Numer 1(235)    styczeń 2005Numer 1(235)    styczeń 2005
fot.Boże Narodzenie. Współczesny fresk cypry
Cerkiew nad Prosną
Dorota Wysocka
Stoi w centrum Polski, nad Prosną, rzeką, która niegdyś na pewnym odcinku wyznaczała granicę między Królestwem a Prusami, od ponad stu lat. Oparła się wielkim zawieruchom historii. Dopiero od trzydziestu lat, gdy ktokolwiek przestał się uważać za jej gospodarza, popada w ruinę. Do cerkwi w Chruścinie może jednak jeszcze powrócić życie.
   
   Generał- lejtnant Krasnokutski , naczelnik 3 Dywizji Jazdy, otrzymał w 1866 roku od cara Aleksandra II w dziedziczne władanie klucz folwarków - Bolesławiec, Wiewiórka, Chruścin, Mieleszyn i Mieleszynek, Mokrsko, Krzyworzeka i Kamionka w powiecie wieluńskim - z częścią lasu z leśnictwa Wieluń. Car wyrażał mu w ten sposób wdzięczność za szczególne zasługi, z zapomnieniem o samym sobie , w tłumieniu powstania styczniowego.
   Sposób, w jaki rodzina weszła w posiadanie majątku, był dla potomków generała źródłem dumy. Upamiętniająca darowiznę tablica wisiała na ich siedzibie jeszcze w okresie międzywojennym.
   Potomków, gdyż rzeczywistymi jego gospodarzami byli córka generała Krasnokutskiego Tatiana i jej mąż, także generał, Iwan Łopuchin , wywodzący się ze znanego rosyjskiego rodu.
   W pamięci okolicznej ludności nie zapisali się jednak oni jako ciemiężyciele narodowej sprawy, obcy i wrodzy, lecz jako miejscowi dziedzice, których styl i poziom życia zawsze czyniłby kimś szczególnym. Kontakty między dworem i wsią ułożyły się dobrze, co zapewniło im trwałe miejsce w legendzie.
   To Łopuchinowie wznieśli w Chruścinie, w ostatniej ćwierci XIX wieku, zamek - tak do dziś nazywa się eklektyczną, kamienną budowlę otoczoną parkiem - a mniej więcej dwieście metrów od niej cerkiewkę, prywatą kaplicę, służącą także prawosławnym współpracownikom i stacjonującym w pobliżu żołnierzom - podkomendnym generała, których zadaniem było strzeżenie granicy.
   Granica jest mocnym punktem we wspomnieniach mieszkańców Chruścina, Goli i innych położonych nad rzeką miejscowości. Z przemytu, zwłaszcza produkowanego tu bimbru, utrzymywało się wiele rodzin.
   Innym znaczącym źródłem dochodów była właśnie praca u Łopuchinów, którzy chętnie zatrudniali polską służbę i dobrze ją traktowali. Rozmawiali z nią po polsku i uczyli tego języka swoje dzieci.
   Generał znał dzieje oręża polskiego. Wzorem dla niego był hetman Zamoyski. Na jednym z witraży w zamku do dziś można oglądać herb Zamoyskich wkomponowany w jego własny. Cerkiew w Chróścinie w latach 60.
   Nie znaczy to jednak, że Łopuchinowie się polonizowali. Zdecydowanie propagowali kulturę rosyjską.
   W ich kręgu towarzyskim znalazło się też, ze względu na bliskość granicy, wielu przedstawicieli pruskiego ziemiaństwa i wyższej kadry oficerskiej. Kontakty te odegrały znaczącą rolę w 1914 roku, pozwalając rodzinie generała uniknąć po wkroczeniu Niemców wielu kłopotów, a potem bezpiecznie wyjechać na Zachód.
   Miejscowi zapamiętali Tatianę Łopuchiną jako osobę głęboko pobożną. Widzieli, jak codziennie chodziła do cerkwi, by modlić się w samotności. Świątynia była bardzo zadbana. Niedługo przed pierwszą wojną światową pokryły ją polichromie. Ze ścian spoglądali św. Jerzy walczący ze smokiem, Ewangeliści, aniołowie. Data 22 września 1913 roku, wymieniona w jednym z dokumentów jako dzień wyświęcenia cerkwi, najprawdopodobniej dotyczyła właśnie wyświęcenia fresków.
   Cerkiew w Chruścinie, jak wspomniano, przede wszystkim miała być kaplicą rodową. Łopuchinowie przygotowali w niej dla siebie krypty, miejsca wiecznego spoczynku. W jednej z nich złożono ich syna. Chłopiec, w nieznanych bliżej okolicznościach, prawdopodobnie w 1903 roku, utopił się w bagnie. W jego poszukiwanie aktywnie włączyła się okoliczna ludność, w tym członkowie ochotniczej straży pożarnej z Bolesławca, której prezesem był Łopuchin.
   Tatiana Łopuchina, chcąc podziękować strażakom za odnalezienie ciała, własnoręcznie wyhaftowała dla nich sztandar ze św. Florianem. Służył on strażakom do 1957 roku, a do dziś, w nie najlepszym już stanie, przechowywany jest z szacunkiem. To jedna z nielicznych pamiątek po rodzinie.
   Dobra Łopuchinów na szczęście nigdy nie zostały splądrowane, bezmyślnie zniszczone.
   W niepodległej Polsce ziemię rozparcelowano, lasy upaństwowiono, w zamku zaś ulokowano sierociniec, a potem internat szkoły rolniczej dla dziewcząt. Cerkiew, choć także przejęta przez Skarb Państwa, aż do wybuchu wojny służyła pozostałej tu jeszcze garstce wiernych. Ponoć sporadycznie przyjeżdżał do nich "pop z Wielunia", jak zanotowano w ułomnej pamięci.
   Druga wojna także nie poczyniła tu żadnych zniszczeń. W zamku utworzono dom wypoczynkowy dla niemieckich frontowców, a po wyzwoleniu ulokowano szkołę. cerkiew współcześnie
   W 1952 roku zamek stał się domem opieki społecznej i tę funkcję pełni do dziś.
   Dom także miał szczęście do dyrektorów. Wszyscy potrafili troszczyć się i o ludzi, i o zabudowania. Klucze do niewykorzystywanej już przez wyznawców cerkwi spoczywały teraz u nich. Cerkiew stała się nieformalną kaplicą pogrzebową. Ciała zmarłych podopiecznych oczekiwały w niej na wyprowadzenie. Wszystkie drobne naprawy w świątyni wykonywali pracownicy domu.
   W latach siedemdziesiątych ktoś z władz uznał, że nie można nawet niewielkich państwowych pieniędzy przeznaczać na budynek sakralny, w dodatku nie wiadomo do kogo należący. Domowi opieki natychmiast zakazano z niego korzystać.
   Cerkiew - w dobrym stanie, z pełnym wyposażeniem, ikonostasem i wszystkimi utensyliami - najzwyczajniej z dnia na dzień została porzucona. Nawet drzwi nie zamknięto.
   Nie było żadnej żywiołowej grabieży, pozwolono jej po prostu powoli obumierać.
   Właściciel terenu, Lasy Państwowe, uznał że najlepiej na wyrobisko żwiru będzie się nadawało miejsce w pobliżu południowych murów. Po pewnym czasie zaczęły pękać. Jeszcze wcześniej rozebrano ogrodzenie -drewniany płot na ceglanym fundamencie. Przy cerkwi założony był cmentarz, na którym chowano prawosławnych pracowników majątku i żołnierzy. Po pomnikach nagrobnych nie ma już śladu, sam zarys grobów jest ledwie czytelny. Zniknięcie dzwonnicy można uznać za naturalne. Była konstrukcją drewnianą, z której dzwony zdjęli jeszcze w 1918 roku Niemcy. Ikony także opuszczały cerkiew stopniowo, zabierane przez kolejnych "zwiedzających". Po ikonostasie pozostała jedynie metalowa konstrukcja.
   Nawet fresków nie pozostawiono w spokoju. Do wysokości wyciągniętej ręki pokryły je napisy typu "tu byłem", a także uwagi całkiem głupie i obsceniczne. Przez wypaczone drzwi, pozbawione szyb okna, wlewała się woda, która zamarzając czyniła kolejne spustoszenia. Jacyś poszukiwacze skarbów rozbili nawet płyty chroniące krypty. Wydawało się, że cerkwi nic już nie ocali, że jej los wszystkim jest obojętny.
   Na szczęście nie jest. W gminie Bolesławiec znalazło się grono ludzi bijących na alarm. Oto na oczach wszystkich (może nie dosłownie, położenie na uboczu, do pewnego czasu chroniące cerkiewkę, potem obróciło się przeciwko niej) ginie oryginalna pamiątka przeszłości, obiekt, jakiego nie ma nigdzie w regionie.
   W 1989 roku opamiętano się o tyle, że na cerkwi, wpisanej w czerwcu tego roku do rejestru zabytków, zawisły solidne kłódki. Sztandar Ochotniczej Straży Pożarnej w Bolesławcu, wyhaftowany przez Tatianę Łopuchinę
   Wcześniej obiekt został przebadany i opisany w karcie ewidencyjnej. Dowiadujemy się z niej, że ma 44,39 metra kwadratowego powierzchni użytkowej, jest orientowany (tzn. jak wszystkie cerkwie, a dawniej i kościoły katolickie zwrócony ołtarzem na wschód), pokryty blachą. Autorka karty krok po kroku przedstawia wszystkie zniszczenia, jakich dokonali czas i ludzie - na murach, stropach, schodach, ścianach, posadzkach, drzwiach i oknach, ustalając jednak, że są odwracalne. Cerkiew wymaga przede wszystkim poważnego remontu, poczynając od więźby dachowej i pokrycia, na konserwacji polichromii kończąc. Tylko kto miałby za to zapłacić?
   Cerkiew w Polsce, naturalny opiekun świątyni, do niedawna nic o jej istnieniu nie wiedziała. W wydanej kilka lat temu pracy Kiryła Sokoła i Aleksandra Sosny "Kopuły nad Wisłą", poświęconej cerkwiom w Królestwie Polskim, także zapisano, iż kaplica w lesie nie zachowała się do naszych czasów.
   Wiadomość o niej dotarła do proboszcza w Częstochowie, o. Mirosława Drabiuka, którego parafia jurysdykcyjnie obejmuje i ten teren, w nieoczekiwany sposób. Pokazano mu widokówkę, wydaną przez gospodarstwo agroturystyczne pana Ryszarda Tuza z Chruścina. Jako jedną z atrakcji historycznych okolicy ukazano na niej fronton cerkwi. Wystarczyło pójść tym tropem. strona tytułowa książki poświęconej Łopuchinom, w której mowa jest też Łopuchinach z Chróścina
   Okazało się, że cerkiew ma wielu przyjaciół, od dawna zatroskanych jej stanem i upominających się o jego poprawę.
   Jest wśród nich, obok Ryszarda Tuza, który wozi do świątyni każdą grupę turystów, a potem każdą uczula na problem i w każdej szuka sojuszników, pani Urszuli Deli, dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Chróścinie - Zamku (tak się teraz, przez ó, pisze nazwę miejscowości), po pożarze w 1993 roku pieczołowicie odremontowanego, w którym szczególną opieką otacza się wszystkie elementy wnętrza - piece, okna, posadzki, boazerie, kominki - pamiętające budowniczych, czy Piotra Zawady, historyka, dyrektora szkoły w sąsiednich Żdżarach, chroniącego pamięć o przeszłości tych stron, także gospodarz terenu, wójt gminy Bolesławiec Stefan Pietras. Rodzina Łopuchinów w lesie
   Każda z tych osób przekazała cenne informacje o cerkwi, zamku i rodzinie Łopuchinów, każda chciałaby przywrócić jej nie tylko dawny wygląd, ale i funkcję, gdyż autentyczna cerkiew, nie jej makieta, mogłaby stać się wielką atrakcją, ściągającą gości.
   Cóż z tego, że w promieniu kilkudziesięciu kilometrów mieszka tylko kilku wyznawców prawosławia. Cerkiew nad Prosną sama w sobie jest skarbem.
   
   fot.
   Aleksander Sosna,Piotr Zawada
   Zdjęcie rodziny Łopuchinów pochodzi z prywatnych zbiorów krewnych pani Teofili Kempy z domu Piłatowskiej, która pracowała w zamku
   

Opinie

[1] 2005-04-22 19:32:00 Beata
Dziadek opowiadał mi, jak kiedyś wyglądała ta cerkiew. Jeszcze kiedy był dzieckiem, była stanie względnej normalności. Teraz to jedynie ruina, a niedługo kupa gruzu. To wstyd, żeby tak zaniedbać zabytek, dorobek kultury ludzkich rąk i historii.
To samo stanie się nidługo z pobliskimi ruinami zamku w Bolesławcu. Tylko czekać, aż cegłówki same zaczną spadać zwiedzającym na głowę (póki co, zrzucaniem kamieni z góry "zajmuje się" nieodpowiedzialna młodzież)
Może najwyższy czas zająć się zabytkami w naszym kraju, nie tylko w Warszawie, Krakowie i innych dużych miastach, ale w małych mieścinkach, gdzie bądź co bądź, ludzie też pozostawili po sobie wspaniałe zabytki...
[2] 2005-09-30 17:12:00 jacek krasnowski
musze przyjechac do cerkwi w chróścine pozdrawiam
[3] 2005-12-17 00:50:00 roman
Artykuł bardzo ciekawy. Gratuluję dociekliwosci.Moim zdaniem "pop", który przyjeżdżał z Wielunia to był Iwan Kowalenko, proboszcz w Wieluniu, po wojnie proboszcz parafii na Woli w Warszawie. Z wyrazami szacunku. R.S.
[4] 2006-03-14 21:11:00 jacek krasnowski
atować cerkiew trzeba wydać foldery gadżety rozesłac po dużych zakładach zachęcać do spędzania letnich urlopów uwas u waszych gospodarzy ze swojskim jedzeniem może są uwas jeziora stawy zarybić je zacząc organizować zawody wędkarskie plenery malarskie dla konkretnych malarzy niech chociaż 1 obraz zostawiają od siebie zadarmo a jego dawać na licytaje a zaprosić chóry gregoriańskie i prawosławne i z tego wszystkiego pieniążki zbierać na renowacje ipotrzeby gminy
[5] 2007-05-02 20:27:00 karolina
zgadzam sie z pane jackiem!!
chociaż nie widziałam jeszcze cerkwii to chce się tam wybrać jak najszybciej. to nie dopuszczalne żeby marnowały sie niezwykle ciekawe i wartosciowe miejsca jak ta cerkiew!! chociaż mieszkam niedaleko (ok. 20km) od tego miejsca to dopiero niedawno sie o nim dowiedziałam!! jest to ewidentne zaniedbanie ze stony osób odpowiedzialnych w gminie , powiecie za zabytki. skandal...
[6] 2007-06-21 08:07:00 Slawek
Cerkiew jest piękna no może była kiedyś teraz jest rujnowana nie zabezpieczona przed intruzami po prostu jest dewastowana . Dziwię się jeszcze że są jeszcze metalowe ozdoby minn okna kraty.
Co robi kośćiół prawosławny nie dba o dobro swojej kultury , może POP jest BIZNESMENEM nie interesują go dobra tylko swoje interesy. Co robi Gmina i inne osoby.
Ja gdybym mógł sam bym zamknął tą cerekiew i bym o nią zadbał przed dewastacją.
POPIE Z WIELUNIA CHROŃ SWOJE DOBRA Sławek
[7] 2008-02-28 21:28:00 ukrlem
Sławeczku w Wieluniu nie ma żadnego 'popa"
[8] 2008-10-18 15:05:00 Danuta
To przykre, ze taki taki zabytek marnieje. Jeszcze w połowie lat 70 - tych można było oglądać freski na ścianach.
Może wreszcie znajdzie się sponsor który zainicjuje remont....a ludzie z Chróścina pewnie jak zawsze pomogą.
[9] 2009-01-27 09:24:00 Slawas
Jeżeli kogoś interesuje, jak w obecnej chwili wygląda ta cerkiew, zapraszam na stronę: http://kepno.socjum.pl/galeria/album/47 - w tej galerii znajdują się zdjęcia cerkwi.
[10] 2011-01-11 22:12:00 efkama
powyższa strona zmieniła adres tak więc i zdjęcia cerkwi są pod nowym adresem
www.kepnosocjum.pl
[11] 2012-01-06 14:56:00 Maria
Cieszę się, że znalazłam przypadfkowo bogaty rys hisoryczny pałacu i kościoła w Chruścinie. Badam losy rodziny Głąb z Mokrska.W tej hisorii pojawia się wątek Antoniego Głąba ur. w 1829 lub 1830r. Był oficerem carskim. Po skończoneju służbie wojskowej podobno założył stanicę przy granicy z Prusami. Czy coś na ten temat wiadomo?
STANI PO SKOŃCZONEJ SŁuŻBIE W CĘ
[12] 2014-02-27 11:16:00 Darek
Pod koniec 2013r cerkiew została odnowiona (na razie tylko z zewnątrz, w środku zrobiono nową posadzkę i wytynkowano piwnice)
Efekt w/w prac można podziwiać na stronach:

http://www.wieruszow.kepnosocjum.pl/photogallery.php?album_id=719

http://powiatowy.pl/2014/02/niezwykla-cerkiew-w-chruscinie/
[13] 2015-07-11 16:06:00 Juliusz
9.07.2015 dotarłem zupełnie przypadkowo w te
okolice.Jestem mile zaskoczony tak dobrym stanem obiektów.Wspaniałe opisy.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token