Numer 6(408)    Czerwiec 2019Numer 6(408)    Czerwiec 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Święci umęczonej ziemi
o. Konstanty Bondaruk
Oczywiście, osiem osób, o których wystarczająco wiele napisano i nie ma potrzeby tego powielać, to tylko niewielka część spośród tych, którzy oddali swe życie za wierność prawosławiu na tej udręczonej ziemi. Jednak Sobór Biskupów postanowił zaliczyć do soboru również tych „których imiona nie są znane, a wiadome jedynie Bogu Wszechmogącemu”. Zbiorowe włączenie do soboru bezimiennych męczenników jest kontynuacją starożytnej praktyki chrześcijańskiej według formuły i iże s nimi postradawszych. Ponadto sobór zalecił gromadzenie materiałów i dokumentów potwierdzających bogobojne życie i męczeńską śmierć, by przeprowadzić kolejne procesy kanonizacyjne.
Jak będzie postępować ten proces? Tu powstaje uzasadniona obawa, że z oporami. Szesnaście lat temu, podejmując historyczną decyzję o kanonizacji, Sobór Biskupów naszej Cerkwi stwierdził fakt, że „minione półwiecze nie sprzyjało ogłoszeniu ich świętymi”. Obawiam się, że obecnie znów mamy sytuację, w której prawda o „strasznych i tragicznych wydarzeniach, które rzekami krwi i ogniem pożarów zalewały męczeńską Ziemię Chełmską i Podlaską” jest niewygodna i niechciana, a przez to poddawana w wątpliwość lub kontestowana przez wpływowe ośrodki decyzyjne. Skoro w marcu 2019 roku Instytut Pamięci Narodowej zakwestionował swoje wcześniejsze ustalenie: „zbrodnię o cechach ludobójstwa” zbrojnego podziemia, oddziału Romualda Rajsa (ps. Bury), odpowiedzialnego za śmierć 79 prawosławnych mieszkańców Podlasia, w tym kobiet i maleńkich dzieci, to jest to zły znak dla naszej społeczności. Jest to rzecz przygnębiająca i godna ubolewania. Gloryfikowanie zabójców kobiet i dzieci, honorowanie ich jako „bohaterów”, jest wywróceniem do góry nogami tradycyjnego systemu wartości moralnych. Ci, którzy to czynią, sami sobie wydają najgorszą z możliwych opinię!
Nasza Cerkiew zaznała tyle gorzkich doświadczeń, że stały się one nieodłączną częścią jej losu. Jak pisali szesnaście lat temu nasi biskupi: „Ziemia Chełmska i Podlaska, która Świętą Wiarę Prawosławną przyjęła tysiąc lat temu, w swej historii niejednokrotnie przeżywała okresy dramatyczne i tragiczne. Jednak zawsze była wierna Chrystusowi i Świętemu Kościołowi dzięki wstawiennictwu Tej, która cudowną Ikonę Swoją prawosławnym przodkom naszym na Górze Chełmskiej darowała. Nawet w najtrudniejszych momentach, gdy wydawało się, iż światło Świętej Wiary Prawosławnej już zgasło, zachowywała ona dziedzictwo św. księcia Włodzimierza Wielkiego. Po okresach doświadczeń i ciemności powracała do światła wiary, wydając wyznawców i męczenników, których imiona zna jedynie sam Pan. Okresem szczególnych doświadczeń stał się dla Chełmszczyzny i Podlasia wiek XX, gdy krew męczenników znowu zrosiła tę ziemię”.
Cerkiew postrzega najtragiczniejsze epizody swej niełatwej historii z perspektywy wiary. Nie dyszy żądzą zemsty, nie chce wyręczać sądów i historyków, naśladuje Chrystusa, który za swych oprawców prosił: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią (Łk 23,34). Cerkiew jest przekonana, że krew męczeńska ją umacnia, że w ogóle przetrwała ona dzięki niezłomnej postawie męczenników. Przecież prawosławia na Ziemi Chełmskiej i Podlaskiej miało w ogóle nie być! Taki był zamysł! Ten plan eliminacji prowadzono długo i z rozmysłem, a mimo to – nie udało się! Przekonanie o tym, że nawet zło może się obrócić w dobro potwierdzają słowa troparionu: „Błogosławiony jesteś, Chryste Boże nasz, który otoczyłeś chwałą męczenników ziemi chełmskiej i podlaskiej; oni zaś okrutne prześladowania i męki przecierpieli ze względu na Ciebie; i przez nie umocnili święte prawosławie w naszej ojczyźnie; przez ich modlitwy Panie daj naszym sercom jednomyślność i miłość braterską oraz wszystkim odpuszczenie grzechów”. W kondakionie brzmią słowa o tym, że swymi cierpieniami męczennicy przezwyciężyli „zło ludzkiej nienawiści i stali się dziedzicami wiecznej chwały”.
Niezwykłe ciekawy fragment Apostoła odczytuje się w dzień pamięci męczenników: Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. (...) Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył (...). Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą (…). Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (Rz 8,28-30). Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8,37-39). Również w ewangelicznym czytaniu słyszymy słowa: Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! Miejcie się na baczności przed ludźmi! (...) Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,16-22).

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Konstanty Bondaruk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token