robiono z nimi i ich wsiami zaraz po wojnie. Boją się więc i te obawy należy rozumieć.
   Bardzo istotne jest to, aby przy wprowadzaniu nazw białoruskich posługiwać się białoruskim językiem literackim. Napisy w haworkach stworzą problemy, których teraz nie ma. Przecież my, Białorusini, mamy swój literacki język. Zresztą ustawa mówi wyraźnie o Białorusinach i języku białoruskim.
   Napisów po białorusku nie powinni bać się miejscowi Polacy. Przecież na Białorusi są napisy po polsku i nikomu to nie przeszkadza. Paweł Iwacik
   Paweł Iwacik, mieszkaniec Hajnówki: - Ustawa będzie sprzyjać zachowaniu naszej tożsamości. To niezwykle ważny akt. Napisy, język - to jakby oddanie czci naszym przodkom. Nasi ojcowie i rozmawiali w tym języku, i pisali tym alfabetem. Jeśli chcemy istnieć jako naród, skorzystajmy z możliwości ustawy. W jakim języku powinny być napisy? Jesteśmy Białorusinami. Trzeba więc pisać po białorusku, językiem literackim. Tu nie ma żadnych wątpliwości. Jeśli w którejś wsi postanowią inaczej, też nic złego się nie stanie.
   Nikołaj Stasiuk, sołtys wsi Kotły, Biała i Orlanka, urodzony w 1939 r.: - Jakieś siedem, dziesięć lat temu było u nas swoiste referendum w sprawie nazwy wsi Biała. Wójt Jerzy Ignatiuk przysłał pismo i pytał, czy mieszkańcy chcieliby zmiany nazwy na Bieła. We wsi stoi chyba dziesięć domów. Jednego głosu zabrakło do zmiany nazwy. Sprawa przepadła, bo ludzie uważali, że po zmianie trzeba będzie zmienić dowody osobiste.
   Napisy według ustawy to co innego. I one powinny być w naszym języku. Ludzie na pewno je zaakceptują, bo to ważne dla naszej historii.
   Doroteusz Fionik, mieszkaniec Bielska Podlaskiego, redaktor białoruskich stron "Przeglądu Prawosławnego": - Nie wyobrażam sobie innej możliwości niż napisy w oryginalnych, miejscowych językach. Przyjęcie opcji pisania oryginalnych "rus-kich" nazw w białoruskim języku literackim doprowadzi do kolejnego fałszowania historii tej ziemi.
   Eugeniusz Wappa: - W sprawach napisów będą potrzebne konsultacje językoznawców. I tacy językoznawcy u nas są. Powstało wiele prac na ten temat. Myślę, że o tym nie powinni decydować amatorzy językoznawcy i różni publicyści. Językoznawcy z cenionym dorobkiem naukowym i miejscowa społeczność białoruska na pewno dojdą do porozumienia.
   Tych wątpliwości nie mają ani Litwini, ani Niemcy. Mikołaj Stasiuk
   Jan Wojczulis, sekretarz gminy Puńsk: - Do gminy Puńsk należy trzydzieści sołectw. Sprawa nazw i napisów w języku litewskim będzie dotyczyć 29 wsi. Ustawa na razie nie ma przepisów wykonawczych. Planujemy poświęcić ustawie sesję rady gminy. Wypowiedzą się radni, sołtysi, Stowarzyszenie Litwinów. Ludzie muszą wszystko dobrze przemyśleć. Potem podejmiemy decyzję i będziemy ją wykonywać. U nas odpada dodatkowy problem, jaki mają Białorusini. Język litewski jest oparty na alfabecie łacińskim.
   Henryk Kroll, poseł, przedstawiciel mniejszości niemieckiej: - Z używaniem języka w urzędach będziemy postępować bardzo ostrożnie. Powszechnie znane są ataki w mediach za nasze rzekome przewinienia. Ostatnio zaatakowano nas za pomysł nadania szkole jednej z gmin imienia Noblistów Śląskich. Jeśli chodzi o napisy, podchodzimy do tej sprawy spokojnie i rzeczowo. Już jest, pośród naszej społeczności, propozycja zamówienia tablic z napisami u jednego producenta. Będzie dużo taniej.
   Przy okazji chciałbym powiedzieć słowo o ustawie. Jest to wspólny sukces wszystkich mniejszości. Niemniej trzeba podkreślić wyjątkowe zasługi w pracy nad ustawą mojego kolegi, posła sprawozdawcy Eugeniusza Czykwina. Wykazał się wyjątkową pracowitością, rzadko spotykanym uporem i spokojem pośród falujących żywiołów przeciwnych mniejszościom. Powiem krótko, nikt inny nie zdołałby tego dokonać.
   - Miło usłyszeć taką ocenę - mówi poseł Eugeniusz Czykwin. - Mogę do-dać, że ta kadencja jest dla mnie bardzo owocna. Zadaniem parlamentarzysty jest stanowienie prawa, a nie załatwianie spraw jednostkowych. Spośród trzech ważnych ustaw dla prawosławnej społeczności, udało się dwie uchwalić: 1. o gwarancji wolności sumienia i wyznania; 2. o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym. Gdyby się udało uchwalić ustawę o łemkowskich cerkwiach, byłbym posłem całkowicie spełnionym.
   fot. autor
   

Opinie

[1] 2005-03-14 14:35:00 Elvus
Hmmm... nie mam w gruncie rzeczy nic przeciw... wprowadzaniu tego rodzaju praw dla mniejszości, ale... hmmm... nazwy w języku białoruskim? Przypominam, że znaczny procent Polaków pakuje Ukraińców, Białorusinów, Rosjan, a czasem (o zgrozo!) Litwinów do jednego worka - z napisem "RUSKIE". Podobnie jest z językami - wszyscy zza wschodniej granicy mówią po "rusku", w cerkwiach odprawia się liturgie po "rusku", Prawosławie jest "ruskie" i tak dalej...
Ja wiem, że to nie wynika z nienawiści samej w sobie, a raczej z niewiedzy i ciemnoty mas ludowych... Tak więc... niech ludzie ustawiają swoje białoruskie tablice, ale... żeby nie musieli swoich decyzji żałować...
[2] 2005-03-16 23:25:00 Michał
Zupełnie nie rozumiem sensu tej ustawy.. Jezeli w jakiejs wsi/miasteczku/miescie sa osoby ktore chca wprowadzic dwujezyczne napisy to powinni wypowiedziec sie w tym celu w referendum. Tak powinno byc w panstwie gdzie sie szanuje wolnosc obywateli, ktorymi sa wszyscy zarowno Polacy jak i Białorusini, Litwini itd.. Niestety czesto myli sie u nas narodowosc z obywatelstwem i stad rodzi sie wiele problemow.
[3] 2005-03-20 19:54:00 natalia
jestem białorusinka,uważam jednak,że to głopota te dwujęzyczne nazwy wsi,itp,itd., PO co mieszać,uważam,że to tylko sianie nienawiści, zgadzam sie z Elvusem,stawiajcie sobie takie tablice na podwórkach,bo to wasze, ale nie należy decydować za wszystkich, po potem można załować i aby ta głupia ustawa nie doprowadziła do tego,że będą łzy, bo mimo,że sie mowi o tolerancji, to naprawdę jesteśmy "ruskie" nie prawodsławni, a gty sie mieszka tam, gdzie ogół to są katolicy...zawsze jestesmy gorszą mniejszością. Czemu ma służyć ta ustawa,w czym ma komu pomóc? Wytłumaczcie,co komu ma ta ustawa dać, bo ja nie wiem i nikt mnie nie przekona,że będzie lepiej.
[4] 2005-03-24 08:00:00 Jurek
Przede wszystkim należy dążyć do powrotu w oficjalnym nazewnictwie do oryginalnych nazw poszczególnych miejscowości. Polonizacja nazw geograficznych (najczęściej przy braku jakiegokolwiek sprzeciwu miejscowejludności) doprowadziła do tego, że patrząc na mapę wschodniej Białostocczyzny odnosi się wrażenie, że są to tereny etnicznie polskie. Dodatkowe podwójne nazewnictwo będzie jedynie atrakcją turystyczną, a historyczne nazwy jeśli nie będą się pojawiały w oficjalnym urzędowym nazewnictwie odejdą w niebyt.
Ponadto stosowanie nazw białoruskich w powiecie bielskim i prawie całym hajnowskim
wzbudzi jedynie ferment. Historyczne nazwy
mają tu niewiele wspólnego z językiem białoruskim. Nawet władze carskie ludność tutejszą określały jako małoruską czyli ukraińską."Białoruskość" tych terenów zaistniała dopiero w II Rzeczypospolitej kiedy to władze polskie wolały tolerować na tym terytorium działalność słabego ruchu białoruskiego niż o wiele silniejszego i bardziej radykalnego ruchu ukraińskiego.
[5] 2005-04-03 18:01:00 Włodzimierz
Zgadzam się z komentarzem Jurka. Tylko zastosowanie nazw "Ruskich" tzn. używanych (jescze) przez tutejszych mieszkańców nie przyczyni się do "erozji" ruskiego etnosu.
Nadanie nazwom miejscowości brzmienia białoruskiego jest nieporozumieniem.
[6] 2005-04-04 13:31:00 Andrijko
Powyższe wypowiedzi dotyczące dwójęzycznych nazw i języków mniejszości, a także te pochodzące z innych forów podlaskich /gł. Gazety Wyborczej/ świadczą o małej świadomości narodowej rusińskich prawosławnych mieszkańców Podlasia. O ile Litwini i Niemcy już myślą o zakupie tablic i wprowadzeniu języków w gminach, to u nas dopiero zaczyna się dyskusja po jakiemu ma być - czy białoruskim literackim, czy ukraińską gwarą, zwaną starobiałoruską, czy cyrylicą a może łacinką ? Przy tym da się także zauważyć, że największymi wrogami dwujęzyczności są najczęściej sami prawosławni rusini, najczęściej nie znający już swego języka lub znający go tylko biernie. W każdym bądź razie nie uznający swojej odrębności narodowej na tyle istotną, by się nią afiszować na tablicy - czy częściej - wstydzący się niewygodnych pytań: a czemu u was "ruskie" napisy ? Proces kształtowania się tożsamości narodowej na Podlasiu jeszcze się nie zakończył, i mimo 46 tys osób, które podały w spisie powszechnym narodowość białoruską, liczba ta odbiega daleko od codziennych deklaracji, co widać po stosunku do realnych działań: wprowadzania tablic w języku mniejszcości, wysyłania dzieci na naukę języka uważanaego za ojczysty i innych swerach życia mniejszości. Przyczyn tego faktu jest wiele. Dużo racji ma Jurek, pisząc wyżej o korzeniach ruchu białoruskiego. Do dzisiaj nawet świadomi Białorusini nie uwierzyli w swoją białoruskość - jedni chcą nazw w literackim białoruskim, odbegającym często od tamtejszcyh gwar ukraińskich, inni - jak D. Fionik, niestrudzony poropagator idei starobiałoruskości, wręcz są białoruskiemu literackiemu przeciwni. Tak więc wkrótce doczekamy się w naszym województwie nazw mniejszościowych w tylko jednej gminie - Puńsk. Tamtejsi Litwini nie mają problemów z tożsamością i strachem o stosunek większości. Ich przejścia wojenne były o wiele gorsze niż u nas. Są świadomi narodowo, znają i używają swój język, szanują kulturę i historie. Czego nie da się absolutnie powiedzieć o prawosławnych Rusinach, świadomie dobrowolnie i szybko się asymilujących narodowo i religijnie/z małymi wyjątkami/ i wręcz z wrogością podchodzących do rozwiązań mogących powstrzymać te niekorzystne trendy, tak jak ustawa o mniejszościach. Chyba już za późno, żeby to zmienić.
[7] 2005-04-20 21:11:00 michał
powoli powoli ,zeby takie podwójne nazwy umieszczac oficjalnie to 20% mieszkańców gminy musi być Białorusinami, więc nie wszędzie to zie tak łatwo da zrobić
[8] 2005-07-11 18:32:00 zdzislaw
przerażaja mnie wypowiedzi niektórych Bialorusinów.To nienormalni, zakompleksieni ludzie bez szacunku do siebie samych i godnosci osobistej.Komu może przeszkadzać ich język. Polakom, nie sądzę.Białorusin ma obowiązek dbać i bronić własny język. Nazwy dwujęzyczne miejscowości. To tylko urozmaici i uatrakcyjni ten niestety odległy cywilizacji rejon. Polski tam zupełnie nie pasuje i jako Polakowi wydaje się być obcym na tym terenie. Nam Polakom tacy sfałszowani Polacy jak na Bialostoczczyżnie są zupełnie zbędni. Musicie dbać o bialoruskość w cerkwi , w kosciele i w domu i wszedzie. Inaczej będziecie tylko V kolumną, niestety.
[9] 2007-03-28 22:47:00 Andrzej
Działacze białoruscy chyba na głowę upadli chcąc we wsi Długi Bród wprowadzać białoruskie nazewnictwo. Przecież jężyk którym
posługują się jej mieszkańcy nie ma nic wspólnego z językiem białoruskim. Polecam wszystkim tym działaczom, ale także i redakcji tego miesięcznika aby nie obrażała się na naukowe opracowania - gdzie kwestia gwar funkconujących na terenie byłego województwa białostockiego została już dawno naukowo wyjaśniona. Takim opracowaniem jest m.in. "Atlas gwar wschodniosłowiańskich białostocczyzny" wydany przez Polską Akademię Nauk. Nie wrcajmy więc do średniowiecza i nie udowadniajmy, że we wsi Długi Bród mieszkańcy porozumiewają się w języku białoruskim - w sytuacji kiedy tamtejsza gwara prawie wcale nie obiega od ukraińskiego języka literackiego. Zamysł działaczy białoruskich w opisanym w artykule zakresie jest tym bardziej absurdalny, że nazwy "Długi Bród", a tym bardziej "Dołgi Brod" nigdy nie funkcjonowały w potocznym języku mieszkańców tych terenów. Prawdziwa nazwa tej miejscowości to "Maćkiewiczy".
Pozdrawiam.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token