Numer 1(235)    styczeń 2005Numer 1(235)    styczeń 2005
fot.Boże Narodzenie. Współczesny fresk cypry
Sąd nad świętym Maksymem
Michał Bołtryk
OD 9 MARCA DO 6 CZERWCA 1914 R. TOCZYŁ SIĘ WE LWOWIE PROCES O. MAKSYMA SANDOWICZA I JEGO TRZECH TOWARZYSZY - SZYMONA BENDASIUKA, O. IGNACEGO HUDYMY I BAZYLEGO KOŁDRY. WIEMY, CO BYŁO POTEM: UNIEWINNIENIE OSKARŻONYCH. W SIERPNIU WYBUCHŁA PIERWSZA WOJNA ŚWIATOWA, A 6 WRZEŚNIA 1914 ROKU O. MAKSYMA ROZSTRZELANO NA DZIEDZIŃCU SĄDU W GORLICACH. 7 CZERWCA 1994 ROKU SOBÓR BISKUPÓW NASZEJ CERKWI OGŁOSIŁ O. MAKSYMA SANDOWICZA ŚWIASZCZENNOMUCZENIKOM ZA "JEGO MĘCZEŃSKĄ ŚMIERĆ I Z UWAGI NA JEGO POWSZECHNY KULT WŚRÓD LUDU BOŻEGO". UROCZYSTOŚCI KANONIZACYJNE ODBYŁY SIĘ 10 I 11 WRZEŚNIA 1994 ROKU W GORLICACH, MIEJSCU MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI O. MAKSYMA. 6 WRZEŚNIA (NOWY STYL) W NASZYM KALENDARZU JEST DNIEM PAMIĘCI ŚW. MAKSYMA.
   
   DWUDZIESTY PIERWSZY DZIEŃ
   
   Zeznania kontynuował Dmytro Worobec : - Pewnego dnia przyszedł do mnie do domu Michał Nahorniak w towarzystwie Sandowicza. Sandowicza znałem z fotografii. Tenże Sandowicz poprosił od razu: "Zaprowadźcie mnie do o. Hudymy". Poszliśmy. Po drodze oteć Sandowicz dopytywał się o most i rzekę.
   - A więc należy przyjąć, iż to co mówił świadek Bojczuk o szpiegostwie o. Hudymy i o. Sandowicza jest prawdą - zauważył prokurator.
   - Rzecz w tym - wyjaśniał Dmytro Worobec - że Bojczuk nie tak dawno osobiście mi mówił, że nie widział, aby Hudyma i Sandowicz mierzyli most. A do takich zeznań w sądzie go namówiono. Ze swej strony dodam, iż mostu tego nie trzeba mierzyć, jego długość jest nawet oznaczona na widokówkach będących w powszechnej sprzedaży. Moim zdaniem ten most na Czeremoszu jest mało ważny, jest słaby i nie udźwignie wielkich ciężarów.
   - Czy wiadomo panu, kto namówił Bojczuka do takich a nie innych zeznań?
   - Bojczuk powiedział, że to Dmytro Gojan , funkcjonariusz gminy Załucza.
   Dalej zeznawali Prokop Jurijczuk i Maria Matwijczuk, oboje z Załucza. Opowiadali, jak to się stało, że zaczęli chodzić do prawosławnej cerkwi.
   Grekokatolik Prokop Jurijczuk zaczął chodzić do cerkwi w Waszkowcach, bo w Załuczu była borba o księdza. Potem, gdy zaczął odprawiać w Załuczu o. Hudyma, zaczął tam uczę-szczać. Dziś przypomina sobie, że oteć Hudyma pewnego ranka mówił, że "prawosławna wiara to prawdziwa ruska wiara". A do prawosławia namówili świadka głównie dr Iwan Worobec i Michał Nahorniak.
   Także świadek Maria Matwijczuk zeznawała, iż to dr Worobec namawiał ją do prawosławia. A mianowicie mówił, że wiara prawosławna lepsza, bo "panowie nie panują nad nią... ludzie sami sobą rządzą i panują w cerkwi, tak jak w Rosji".
   Matwijczukowa przeszła wraz z innymi na prawosławie, a potem wróciła do Kościoła unickiego.
   Przyszła kolej na świadka Ilję Worobca , brata dr. Iwana, tego, który namawiał na prawosławie.
   Ilja Worobec był interesującym świadkiem, bo w jego domu mieszkał oskarżony o. Hudyma.
   Z odpowiedzi świadka wyłonił się obraz zdarzeń, który według oskarżyciela nadawał się na proces o zdradę stanu.
   - Oteć Hudyma żył skromnie. Nie dostawał pocztą żadnych pieniędzy, ani paczek. Sądnego dnia Hudyma nie wychodził z domu, aby mierzyć most. Gdyby wychodził, usłyszałbym. Już po aresztowaniu o. Hudymy i o. Sandowicza dozorca mostu Bojczuk opowiadał, jak to do niego przyszli żandarmi z Dmytro Gojanem i jeszcze dwoma nieznanymi ludźmi. Zapytali go: "Widziałeś, jak Hudyma i Sandowicz mierzyli most?". Bojczuk odpowiedział zgodnie z prawdą: "Nie widziałem". Na to Gojan: "Jeśli tak, to my mamy takich ludzi, którzy widzieli, żeś ty to widział". Bojczuk przestraszył się i zeznał co zeznał. Od siebie dodam - mówił Ilja Worobec - iż wiadomo mi, że przed aresztowaniem o. Hudymy funkcjonariusze gminni Wojewódka i Gojan mówili: "Musimy księdza Hudymę wymieść ze wsi".
   - Ile obecnie jest prawosławnych w Załuczu? - zainteresował się przewodniczący składu sędziowskiego.
   - Piętnaście rodzin nie kryje się z prawosławiem. Sto pięćdziesiąt rodzin ze swoimi przekonaniami kryje się ze strachu i chodzi do cerkwi unickiej. Czeka na wybudowanie prawosławnej. Wtedy na pewno wszyscy staną się prawosławnymi.
   Procesem we Lwowie zainteresowana była prasa petersburska. "Słowo Polskie" 3 kwietnia 1914 roku zamieściło dwie krótkie korespondencje własne z Petersburga.
   1. "Dzienniki zamieszczają wrażenia posła do Dumy Łaszkiewicza z pobytu we Lwowie i procesu Bendasiuka. Uważa on oskarżonych za forpoczty rosyjskie, które Austria chce zniszczyć. Równocześnie podkreśla, że Ukraińcy występują z ogromną nienawiścią względem Rosji i w swych pismach zwracają się przeciwko oskarżonym z równą nienawiścią".
   2. "Pewna grupa posłów do Dumy, a w tej liczbie kadeci Iczas i Wielichow, udają się do Lwowa z zamiarem zjawienia się na procesie Bendasiuka i towarzyszy".
   
   ZEZNANIA JAKÓBA SCHAFERA
   
   Duże zainteresowanie budzą zeznania świadka Jakóba [pisownia oryginalna] Schafera - zauważył sprawozdawca sądowy "Słowa Polskiego".
   Jakób Schafer, mieszkaniec Załucza, handlował drewnem. Wcześniej dzierżawił młyn i tartak.
   Nazwisko tego świadka pojawiło się w toku rozprawy, gdy odczytywano jego pismo wystosowane do sztabu generalnego, w którym ofiarowywał swoje usługi za wynagrodzeniem.
   Jakób Schafer, przedstawiając siebie jako wzorowego obywatela, zeznawał: - Śledziłem ruch moskalofilski i prawosławny w Załuczu. Donosiłem o wynikach starostwu. Oczywiście czyniłem to z poczucia obowiązku obywatelskiego. W Załuczu w 1903 roku wybuchły rozruchy, a to z powodu zabrania księdza Jurewicza. Przyjechało wojsko i żandarmeria. Zaprowadzono spokój. A na parafii osiadł ksiądz Biliński . Ludzie go nie przyjęli i zaczęli chodzić do cerkwi prawosławnej w Waszkowcach. Przywódcą radykalizmu we wsi był Michał Nahorniak, który utrzymywał dobre stosunki z dr. Trylowskim . Ludzie z Załucza dostali od niego formularze - deklaracje przejścia na prawosławie. Władze kościelne szybko wycofały księdza Bilińskiego, a na jego miejsce przysłano księdza Dmytrasza . Wówczas około 70 proc. prawosławnych znów powróciło do unii. Na to prawosławni odpowiedzieli jeszcze silniejszą agitacją. Agitowali szczególnie syn dr. Gierowskiego , studiujący na uniwersytecie w Czerniowcach, dr Worobec i Mikołaj Matwijczuk.
   Nahorniak z Matwijczukiem pojechali do Rosji po pieniądze na cerkiew w Załuczu. Po ich powrocie mówiono, że przywieźli na ten cel 28 tys. koron i złożyli u księdza Bohatyrca . Potem przyjechał do Załucza o. Hudyma. Wieś obiegły pogłoski - a to że ludność nie potrzebuje prawosławnemu księdzu płacić za chrzciny, śluby i pogrzeby, a to że ludzie w Rosji żyją lepiej niż u nas i nie są gnębieni tak jak u nas, a to że car daje dwanaście morgów każdemu chłopu. Dmytro Worobec i Iwan Sołowan mówili tak na pewnym weselu. Zrobiłem, ma się rozumieć, o tym doniesienie do starostwa. I ci ludzie mieli dochodzenie karne w tej sprawie.
   Ksiądz Hudyma zrobił się hardy. Przestał przyjmować urzędowe pisma. Jego parafianie otwarcie powiadali: ksiądz nie ma obowiązku takich pism przyjmować. On nie zależy od tutejszego rządu. Gdyby co, Rosja da mu żołnierzy i pieniądze na budowę cerkwi. Ksiądz Hudyma często podróżował do Czerniowiec i Lwowa. Tam od Bendasiuka dostawał pieniądze...
   - A skąd świadek o tym wie? - przerwał wywód obrońca oskarżonych.
   - Dowiedziałem się od pewnej osoby - pewnie odpowiedział świadek. - Nie mogę wymienić jej nazwiska, bo "groziłoby to śmiercią mojej rodzinie". I ja byłem nakłaniany, abym pojechał do Bendasiuka. Tam otrzymałbym dużo pieniędzy, pod warunkiem zaniechania doniesień o prawosławnym ruchu w Załuczu. Mój informator powiedział mi także, że Bendasiuk daje pieniądze nie tylko dla Hudymy, ale także dla innych "agentów Rosji". Oczywiście zrobiłem o tym doniesienie do starostwa.
   - Był świadek u Bendasiuka?
   - Nie pojechałem tam, bo bałem się, że "spotka mnie co złego".
   - Czy ksiądz Hudyma żył bogato? - dopytywał się sędzia.
   - A jakże. Bardzo dostatnio. Nawet utrzymywał cały dom Worobców. Jeszcze miesiąc temu przyszło do nich z rosyjskiej firmy pół wagona zboża. A po aresztowaniu księdza Hudymy agitatorzy rozpowiadali w Załuczu, że przyjdzie tu Rosja i będzie satysfakcję robić.
   - Skąd świadek posiada takie wiadomości? - zainteresował się obrońca oskarżonych.
   - Gdy stała jakaś kupka ludzi i rozmawiała, to podchodziłem do nich i podsłuchiwałem. Oprócz tego miałem swoich informatorów, którzy mi donosili.
   - Od kiedy świadek jest konfidentem? - zapytał przewodniczący składu sędziowskiego.
   - Od 1908 roku - odpowiedział Jakób Schafer. - I uważam, że taka praca jest obowiązkiem każdego obywatela.
   - Świadek proponował swoje usługi sztabowi generalnemu za pieniądze. Czy sztab generalny skorzystał z tej propozycji?
   - Moja propozycja sztabowi generalnemu wynikała z tego, że czułem się na siłach, aby coś więcej zrobić dla państwa. Sztab zawiadomił mnie, że moje pismo przesłał do namiestnictwa. Niestety, stamtąd do dziś nie otrzymałem odpowiedzi.
   - Czy nie miał świadek oporu donosić na ludzi, między którymi mieszkał?
   - Nie, nie miałem. A po pierwszym doniesieniu zostałem doceniony przez starostwo i nawet "upoważniony", abym donosił dalej. Ja donosiłem do starostwa, ale dla mnie donosili moi "subkonfidenci", także mający poczucie obywatelskiego obowiązku.
   - Świadek mówi, że bał się pojechać do Lwowa do Bendasiuka. A nie bał się mieszkać w Załuczu między tymi, na których donosił?
   - We Lwowie prędzej mogłoby mi się coś złego przydarzyć niż w Załuczu.
   - Czy świadek był w przeszłości agitatorem wyborczym? - zapytał sędzia przysięgły Blumengarten.
   - A jakże, i to zawsze popierałem kandydata rządowego, nieraz bezpłatnie, innym razem za pieniądze.
   Obrona po wysłuchaniu zeznań Jakóba Schefera zażądała zarekwirowania wszystkich doniesień tegoż do starostwa w Śniatynie oraz zatrzymania świadka w sądzie celem konfrontacji ze świadkami, na których donosił.
   Trybunał po półtoragodzinnej rozprawie zgodził się na zarekwirowanie aktów ze starostwa w Śniatynie - donosów w sprawie przejść unitów z Załucza na prawosławie. I tylko tyle.
   Tego dnia we lwowskim sądzie zeznawał także świadek Mikołaj Sandowicz , grekokatolik, włościanin ze Żdyni, brat oskarżonego o. Maksyma Sandowicza.
   Mikołaj Sandowicz niewiele mógł powiedzieć w sprawie. A to ze względu na to, że przez sześć lat przebywał w Ameryce - raz cztery lata, drugi dwa.
   - Gdy brat wrócił z Rosji - zeznawał - gdzie się uczył, prosił mnie, abym pożyczył mu dwieście koron. Pieniądze były mu potrzebne na żeniaczkę z panną, którą poznał w Rosji. Potem pojechał do Rosji. Wrócił stamtąd już wyświęcony na duchownego i osiadł w Żdyni, w chacie ojca. Wtedy przyjechała do niego delegacja z Grabia. Ludzie prosili, aby pojechał do nich i służył tam jako ksiądz prawosławny. I brat wyjechał. Ja także pojechałem z nim. Śpiewałem w czasie nabożeństw. Mój brat Maksym nie szerzył prawosławia, ani nie wygłaszał podburzających kazań. Przeciwnie, modlił się za cesarza i jego wojsko. Nigdy nic nie mówił o Rosji. A ja go o te sprawy nie pytałem, bo mnie Rosja nie interesowała.
   
   KOŃCA ROZPRAWY NIE WIDAĆ
   
   Po dwudziestu czterech dniach procesu sprawozdawca sądowy zauważył na łamach "Słowa Polskiego": "Końca rozprawy nie tak rychło należy się spodziewać. Jak już obecnie widać, przeciągnie się ona znacznie ponad pierwotnie obliczany termin sześciu tygodni. Tak, jak obecnie się przedstawia, rozprawa potrwa jeszcze co najmniej cztery, a może i sześć tygodni. Obecnie już około czterdziestu świadków włościan ze Żdyni i Załucza bawi od kilku dni we Lwowie, czekając swej kolei, przesłuchanie bowiem poszczególnych świadków zabierze znacznie więcej czasu niż można było przypuszczać".
   
   CICHA KAMPANIA UKRAIŃCÓW
   
   Tymczasem prasa polska, w tym "Słowo Polskie", alarmowała o zmowie Ukraińców przeciwko polskim szkołom w Galicji.
   W czym rzecz? Otóż, jak pisze "Słowo Polskie", "zaciekła kampania Ukraińców w Galicji postawiła sobie za cel z jednej strony powstrzymywanie rozwoju szkolnictwa średniego polskiego, z drugiej strony - wprowadzenie, prawem kaduka i kosztem Polaków, uniwersytetu ruskiego".
   Z artykułu wynika, że w parlamencie galicyjskim doszło do porozumienia między posłami polskimi i ukraińskimi w sprawie utworzenia ukraińskiego uniwersytetu w Galicji i upaństwowienia szkół średnich polskich i ukraińskich. W 1914 roku w Galicji działały 24 szkoły prywatne polskie i osiem prywatnych ukraińskich. Ustalono, że upaństwowienie miałoby być proporcjonalne - za upaństwowienie jednej szkoły ukraińskiej rząd musiałby upaństwowić trzy szkoły polskie. Niestety - pisze "Słowo Polskie" - Ukraińcy z właściwą sobie nielojalnością, otrzymawszy zapewnienie o utworzeniu ukraińskiego uniwersytetu, zaczęli domagać się porzucenia wcześniej ustalonych proporcji. Według "Słowa" "minister oświaty chce w tej sprawie pójść Ukraińcom na rękę".
   "Przeciwko tego rodzaju złamaniu układu - konkluduje "Słowo" - trzeba z całą energią i w porę zaprotestować. (...) Zmniejszenie liczby upaństwowionych, względnie zakładanych szkół średnich polskich przeniosłoby proporcje istniejącego dzisiaj w szkolnictwie średnim galicyjskim stosunku na niekorzyść Polaków. Społeczeństwo polskie poniosło w ostatnich latach tyle ofiar politycznych celem zapewnienia harmonii między obu narodami, że ma prawo wymagać od rządu i od Ukraińców, aby w szkolnictwie średnim galicyjskim zaniechano wszystkiego, co równałoby się ciężkiej krzywdzie polskiej". (cdn.)
   

Opinie

[1] 2007-06-13 16:41:00 Magdalena
Witam :)
Od pewnego czasu zajmuję sie tworzeniem drzewa genealogicznego mojej Rodziny. W trakcie prowadzenia prac natknęłam sie na nazwisko Worobec, które to , jest nazwiskiem mojej Praprababki Anny (pochodziła z terenów dzisiejszej Ukrainy - okolice Tarnopola). Byłabym wdzięczna za pomoc w nawiązaniu kontaktu z Panem Dmytrem Worobec. Z góry dziękuję i czekam na ewentualnego maila. Magdalena
[2] 2009-04-08 07:28:00 Krystian
ja też jestem prawosławny i zapraszam was na święta

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token