Numer 12(234)    Grudzień 2004Numer 12(234)    Grudzień 2004
fot.Andrzej Karpowicz
Epifaniusz zwany Nikiforem
Michał Bołtryk

   Dwudziestego szóstego marca 2003 roku Nikifor Krynicki stał się, na mocy postanowienia sądu rejonowego w Muszynie, Epifaniuszem Drowniakiem. Stało się to 35 lat po śmierci łemkowskiego malarza. Przywracanie imienia i nazwiska najwybitniejszemu malarzowi żyjącemu w Polsce, choć nie będącego narodowości polskiej, trwało prawie siedem lat.
   Historię zmagań o prawdziwe imię i nazwisko Nikifora Krynickiego opowiada Stefan Hładyk, przewodniczący Zjednoczenia Łemków w Polsce i wiceprezydent światowej federacji Łemków.
   - W naszym łemkowskim środowisku - zaczyna opowieść - fakt, że Nikifor Krynicki i Epifaniusz Drowniak to ta sama osoba, był znany od dawna. Już w maju 1960 roku nasz działacz, Paweł Stefanowski, uzyskał w urzędzie stanu cywilnego w Krynicy skrócony odpis aktu urodzenia. Jest tam napisane, że 21 maja 1895 roku w Krynicy, w domu nr 49, urodził się Drowniak Epifaniusz. Matką jego była Eudokia Drowniak , córka Hryhoria Drowniaka i Tatiany z domu Krynicka ze wsi Powroźnik. Położną była Akulina Szkwarła . Epifan został ochrzczony 22 maja 1895 roku w cerkwi grekokatolickiej w Krynicy-Wsi. Rodzice chrzestni - Andrzej Horak i Kateryna , wdowa po Jakowi Rystweju , miejscowi rolnicy. Chrzcił o. Mykoła Koropaś .  stary napis na nagrobku Nikifora
   Niestety, w ramach programowej polonizacji i zacierania tożsamości regionu Epifaniuszowi Drowniakowi zmieniono tożsamość wyrokiem sądu w Muszynie z 18 października 1962 roku. Na zmianę imienia i nazwiska mieli wpływ przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej w krynicy Stefan Półchłopek oraz liczni "opiekunowie", jak na przykład małżeństwo Banachowie czy Marian Włosiński.
   Marian Włosiński w 1962 roku został opiekunem prawnym artysty, jego wspomnienia posłużyły za kanwę scenariusza filmu "Mój Nikifor", w reżyserii Krzysztofa Krauzego.  nowy napis na nagrobku Nikifora
   Z tej okazji Marian Włosiński opowiedział na łamach "Rzeczpospolitej" (9-10 października 2004 roku), jak to było ze zmianą imienia i nazwiska: "Kiedy zaczął być popularny i zapraszany do innych miast, konieczne stało się wyrobienie mu dowodu tożsamości. Bezskutecznie próbowaliśmy odnaleźć jego metrykę urodzenia. Poprosiłem więc przewodniczącego Rady Narodowej w Krynicy, by wystąpił o oficjalne nadanie mu nazwiska. Wymyśliliśmy, że najprostsze będzie pochodzące od miejsca, w którym się urodził i mieszkał. W ten sposób został Nikiforem Krynickim. Bardzo się ucieszył, że ma dowód z fotografią, porządne nazwisko".
   Jest tam też... oskarżenie pod adresem Łemków: "Dopiero po latach - mówi Marian Włosiński - okazało się, że naprawdę nazywał się Epifaniusz Drowniak. Zrobiła się z tego niezła awantura, bo Łemkowie zaczęli protestować, że Polacy chcieli na siłę spolszczyć Nikifora, odbierając mu łemkowskie pochodzenie. Niektórzy nawet uważają, że jego prace, przechowywane w muzeum w Nowym Sączu, należą się właśnie Łemkom. Ciekawe, dlaczego nie zajmowali się nim wtedy, kiedy żył i cierpiał wielką biedę, lecz przypomnieli sobie o nim teraz, gdy jest ceniony, a jego rysunki znajdują się w największych galeriach i muzeach w Polsce i na świecie".Muzeum Nikifora
   Marian Włosiński nie wie i nie chce wiedzieć, że Łemkowie (Nikifor także) zostali wysiedleni podczas Akcji Wisła, ich powrót w latach 50. i 60. na Łemkowszczyznę był albo niemożliwy, albo bardzo utrudniony.
   Czy Polacy spolszczyli na siłę Nikifora? Ależ tak!
   Seweryn A. Wisłocki , autor "Przyczynku do biografii Nikifora Drowniaka nazywanego Krynickim" (Polska Sztuka Ludowa 1985, nr 3-4), jest także autorem tekstu "Epifan Drowniak - łemkowski Matejko", zamieszczonego w albumie "Nikifor" (Państwowe Muzeum Etnograficzne, Warszawa 1995). Zauważył tam: "Sedno tkwi w polityce władz komunistycznych w stosunku do mniejszości narodowych w Polsce, w tym konkretnym przypadku - do Łemków. (...) Głównym realizatorem mistyfikacji, mającej na celu zatarcie tożsamości wybitnego, samorodnego twórcy był - niestety - Andrzej Banach. Jemu zostało powierzone zadanie wykreowania Nikiforowi nowej biografii, przedstawienia go jako człowieka znikąd, bez miejsca i daty urodzenia, bez rodowodu, tułacza i włóczęgi. Z politycznego ówcześnie punktu widzenia było to istotne w sytuacji, kiedy mimo podjętych prób wysiedlenia go z Krynicy wraz z pobratymcami, udało mu się w niej pozostać, stymulując proporcjonalnie rozgłos w kraju". poświęcona malarzowi tablica pamiątkowa
   To prawda. Mam w swoich zbiorach książkę Andrzeja Banacha "Nikifor", wydaną w 1983 roku przez Arkady. Jest tam nawet rozdział " O polskości Nikifora": "Smutna polskość jego patrzenia, tragedia wrażliwości, polskość skargi w jego malowaniu jest świadectwem ukończenia przez Nikifora szkoły polskiego życia... Polska jest narracyjność, skłonność do żalu, do wspomnień i marzeń. Z żalu rodzi się skarga, także chęć nauki, że z cierpienia może być pożytek. Takie są portrety Nikifora. «Mądry Polak po szkodzie» to przysłowie narodowe. Ostrzega nas przed tym Nikifor". I jeszcze: "Konfliktowość polskiej sztuki, charakter jej propagandowy, wyraźny u Nikifora, którego obrazy były wołaniem o pomoc, wynikła z warunków naszego życia, ale i z polskiej natury, z polskiej nieustępliwości, chęci narzucenia swojej racji. Trudne było życie narodu, który miał do wyboru wszystko albo nic. Nikiforowi wyszło to na korzyść".
   Żenujące. Ale to ukazało się w wydawnictwie cenionym w polskiej sztuce.
   Wróćmy do opowieści Stefana Hładyka.
   - Mówi się wciąż, że to Banach był odkrywcą i popularyzatorem Nikifora. Nieprawda. Epifaniusz Drowniak był znanym i cenionym malarzem już przed wojną. Został odkryty w 1931 roku przez ukraińskiego malarza ze Lwowa, Romana Turyna , wychowanka krakowskiej ASP, członka grupy kapistów.
   Już w 1932 roku Roman Turyn eksponował prace Epifaniusza w Paryżu na jednej wystawie razem z grupą lwowskich profesjonalistów. Epifaniusz pozostawał pod jego kuratelą do 1939 roku. W 1938 roku miał dużą wystawę z grupą malarzy samouków we Lwowie. Napisano o nim dwa artykuły w warszawskich "Arkadach" i lwowsko-ukraińskim "Nazustricz". W latach okupacji jego prace kupowało Muzeum Narodowe we Lwowie. Po 1946 roku Nikifor został odkryty ponownie. Pierwszy o Nikiforze pisał Konstanty Ildefons Gałczyński . Po wojnie pierwszą prestiżową wystawę za granicą zorganizował Nikiforowi Aleksander Jackowski . Było to w Londynie, w 1956 roku.
   - Po wojnie - ciągnie pan Stefan - zrobiono z Nikifora głupka, nienormalnego, głuchoniemego, słowem dziwaka. Takim ubezwłasnowolnionym człowiekiem łatwo było pomiatać. Ale zaprzyjaźniony z nim wybitny znawca sztuki ludowej, Aleksander Jackowski z Warszawy, poprosił swoich przyjaciół lekarzy o zbadanie inteligencji Nikifora. Była taka jak u normalnych ludzi. Przyczyną jego bełkotu było, według laryngologów, przyrośnięcie języka. Przeprowadzony w dzieciństwie mały zabieg operacyjny zlikwidowałby tę dolegliwość. Niestety, biedaków nie stać było na taką operację.
   Aleksander Jackowski pokazywał Nikiforowi albumy gigantów światowego malarstwa. O gołych ciałach Rubensa Nikifor mówił, śmiejąc się drwiąco: "To złe! Obrzydliwe!". Widząc reprodukcje Rousseau kiwał z uznaniem głową. "To kolega" - mówił. "Kolegami" byli także Vivine, Faješ, Generalič. O Faješu wyraził się z aprobatą: "Matejko!". Matejko był dla Nikifora symbolem wielkiego malarstwa.
   Nikifor czuł się źle w środowisku polskim. Dlaczego? Wychował się przecież wśród Łemków, był Łemkiem, znał ich mowę, oni rozumieli jego słowa.
   Wywody pana Stefana potwierdzają wspomnienia o. Stefana Dziubyny , grekokatolickiego duszpasterza, pracującego w latach 1938-1947 w parafiach na Łemkowszczyźnie, w czasie wojny spowiednika Nikifora. O. Stefan Dziubyna na stronach 72-74 książki "I stwerdy diło ruk naszych" (wyd. "Ukraińskij Archiw", Warszawa 1995) poświęca kilka ustępów Nikiforowi. "Najczęściej widzieliśmy się - pisze - w krynickiej cerkwi. Nikifor codziennie, idąc rano do miasta, zachodził do cerkwi. Był bardzo pobożny, codziennie przystępował do priczastija, często się spowiadał. Bardzo dobrze wszystko słyszał, ale mówił niewyraźnie. Nie wszyscy duchowni mogli zrozumieć co mówi, więc i nie mogli go spowiadać, nie wszyscy przecież znali łemkowską mowę. A Nikifor mówił najczęściej po łemkowsku. Ja dobrze go rozumiałem. (...) Potem długo, długo go nie widziałem. Na początku lat 60., gdy przyjechałem po coś do Krynicy, spotkałem Nikifora na ulicy - wtedy znanego w całym świecie artystę. Polacy już zrobili z niego swego - Polaka, nałożyli na niego biało-czerwoną rogatywkę i polecili chodzić w krawacie. Zabrali mu też i nazwisko. Zrobili z Drowniaka Krynickiego. Ale on niczego nie zapomniał i wiedział, co się wokół dzieje. Odwiedziłem go raz w domu. Zapytałem o różne sprawy. Powiedziałem i to: «Wy je Nikifor, nazywacie się Drowniak, a nie Krynicki». «Ja znam - odpowiedział - ale ja nie głupi w kryminale siedzieć». To mówił Łemko Drowniak, kilka razy wywożony na zachodnie ziemie po 1947 roku. Stefan Hładyk
   Dali mu spokój dopiero wtedy, gdy zdawało się, że stał się Polakiem".
   W sprawie przywrócenia Nikiforowi prawdziwego imienia i nazwiska Łemkowie złożyli pozew do sądu okręgowego w Nowym Sączu 30 grudnia 1996 roku.
   - Stało się to po tym - mówi Stefan Hładyk - gdy nam dyrekcja Muzeum Nikifora uniemożliwiła zainstalowanie na gmachu tablicy z prawdziwym imieniem i nazwiskiem (w dwóch językach - po łemkowsku i polsku). Wcześniej wszystko było uzgodnione z muzeum, tablicę wykonaliśmy. I raptem muzealnicy mówią - nie wiadomo, czy to prawda, że Nikifor to Epifaniusz Drowniak. Uznaliśmy, że prawdę powinien ustalić sąd.
   Z sądu w Nowym Sączu dostali odpowiedź, że właściwym sądem jest sąd w Gorlicach, a to ze względu na siedzibę (w Bielance - w domu Stefana Hładyka) wnioskodawcy - Zjednoczenia Łemków.
   - W Gorlicach - kontynuuje pan Stefan - powstała konsternacja wśród sędziów. Nikt nie chciał zajmować się tą sprawą. Nie koniec na tym, nikt z miejscowych adwokatów nie chciał podjąć się prowadzenia tak "trefnej" sprawy. Słyszałem od mecenasów: "Panie prezesie, mogę doradzać panu, ale reprezentować w sądzie nie będę". Sprawa odleżała półtora roku w Gorlicach. Odesłano ją do Nowego Sącza jako jednostki nadrzędnej. W Sączu znów "sezonowała się". Wysłano ją do Muszyny. Prowadzenia sprawy podjął się adwokat z Warszawy Hubert Izdebski , ten, który prowadził - i wygrał - sprawę lasów łemkowskich. Muzeum Okręgowe w Sączu (muzeum Nikifora "Romanówka" w Krynicy jest jego filią) kluczyło, podrzucało nowe wątki. Wynaleziono nawet córkę akuszerki, która rzekomo odbierała poród Nikifora i ona "pamiętała", że nadano mu imię Prymon . Przeszkód było co niemiara.
   Kluczowymi świadkami okazali się o. Stefan Dziubyna (niedługo po zakończeniu sprawy zmarł) i Seweryn Aleksander Wisłocki, u którego dziadków Harasyma i Marii Gromasiaków Nikifor mieszkał przed drugą wojną światową.
   Seweryn A. Wisłocki w czasopiśmie "Watra" napisał w 2004 roku: "Sam proces był żenującym widowiskiem. Sąd zmusił Muzeum do rzetelności, do uznania dowodów o charakterze źródłowym! Jest to niechlubny casus w historii muzealnictwa polskiego!". Eksponaty z krynickiego muzeum - walizeczka na farby, kapelusz i laska Nikifora
   Sąd uznał, iż zeznania Zbigniewa Wolanina , Mariana Włosińskiego i Stefana Półchłopka nie wniosły istotnych wiadomości o pochodzeniu i tożsamości Nikifora.
   W 2002 roku Łemkowie zwrócili się o pomoc w sprawie Nikifora do Rzecznika Praw Obywatelskich. Przykra dla Łemków była odpowiedź urzędu, którym kieruje profesor Andrzej Zoll : "Uprzejmie zawiadamiam, że po przeanalizowaniu przedstawionej sprawy rzecznik nie może wyjść naprzeciw państwa oczekiwaniom. (...) Zdaniem rzecznika praw obywatelskich, w obowiązującym stanie prawnym zmiana nazwiska malarza z Krynicki na Drowniak jest niemożliwa".
   Możliwa okazała się dla sądu w Muszynie, któremu przewodniczyła Barbara Tischner .
   Pani sędzia pisała w uzasadnieniu wyroku: "Prace malarskie Nikifora powstałe w latach 1920 do końca jego życia, tj. do 10 X 1968 r., przedstawiono na 180 wystawach w kraju i poza granicami Polski: w Paryżu, we Lwowie, w Londynie, Rzymie, Nowym Jorku, Chicago, Amsterdamie, w Brukseli, Liege, Belgradzie, Hajfie, Frankfurcie, Hanowerze, Brazylii, Wiedniu, Kolonii, Salzburgu, Bratysławie, Kijowie, Düseldorfie, Zurychu, Pradze. Władze Krynicy nie interesowały się Nikiforem, dopóki nie zdobył sławy malarza znanego nie tylko w Polsce, ale i za granicą Polski".
   Na chrzcie otrzymał imię Epifaniusz, nazwisko miał Drowniak. Potem zmieniono mu na Nikifor Krynicki. Takim zmarł, takim go pochowano. W 2003 roku stał się, jak na początku, Epifaniuszem Drowniakiem. Trzeba go było teraz "pochować" pod takim imieniem i nazwiskiem.
   - Znów sprawa była w sądzie - mó¬wi Stefan Hładyk. - Ale teraz nikt nam rzucał kłód po nogi... Poszło sprawnie.
   Tak więc sąd ustalił, że umarł także Epifaniusz Drowniak, a nie Nikifor Krynicki.
   12 lipca (na św. św. Piotra i Pawła) 2002 roku, na kiermasz łemkowski w Krynicy, Stefan Hładyk i jego koledzy zawiesili na "Romanówce" tablicę z prawdziwym imieniem i nazwiskiem Nikifora.
   - Przed północą - przypomina pan Stefan - 11 lipca dyrektor muzeum na to się zgodził.
   Nikifor zmarł 10 października 1968 roku w Foluszu, w uzdrowisku, gdzie leczył gruźlicę. Pochowano go w Krynicy, na cmentarzu komunalnym, przy ulicy Cmentarnej. Stąd widać prawosławną cerkiew św. Włodzimierza. Nikifora pochował duchowny grekokatolicki z Krakowa, ks. Mikoła Deńko . Na grobie artysty umieszczono piękną kompozycję projektu prof. Bronisława Chromego . Niestety, bez wschodniego krzyża. skrzynia, w której chował swoje obrazki
   Stefan Hładyk i jego koledzy ze Zjednoczenia Łemków nie zapomnieli o krzyżu. Za zgodą profesora wykuto krzyż i napis z nazwiskiem Epifan Drowniak. Był rok 2003.
   Siedem lat trwało przywracanie imienia i nazwiska Nikiforowi. Ale rzecz dotyczyła nie byle kogo, zwłaszcza dla małej społeczności łemkowskiej.
   Seweryn A. Wisłocki, który odegrał niebagatelną rolę w przywróceniu Nikiforowi jego prawdziwej tożsamości, tak o nim pisze: "Epifan Drowniak jest jedynym artystą - malarzem pochodzącym z Polski, uznanym na całym świecie: ponad trzysta wystaw w renomowanych galeriach! Ani Matejko, ani Chełmoński, ani Rodakowski, Fałat, Siemiradzki czy inni współcześni twórcy - wszyscy razem nie mieli części jego sławy...".
   
   fot. autor
   

Opinie

[1] 2004-12-30 13:31:00 Rafał
Szkoda, że Autor artykułu nie powiedział wprost że Nikifor był grekokatolikiem.
[2] 2005-01-02 21:28:00 Fewronia
Próbowałam ( nie pierwszy raz ) odszukać to, co Gałczyński pisał o Nikiforze. I znowu mi się nie udało. Czy ktoś mógłby mi pomóc? Wskazać mi właściwe miejsce lub tytuł tej publikacji - może w jakimś czasopiśmie, może w "Dziełach" Gałczyńskiego, może jeszcze gdzie indziej? Albo chociażby zwrócić moją uwagę na to, kto już cytował w druku taką wypowiedź Gałczyńskiego i podał tam źródło? Z góry dziękuję, jak najserdeczniej.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token