Numer 6(408)    Czerwiec 2019Numer 6(408)    Czerwiec 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Autokefalia to cios w jedność prawosławia
tłum. Ałła Matreńczyk
– Na ile niebezpieczny jest stan, w jakim znalazła się obecnie jedność prawosławnych Cerkwi? Najsilniejszy wstrząs nastąpił oczywiście po decyzji konstantynopolitańskiego patriarchatu o przyznaniu autokefalii raskolnikom na Ukrainie, w wyniku czego zostały przerwane stosunki między Moskwą i Konstantynopolem.
– Antykanoniczne działania konstantynopolitańskiego patriarchatu na Ukrainie zadały cios jedności świętego prawosławia. Jednostronne „przywrócenie w sanie” raskolników, zawieszonych w pełnieniu posługi duszpasterskiej, przyznanie im tzw. autokefalii przy całkowitym zignorowaniu istniejącej w tym kraju, uznanej przez cały prawosławny świat, wielomilionowej kanonicznej Cerkwi – to nie tylko ingerencja jednej lokalnej Cerkwi w sprawy innej, to obalenie samego kanonicznego ustroju prawosławia. Poczynając od czasów apostolskich  najbardziej skomplikowane problemy w Cerkwi Chrystusowej są rozwiązywane soborową mądrością wszystkich Cerkwi. Niestety, niektórzy nasi bracia tego soborowego charakteru Cerkwi już nie uznają. Jedna lokalna Cerkiew ogłosiła się głową wszystkich innych lokalnych Cerkwi, przyznała sobie prawo do samowolnej zmiany decyzji ich arcybiskupich soborów, ogłaszania za „pełne łaski” sakramentów nawet tych raskolników, którzy zostali wyświęceni przez niemających w ogóle żadnych święceń biskupich samozwańców. Takie poglądy nie są zgodne z historią Cerkwi, w tym także niedawną. Patriarcha Bartłomiej w swoim liście do arcybiskupa albańskiego Anastazego, który w marcu został opublikowane przez Fanar, tak tłumaczy tę sprzeczność:  Konstantynopol, okazuje się, uczestniczył w panprawosławnych przedsięwzięciach na jednakowych prawach z innymi autokefalicznymi Cerkwiami jakby z uprzejmości, a teraz postanowił przypomnieć o swych jakoby od zawsze istniejących wyjątkowych prawach. W dziwny sposób te „prawa” nie nakładają na Konstantynopol żadnej odpowiedzialności, nie ponosi on żadnych konsekwencji swoich poglądów. Patriarchat konstantynopolitański na początku uznaje anatemę nałożoną na Filareta Denysenko, potem jej nie uznaje. To uznaje kanoniczne granice ruskiej Cerkwi, to ich nie uznaje. Teraz objawia, że nigdy nie wtargnął poza swoje granice. Jednak historia prawosławia w Finlandii, Polsce, Estonii, Litwie, Czechosłowacji i innych krajach mówi o czymś innym. Do ostatniej chwili poza swoimi granicami Cerkiew konstantynopolitańska plasowała także Ukrainę. We wszystkich, corocznie wydawanych, oficjalnych wydawnictwach konstantynopolitańskiej Cerkwi aż do 2018 roku ukraińskie eparchie wymieniane były pośród eparchii ruskiej Cerkwi bez jakiegokolwiek wspominania o ich przynależności do Konstantynopola. Jak widzimy, w żaden sposób nie przeszkodziło to we wtargnięciu konstantynopolitańskiego patriarchy na Ukrainę. Jasne, że tak nieodpowiedzialne postępowanie nie może nie mieć tragicznych konsekwencji dla jedności prawosławia.
– Większość lokalnych Cerkwi prawosławnych wezwała do wszechprawosławnego dialogu w kwestii ukraińskiej. Czy taki dialog jest możliwy w sytuacji, gdy zerwane zostały stosunki między największą lokalną Cerkwią i „pierwszą wśród równych”, która – zgodnie z utartym  zwyczajem – przewodniczy  wszechprawosławnym soborom?
– Ruska Prawosławna Cerkiew zawsze opowiadała się za rozwiązaniem spornych kwestii i różnic, pojawiających się w naszej prawosławnej rodzinie, drogą dialogu i współpracy między lokalnymi Cerkwiami. Nawet w sytuacji, kiedy konstantynopolitański patriarchat zaczął otwarcie informować o planach przyznania  „autokefalii” raskolnikom na  Ukrainie, w dalszym ciągu mieliśmy nadzieję na otwarty i braterski dialog między naszymi Cerkwiami. W tym celu odbyłem podróż na Fanar w sierpniu minionego roku, jednak spotkanie z patriarchą Bartłomiejem  dowiodło, że w Konstantynopolu już dawno podjęto decyzję i omawiać jej z nami zasadniczo nie chcą. My także obecnie popieramy ideę rozpatrzenia ukraińskiej kwestii przez wszystkie  prawosławne autokefaliczne Cerkwie. Samo przez się rozumie, że tzw. raskolniczeska prawosławna Cerkiew Ukrainy w takich spotkaniach nie powinna brać udziału. Powstaje więc  pytanie, na ile patriarchat konstantynopolitański, będąc stroną zainteresowaną, ma prawo zwołać, a tym bardziej przewodniczyć, takiemu zebraniu. Z powyższego listu patriarchy Bartłomieja do arcybiskupa albańskiego Anastazego wynika jasno, że Konstantynopol pryncypialnie odmawia omawiania z kimkolwiek kwestii ukraińskiej.
– Czy „ukraińska recepta” może zostać zastosowana na terytorium innych lokalnych prawosławnych Cerkwi? To pytanie, przede wszystkim, odnosi się do Macedonii i Czarnogóry, o których co prawda patriarcha Bartłomiej w niedawnym wywiadzie dla serbskiej gazety „Polityka” powiedział, że nie można ich porównywać z Ukrainą.
– Jeśli odrzucić drugoplanowe szczegóły, to „ukraińska recepta”, jak ją nazwaliście, jest bardzo prosta: konstantynopolitański patriarcha objawił,  że ma odtąd prawo do ponownego rozpatrywania wydanych przez jego poprzedników dokumentów i umów, jeśli ich treść przestała go zadowalać. I tak jednocześnie  z sensacyjną decyzją cofnięcia gramoty z 1686 roku o przekazaniu kijowskiej metropolii pod jurysdykcję Ruskiej Prawosławnej Cerkwi, synod konstantynopolitańskiego patriarchatu wycofał także starożytną kanoniczną decyzję, zabraniającą duchownym ponownego ślubu.
Tak więc to  co powiedział patriarcha Bartłomiej w wywiadzie dla waszej gazety o Macedonii i Czarnogórze wcale nie gwarantuje, że ukraiński scenariusz się tam nie powtórzy.
Kto z mieszkańców Bałkanów, z ręką na sercu, zapewni, że wcześniej czy później nie pojawią się prośby do Fanaru o autokefalię ze strony jakiegoś nowego albo już istniejącego politycznego lidera? Co więcej, nie zapominajmy, że takie prośby przez premiera Macedonii Zorana Zajewa zostały skierowane już w minionym roku, niemal jednocześnie z podjęciem kroków przez prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki i przyjęte do rozpatrzenia przez synod konstantynopolitańskiego patriarchatu w maju, o czym synod oficjalnie poinformował. Jednak po co synod konstantynopolitańskiego patriarchatu ma badać sprawę, skoro – jak powiedział o tym niedawno w wywiadzie patriarcha Bartłomiej – nie ma ona żadnego uzasadnienia? Czy tomos z 1922 roku nie jest w tej sytuacji wystarczającym powodem do odmowy? Oczywiście plan powtórzenia „ukraińskiej recepty” w Skopje cały czas istnieje.
– W wywiadzie dla naszej gazety konstantynopolitański patriarcha tłumaczył decyzję o tomosie dla ukraińskich raskolników nieprzekraczalną przepaścią, którą moskiewski patriarchat pogłębił między wiernymi, przez co większość ukraińskiego narodu znalazła się poza Cerkwią.
– To niesprawiedliwe przede wszystkim wobec ukraińskiego narodu. Jest pobożny i wierny kanonicznej Cerkwi. Popatrzcie na coroczne krestne chody w dniu chrztu Rusi w Kijowie i innych regionach Ukrainy. Biorą w nich udział dziesiątki, setki tysięcy wiernych – idą z ikonami i krzyżami, śpiewają modlitwy, dziękują Bogu. W sposób sztuczny – za pieniądze albo z użyciem przemocy – tego się nie osiągnie. Można w sposób wymuszony zwieźć z całego kraju studentów i pracowników budżetówki, jak to robiono w czasach radzieckich albo próbują obecnie robić władze na Ukrainie. Ale wtedy wychodzi nie krestny chod, a miting – flagi, hasła, pieśni ludowe…
Ukraińskie duchowieństwo mówi, że ludzi w cerkwiach z każdym rokiem jest coraz więcej. Niedawno, w Niedzielę Prawosławia, także odbyły się krestne chody w całej Ukrainie. W mieście Równe wyszły na przykład tysiące wiernych kanonicznej Cerkwi. A przecież jest to region o najbardziej skomplikowanej konfesyjnej sytuacji. W równieńskiej obłasti naszym wiernym regularnie odbierane się cerkwie, służby specjalne stosują naciski na duchownych i ich rodziny – wzywają na przesłuchania, przeszukują plebanie i mieszkania swiaszczenników.  Ale naciski na kanoniczną Cerkiew jedynie zwiększają wsparcie ze strony wiernych.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token