Numer 9(231)    wrzesień 2004Numer 9(231)    wrzesień 2004
fot.Marek Dolecki
Kosmos hezychazmu
Anna Radziukiewicz
Z prof. Siergiejem Chorużym fizykiem, matematykiem, filozofem i teologiem redaktorem tomu "Hezychazm" rozmawia Anna Radziukiewicz
   
   - "Hezychazm" to najważniejsza Pana praca?
   - Z tych, które udało mi się zrobić dla Cerkwi, oczywiście.
   - Do prowadzenia tak potężnej pracy nie dojrzewa się z dnia na dzień, powiedzmy 20 kwietnia siedem lat temu.
   - Filozofia i teologia były moim drugim, równoległym do fizyki i matematyki, nurtem zainteresowania.
   - Czy nauki ścisłe stanowiły w czasach komunistycznych przykry-wkę do studiów teologicznych?
   - Nigdy. Fizyka i matematyka rzeczywiście mnie interesowały. Wydział fizyki skończyłem z bardzo dobrym wynikiem. Potem był doktorat w znakomitym, jednym z najlepszych w świecie, instytucie matematycznym. W Rosji w latach 60. matematyka stała na bardzo wysokim poziomie. Z nami mogli konkurować jedynie Amerykanie. Aktywnie tworzyłem nowe dziedziny teoretycznej fizyki. Z moim udziałem fizyka wchodziła w coraz bliższe związki z matematyką. Tworzyła się nowa współczesna fizyka matematyczna. To był bardzo ciekawy proces. Oznaczał jednocześnie postęp w fizyce i matematyce. Stałem się jednym z pierwszych członków międzynarodowego stowarzyszenia fizyki matematycznej, które zostało utworzone podczas konferencji odbywającej się w naszym instytucie im. Stiekłowa, znanym na całym świecie jako Stiekłowski Instytut.
   - Doktorat, współtworzenie nowej szkoły naukowej, musiały przesunąć na wiek dojrzały zainteresowania teologiczne?
   - Pierwszą pracę o ojcu Pawle Floreńskim napisałem, gdy byłem młodym fizykiem teoretykiem. Nie ukrywałem jej. Ludzie ją czytali. Wyszła oczywiście, tak jak i następne w tamtej epoce, w samizdacie. Druga książka była poświęcona tradycji hezychastycznej. Bardzo się cieszyłem, gdy się dowiedziałem, że trafiła ona na głęboką prowincję. Z głębi Rosji pisali do mnie ludzie, że sami powielili ją w stu egzemplarzach. Prof. Siergiej Choruży
   - Religijne wychowanie wyniósł Pan z domu?
   - Ależ skąd! Wychowywałem się w środowisku ateistycznym. Ochrzcił mnie, gdy miałem 25 lat, o. Aleksander Mień. Byłem blisko niego.
   Z rodzicami nie miałem doświadczenia bezpośredniego kontaktu, przynajmniej świadomego. Wychowywałem się bez matki i ojca. Ojca zabili Niemcy w pierwszych dniach wojny, pod koniec czerwca 1941 roku. Moi rodzice przebywali wtedy akurat w zachodniej Białorusi. Ojciec był wojskowym, polarnym lotnikiem. Myślę, że tam na Białorusi organizował jeden z pierwszych partyzanckich oddziałów. Wtedy w czerwcu nie było mnie jeszcze na świecie. Mama została w tamtym partyzanckim oddziale. Dopiero przed rozwiązaniem odprawiono ją. Niemcy szybko przesuwali się na wschód. Zajęli Smoleńsk. Setki kilometrów przeszła matka po okupowanym terytorium, przedarła się przez linię frontu. Ja razem z nią. Spełniła jeszcze jakąś wojenną misję. Przyjechała do małego miasta w centrum Rosji i tam się urodziłem.
   - W przypadkowym domu?
   - Mieszkały tam dwie siostry mojej mamy - Nadzieżda i Lubow. Były trzy siostry - Wiera, Nadzieżda i Lubow.
   - To Pana mama jest może Wierą Chorużą, znaną rewolucjonistką, która miała nawet w Białymstoku swoją ulicę?!
   - Tak. Moja mama siedziała w Białymstoku w więzieniu. Był to okres międzywojenny.
   - Za co?
   - Pracowała w Polsce w komunistycznym podziemiu. Potem przerzucono ją do innego więzienia. Po czym wymieniono. Trafiła do ZSRR. Ocalała, choć wielu działających w Polsce komunistów po 1938 roku, po likwidacji Polskiej Partii Komunistycznej, wymordowano. Podobno sprawę mamy prowadził na Łubiance człowiek, w którym obudziło się sumienie. To bardzo nietypowy przypadek. Wypuścił wszystkich, których sądził.
   - Długo wychowywała Pana ma-ma?
   - Kilka miesięcy. Potem zaczęła pisać podania, by ponownie odprawiono ją na front. Była bardzo doświadczona w podziemnej walce. Znała dobrze francuski i niemiecki. Poza tym pierwsze dni wojny zostawiły w jej sercu głęboką ranę. Bardzo kochała mego ojca. Matka trafiła do Witebska. Tam dowodziła partyzanckim podziemiem. Gestapo ją aresztowało. Dalsze jej losy są nieznane. Nie wiemy, jak zginęła. Witebsk wystawił jej pomnik w postaci muzeum Wiery Choruży.
   - Pana rodzina pochodzi z Białorusi?
   - Tak, z Polesia, z Mozyrza.
   - Wszystkie siostry mamy były rewolucjonistkami?
   - Dwie. Natomiast brat Wasilij i druga siostra byli tołstowcami, aktywnymi. Całemu rodzeństwu nie przeszkadzało to pozostawać w głębokiej przyjaźni. Tołstowcy byli w trzydziestym siódmym roku prześladowani. Wujek Wasia, zgodnie ze swymi przekonaniami, odmówił udziału w służbie wojskowej. Został aresztowany. Ale jakimś dziwnym trafem wygrał proces.
   - Czekał więc Pana sierociniec?
   - Wychowywały mnie siostry mamy. Rodzice zaś pozostali dla mnie na zawsze duchowo bardzo znaczącym elementem mego życia.
   - Wróćmy do lat dojrzałych. Czy teraz czuje się Pan bardziej fizykiem i matematykiem, czy filozofem i teologiem?
   - Filozofem i teologiem. Kiedy zacząłem tworzyć swoją szkołę w dziedzinie chrześcijańskiej antropologii, poczułem na sobie bardzo dużą odpowiedzialność. Jestem w takim wieku, że muszę się spieszyć, oznacza to, że muszę wybierać, co chcę jeszcze przekazać ludziom, co uważam za najważniejsze.
   - Czy początek kruszenia się komunizmu sprzyjał rozwojowi badań nad hezychazmem?
   - Wtedy w jednym z instytutów Rosyjskiej Akademii Nauk mogłem zorganizować laboratorium do badania tej spuścizny. W 1995 roku wyszła książka "Synergia. Problemy ascezy i mistyki prawosławnej". Był to owoc tych badań. Zawierała ona również bibliografię hezychazmu. Wkrótce po jej ukazaniu się stwierdziłem, że nie odpowiada ona kryteriom naukowym i że jest to dopiero początek pracy. Zrozumiałem też, że nie może to być projekt jednego uczonego. To musi być praca zespołowa. I że jest to sprawa Cerkwi. Poprosiłem więc patriarchę o błogosławieństwo. Wtedy wiedziałem, że nie mogę zatrzymać się w pół drogi. Do tej pracy podchodziłem w dużym stopniu jak do cerkiewnego posłuszanija. Wymagała ona ode mnie ogromnej ilości czasu, również trudu czysto technicznego, który nie ma nic wspólnego z badaniami uczonego. Wiedziałem jednak, że ta praca jest Cerkwi potrzebna.
   - Tradycji mistyczno - ascetycznej nie da się zgłębiać siedząc w Moskwie?
   - Absolutnie. Ascetycznej literatury trzeba szukać z dala od centrów administracyjnych i naukowych. Ona powstawała przeważnie w ośrodkach życia duchowego, oddalonych od morza spraw tego świata.
   - W połowie lat 90. kontakty między Cerkwiami i uczonymi zajmującymi się duchowością były jeszcze słabo rozwinięte.
   - To bardzo utrudniało tworzenie międzynarodowego zespołu. Wszak nad książką, wraz z obsługą techniczną, pracowało ze trzydzieści - czterdzieści osób.
   - Hezychazm raz przysycha, raz znów jaśnieje pełnym blaskiem. Tak było zawsze w historii. Jak by określił Pan jego sytuację obecnie, również stan badań nad tą spuścizną?
   - Szczególnie podkreśliłbym rolę Johna Meyendorffa. W 1959 roku obronił on doktorat na Sorbonie, w którym odkrywał tradycję hezychasty-czną. Wtedy stało się jasne, że nasz głos jest ważny w całym chrześcijańskim świecie. Dochodzenie do głosu prawosławnych zaczęło się w latach 60., rozkwitanie tego procesu w 70. Ten etap trwa do dziś. Przed Meyendorffem wielki wkład w rozwój prawosławnej teologii wnieśli rosyjscy emigranci - o. Gieorgij Fłorowski, Włodzimierz Łosski. Współczesna prawosławna myśl wstąpiła w swój nowy etap, który na całym świecie nazywa się neopatrystyką i neopalamizmem. To ożywienie zauważyli nasi koledzy na Zachodzie - katolicy i protestanci. Odnoszą się do niego z wielką uwagą. Znają nasze dokonania. Cieszę się, że po ostrym kryzysie prawosławnej myśli, zwłaszcza w osiemnastym i dziewiętnastym wieku, dziś znów ma ona światu wiele do zaproponowania.
   - Ale wiek osiemnasty to, za sprawą świętego Paisjusza Wieliczkowskiego, wielkie odrodzenie tradycji hezychastycznej, to pojawienie się znakomitej księgi Dobrotolubije. Na Wschodzie odrodzenie się hezychazmu zawsze niosło za sobą ogólnocerkiewne ożywienie.
   - Charakterystyczne, że znakomite rosyjskie odrodzenie filozoficzne, jakie nastąpiło na początku dwudziestego wieku, nie zauważyło hezychastycznego odrodzenia, ascetycznej duchowości. Dopiero na Zachodzie, wśród rosyjskiej emigracji, nastąpił proces zjednoczenia wielkiej religijnej filozoficznej kultury i ascetycznej duchowości.
   - Czy badaniem hezychastycznej tradycji zajmują się jedynie prawosławni?
   - Ależ skąd! Wielu jezuitów bada teologię hezychazmu i boskich energii św. Grzegorza Palamasa. Ośrodki badań znajdują się w Niemczech, Włoszech, Francji, Belgii.
   - Hezychazm staje się więc punktem spotkania chrześcijan?
   - Tak, wszystkich wyznań. W ostatnich latach nawet luteranie nim się zainteresowali, wypuszczając fundamentalną monografię, w której porównują teologię Marcina Lutra i Grzegorza Palamasa. Hezychazm nie jest więc tylko punktem utwierdzenia ogólnoprawosławnej jedności.
   - Ale chyba nie wszyscy są jednego zdania? Wszak w historii były na ten temat ostre spory.
   - Polemika oczywiście jest, ale zupełnie inna niż przed wiekami, kiedy rzymscy katolicy za główny cel obrali odrzucenie teologii Palamasa.
   - Hezychazm zrodził się w czwartym wieku. Przez pierwsze dziesięć wieków, zanim nie doszło do rozłamu wewnątrzchrześcijańskiego świata, polemika nie była chyba jeszcze ostra?
   - Już początek piątego wieku przyniósł znakomitą polemikę między błogosławionym Augustynem a diakonem Pelagiuszem. Stała się ona kluczowym epizodem w rozchodzeniu się dróg teologii wschodnio- i zachodniochrześcijańskiej. Pomiędzy Augustynem i Pelagiuszem stanął Jan Kasjan Rzymianin, jeden z założycieli monastycyzmu na Zachodzie, ale należący do tradycji wschodniej - przybył on ze Wschodu. Zajął trzecią pozycję. Kościół zachodni osądził i odrzucił nawet pozycję Jana Kasjana. Od tego czasu notujemy rozchodzenie się dróg chrześcijaństwa wschodniego i zachodniego. Potem proces zaostrzy się.
   - Dziś jednak teologia Grzegorza Palamasa nie wchodzi do rzymskokatolickiej nauki wiary.
   - Tak i dlatego hezychastyczna dyscyplina nie może być w pełnym wydaniu praktykowana na Zachodzie. Są jednak w zachodnim monastycyzmie tendencje, przywiązujące wielką wagę do tej praktyki. Na przykład system duchowych ćwiczeń, opracowanych przez założyciela zakonu jezuitów Ignacego Loyolę, wiele elementów zaczerpnął z hezychastycznej praktyki. Te wspólne elementy są teraz intensywnie badane.
   - Jakie są wnioski?
   - Ludzie Zachodu są skłonni do przerysowywania wspólnych elementów, twierdząc - oto mamy to samo. Prawosławni podkreślają różnice. Tak czy inaczej te dwa prądy płyną blisko siebie.
   - Czy można bardzo krótko określić istotę hezychazmu?
   - Świat opiera się na modlitwie - tak mówią hezychaści. Hezychazm jest sztuką bezustannej modlitwy, w wyniku której następuje przemiana człowieka w całej jego istocie. To droga, którą przechodzili święci podwiżnicy, uzyskując rzeczywiste zjednoczenie z Chrystusem, nam pozostawiając bogatą ascetyczną literaturę, niezbędną do przedłużenia tradycji. Niezbędną i tym, którzy weszli na tę drogę. Niebezpieczeństwo odejścia z niej jest bowiem bardzo realne.
   - Czy zgłębianie takiej spuścizny wpływa na osobiste życie badacza?
   - Ona staje się podstawą biografii i charakteru. Jeśli bym nie wierzył, że na tych podstawach zbudowane jest moje życie i osobowość, uważałbym, że nie mam prawa zajmować się hezychazmem.
   - Dziękuję bardzo za rozmowę.
   
   fot. Anna Radziukiewicz
   
   
   Hezychazm - starożytna mistyczno - ascetyczna tradycja, rozwijana od czwartego wieku do dziś, jest uważana za jądro prawosławnej duchowości. Hezychazm objął wszystkie prawosławne kraje. Przez wieki narosła wokół niego niezwykle bogata literatura. Zawiera ona wiele skarbów duchowości i kultury, stworzonych przez takich ascetów jak Izaak Syryjczyk, Jan Klimak, Maksym Wyznawca, Grzegorz Palamas, Symeon Nowy Teolog, Teofan Zatwornik.
   W Moskwie w połowie tego roku ukazał się tom Hezychazm. Liczy 912 stron. Zawiera 14 rozdziałów. Po raz pierwszy w historii doczekał się hezychazm tak wielkiego opracowania. Z błogosławieństwa patriarchy Moskwy i całej Rusi pracował nad nim przez ponad siedem lat międzynarodowy zespół. Jego pracami kierował Siergiej Choruży, wybitny rosyjski filozof, teolog, matematyk i fizyk.
   Tom przybliża ascetyczną tradycję różnych krajów. Ale jego zdaje się zasadniczą wartość stanowi bibliografia hezychazmu. Uczeni zebrali ponad dziesięć tysięcy pozycji bibliograficznych w dwudziestu starożytnych i nowożytnych językach. Wszystkie zostały zamieszczone w tomie.
   Hezychaści umiłowali pustynię. Pustynię należy rozumieć jako miejsce odludne, oddalone od zgiełku tego świata. Z dala od administracyjnych i naukowych centrów powstawała więc zazwyczaj hezychastyczna literatura, często w rękopisach, w większości w starych i rzadkich językach. To był ogromny trud, wymagający pracy międzynarodowego zespołu, by do tej literatury dotrzeć, skatalogować ją, odczytać, potem przybliżyć specyfikę mistyczno-ascetycznej tradycji różnych duchowych centrów. Księga przybliża wszystkie epoki historii hesychazmu i wszystkie jej narodowe odmiany - starożytnego Egiptu i starożytnej Syrii, Bizancjum, Grecji, Rosji, Bułgarii, Serbii, Rumunii, Gruzji.
   Tom tak przygotowano, że może on być doskonałym źródłem do dalszego naukowego zgłębiania hezychastycznej tradycji, ale mogą po niego sięgnąć wszyscy, którym ta tradycja jest bliska. Istnieje jego wersja elektroniczna.

   (ar)
   
   
   
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token