Numer 4(202)    kwiecień 2002Numer 4(202)    kwiecień 2002
fot.Zbigniew Dzwonkowski
Lament na śmierć archimandryty wileńskiego
Anna Radziukiewicz
Leoncjusz Karpowicz - to imię zepchnięto w niepamięć na ponad trzy wieki. O. Leoncjusz był archimandrytą wileńskiego monasteru. Dwadzieścia lat przeżył w wieku szesnastym i niemal tyle samo w siedemnastym. I chociaż odchodził mając niespełna 40 lat, ocalałe zapisane słowa donoszą, że nawet gdy miał około 35 lat zwracano się doń abba - jak do starca. Dojrzałe jego życie przypadło na jeden z najtrudniejszych dla prawosławia w Rzeczypospolitej okresów - czasy po unii brzeskiej. Do tego dochodzi miejsce - Wilno, gdzie żył o. Leoncjusz, stolica Wielkiego Księstwa Litewskiego. Mimo że Księstwo po unii lubelskiej (1569 r.), gdy połączyło się z Koroną, stało się bezbronne wobec polonizacji i katolicyzacji, Wilno dla narodu ruskiego pozostawało wciąż bardzo ważnym miastem. Tym większe rozgorzały więc tu konflikty z tymi, którzy chcieli Wilno oczyścić z elementu ruskiego.
   Metropolita Filaret prezentuje Apostoł Iwana Fidorowa, który wyszedł z lwowskiej drukarni w 1574 r. Do naszych czasów zachowało się około stu egzemplarzyWydobywaniu z niepamięci wileńskiego archimandrytyo. Leoncjusza Karpowicza, przywoływaniu czasów, w których żył, także szukaniu analogii między tamtymi i współczesnymi latami była poświęcona eparchialna konferencja, zorganizowana przez mińskie Bractwo Trzech Wileńskich Męczenników. Konferencja, rozpoczęta panichidą za duszę o. Lencjusza, odbyła się w Mińsku 28 lutego. Zgromadziła uczestników z Białorusi, Litwy i Polski. Z Ukrainy nie dojechali.
   Najwięcej światła na sytuację prawosławnych w Wilnie na początku XVII wieku rzuciła Lubow Lewszun. Swoją pracę nad życiem i twórczością Leoncjusza Karpowicza zamknęła w poświęconej mu książce.
   
   Wilno kolebką bractw
   
   Zanim przejdziemy do o. Leoncjusza należałoby przypomnieć - o czym donosił Piotr Chomik z Uniwersytetu w Białymstoku - że kolebką bractw były Wilno i Lwów. W czasach, gdy Longin Karpowicz (bo takie świeckie imię nosił o. Leoncjusz) biegał gdzieś pod Kijowem, a może już w Pińsku, dokąd przenieśli się jego rodzice, w Wilnie istniało już pięć stowarzyszeń o charakterze brackim. Skupiały one prawosławnych garbarzy, kupców, kuśnierzy, tak było już nawet na początku XVI wieku. Ci bronili głównie swoich interesów, ponieważ przywileje były adresowane do katolików. Ale do tych bractw przyjmowano także katolików, przez co stawały się one podatne i na propagandę jezuicką. W końcu XVI wieku powstało szóste bractwo - przy cerkwi Świętej Trójcy. Jego status dopuszcza już do udziału tylko wyznawców wiary greckiej i przewiduje prowadzenie szkół, szpitali, drukarni. W 1588 roku patriarcha Konstantynopola potwierdza statut bractwa i nadaje rangę stauropigialnego, czyli podporządkowuje bezpośrednio swojej władzy.
   Piotr ChomikBractwo niebawem zakłada szkołę, nadając jej tytuł kolegium, przez pewien czas konkurującą z kolegium jezuickim, z którego potem wyrośnie Uniwersytet Wileński. Rozpoczyna też budowę nowej cerkwi - Świętego Ducha, tej, która nigdy nie poddała się naporowi latynizacji.
   Z tym właśnie bractwem - to już z wystąpienia doc. Lubow Lewszun z Europejskiego Humanistycznego Uniwersytetu w Mińsku - wiążą się najbardziej utalentowani ludzie pióra tego czasu - Stefan Zizanij, Melecjusz Smotrycki, Józef Bobrykowicz, Atanazy Filipowicz (św. Atanazy Brzeski), Bazyli Suraski.
   Najwybitniejszy z nich - zdaniem Lubow Lewszyn - jest o. Leoncjusz Karpowicz.
   - Jest to bardziej rekonstrukcja biografii o. Leoncjusza - mówi badaczka - dysponujemy bowiem tylko niektórymi faktami z jego życia i nielicznymi jego utworami.
   
   Wrzawa wokół Trenosu
   
   6 maja 1610 roku. Ukazuje się w wileńskiej brackiej drukarni Trenos, to jest lament jedynej s. Powszechnej Apostolskiej Wschodniej Cerkwi. Jej autorem jest Melecjusz Smotrycki, późniejszy prawosławny biskup. Utwór jest antyunijny.
   Lubow LewszunZawrzało. Zygmunt III (to z badań Piotra Chomika) przebywa wtedy w obozie pod Smoleńskiem. Stamtąd już 7 maja 1610 roku wydaje specjalny dekret, w którym zakazuje czytać i rozpowszechniać "różne pisma po rusku w drukarni ruskiej wileńskiej wydrukowane, które ostatnie są pasquilluse i bunty przeciw zwierzchności duchowej i świeckiej". Król każe wszystko co wydrukowane spalić, drukarnię bractwu zabrać, a drukarzy i "korektora Leoncjusza Karpowicza jeżeli on nie szlachcic" zatrzymać w ratuszu albo w jakimkolwiek innym więzieniu. Zanim dotarł rozkaz króla (wracamy do badań doc. Lewszun) Leoncjusza Karpowicza aresztowały władze miasta, prawdopodobnie na rozkaz unickiego metropolity Ipacego Pocieja. Wtrącono go do więzienia, chociaż poświadczono jego szlacheckie pochodzenie, co w czasach Rzeczypospolitej szlachecką zwanej oznaczało, że nie wolno go było więzić bez wyroku sądowego.
   Przypomnijmy co się dzieje w trzech kolejnych latach - 1608, 1609 i 1610.
   13 lutego 1608 r. umiera wielki obrońca prawosławia w Rzeczypospolitej książę Konstanty Ostrogski. W roku następnym, 11 sierpnia, król Zygmunt III przekazuje unitom wszystkie wileńskie cerkwie, oprócz jednej Świętego Ducha, jako że ta znajduje się na prywatnej ziemi prawosławnych możnowładców Wołłowiczów. Jak je przekazano? - wszak upłynęło 13 lat po zawarciu unii, a w stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego ciągle jest aż dwanaście prawosławnych cerkwi, w tym gdzieś połowa z nich to solidne, murowane. Siłą. Ipacy Pociej kazał cerkwie ograbić, duchownych schwytać i wtrącić do więzienia na trzy dni, morząc głodem i domagając się, by uznali jego zwierzchnictwo. Niczego nie osiągnąwszy przegonił duchownych, zabraniając im odprawiać nabożeństwa.
   Tak więc w sierpniu 1609 roku w Wilnie nie było ani jednego prawosławnego duchownego, ani jednej, oprócz Świętego Ducha, prawosławnej cerkwi. Kilka miesięcy wcześniej, 7 maja, prawosławni tracą monaster Świętej Trójcy - na rzecz unitów, ten, który potem zwykło się nazywać "bazyliańskimi murami". Nie dochodząc do Ostrej Bramy, po prawej stronie uliczki znajdziemy owe "mury". Brama dokładnie naprzeciwko nich, przypominająca tę z Jabłecznej, prowadzi do monasteru i cerkwi Świętego Ducha. (Takie usytuowanie okaże się niebawem ważne.)
   Mnisi, którzy nie chcieli przyjąć unii, uciekli na drugą stronę ulicy. Ale od sierpnia nie mieli tam ani duchownych, których też wygnano, ani archimandryty. Niebawem archimandrytą w monasterze Święgo Ducha został o. Leoncjusz Karpowicz. Kto go postrzygł, kiedy niemal cała prawosławna hierarchia WKL została zniszczona, nie wiadomo.
   W tej atmosferze rodzi się Trenos.
   
   "Korektor" Leoncjusz Karpowicz w więzieniu
   
   "Korektor" Leoncjusz Karpowicz, nie autor Trenosa Smotrycki - zostaje wtrącony do więzienia. Rozpoczynąją się codzienne ciężkie przesłuchania. Czy siedząc w więzieniu ten słaby od dzieciństwa człowiek pamiętał, jaką śmiercią jedenaście lat wcześniej, w 1599 r., zginął Nikifor, wysłannik patriarchatu konstantynopolitańskiego, przewodniczący antyunijego soboru w Brześciu? Że był wtrącony do lochów zamku malborskiego pod zarzutem szpiegowania na rzecz Turcji, nigdy nie potwierdzonego, i że umarł z głodu?
   1 lipca 1610 roku wybucha potężny pożar. Ogarnia pół Wilna. Ginie dużo ludzi. Płonie wiele budynków. Wśród nich wszystkie cerkwie zabrane prawosławnym kilka miesięcy temu. Ogień nie tknął cerkwi Świętego Ducha ani monasterskich budynków.
   Po dwóch latach Leoncjusz Karpowicz wyszedł z więzienia. Czy pomogły skargi do Trybunału bractwa wileńskiego, czy zabiegi prawosławnych magnatów - Chodkiewiczów, Wołłowiczów, Ogińskich - nie wiadomo.
   Dopiero rok po wyjściu z więzienia "pojawia się" jego imię w brackich dokumentach. Prawdopodobnie przez ten czas chorował. Nigdy po więzieniu tak naprawdę nie wyzdrowiał, nosząc do końca na ciele ślady kajdan i męczeństwa. Ale podniósłszy się z łóżka w całości oddaje się sprawom bractwa i monasteru, drukarni, szkoły, której jest rektorem, a w której naucza się m.in. ruskiego, słowiańskiego, łaciny i greki. Rozwija się też drukarnia.
   
   W drukarni
   
   Mikoła NikołajeuDrukarze, bojąc się od 1610 roku rozgromienia, pracują to w Wilnie, to w odległym 35 kilometrów Jewiu - włościach księcia Bogdana Ogińskiego. Wychodzi Czasosłow, Wybrane modlitwy, Modlitwy codzienne, Evangelie učitielnoje, Trebnik, Służebnik - w każdym roku średnio po trzy książki - jak w czasie mińskiej konferencji poinformował dr Mikoła Nikołajeu z Sankt Petersburga, kierujący oddziałem Rosyjskiej Biblioteki Narodowej. I uzupełnił informację komentarzem: - W Wilnie na początku XVII wieku działała słabiutka drukarnia braci katolików, jezuitów - bywało, że przez pięć lat nie wydrukowano tam ani jednej książki, drukarnia kalwińskiego zboru założona w 1592 roku, spalona w 1616 prawdopodobnie przez jezuitów i dwie najsilniejsze - prawosławne bracka i braci Mammoniczów. W pierwszej średnio ukazywały się trzy książki w roku, w drugiej pięć. Mammonicze jednak w 1614 roku przyjęli unię i drukarnia stała się unicka, pieczę nad nią roztoczył kanlcerz Lew Sapieha, który przeszedł na unię. Tu trafiały i państwowe zamówienia, jak Statut Wielkiego Księstwa Litewskiego. Drukarnia miała więc się dobrze.
   Poczynając gdzieś od 1615 roku jezuicka drukarnia przybiera na sile, bracka prawosławna ogranicza się do wydania ksiąg na użytek cerkiewny. Jej rola malała. Do nielicznych już cerkwi wystarczyło sprowadzić księgi z Moskwy lub Kijowa, a świeckie druki, przy energicznym wypieraniu języka ruskiego przez polski, stawały się nieopłacalne - komentował Piotr Chomik.
   O. Leoncjusza wciągnęły więc bez reszty sprawy - nazwijmy je - administracyjne, ze stratą dla pióra.
   
   Cegła biskupa i Kazanije dwoje
   
   Ale tu z "pomocą" przychodzą dwaj uniccy biskupi - Paisjusz Onikiejewicz i Jozefat Kuncewicz. Jest rok 1615. Biskupi mieszkają po drugiej stronie wspomnianej wcześniej wąskiej uliczki w monasterze Świętej Trójcy, już unickim. Lubow Lewszun dotarła do dokumentów, w których prawosławni mnisi z monasteru Świętego Ducha skarżą się, że bracia unici rzucają w nich niemal każdego dnia i nocy to kamieniami, to strzały w ich stronę puszczają. Okazało się, że praktykę tę przejęli i dwaj biskupi. Któryś z nich wycelował w Karpowicza kawałkiem cegły, ostro go raniąc i znów kładąc do łóżka.
   O. Leoncjusz wykorzystuje ten czas, przygotowując do druku Kazanije dwoje: odno na Preobrażenije Gospoda Boga i Spasa naszego Iisusa Christa, drugoje na Uspienije Preczistoje i Prebłagosłowiennoje Władyczycy naszeja Bogorodicy i Prisno Diewy Marii. I te kazania, każde z nich liczy po około 50 stron maszynopisu - w kilku egzemplarzach książkowego wydania cudem dotrwały do naszych czasów. Jeden z nich trafił właśnie do Lubow Lewszun, która zafascynowana ich niezwykłą treścią, wskazującą na to, że ich autor jest złotoustym tamtej epoki, zaczęła powoli dokonywać rekonstrukcji, jak to nazwała, życia o. Leoncjusza. A egzemplarze ocalały cudem, ponieważ Kazanije dwoje, wydrukowane w 1615 r. w brackiej drukarni, jezuici skupowali na wagę złota i palili. Do dziś dotrwało jeszcze jedno kazanie o. Leoncjusza na niedzielę przed Bożym Narodzeniem i przedmowy do niektórych wydań brackiej drukarni.
   Monaster Świętego Ducha w Wilnie za czasów, gdy jego archimandrytą był o. Leoncjusz Karpowicz, był najważniejszym prawosławnym monasterem w Księstwie Litewskim i centrum antyunijnego sprzeciwu. Pod jego władzę i obronę przechodzą inne funkcjonujące jeszcze monastery. Dlatego każde działanie króla i unitów przeciw wileńskiemu środowisku wywołuje szeroki rezonans.
   
   Ku światłu słonecznemu
   
   Czego dowiadujemy się o archimandrycie wileńskim jako o człowieku modlitwy?
   "Miał zwyczaj abba - pisał hieromnich wileńskiego monasteru - codziennie odprawiać Liturgię. Gdy pytano go, dlaczego tak często, odpowiadał: - Kiedy zbliżasz się ku światłu słonecznemu, widzisz na sobie plamy brudu, nawet jeśli są bardzo małe, tak i przyjmując często Święte Dary widzisz na sobie własne grzechy. Albo porównywał: - Jeśli na białe ubranie nawet najmniejsza kropla czerniła spadnie, staje się widoczna, a na czarnym i wielka jest niewidoczna, tak i człowiek, mający czyste sumienie, gdy wpada nawet w mały grzech, uświadamia go sobie i prosi o wybaczenie, a mając nieczyste sumienie nie szybko uzmysławia swój upadek i dlatego nie szybko się poprawia".
   Melecjusz Smotrycki, jego duchowy uczeń, mówił, że archimandryta tak zatapiał się w modlitwie, że trzeba go było nawet szturchnąć, by przyszedł do siebie.
   Pewnego razu przybył książę Bogdan Ogiński - ktitor. Abba, zatopniony w modlitwie, rozpłakał się, bo dla ziemskich spraw musiał rozmowę z Bogiem przerywać.
   W 1620 roku przybył na Litwę jerozolimski patriarcha Teofan. Cerkiew prawosławna była wtedy zdelegalizowana. Patriarcha zgodził się wyświęcić metropolitę i czterech biskupów. Śmiertelna choroba nie pozwoliła już przyjąć o. Leoncjuszowi biskupich święceń. Posłał więc do Teofana swoje duchowe dziecko Melecjusza Smotryckiego. Chirotonia odbyła się w święto Zaśnięcia Bogarodzicy w Kijowie. O. Leoncjusz nie dożył powrotu Smotryckiego.
   "Proście bracia pana Boga, żeby mnie darował jeszcze Cerkwi" - prosił do ostatniego oddechu. Czuł, że jeśli odejdzie, jego sprawy, czyli Cerkwi, upadną.
   Odszedł 24 września.
   
   Płacz na śmierć
   
   Atanazy Filipowicz w swoim znakomitym Diariuszu nazywa wileńskiego archimandrytę świętym i pisze: "Mieszczanie zaś ubodzy z Lublina, Sokola, Orszy, Pińska, Bielska, Kobrynia, Brześcia i z innych miast i miasteczek lamentują, że już nie mają ludzi, z którymi cerkwi swoich dochodzić mogli. Nie masz ojca i męża świętego Leontija Karpowicza archimandryty wileńskiego..."
   Na razie nikt nie odnalazł dokumentów świadczących o oficjalnej kanonizacji o. Leoncjusza, ani jego żywota, służby, ikony, prócz tej, która przedstawia sobór białoruskich świętych. Wśród nich o. Leoncjusza Karpowicza.
   Bóg rzeczywiście usłuchał próśb o. Leoncjusza - komentuje Lubow Lewszun. - Darował Cerkwi jego nietlennyje moszczi.
   Ostatnia o nich wzmianka pochodzi z 1632 roku, kiedy to Piotr Mohyła donosi o relikwiach archimandryty wileńskiego w cerkwi Świętego Ducha zachowanych.
   Dalej trop się urywa.
   Melecjusz Smotrycki pisze Płacz na śmierć Leoncjusza Karpowicza, a w 1625 roku przechodzi na stronę unitów, zostawiając zgromadzenie bez opieki, zadając mu dotkliwy cios. Sytuacja prawosławnych i bractwa pogarsza się z każdym rokiem. W czasie wojen szwedzkich na bractwo padają ciosy i ze strony wojsk rosyjskich, i polskich, i szwedzkich. Potem wojna północna zadaje wielkie straty miastu i monasterowi. W połowie XVIII wieku szalejące w Wilnie pożary obróciły w popiół zabudowania monasterskie. Odbudowano je. Bractwo przetrwało do upadku Rzeczypospolitej.
   Prawosławnych mnichów na tym samym miejscu spotykamy i dziś - ale to odrębna historia.
   Oleg Breskij, młody historyk Cerkwi i prawnik z Brześcia, podsumował: - O. Leoncjusz Karpowicz był religijnym polemistą, u Melecjusza Smotryckiego polemika przybiera charakter kulturowo - religijnej. U drugiego staje się możliwy kompromis i unia. Dla Karpowicza jedyną drogą poznania Chrystusa jest powrót do Tradycji i nauczania Ojców Kościoła. Jeśli Cerkiew na Białorusi chce wrócić do korzeni, musi wrócić do takich ludzi, jak Karpowicz. Gdy nie ma Karpowicza, pojawia się kompromis ludzi - magnatów czy biskupów - którzy chronią interes narodowy i kulturowy, ale nie wiarę.
   Prawosławna Cerkiew na Białorusi przygotowuje się do kanonizacji archimandryty wileńskiego Leoncjusza Karpowicza.
   fot. Autorka

Opinie

[1] 2005-10-05 12:59:00 kasia
strona super

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token