Numer 12(234)    Grudzień 2004Numer 12(234)    Grudzień 2004
fot.Andrzej Karpowicz
Krzyże na cerkwi już sa
Dorota Wysocka
Częstochowska parafia, mała, skupiająca sto kilkadziesiąt osób wspólnota, 7 listopada obchodziła wielkie święto. Na wznoszonej od kilku lat cerkwi Ikony Matki Bożej Częstochowskiej osadzono krzyże. Uroczystość zgromadziła tłum wiernych, około tysiąca osób, z całej rozległej diecezji, z Białostocczyzny, Warszawy, Dolnego Śląska... Liturgię św. odprawiono w surowym, jeszcze nie wykończonym, wnętrzu górnej cerkwi. Krzyże wyświęcił władyka Abel. Śpiewał znakomity chór „Oktoich” z Wrocławia.
   
   Świątynia historię ma krótką. Kamień węgielny pod nią wyświęcił w październiku 1998 roku patriarcha konstantynopolitański Bartolomeusz , który składał wtedy pierwszą wizytę w naszym kraju. Rok później rozpoczęły się prace budowlane, a już 1 lipca 2001 r. parafianie mogli modlić się w pierwszym własnym pomieszczeniu cerkiewnym. - Koniec z warsztatami, kuźniami, magazynami - cieszyli się głośno. Wreszcie jesteśmy u siebie. U siebie w Częstochowie są jednak od bardzo dawna. Parafia bowiem historię ma długą.
   To jedna z najstarszych wspólnot prawosławnych  Krzyże wyświęcił władyka Abel w centralnej Polsce, o jeszcze greckich korzeniach. Mieszkający tu w XVIII wieku kupcy greccy nie mieli jednak własnej świątyni, należeli do parafii w Piotrkowie Trybunalskim. Niewiele o nich zresztą wiemy. W drugiej połowie XIX stulecia ich potomkowie rozpłynęli się wśród prawosławnych przybyszy z Rosji - urzędników, wojskowych, handlowców.
   O tych współwyznawcach wiadomo już dużo więcej. Stworzyli w mieście nie jedną a kilka parafii.
   Najstarsza prawosławna świątynia stoi na reprezentacyjnym placu w centrum Częstochowy, tyle że jako kościół św. Jakuba należy teraz do rzymskich katolików. Kiedy ją 1872 roku wyświęcano, była cerkwią św. św. Cyryla i Metodego. Wzniesiono ją według tego samego projektu, co warszawski sobór św. Marii Magdaleny, tyle że bez dzwonnicy. W czasie Liturgii św. zawsze była wypełniona, w mieście mieszkało bowiem kilka tysięcy wyznawców prawosławia. Zabrano im ją zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Argumentowano, że teren ten został przez Rosjan zawłaszczony, gdyż wcześniej stał tam kościół (według innych źródeł kaplica szpitalna), który car kazał zburzyć. Nie pomogło tłumaczenie, że budowniczowie cerkwi zasypywali glinianki. Już w latach 90. władze kościelne, chcąc pozbyć się z placu pewnego uciążliwego właściciela kamienicy, wykazały, że mogą podważyć jego prawo własności, ponieważ to ten właśnie dom stoi na miejscu dawnej katolickiej świątyni.
   Cerkiew św. św. Cyryla i Metodego na krótko wróciła jeszcze do prawosławnych w latach niemieckiej okupacji, by zostać im odebrana po wyzwoleniu jeszcze przez wojskowego komendanta miasta. Wkrótce straciła cebulaste kopuły (uznano je za symbol zniewolenia), zachowała jednak dawną urodę i dziś jako szacowny zabytek wymieniana jest przez wszystkie przewodniki po mieście.
   Cerkiew św. św. Cyryla i Metodego służyła cywilom, wojskowi mieli od 1896 roku cerkiew św. Mikołaja. W koszarach 42 Mitawskiego Pułku Dragonów korzystali jeszcze z kaplicy.
   Kaplica św. Michała Archanioła znajdowała się również w tzw. domu Romanowych. Dom, właściwie pałac przy głównej ulicy, wzniósł stryjeczny brat cara Mikołaja II, który spędzał tam wiele czasu. Po 1918 roku pałac przejęło wojsko. Kaplica przestała być obiektem sakralnym. Urządzono w niej kasyno oficerskie. Po II wojnie budynek stał się własnością miasta. Klub oficerski zamieniono na restaurację, potem salę baletową. Teraz pomieszczenie stoi puste. Niewtajemniczeni nie odgadną, w jakim celu je wzniesiono.
   Jeszcze w czasach caratu funkcjonowała w Częstochowie parafia posługująca się w liturgii językiem cerkiewnosłowiańskim z ukraińską wymową. Działała ona także w okresie międzywojennym.
   Wiernych nie brakowało, gdyż tu także znajdował się obóz dla internowanych Ukraińców, wcześniej walczących po stronie polskiej. Parafia nie miała stałej siedziby, korzystała z wynajętych pomieszczeń. Surowe jeszcze wnętrze górnej cerkwi przed i podczas św. Liturgii
   W wynajętych pomieszczeniach modlili się zresztą w okresie międzywojennym wszyscy częstochowscy prawosławni. Nie była ich wcale garstka, stanowili prężną społeczność. W latach 20. przystosowali do swoich potrzeb dawną kuźnię. Parafia św. Trójcy, którą teraz tworzyli, zabiegała u władz miasta o nową siedzibę.
   Potem - jak już wiemy - na krótko wrócili do cerkwi św. św. Cyryla i Metodego i znów zostali na bruku.
   Schronienia udzieliła im wtedy parafia ewangelicka. Przyjęła wyposażenie i oddała jedną z sal katechetycznych. Poza duchownym prawie nikt się w niej nie mieścił. Wierni stali na zewnątrz - na klatce schodowej, na podwórzu. W skwar i w deszcz. Sześćset osób, tyle ich już tylko pozostało, spotykało się tak dwadzieścia lat.
   Wtedy pojawiła się możliwość powrotu do dawnej cerkwi garnizonowej św. Mikołaja. Zajmująca ją dotąd filharmonia przenieść się miała do nowej siedziby. Gdyby nie determinacja ówczesnego proboszcza, o. Czuraka, który nie zawahał się podjąć interwencji u władz wojewódzkich (czyli u ówczesnego I sekretarza KW w Katowicach Edwarda Gierka), nie mieliby szansy z niej skorzystać.
   Cerkiew pozostała własnością miasta, użyczoną jedynie prawosławnym. Nie mieli prawa nic z nią robić, nie uzyskiwali zgody na remont. Budynek już gdy go zajmowali, był w fatalnym stanie i szybko niszczał.
   - Może liczono, że całkowicie się rozpadnie, tak jak parafia - mówi proboszcz, o. Mirosław Drabiuk.
   O. Drabiuk przyjechał do Częstochowy w 1976 roku, wprost po ukończeniu seminarium. Zastał jeszcze niemało parafian, kilkudziesięcioosobowy chór. A potem stopniowo się z nimi żegnał.
   - Pogrzeby, pogrzeby, tylko czasem wyjazdy. W ciągu ostatnich dwudziestu lat udzieliłem około dziesięciu chrztów, odprowadziłem zaś blisko dwieście osób. To przede wszystkim potomkowie Rosjan osiadłych tu przed I wojną. Tuż po II wojnie z tej grupy około stu osób wywiozło NKWD. Wróciły jednostki. Trafiali tu potem prawosławni różnymi drogami. Większość z nich żyje w rodzinach mieszanych wyznaniowo. Ostatnio coraz częściej zgłaszają się do nas Ukraińcy, Rosjanie zza wschodniej granicy. Niektórzy zostają na stałe.
   Parafia nie jest więc duża, ale daleko jej do zniknięcia. Przeciwnie, nabrała nowych sił.
   - Na mocy ustawy z 1991 roku staliśmy się właścicielami cerkwi św. Mikołaja. Tyle, że kwalifikowała się ona wtedy nie do remontu, a do kompletnej przebudowy, tak osłabione były dach i mury - opowiada o. Drabiuk. Myśmy się zaś jeszcze upomnieli o budynek parafialny i jego duży (ponad cztery tysiące metrów kwadratowych) ogród, wówczas już plac od lat zabudowany.
   Dawny dom parafialny, piękna XIX-wieczna kamienica, stoi przy reprezentacyjnej ulicy. Miasto od początku skłonne było rozmawiać tylko o zabudowaniach i gruncie zamiennym. Przepisy ustawy były jednoznaczne, starano się je jednak różnymi drogami obejść. Proponowano dalekie peryferia, opuszczone hale fabryczne. Sprawa ciągnęła się latami. Prawosławni jednak nie ustępowali. Pod koniec 1997 roku ustalono, że parafia przejmie wymagającą remontu kamienicę na o połowę mniejszym placu, położoną jednak korzystnie, w pobliżu dworca kolejowego. Dostanie też teren, niecałe tysiąc metrów, pod budowę nowej świątyni, również w śródmieściu.
   Cerkiew św. Mikołaja, w stanie niemal ruiny, jednak w dobrym punkcie miasta, kupił prywatny inwestor i zaadaptował na pomieszczenia biurowe. Tylko ci, którzy wiedzą, jakim celom służył wcześniej budynek, odczytają jego nietypowe cechy. Krzyże wędrują na częstochowską cerkiew
   Nową świątynię zaprojektował białostocki architekt Michał Bałasz. Nie od razu została przez odpowiednie urzędy zaakceptowana w tym kształcie. - Jest za wysoka, zbyt reprezentacyjna, zdominuje otoczenie - argumentowano. - Pomyślcie o czymś skromniejszym.
   Zamiast myśleć o tym, jakby się nie rzucać w oczy, zamówiono odpowiednie studium przestrzenne i wykazano, że projekt spełnia wszelkie wymagania, doskonale wpasowuje się w okolicę i że to wieża położonego po drugiej stronie skweru kościoła ewangelickiego góruje i górować będzie nad budynkami. Zgodę uzyskano w ostatniej chwili, tuż przed wizytą patriarchy konstantynopolitańskiego.
   Grupa wiernych wzięła na siebie niemały ciężar. Sto kilkadziesiąt osób wspomnianych we wstępie to mieszkańcy tylko Częstochowy i okolic. Parafia rozciąga się jednak formalnie na ogromnym terenie, od Radomska na wschodzie, Wielunia na północy po Namysłów na Opolszczyźnie na zachodzie. Wierni żyjący w takim rozproszeniu niemal nie kontaktują się ze swoją parafią. Niekiedy parafia nie wie nawet o ich istnieniu.  podczas Liturgii św.
   O. Drabiuk kilka lat temu został na przykład poproszony o pochowanie nie znanego sobie prawosławnego mieszkańca Praszki, niedużego miasta na Ziemi Wieluńskiej. Urodzony tam zmarły, noszący zresztą typowo rosyjskie nazwisko, był osobą powszechnie znaną i szanowaną. Na cmentarz odprowadził go tłum ludzi i orkiestra strażacka.
   W Praszce, w czasach zaboru rosyjskiego położonej przy granicy z Prusami, mieściła się komora celna. Ze spisu mieszkańców wynika, że w końcu XIX wieku żyły tam 34 prawosławne osoby. Niektóre z nich nie wyjechały na wschód.
   Na miejscowym cmentarzu z trudem już jednak można odnaleźć ich ślady. Kilka ponad stuletnich pomników ledwo stoi nad nieczytelnym zarysem grobów, kilka innych, przewróconych licem do ziemi, też zapewne zapisanych jest cyrylicą.
   Takich miejsc i cmentarzy jest w parafii o. Drabiuka o wiele więcej.  podczas Liturgii św.
   Nic nie wskazuje na to, by Częstochowa miała podzielić ich los. Wspólnota parafialna jest, jak powiedziano, niewielka, proces odchodzenia chyba już jednak został zahamowany. Coraz częściej pojawiają się młode twarze. Dom parafialny po remoncie (już go osuszono, wymieniono stropy, stolarkę, doprowadzono wodę) będzie mógł służyć również pielgrzymom, przyjeżdżającym tu, by się pokłonić Częstochowskiej Ikonie Matki Bożej. Wszyscy odnajdą drogę do cerkwi. A na niej krzyże już są...
   
   zdjęcia
   Andrzej Karpowicz
   

Opinie

[1] 2005-01-02 21:44:00 Fewronia
Gratuluję częstochowianom.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token