ZDRAWSTWUJTIE
Wpływ unii brzeskiej na obyczaje i obrzędy religijne prawosławnej ludności w Polsce Polska jest krajem położonym na pograniczu dwóch kultur: zachodniej - łacińskiej, do której należy większość zamieszkującej jej terytorium ludności, oraz wschodniej, z jaką identyfikuje się mniejszość prawosławna. Bezpośrednie sąsiedztwo doprowadziło do przenikania się rozmaitych zwyczajów oraz obyczajów. Proces ów nie ominął też sfery religijno - obrzędowej, odciskając swoje piętno na obszarze religijnego myślenia.
Dzieląc się przy wigilijnym stole prosforą z najbliższymi, większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że obyczaj ten, choć zakorzeniony na dobre w prawosławnych rodzinach zamieszkujących nasz kraj, w swej istocie jest zjawiskiem zapożyczonym z polskiego katolicyzmu. Natomiast tzw. "Krestnaja pieśń", odśpiewywana co piątek w okresie Wielkiego Postu na terenie niektórych prawosławnych parafii, to nic innego jak popularna w Kościele zachodnim "Droga Krzyżowa". A wzajemne pozdrawianie się słowami Sława Iisusu Christu to kalka łacińskiego pozdrowienia: Laudatur Iesus Christus (Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus).
Pojawienie się w życiu Cerkwi oraz prawosławnego ludu nieprawosławnych w swej istocie obrzędów czy też obyczajów nie tylko było wynikiem sąsiedzkich kontaktów społeczności prawosławnej i katolickiej. Ogromny wpływ na ten proces wywarły zdarzenia związane z unią brzeską, aktem, którym kilku prawosławnych biskupów renegatów, w celu uzyskania przywilejów identycznych lub przynajmniej podobnych do tych, z jakich korzystali w owym czasie w państwie polskim hierarchowie rzymskokatoliccy, formalnie podporządkowało prawosławną Cerkiew w Rzeczypospolitej zwierzchnictwu rzymskiego papieża.
Od samego początku unia była wcielana w życie "ogniem i mieczem", bowiem niższy kler prawosławny, jak również lud Boży oddany wierze ojców, najczęściej nie chciał jej dobrowolnie przyjmować.
Warunki traktatu unijnego przewidywały, iż za cenę wyrzeczenia się przez unitów prawosławnych prawd wiary i przyjęcia łacińskich będzie im pozostawiona zewnętrzna forma prawosławia, tzn. grecki - wschodni obrządek nabożeństw, jak również wschodnie obyczaje. Wkrótce okazało się, że nawet tak zdeformowana Cerkiew stanowiła w oczach Rzymu rzecz niewygodną i w nie mniejszym stopniu niebezpieczną. Słusznie obawiano się, że - chociaż okrojone - prawosławie będzie przypominać unitom wiarę ich przodków. Dlatego też unia nie stanowiła w zamierzeniach Rzymu celu samego w sobie. Traktowano ją jedynie instrumentalnie, jako środek do celu, mający "zaowocować" pełną latynizacją unitów, tzn. wyzuciem ich z wewnętrznych i zewnętrznych form prawosławia. Radykalne kroki w tym kierunku wymagały podstępu, ponieważ gwarancje zachowania przez unitów zewnętrznych atrybutów prawosławia dał im osobiście papież i każda jawna inicjatywa Rzymu w tym względzie stanowiłaby kompromitację.
Tak więc "zainspirowani jedynie dobrymi radami braci łacinników z kurii rzymskiej", "zupełnie dobrowolnie i z własnej inicjatywy" biskupi uniccy na czele ze swym metropolitą Leonem Kiszką zwołali w 1720 roku sobór swego Kościoła do Zamościa. Sobór ten, obradujący pod czujnym okiem nuncjusza papieskiego, miał tylko jeden cel: "wyzuć ostatecznie unię ze wszelkich resztek prawosławnej tradycji w dogmatyce, liturgii, wydawnictwach, obrzędowości, wydać nową, w pełni katolicką literaturę liturgiczną, a dotychczasową «skażoną schizmą» spalić. Decyzje soboru postanowiono natychmiast wprowadzić w życie we wszystkich dziedzinach działalności Kościoła unickiego".
W taki oto sposób zapoczątkowano "wielkie oczyszczenie" unii gdzie było to tylko możliwe, ze wszystkich elementów "schizmatyckich", tj. prawosławnych, a na ich miejsce wprowadzono łacińskie, "przyodziane jedynie we wschodnią powłoczkę". Wszystkie tereny Rzeczypospolitej, wcześniej zamieszkałe przez ludność prawosławną, zostały zdominowane przez unię, przed jej naporem obroniły się jeydnie niewielkie wysepki, np. klasztor św. Onufrego w Jabłecznej. Pomimo szykan i nacisków zewnętrznych nie przyjął on nigdy unii.
Należy więc stwierdzić, iż przytłaczająca większość przodków wyznawców prawosławia zamieszkujących w Polsce została pozbawiona w przytłaczającej większości wiary swych ojców. Dwieście lat unii wycisnęło głębokie piętno na ich religijnym życiu i znalazło odbicie w kultywowanych przez nich obyczajach, zwyczajach, a także niektórych obrzędach cerkiewnych (należy tu wspomnieć jeszcze o poświęceniu gromnic w czasie święta Spotkania Pańskiego, który to obrzęd wyrósł jako analogia do poświęcenia przez katolików świec na święto Matki Boskiej Gromnicznej).
Po trzecim rozbiorze w 1795 roku państwo polskie przestało istnieć i na większości jego dawnego terytorium została też poważnie osłabiona pozycja Kościoła rzymskokatolickiego. Gdy więc ludność unicka zaczęła masowo powracać do wiary ojców, w kierownictwie Cerkwi zrodziło się pytanie: jak należy ustosunkować się do spuścizny obrzędowo - obyczajowej, jaką wnosili ze sobą powracający? Święty Synod Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, na łono której powracali byli unici, wydał w 1839 roku specjalny urzędowy akt w tej sprawie, w którym czytamy m.in.: "Co do zróżnicowania niektórych miejscowych obyczajów, jakich istota nie dotyczy dogmatów ani sakramentów, postanowiliśmy przejawić apostolską wyrozumiałość (pobłażliwość) i przywracać im jednolitą starożytną formę drogą przekonywania nie noszącego charakteru przymusu, z pokorą i cierpliwością".
Od tego czasu minęło już z górą półtora wieku i właśnie dzięki tej pokorze i wyrozumiałości wiele nieprawosławnych elementów zarówno w sferze naszej liturgiki, jak też życiu naszej prawosławnej społeczności przetrwało do dnia dzisiejszego. W dzisiejszej rzeczywistości jednakże wszyscy ci, którzy korzystając z ekonomii cerkiewnej (w ogromnym skrócie - z pewnej pobłażliwości Cerkwi) kultywują niektóre obce w swych korzeniach prawosławiu obyczaje i obrzędy, muszą też pamiętać, iż należy uszanować poglądy tych, którzy starają się zachować prawosławne tradycje bez obcych domieszek. Takie nieprawosławne elementy budzą bowiem w nich przykre skojarzenia dotyczące czasów, gdy prawosławie doznawało okrutnych prześladowań, pogardy i poniżenia.
Dla przykładu, nie należy w żadnym wypadku czynić drugiej osobie wyrzutów i poprawiać ją, jeśli ta zamiast obiegowym Sława Iisusu Christu> pozdrawia kogoś słowem zdrawstwujtie albowiem jest to starożytna forma pozdrowienia, znanego również w chrześcijaństwie, jakiej w greckiej czy też hebrajskiej formie używali nie tylko pierwsi chrześcijanie, lecz nawet św. apostołowie. Słowo to wbrew temu, co sądzi się powszechnie, nie jest pochodzenia rosyjskiego, lecz cerkiewnosłowiańskiego i oznacza: bądźcie zdrowi - porównaj Dzieje Apostolskie Zdravstvujtie; por. pol.: "Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego co konieczne. Powstrzymywać się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego co uduszone i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego. Bywajcie zdrowi! " (Dz 16,28-29; Biblia Tysiąclecia).
Kuzawa






Opinie
No i wszystko jasne, dlaczego wpisując w wyszukiwarce :Крестная песнь nic nie mogłem znaleźć... Szkoda ,ze tak bardzo lubimy wszelkie zapożyczenia rozmywające czystość naszej wiary... Sam pamietam jak w dzieciństwie nikt nie mówił do baciuszkki Sława IIsusu Hrystu, a dzisiaj mamy już prawosławnych ksiezy w koloratkach....ach ten ekumenizm...
Twoja opinia