Numer 12(222)    grudzień 2003Numer 12(222)    grudzień 2003
fot.Marek Dolecki
To są kości przodków naszych
Dorota Wysocka
Nie trzeba było kopać głęboko. Wystarczyło zdjąć warstwę współczesnego bruku i - z pół metra głębiej - elegancko położoną osiemnastowieczną warstwę kamienia. Leżały blisko siebie, na kilku poziomach, nieraz trzech - czterech w jednym miejscu. Archeolodzy nie mieli wątpliwości. Natrafili na skraj cmentarza prawosławnego.
    Zdejmowanie kolejnych warstw bruku W Tykocinie, pięknym, przepełnionym zabytkami miasteczku nad Narwią, trzydzieści kilometrów na zachód od Białegostoku, nie mieszka dziś ani jeden wyznawca prawosławia. Kilkaset lat temu stanowili oni jednak znaczącą grupę, znacznie większą, niż pisze się o tym w poświęconych jego przeszłości opracowaniach.
   Sprowadzali ich tu ze swoich dóbr na Rusi Gasztołdowie, przedstawiciele możnego litewskiego rodu, w którego rękach Tykocin pozostawał ponad sto lat - od 1433 r. Miasto zdążył jeszcze lokować książę mazowiecki Janusz, wkrótce jednak znalazło się ono w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Nowi władcy ponowili przywileje, bo miejsce to, ze względu na położenie przy przeprawie na ważnym szlaku handlowym z Wilna do Krakowa, nabierało gospodarczego i wojskowego znaczenia. Osiedlali się tu, obok przybyszy z Mazowsza i Rusinów, także Żydzi i Litwini.
   Pierwszą cerkiew wzniesiono na pewno jeszcze w XV wieku. Prawdopodobnie nosiła początkowo wezwanie Świętej Trójcy, tak jak kościół katolicki, potem jej patronem został św. Mikołaj. Ogień niszczył ją w 1573 r., a potem nieco przed 1637 r.
   Ta druga data w dziejach obrządku wschodniego w Tykocinie ma ogromne znaczenie. Unicki metropolita kijowski Rafał Korsak w czerwcu tego roku, donosząc o pożarze, pisał: ... Dlja niščety svjaščenik tak svojej, jako parafijan tamošnich cerkvi zbudowati nemoguči, do inšoja eja perenesti musil: odkol' ležaci odlogom. Parafianie tak v meste jako vokolo meškajučie odny na na inše mesta do schizmy perenositisja poćali, drugie bez žadnogo nabožen’stwa meškajuči, prosili nas, aby es’mo sposobobyslili takij, prez kotoryj by mogła sja cerkov pobudovati...
    Gotowość odbudowy wyraził archimandryta monasteru supraskiego, Nikodem Szybiński. Miasto było już od dawna ważnym portem przeładunkowym - stąd zaczynał się wielki spław zboża do Gdańska, a handel nim był podstawą ówczesnej gospodarki. Monaster chciał mieć tu własną przystań. I jeszcze w tym samym roku uzyskał od króla Władysława IV (miasto od bezpotomnej śmierci ostatniego Gasztołda było własnością królewską) przywilej na odbudowę cerkwi w Tykocinie, gdyż cerkiew Ruska z gruntu przez ogień jest zniesiona, tak że tylko sam plac został, a za tym ludzie religiey Greckiey w Tykocinie mieszkający bez nabożeństwa swego, bez ślubów małżeńskich, krztu i innych ceremoniy chrześciańskich zostawać muszą. Życząc przeto, aby to mieysce na chwałę Bożą oddane puste nie stało, ponieważ tenże przerzeczony W(ielebny) archimandryt z zakonnikami supraskiego monasteru podeymuie się swym kosztem na zwysz mienionym placu cerkiew zbudować y odprawieniem w niey nabożeństwo wedle obrządków religiey Greckiey u Unii s Kościołem świętym Katolickim Rzymskim...
   Cerkiew tykocińską i jej fundusze wieczyście włączono do monasteru supraskiego i jak zapisano w monasterskiej kronice ... gdy Nikodem Szybiński prokurował port dla Supraśla w Tykocinie, natenczas Supraśl nawigację do Gdańska ze zbożem szczęśliwie zaczął i lepiej wszystkie interesa zaczęły się fondować, a całej dyspozycji klasztornej znaczna nastąpiła melioracja.
    jeden z grobów W parafii jednak sprawy nie miały się tak świetnie. Równolegle rozpoczęły się spory, nieraz gorszące, z parafią katolicką o stanowiące uposażenie cerkwi tykocińskiej grunta, na które katolicy uzyskali przywilej od królowej Cecylii Renaty. Dochodziło do zajazdów cerkiewnej posesji, napaści na ludzi monasterskich. Kłótnie ciągnęły się ponad stulecie.
   Tymczasem wierni stopniowo rozpływali się w katolickim otoczeniu. W parafialnej Księdze Zmarłych ostatni pochówek na cmentarzu odnotowano w 1751 roku. Kiedy Jan Klemens Branicki (jego pradziad Stefan Czarniecki otrzymał tykocińskie starostwo za zasługi dla ojczyzny), uznając się za patrona cerkwi, przekazywał ostatecznie jej majątek katolikom, parafia obsługiwała tylko przyjezdnych. Z Wizyty dziekańskiej dekanatu podlaskiego z 1773 roku wynika, że de facto już nie istniała. W tej samej Wizycie o innej parafii, boguszewskiej, napisano, że parafianina żadnego nie ma, gdyż już od dawnego czasu wszystkie na obrządek łaciński poprzechodzili. Na pewno mamy tu do czynienia z tym samym procesem.
   Cerkiew jednak była utrzymywana. Choć granica zaborów, a potem granica między Cesarstwem a Królestwem rozdzieliła Tykocin i Supraśl, naznaczano administrującego nią duchownego. W protokołach zaznaczano jednak, że beneficium to nie jest curatum; bo nie masz w tym Mieście żadnego mieszkańca Ritus Graeco-Uniti, zaś proboszcz katolicki pisał ... nie ma tam żadnego parafianina tego obrządku i tylko przychodzący lub emigranci do niey uczęszczali...
   W 1826 roku powołano komisję, która zaleciła wycenić majątek cerkiewny i wpisać do ksiąg wieczystych na rzecz Kościoła katolickiego. Utensylia cerkiewne zostały przekazane innej świątyni. Uznano, że plac po zniesieniu cerkwi zostaiący do żadnego użytku y do zbudowania nadal służyć nie może, z powodu że nadto jest szczupły... Samą cerkiew w 1833 roku przeniesiono do Sokół. Jest tam teraz kaplicą cmentarną.
   Wydawało się, że jedynym śladem obecności tu niegdyś wschodniego wyznania pozostanie nazwa jednej z ulic - Zacerkiewna.
    plan Tykocina z końca XVIII wieku. Cerkiew zaznaczono strzałką Zakres badań archeologicznych, przeprowadzonych na początku lata tego roku na tykocińskiej ulicy 11 Listopada, określony został przez zasięg inwestycji - budowę kanalizacji. Wykop długi na blisko czterysta metrów i szeroki na mniej więcej półtora biegł wzdłuż chodnika po północnej stronie drogi prowadzącej od strony Złotorii na Plac Czarnieckiego, przez dzielnicę zwaną Nowe Miasto. Badania, prowadzone na zlecenie i koszt władz samorządowych, należało bardzo szybko zakończyć, gdyż terminy budowy były nieprzekraczalne. To co znaleziono warte jednak było wielkiego wysiłku.
   Archeologom, Urszuli Stankiewicz i Ireneuszowi Kryńskiemu z Muzeum Podlaskiego, udało się odnaleźć wiele śladów po ludziach zamieszkujących ten teren w czasach prehistorycznych - średniej i młodszej epoce kamienia i wczesnej epoce żelaza, przede wszystkim krzemienne narzędzia i broń, gliniane naczynia. Najciekawsze okazały się jednak odkrycia z czasów późnego średniowiecza.
   Cmentarz czytelny był na długości mniej więcej pięćdziesięciu metrów. Znaleziono tam około pięćdziesięciu szkieletów, ułożonych dość gęsto i niekiedy w kilku warstwach. Zmarli skierowani byli głowami na wschód. Niektórych pochowano w drewnianych trumnach, niektórzy być może nigdy ich nie mieli. Wiele kości zmieniło miejsce, gdyż niegdyś groby powszechnie przekopywano. Dzięki współpracy z antropologami udało się ustalić, że wśród pochowanych przeważały kobiety, że jedna z nich padła ofiarą zabójstwa, a dziesięcioletni chłopiec zmarł z powodu choroby zębów.
   Nieliczne kobiece ozdoby znalezione w grobach pozwoliły datować pochówki na okres od drugiej połowy wieku XIV po pierwszą połowę wieku XVI. Być może osadnicy ze wschodu pojawiali się w Tykocinie dużo wcześniej, niż grupy sprowadzane przez Gasztołdów, a może biżuterii używano wówczas dużo dłużej.
   Samo odkrycie cmentarza nie było zaskoczeniem. Skoro gdzieś tu stała cerkiew (teraz wiadomo już dokładnie gdzie, przynajmniej ta, która spłonęła w 1637 r., i jaki obszar zajmowała cerkiewna posesja) to przy niej powinna znajdować się nekropolia. Jeśli jednak bruk położono na jej północnych obrzeżach w XVIII wieku (co dowodzi zresztą, jak zaniedbane było już wtedy otoczenie świątyni) to pierwotnie ulica musiała biec inaczej. A to burzyło utrwalony w piśmiennictwie pogląd o niezmienności układu przestrzennego Tykocina od czasów średniowiecza.
   Takie ustalenia zweryfikować mogły jedynie badania historyczne. Należało sięgnąć do źródeł. Zrobiła to od lat kierująca tykocińskim muzeum Ewa Wroczyńska. Jeszcze raz uważnie przejrzała inwentarz miasta, spisany w 1571 roku, kiedy starostwo przejmował Łukasz Górnicki. Precyzyjnie, ulica po ulicy, dom po domu, spisani są w nim wszyscy, którzy płacili podatki i powierzchnie ich posesji. Wystarczyło przeliczyć stare miary na współczesne i przemierzyć ulice.
   Skupiła się na obszarze, który teraz nazywany jest Nowym Miastem. Obraz, jaki uzyskała, kolidował z dotychczasowymi wyobrażeniami.
   Siatka ulic nie nakładała się na siebie. Biegły nieco inaczej, niezwykle gęsto zabudowane. Stała tu ponad połowa tykocińskich domów. Ich mieszkańcy nosili imiona typowo polskie i typowo ruskie. Po policzeniu tych ostatnich wcale nie wydawało się oczywiste, że ludność rusińska to 16 procent mieszczan, jak powtarzano za dotychczasowymi opracowaniami. Ostap, Matwiej, Onufry, Iwan i im podobni, niekiedy z przydomkiem Rusin, niekiedy bez, stanowili 41 procent mieszkańców Rynku Nowego Miasta, 55 procent ulicy Złotoryjskiej i prawie połowę ulicy Czychrowskiej.
   Dawna tykocińska cerkiew jest dziś kaplicą cmentarną w Sokołach Ta ostatnia zasługuje na szczególną uwagę. Biegła od południowego narożnika rynku głównego, w stronę Sannik, dochodząc do rynku Nowego Miasta. Z jednej strony zamknięta była przez kościół katolicki, z drugiej przez cerkiew. Stanowiąc obszar zwartej zabudowy skupiała 30 procent domów (stały w dwóch rzędach) i niewiele mniejszy mieszkańców całego miasta. Podstawowym źródłem ich utrzymania było rolnictwo, ale co piąty zajmował się dodatkowo karczmarstwem, a jeszcze większa część rzemiosłem.
   Ulicy Czychrowskiej nie ma na dzisiejszym planie miasta. Nie zmieniła nazwy. Znikła. Jednak właśnie jej nietypowa nazwa zastanawia. Nigdzie indziej nie występuje, z niczym znajomym się nie kojarzy.
   A może przynieśli ją ze sobą osadnicy ze wschodu? Może wojewoda kijowski Gasztołd sprowadził ich z ukraińskiego miasteczka Czyhryń i była ona śladem ich pochodzenia? Być może...
   W każdym razie Tykocin przeżył w XVIII wieku, pod rządami Branickich, rewolucję urbanistyczną. Właściciel, na nowo porządkując układ miejski, przesunął jego centrum ku zachodowi, w stronę prężnie się rozwijającej dzielnicy żydowskiej. W cieniu wzniesionej przez niego okazałej świątyni rzymskokatolickiej skryło się Nowe Miasto, teraz już dzielnica tylko rolnicza i rezydencjonalna. Przecinała ją długa ulica wychodząca z głównego rynku, nazwana Choroską. Mijając starą unicką cerkiew, od dawna, jak pamiętamy, nie odwiedzaną już tłumnie przez wiernych, przecięła też stary, skutecznie zadeptany, cmentarz.
   Archeologowie kości z wykopu, zajętego teraz przez rury kanalizacyjne, pieczołowicie wydobyli. Wolą badaczy, władz miasta i jego mieszkańców było godne ich pochowanie. A ponieważ ulica Choroska, nazwana potem Białostocką, w latach trzydziestych stała się - i jest do dziś - ulicą 11 Listopada, postanowiono połączyć pogrzeb z uroczystościami Święta Niepodległości, te zaś skoncentrować nie tylko na dziejach XX wieku.
   Zaproszono na nie przedstawicieli Cerkwi prawosławnej, aby zmarłych, już przecież kiedyś zgodnie z chrześcijańskimi zasadami pochowanych, raz jeszcze pożegnał duchowny ich wyznania. Cerkiew reprezentowali o.o. Adam Sawicki i Włodzimierz Misijuk oraz o. diakon Dymitr Tichoniuk.
   Pogrzeb miał więc niezwykłą oprawę Trumna ze szczątkami (właściwie ich cząstką, bo większość spoczęła już w mogile) stanęła na katafalku w kościele parafialnym. Msza za Ojczyznę, celebrowana przez ks. Witolda Nagórskiego, była jednocześnie mszą żałobną. Wspominano bohaterów walczących o wolność, ale i ludzi, którzy przez stulecia w codziennym trudzie przyczyniali się do rozkwitu miasta. Mówiono o śmierci, pamięci o zmarłych, ich trwaniu wśród nas (kazanie - bardzo dobrze przyjęte - wygłosił też o. Adam Sawicki). Tykociński proboszcz podkreślił, że choć dawni mieszkańcy miasta byli różnych wyznań, wszyscy są przodkami dzisiejszych. Nic nie wiadomo o waśniach religijnych wśród mieszczan. Konflikt dotyczył spraw majątkowych i ograniczył się do duchowieństwa.
   Z kościoła tłumnie udano się ulicą 11 Listopada w kierunku położonego już za miejskimi zabudowaniami cmentarza.
   Trumnę ustawiono na chwilę przed pomnikiem Orła Białego. W Apelu Poległych przywołano uczestników wydarzeń z listopada 1918 r. i imiona mieszkańców trzech nowomiejskich ulic - tak jak je zapisano w inwentarzu z 1571 r. A potem szczątki Dawnych Mieszkańców Tykocina - jak napisano na nagrobnej tablicy - spoczęły w ziemi.
   - Coś mnie na wskroś przeniknęło, gdy usłyszałam Wiecznaja pamiat’ tak pięknie zaśpiewane - zwierzyła się jedna z miejscowych kobiet. - Przecież tu chyba od dwustu lat nie słyszano cerkiewnej modlitwy. A dzisiaj i w kościele, i na cmentarzu...
   Nazwiska wielu tykocińskich obywateli wskazują na wschodnie pochodzenie. Ich pamięć chyba nigdy jednak tak głęboko nie sięgała. Listopadowa uroczystość przywróciła im jej cząstkę. - To są kości przodków naszych - mówili. - Wiecznaja im pamiat’
   
   Zdjęcia ze zbiorów Działu Archeologii Muzeum Podlaskiego
   Cytaty za książką ks. G. Sosny "Zapomniane dziedzictwo"

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token