Numer 1(223)    styczeń 2004Numer 1(223)    styczeń 2004
fot.
Po cierpieniach zmartwychwstanie
Michał Bołtryk
- Takiego czudowiszcza - mówi pani Hanna - w Kostomłotach jeszcze nie było. Przyjechało do nas kilkaset osób. Przyjechali i przyszli prawie sami ruscy, Polaków niewielu. Święto było wielkie, o którym trudno opowiedzieć i opisać słowami.
    O. AmbrożyPani Hanna, mieszkanka Kostomłotów, opowiada o zakładce cerkwi św. Serafima Sarowskiego. Było to 23 listopada 2003 roku, w niedzielę, o czternastej po południu.
   Kamień węgielny z relikwiami świętych ojców Ławry Pieczerskiej w Kijowie, ziemię z Sarowa i Diwiejewa oraz kamienie z Góry Tabor poświęcił arcybiskup lubelski i chełmski Abel.
   Władyka mówił do zebranych: - Dzisiejszy dzień w dziejach Kostomłotów i naszej Cerkwi jest wielkim wydarzeniem. 65 lat temu niszczono nasze cerkwie na Podlasiu, także w Kostomłotach. Starsze pokolenie dobrze pamięta tamten okres. Wielu pamięta heroiczną postawę o. Nikona (Mikołaja Potapczuka) , który przed wojną był psalmistą cerkiewnym. Bity, poniżany, nie sprzeniewierzył się świętej wierze i zachował swoją godność. Rozmawiałem nieraz z ojcem Nikonem, gdy przebywałem w monasterze w Jabłecznej, także potem, gdy zaczęliśmy organizować diecezję lubelsko - chełmską. "Władyko - mówił ojciec Nikon - mam piętnaście tysięcy złotych na PKO. Zbudujmy na mogile mego ojca i siostry małą czasownię. Potem wy dołożycie i zaczniemy odtwarzać w Kostomłotach cerkiewne życie". Nie wiedzieliśmy, jak się do tego zabrać. Ale myślę, że wszystko ma swój czas. I oto zaczęło się dzieło Boże. Po cierpieniach i mękach jest zawsze zmartwychwstanie. Zakładając tę cerkiew możemy powiedzieć, że ten dzień jest dla nas nową Paschą.
   Tydzień po zakładce jedziemy z ojcem Jarosławem Łosiem, proboszczem parafii terespolskiej, do Kostomłotów.
   - Zdaje się, było to w 2001 r. - przypomina o. Jarosław. - Przyjechaliśmy z o. Aleksym Sobotką na cmentarz do Kostomłotów. Była to przewodnia niedziela. Na cmentarzu dużo prawosławnych rodzin. Wiele osób podchodziło do nas: Batiuszka, do mene podojdete, pomołetesia... Potem w domu cioci matuszki Hermiony z Grabarki ludzie wspominali: "My prawosławni tak śpiewaliśmy, my to, my tamto..." Na drugi rok znów pojechaliśmy. Była także matuszka Hermiona, której dziadek Mikołaj Szczur był ostatnim prawosławnym proboszczem w Kostomłotach. Ponownie zaproszono nas do domu. Wspominaliśmy przy herbacie, jak to było, gdy w Kostomłotach stała prawosławna cerkiew. Widać było, że ludzie szukają swego. Tak robiliśmy małe kroczki do tego, co stało się tydzień temu.
    dom zakonny W sierpniu, dwudziestego, przyjechał do Kostomłotów o. Ambroży, mnich supraskiego monasteru. O. Ambroży urodził się w 1966 roku w parafii Grabarka. Ukończył najpierw technikum leśne w Białowieży, potem seminarium w Jabłecznej. W monasterze św. Onufrego posługiwał siedem i pół roku. Potem przez ponad cztery lata w monasterze w Supraślu. Przez trzy ostatnie lata prowadził monasterską drukarnię.
   Przed przybyciem o. Ambrożego diecezja lubelsko - chełmska stała się właścicielem domu i placu w centrum wsi.
   - W Kostomłotach - mówi o. Ambroży - bywałem dawniej. Ale nie znałem tych ludzi i ich problemów. A trzeba to powiedzieć, że Kostomłoty, tak wyszło, były wsią pozostawioną przez Cerkiew po wojnie. Mało kto i z rzadka z prawosławnych duchownych tu zaglądał. We wsi stoi ponad sto domów. Rodziny, które trzymały się prawosławia, chodziły do cerkwi oddalonych o ponad dziesięć kilometrów - do Dobratycz, Kodnia, Terespola. Większość jednak chodziła do cerkwi unickiej, na miejscu, tak było wygodniej. Ale ci ludzie zachowali tradycję i rozumienie wiary prawosławnej. Opowiem historyjkę: we wrześniu szedłem przez wieś. Woła mnie jedna kobieta: Batiuszka, podojdyte do mene, maju wam sztoś skazaty. Podchodzę. Kobieta mówi: - Znajete szto, ja tak sedeła i sczytała... Do wojny było u nas w Kostomłotach tolko siem rodzin uniackich.
   W połowie lat 80. pisałem reportaż o Kostomłotach. Rozmawiałem wtedy z Marią i Mikołajem Ostapiukami. Oto fragment:
   - Była pani unitką przed wojną?
   - Tak, ale wyszłam za prawosławnego.
   - Ja przeszedłem na jej wiarę - dodał mąż. - Nie chcieliśmy szkodzić bratu, który uczył się w seminarium nauczycielskim w Siedlcach. Ale i tak mu nie pomogło. Po ukończeniu szkoły pracy nie dostał.
   - Jak mógł dostać - mówi pani Maria - mając na imię Sergiusz, a nazwisko Stefaniuk. W dodatku rodzice mieli imiona Bazyli i Akulina. Brat nie był uważany za Polaka i nie mógł dostać pracy w szkole przed wojną.
   - Dużo było unitów przed wojną - pytam gospodarzy.
   - Niewielu, jakieś dwanaście rodzin - odpowiada Maria Ostapiuk.
   - Ja to uważam, że prawdziwie unickie były jedynie dwie rodziny - dodał pan Mikołaj.
   - No co ty Kola mówisz?
   - A tak - uzupełnił pan Mikołaj - ksiądz unicki miał 30 hektarów ziemi i swoim wiernym dawał do obrabiania. Stąd przybywało unitów.
   - No tak, tak było z tą ziemią - potwierdziła pani Maria.
    plac budowy cerkwi św. Serafima Sarowskiego O. Ambroży przyjechał do Kostomłotów prosto z Grabarki, zaraz po święcie Przemienienia Pańskiego, i zabrał się do roboty. Przygotowywał dom do życia zakonnego. Przede wszystkim urządził w jednym pomieszczeniu czasownię św. Serafima Sarowskiego. A 14 września 2003 roku odprawił liturgię. To było pierwsza po drugiej wojnie prawosławna liturgia w Kostomłotach.
   - Na nabożeństwo przyszło - przypomina o. Ambroży - ze dwadzieścia osób. Przed liturgią nie używałem żadnej reklamy, nie uprawiałem żadnej propagandy. O służbie wiedziała tylko najbliższa sąsiadka. Komu uznała za stosowne, temu powiedziała. I od tego czasu przychodzi stale piętnaście - dwadzieścia osób. Staram się także służyć liturgię w czwartki i soboty. Systematycznie odprawiam wsienoszcznoje bdienije, w niedzielę wieczernię z akafistem. Na wsienoszcznoje bdienije przed Podwyższeniem Krzyża Pańskiego przyszło czterdzieści pięć osób.
   Ojcu Ambrożemu pomaga psalmista z Terespola, Jerzy Łukaszewicz. W niedziele przyjeżdża z Białej Podlaskiej psalmista - wolontariusz Daniel. W codziennych zajęciach pomaga Jarosław z parafii Mielnik.
   - Najważniejsze jest to - mówi o. Ambroży - że udało się po kilkudziesięciu latach odnowić prawosławne życie liturgiczne w tej wsi. A nie jest to życie tworzone w sposób sztuczny. Wierni w nim aktywnie uczestniczą, starsi i młodzi mieszkańcy Kostomłotów. Były głosy typu, szkoda że tak późno... Odpowiadam: - Nic nie dzieje się bez woli Bożej. Wszystko musi mieć swój czas. Nie warto rozpatrywać, co by było, gdyby było. Trzeba patrzeć na to, co jest dzisiaj. Po pierwszych liturgiach doszły mnie i takie komentarze: - Jesteśmy szczęśliwi, że Cerkiew prawosławna nie zostawiła nas samych, cieszymy się, że możemy na miejscu, w Kostomłotach, modlić się razem z prawosławnym batiuszką...
    Pani Wiera Po kilku tygodniach służby o. Ambroży zauważył, że mała czasownia w domu zakonnym już nie mieści wszystkich wiernych.
   Wspólnie z władyką Ablem i parafianami postanowili postawić cerkiewkę. Można powiedzieć, że cerkiew była już gotowa. Stała przy nowej świątyni w Dobrowodzie i była tam niepotrzebna. W krótkim czasie dokupiono kawałek placu, uzyskano zezwolenie na postawienie. Dzięki pomocy parafian zalano fundamenty. W poniedziałek 24 listopada, po poświęceniu kamienia węgielnego, wynajęta ekipa pojechała po drewnianą cerkiew św. Paraskiewy. Dwoma transportami, w ciągu dwóch dni, przywieziono materiał do Kostomłotów. W sobotę 29 listopada, kiedy odwiedziłem Kostomłoty, majstrowie już stawiali ściany cerkwi św. Serafima Sarowskiego, jedynej w Polsce wolno stojącej ku czci tego świętego.
   Z Ojcem Ambrożym idziemy do jego parafian. Po drodze słucham relacji batiuszki z uroczystości poświęcenia kamienia węgielnego.
   - Na zakładce było 24 duchownych, mnisi z Jabłecznej z archimandrytą Jerzym Pańkowskim, była matuszka ihumenia Hermiona z Grabarki, o. Mikołaj Kiełbaszewski z Kleszczel i kilkuset wiernych z Kostomłotów i okolicznych miejscowości. Dla mnie miłym zaskoczeniem jest przychylna reakcja duchowieństwa i wiernych z Białostocczyzny. Serdecznie dziękuję im za okazaną pomoc. Chciałbym tu szczególnie podziękować o. Eugeniuszowi Niesterukowi z Mielnika. Podarował nam ponad dziesięć metrów sześciennych desek. Będzie z nich podłoga i wewnętrzny szalunek cerkwi. Ojcu Eugeniuszowi wiele zawdzięczam. Uczył mnie religii, gdy byłem w wieku szkolnym. Dzięki niemu opanowałem tropariony i kondaki tak dobrze, że już nie musiałem się ich uczyć w seminarium.
   Wstępujemy do domu pani Eugenii. Siedzi u niej sąsiadka, pani Hanna. Obie teraz chodzą na nabożeństwa do o. Ambrożego. Opowiadają o swoich troskach i radościach, o historii Kostomłotów.
   Pani Hanna: - Z tego, jak przed wojną niszczyli nam cerkiew, mało co pamiętam. Byłam i jestem prawosławna. Ale moje życie ułożyło się tak, że brałam ślub w Kodniu w kościele, bo wyszłam za mąż za Polaka. A matka mojego męża nie chciała mnie. Mówiła: "Żenisz się z Ukrainką". Wyszłam za mąż do Zabłocia, tuż przed Akcją Wisła. Właśnie w dniu wywozu ludzi z Kostomłotów szłam do ojca. Ludzie mówią mi: "Twojego ojca z rodziną wywożą". Ja w płacz. Mąż pojechał do Chotyłowa. Myśleliśmy, jest Polakiem, więc może zwolnią mu teścia. Zajechał mąż do panów w Chotyłowie na stacji i prosi o zwolnienie teścia. A ci panowie do niego: "A po co ożeniłeś się z Ukrainką!" I mojego ojca wywieźli.
   Dobrze, że doczekałam w Kostomłotach prawosławnego duchownego. Już powiedziałam mężowi, jeśli umrę przed tobą, masz mnie pochować w prawosławiu.
   Pani Eugenia: - Ja zawsze byłam prawosławna. Nawet ślub z Polakiem z Wilna wzięłam w cerkwi. Było to w Olsztyńskim, jak nas wywieźli podczas Akcji Wisła. Pamiętam, jak wywozili. Czekaliśmy na stacji w Chotyłowie. Rodzice posłali mnie do Kostomłotów, może coś jeszcze uda się wziąć z domu. Podbiegłam pod dom, mieszkaliśmy wtedy na kolonii. Do domu nie weszłam, było w nim pełno Polaków. Przybiegłam do wsi. Popatrzyłam na to, co tam się wyrabiało i wróciłam do Chotyłowa. Wywożono nas za to, że my Ukraińcy. Nijakich Ukraińców wtedy w Kostomłotach nie było. My z dziada pradziada prawosławni, ruscy, nie Ukraińcy.
    pan Antoni Odwiedziliśmy Antoniego Trociuka. Pan Antoni urodził się w Kostomłotach w 1930 roku. - Mało pamiętam - opowiada - z tego co było przed wojną. Trochę w pamięci została mi tamta nasza cerkiew, którą niszczono. Więcej opowiadali mi rodzice, Anna i Grzegorz. Nie tak dawno spotkałem człowieka w Terespolu. Powiedział mi swoje nazwisko i przyznał się, że był wśród tych co niszczyli w Kostomłotach cerkiew. "Nas, młodych chłopaków, przywieziono z Terespola. Wójt terespolski zapłacił po pięć złotych za godzinę pracy". I zrobili to co zrobili... Psalmistą u nas wtedy był o. Nikon, jego żoną była siostra mojego ojca.
   Kilka lat temu o. Nikon opowiadał na łamach "Przeglądu Prawosławnego" o tym smutnym zdarzeniu:
   - Wpuścili mnie i starostę do cerkwi. Za nami weszło z dziesięciu obcych ludzi, młodych, silnych. Wynajęli ich do pracy. Wicestarosta mówi do mnie rozkazująco: - Brać wszystko z ołtarza i wynosić na dwór!
   - Tych przedmiotów może dotykać tylko osoba duchowna - mówię. - Ja jestem zwykłym psalmistą. Nie wolno mi tego zrobić.
   - Ja panu rozkazuję!
   - Nie wykonam tego polecenia.
   - Aresztuję pana!
   - Proszę bardzo.
   Starosta cerkiewny także odmówił wykonania rozkazu. Wtedy usłyszeliśmy: - Chłopcy, brać! Ci rzucili się na carskie wrota, zaczęli rozbijać ikonostas, niszczyć ikony. Potem to wszystko wyrzucali na ulicę. Staliśmy bezbronni i patrzyliśmy na tę krzywdę, na to zło.
   Co było dalej? Postanowiono wszystko wywieźć do cerkwi w Kobylanach. Kazano dać trzy furmanki. Jedną ja miałem dostarczyć i wieźć te sprzęty. Oni uważali, że to dla mnie kara. A ja czułem się zaszczycony, bo mogłem ratować to, co dla nas było tak drogie.
   Pierwsza furmanka była moja. Za mną jechał starosta cerkiewny, za nim sołtys. Na czwartej furze siedział policjant z karabinem. Wyjechaliśmy za wieś. Policjant rozkazał: - Siadać na furę i poganiać konie! Odwróciłem się do niego i mówię: - Poganiać, proszę bardzo. Ale siąść na furę nie zmusi mnie pan. Ja tu wiozę świętości.
   Poganiałem konia i biegłem przy furze. Policjant, królestwo jemu niebieskie na tamtym świecie, tylko raz zdzielił mnie pałą po plecach. Tak biegłem chyba ze dwa kilometry. W końcu policjantowi znudziła się ta zabawa i kazał jechać normalnie, bez pośpiechu. Tak dotarliśmy do Kobylan. Tam, w cerkwi u o. Jana, złożyliśmy ikony i sprzęty liturgiczne.
   W następnym roku wybuchła wojna. Przyszli sowieci, pobyli ze dwa tygodnie i odstąpili miejsca Niemcom. Niemcy pozwolili nam, prawosławnym, odprawiać nabożeństwa w remizie. Unici modlili się w cerkwi.
    pani Eugenia i pani Hanna Pan Antoni Trociuk pamięta, że jego ojca ukarano wówczas karą grzywny stu złotych za to, że był przy zbiegowisku, gdy niszczono cerkiew. Dwóch prawosławnych z Kostomłotów siedziało w więzieniu. Jeden zachorował i zmarł. Dziś na jego placu buduje się cerkiew św. Serafima Sarowskiego.
   - A na przełomie roku 1939-1940 - mówi pan Antoni - wyjechaliśmy do Pińska. Tam żyliśmy do czasu, gdy Niemcy ruszyli na Związek Radziecki. Ojciec wrócił do Kostomłotów, zobaczył, że nasz dom i zabudowania gospodarskie stoją. Przyjechał po nas. Ale zanim dotarliśmy na miejsce, całe nasze gospodarstwo spalono. W czasie wojny proboszczem u nas był o. Mikołaj Szczur. Uczył też religii. Uspokajał nas: "Macie tak cicho siedzieć, żebym słyszał, jak mucha przelatuje przez klasę". W 1943 roku Niemcy aresztowali mojego tatę i sześciu mężczyzn. Wywieźli ich do Białej Podlaskiej i tam 23 listopada rozstrzelali, jako komunistów. Ojciec miał 47 lat. Mama została z pięciorgiem dzieci. Oj, jak nam było ciężko.
   A po wojnie Akcja Wisła. Wywożono nas jako Ukraińców. Ale nikt z nas nie czuł się Ukraińcem. Byliśmy ruskimi, prawosławnymi ludźmi.
   Tata przed wojną pracował w gminie jako poborca podatkowy. W chwili, gdy już siedzieliśmy na furmance, aby udać się do Chotyłowa, mama pobiegła do starosty w Białej Podlaskiej, aby wstawił się za nami. I otrzymała od niego pisemko: "Anna Trociuk nie podlega wysiedleniu". Pokazał dowódcy ten papier, i ten kazał nam zawracać. "Niech pani wraca, ale mąż pani był komunistą" - dodał.
   Cieszę się, że jest z nami ojciec Ambroży - zakończył swoją opowieść pan Antoni. - Wielu ludzi się cieszy.
   Najbliżej do cerkwi ma pani Wiera, która urodziła się na Uralu, gdy rodzice jej przebywali tam na bieżeństwie. Można powiedzieć, że pani Wiera sporo w swoim życiu podróżowała. Najpierw z Uralu do Kostomłotów. W tym czasie Niemcy zabrali ją na roboty. Cztery lata była sama. Potem, w 1947 roku, wywieźli ją w Olsztyńskie. Po kilkunastu latach wróciła znów do Kostomłotów.
   - Chodziłam do cerkwi unickiej, jak prawie wszyscy - mówi pani Wiera. - Teraz chodzę tylko do o. Ambrożego.
   Prawosławni w Kostomłotach przyjęli ojca Ambrożego nie tylko jak duchownego. Mogłem się przekonać, że traktują go jak własnego syna.
   Pani Eugenia, którą odwiedziliśmy, chwilę zastanowiła się, potem z troską w głosie powiedziała: - Batiuszka, powiem wam tak jak matka. Przyszła do mnie wczoraj Wiera i powiada: "Nie ma naszego batiuszki. Pojechał gdzieś. Sam pojechał". Całą noc nie spałam, batiuszka. Budziłam się, wyglądałam przez okno, czy nie ma u was światła. Bardzo się o was martwiłam. Niech batiuszka nie jeździ sam nocą. Teraz tak niebezpiecznie na drogach.
   I ojciec Ambroży wytłumaczył swoją nieobecność w Kostomłotach, jak matce.
   fot. autor

Opinie

[1] 2004-01-12 08:18:00 Anatol
Na początku pytanie, jak powinno się pisać Kostomłotów czy Kostomłot?
A teraz coś więcej.
Jestem rodowitym kostomłotcem.
Mam mieszane uczucia co do umiejscowienia prawosławnego domu zakonnego w Kostomłotach.
Nie zjednoczy lecz podzieli mieszkająch tam ludzi.
Ojciec Nikon (Potapczuk) do wywozu w ramach ALCJI WISŁA był naszym sąsiadem (nad Bugiem).
Do dziś czuję jego błogosłaiwieństwo (ostatni odpust na Grabarce przed jego śmiercią). Być może spełnił się pośmiertnie Jego testament. Mówiłem to ojcu Ambrożemu w czasie ostatniego pobytu w Kostomłotach.
Nie rozumiem jednak do końca, ciągle istniejącego podziału. Jeden jest BÓG i jeden jest jego kościół(cerkiew). Kto daży do jego podziałów, sprzyja bałwochwalcom.
Nie było unas dotyczas takiego podziału.
Prawoslawni, Katolicy, Unici, modlili sie razem, razem jeżdzili do Jabłecznej, Kodnia, ... . Ojcieć Roman udzielał sakramętów nie zależnie od wyznania, to było wspaniałe. Teraz znów będą my - oni.
Byliśmy w ramach AKCJI WISŁA na ziemiach ozyskanych.
Po kolędzie przyjmowalismy księdza z najbliższej parafii katolickiej, jak i przwosławnej z Olsztyna. Wychowałem się w ekumenii, i obce są mi wszelkie intrygi w temacie, która wiara jes lepsza, nie prowadzą one do pojednania i przecza EWANGELII.
Ponieważ pierwszą parafią jaka powstała na trenie Kostomłot była parafia Unicka niech tak by to zostało. Zaś dla ojca Nikona Czasownia na cmętarzu było by wystarczającym zadośćuczynieniem, sam bym się chętnie do tego dołożył.

Pozdrawiam wszysykich całą
KOSTOMŁOCKĄ DIASPIRĘ
Anatol Stefaniuk

[2] 2004-01-16 08:53:00 Anatol
W uzupełnieniu do artykułu "Tak to zrobiono w Kostomłotach" Parafia w Kostomłotach powstała w 1631 roku, a więc już po Unii Brzeskiej. Z tego okresu pochodzi kościół parafialny oraz czczona w cerkwi kona jej patrona - Św. Nikity (umęcz. W 370 r.). Do najważniejszych zabytków należy ikona Bogurodzicy z Dzieciątkiem (hodigitria) z XVII w. Oraz ikona Chrystusa Pantokratora (również XVII w.). Strasznie nie lubie niedomówień. Pierwsza parafia w Kostomłotach zaistniała jako unicka. To kasacja Unii narzuciła tym ludziom tej parafii prawosławie i była przyczyną opisanych zamieszek. Dlaczego autor artykułu zaczyna opis od wygodnego sobie okresu historii.
Przeraża mie fakt, że "ludzie"(kziężą, świaszczenniki, i inni przywódcy religinji), którzy piwinni prowadzić do jedności, dążą do rozłamów, sycąc serca swoich poddanych nienawiścią do innych wyznawców. Mianując siebie przedstawicielami - posrednikami BOGA.
Unici wyswięcili męczęnników PRATULIŃSKICH,
Prawisławni w rewanżu PODLASKICH.
Ludzi którzy ginęli w imie fanatyzmu, gdyż nikt od nich nie wymagał wyparcia się BOGA.
Teraz w Kostomłotach historia sie powtarza.
Przeraża mnie to, i brak słów.
Kocham Kostomłoty. Tam się urodziłem, tam wracali ludzie z wywózki w 16 roku, wracaliśmy po akcji WISŁA.

Łącze pozdrowienia.

Anatol Stefaniuk
[3] 2004-01-21 23:51:00 Krzysztof Kłos
Ciekawy tekst. Zastanawia mnie tylko z jaka łatwościa przechodzi pan nad zmiana wyznania bohaterów swoich artykułów z unickiego na prawosławne i odwrotnie. Osobiście uważam, ze takie osoby nie sa swiadome tego co robia i jest im w gruncie rezczy obojetne jaka religie wyznają. Gdyby w ich miejscu zamieszkania pojawił sięduchowny protestancki czy tez jakich ś inny to podejrzewam, że też gotowi byliby zmienieć wyzanie, zwłaszcza gdyby to była osoba obdarzona charyzmą.
[4] 2004-01-28 21:20:00 y
pojawił się duchowny protestancki czy tez jakiś inny to podejrzewam, że też gotowi byliby zmienieć wyzanie, zwłaszcza gdyby to była osoba obdarzona charyzmą.


dla pana widze ze nie mam roznicy katolik prawoslawny zyd czy mahometanin i w tym twki problem
[5] 2004-01-30 14:48:00 darek
A czy ktoś mógłby napisać jak wyglada obecnie sytuacja religijna w Kostomłotach tzn. ilu jest rzymokatolików, neounitów i prawosławnych. co do samego artykułu to autor "dziwnie" prześlizgnął sie nad rokiem 1875 i przejściem unitów na prawosławie. Może warto byłoby napisac jak to przejście wyglądało.
[6] 2004-02-01 09:37:00 halina
to co przeżyli prawosławni w Kostomłotach to było straszne, a p.Anatol(czuję-unita)mówi,że ludzie ginęli w imię fanatyzmu.Ta dziewczynka,której buty paliły się na nogach,przeszła potworne życie i kto to jej zgotował,? kto kazał wszystko wywozić z cerkwi,w imię jakiego Boga?to nie byli normalni ludzie wierzący w Boga,Boga,który jest miłością, to były bestie,potworne bestie...
[7] 2004-09-02 01:48:00 andrzej
Tak już jest,że tylko traumę przeżywa kościół katolicki,pozostałe kościoły wciąż są dłużnikami Watykanu.Może jednak chrześcijanie rzymscy uznają,że też warto zastanowić się nad własnymi czynami!!!
[8] 2004-09-19 14:35:00 Andrzej D
W Kostomłotach - dodajmy - parafia nie jest unicka, czyli dzisiaj nazywana Bizantyjsko-Ukraińska czy dawniej grekokatolicka a NEOUNICKA. NEO - dlatego, że jest to unia wprowadzana ponownie w okresie międzywojennym na terenach gdzie wcześniej przeważało wyznanie prawosłąwne czy unickie. Akcja neounijna była kolejną próbą odciągnięcia luności prawosławnej od prawosławia i jej polonizacji przez wyznanie katolickie. W przypadku grekokatolików to się nie udało. Cerkiew grekokatolicka stała się jedną z cerkwii narodowych Ukraińców. Stąd przedwojenna próba nowej unii - z pozostawieniem liturgi cerkiewnosłowiańskiej z rosyjskim językiem kazań - ale za to z daleka od ukraińskości. Czym się zresztą za bardzo nie odróżniała od cerkwii prawosławnej. Dodam, że akcja neounijna, która objęła kilkadziesiąt tysięcy osób, nie była akcją popieraną oficjalnie przez Kościół Katolicki a jedynie przez administracje polską. Obecnie w Polsce Kostomłoty sa jedyną parafią neounicką - a akcja jak widać udała się tylko w przypadku niewielu osób, w tym wyżej piszącego Stefana. Reszta albo powróciła do prawosławia albo się skatolicyzowała, a co za tym idzie spolonizowała. Ksiądz R. Piętka potrafił na pewno namieszać w głowie wielu miejscowym Rusinom /sam jest Polakiem/. A czym się to skończy - zobaczymy. Fakt faktem - przy poprzednich "przejsciach międzykonfesyjnych" nikt miejscowych za bardzo nie pytał kim chcą być. Teraz maja chyba pierwszą okazję zdecydować samemu, czy się nam to podoba czy nie. Czas pokaże.
[9] 2004-09-25 14:24:00 zbyszek
A mi po prost wstyd. Z jednej strony nadajemy o prozelityzmie w Rosji, mimo że tu nikt nie mówi o terenie kanonicznym w Słupsku na przykład. Za to aktywnie czepiamy się jedynej parafii bizantyjskiej. Jeżeli ktoś wierzy, że parafia powstała w Kostomłotach z innych przyczyn niż antyunickie to niech zapyta mieszkańców pobliskiego Okczyna (więcej prawosławnych niż w Kostomłotach- i na sztuki, i procentowo). Tym bardziej mi wstyd, że ten ksiądz w Kostomłotach zawsze był życzliwy Prawosławiu. Ale to pewnie tym groźniejszy. I jakieś dziwne argumenty o traumach. Bo w Pratulinie czy Drelowie to się sami unici postrzelali. Hospody pomyłuj...
[10] 2004-10-04 22:03:00 Ktoś
Tak się składa Zbyszku, że ludzie mieszkający w Kostomłotach byli prawosławni. Problem polegał na tym, że po wojnie tych ludzi zostawiono samych sobie i nie zorganizowano dla nich parafii prawosławnej. Był to na pewno błąd hierarchów naszej Cerkwi. Dodajmy, błąd sprytnie wykorzystany przez Katolików, którzy szybciutko stworzyli tam parafię unicką o "obrządku synodalnym", a więc bez elementów ukrainskości (żeby ludzie tam mieszkający nie zauważali różnic w nabożeństwach). No i co mieli ci biedni ludzie robić ? Poszli do tej cerkwi jaka była. Tak więc sprytnie wykorzystano pustkę duchową jaka powstała w Kostomłotach, nieprawdaż ?! Ludzie ci jednak pozostali w głębi duszy prawosławni i jak tylko powstała parafia prawosławna powrócili do niej. Nikt ich nie zmuszał. Sami musieli to czuć w duszy. Gdyby ludzie nie odczuwali sami takiej potrzeby, to by nikt tam parafii nie powoływał. Prawosławni nie uprawiają prozelityzmu (jakoś nie słychać, by w innych miejscowościah gdzie jest dużo unitów, powoływanoby parafie).

Nikt nie zaprzecza, że w Pratulinie unici wiele wycierpieli. Rząd carski wykazał się wyjątkowym brakiem "wyczucia sprawy", likwidując tam unię na siłę. Proszę jednak nie mylić działań armii z działaniami Cerkwi.
[11] 2004-10-24 14:56:00 zbyszek
Drogi Ktosiu.
To nie jest taka oczywista sprawa. Widzisz tą pustkę duchową ale piszesz, że ludnośc była "w głębi duszy prawosławna". Wiesz, komu służyła cerkiew w Kostomłotach przed 1875 rokiem? To był w miarę naturalny wybór (czy się to nam podoba, czy nie. I musimy szanować tę tradycję, a nie stawiać nad nią fakty dokonane, jak słusznie sugerujesz, przez tzw. carosławnych. NIe słychać o parafiach, gdzie by było dużo unitów i powoływano parafię prawosławną, bo innych takich miejscowości nie ma, w tym sęk (pomijając wsie ukraińskiej cerkwii grekokatolickiej). Problem wyglądał tak: było pewne konfesyjne status qou, które zostało naruszone. Istnieje wśród części naszej hierarchii przekonanie, że unici to wewnętrzna sprawa prawosławia i że prawosławie ma do nich jakieś prawa i jak ich przyciągnie, to stanie się dziejowa sprawiedliwość. A jeśli kto głosi co innego, to pomijamy wzniosłym milczeniem. Kostomłoty są takim miejscem, gdzie oprócz 100 parafian, jest miejsce na sensowną rozmowę i chwilę pobycia razem w jednym, niepodzielnym przecież, Kościele. Nie ma się czego bać
[12] 2004-12-03 17:57:00 nieznajomy
kto naopowiadal takich bajek?
[13] 2004-12-06 11:08:00 darek
Uważam że w budowie cerkwi prawosławnej w Kostomłotach nie ma nic złego. Widocznie byli ludzie którzy potrzebowali takiej świątyni. Przy okazji mam pytanie czy wiekszość mieszkańców przeszła na prawosławie czy pozostała przy parafii neounickiej. Orientuje się może ktoś?
[14] 2004-12-17 20:31:00 zbyszek
tak jak było, to znaczy kostomłotcy zostali przy unii, ci, co do kostomłot np. się wżenili z okolicznych wiosek przyszli do parafii prawosławnej, choc to tez nie reguła, a ludzikowie np. z Okczyna jak mieli do cerkwi daleko, tak mają. I raczej nie są to bajki. Czasem wydaje mi się, że przydałoby się trochę pokory w mi8ejscu, gdzie ze zrozumiałych powodów prawosławie nie wszystkim może się dobrze kojarzyć- i nie bez racji!!!. Była szansa na dobry dialog, ale dokonano innego wyboru. Niewiele w tym rozumu i takiej prostej życzliwości międyz chrześcijanami.
[15] 2004-12-18 14:00:00 do Darka
z tego co wiem wiekszasc przeszla na prawoslawie...
i chyba nikt ich kijem nie zaganial do prawoslawia...
[16] 2004-12-22 14:05:00 orthodox
Nie rozumiem skąd to całe zamieszanie. Skoro wiekszość ludzi przeszła na prawosławie bez żadnego przymusu to nie widzę żadnego problemu. O jakim prozelityzmie my tu mowimy.
Widocznie mieszkańcy Kostomłotów czuli się zawsze w głebi serca prawosławnymi tak jak ci z Pratulina czy Drelowa pomimo narzucanego odgórnie przez zaborcę prawosławia czuli się zawsze katolikami.
[17] 2009-07-14 17:22:00 soleo
dużo osób przeszło do parafi prawosławnej, ale też dużo zostało przy parafi unickiej jak i rowniez ja :)
ojciec Ambroży namawial ludzi aby przystepowali a ludzie szli za nim. Bo co ? ksiadz sie nowy niepodoba?. Wiekszosc napewno z tego powodu. Niektorzy to jeszcze sie bawią w kotka i myszke, czyli chodza raz tu a raz tu. Nie zauwazylem wielkiej roznicy miedzy prawoslawna msza a unicka, pewnie jakies sa ale ja jeszcze ich nie widzialem.
serdecznie wszystkich pozdrawiam i zapraszam do Unickiej Parafii w Kostomłotach :)
[18] 2011-06-04 22:41:00 grik
roznicy nie ma bo ksiadz unicki swego czasu pod plaszczykiem przyjazni jedzil do jablecznej podgladal nabozenstwa

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token