Numer 6(408)    Czerwiec 2019Numer 6(408)    Czerwiec 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Wschodniosłowiański Lublin
Anna Radziukiewicz
Arcybiskup lubelski i chełmski Abel, z którego błogosławieństwa wydarzenie się odbywało, mówił: – Jestem szczęśliwy, że upamiętnimy postać księcia Ostrogskiego, obrońcy prawosławia w dobie unii lubelskiej  i brzeskiej, mecenasa budowy cerkwi katedralnej w Lublinie i członka lubelskiego bractwa prawosławnego.
 Władyka, witając gości, zauważył, że integracja sprzed 450 laty narodów w jednym państwowym organizmie według zasady „jedność w różnorodności” była dziełem wymagającym odwagi. Dziś to dzieło jest inaczej oceniane przez różne narody, wtedy w tym procesie uczestniczące – współcześnie Polaków, Białorusinów, Ukraińców, Litwinów. Nie wszyscy oceniają pozytywnie tamten projekt, który w sensie politycznym został zrealizowany, bowiem wspólne państwo, Rzeczpospolita Obojga Narodów, trwało dwa stulecia, ale w ideowym niezupełnie, gdyż ideę „jedności w różnorodności”, zastąpiono ideą unifikacji, zwłaszcza po unii brzeskiej, kiedy zdelegalizowano Cerkiew prawosławną, dążąc do religijnej jednorodności. Zaprzeczono wówczas idei dobrowolności, większość bowiem prawosławnych nie akceptowała postanowień unii brzeskiej.
– Ponad pół wieku po zawarciu unii brzeskiej – mówił władyka – podpisano w 1658 roku unię hadziacką. Przewidywała ona powstanie trzeciego członu w ramach Rzeczypospolitej – Księstwa Ruskiego, gwarantującego równe prawa prawosławnym. Niestety, jej postanowień nie zrealizowano.
Władyka Abel wspomniał o bractwach cerkiewnych, działających w Lublinie (założone w 1594 roku), Zamościu, Krasnymstawie, o przedstawicielach ważnych rodów w nim uczestniczących – księciu Ostrogskim, Grzegorzu Sanguszko, Pawle Druckim-Lubeckim, Jerzym Czartoryskim, Grzegorzu Czetwertyńskim. A mówił o tym w kontekście głównego organizatora lubelskich wydarzeń – lubelskiego koła bractwa św.św. Cyryla i Metodego, energicznie kierowanego przez Sławomira Wyspiańskiego, wspieranego przez żonę Joannę. Koło założono w 2015 roku i od razu jego działalność wpisała się w kulturalną mapę Lublina.
a problematyce unii lubelskiej i jej konsekwencjach skupił się
prof. Igor Kąkolewski, dyrektor centrum badań historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie, wykładający na różnych uniwersytetach w kraju i za granicą.
Zauważył on, że choć Korona Polska i Wielkie Księstwo Litewskie były wiązane od schyłku XIV wieku  poprzez XV stulecie szeregiem unii polsko-litewskich, to oba państwa pozostawały odrębnymi organizmami, choć ze sobą współpracującymi i powiązanymi jednym monarchą. Przy tym WKL obejmowało olbrzymie obszary od Morza Czarnego po Bałtyk, granicząc na wschodzie z Wielkim Księstwem Moskiewskim.
Władcy państwa moskiewskiego od połowy XV wieku dążyli do zjednoczenia ziem tworzących średniowieczną Ruś, zamieszkałych przez prawosławnych Rusinów, czyli ich pretensje terytorialne sięgały i WKL i stały się przyczyną wielu wojen. Ciągnęły się one przez większą część XVI wieku – rysował panoramę prof. Kąkolewski. Litwa utraciła wtedy swoje najdalej wysunięte na wschód ziemie. To utwierdzało ją w przekonaniu, że bez ściślejszego sojuszu z Koroną nie zdoła przeciwstawić się Moskwie. Stało się dla niej to oczywiste  w latach 60. XVI wieku podczas wojny o Inflanty, czyli tereny dzisiejszej Łotwy i Estonii, pochłaniającej większe koszty, niż przewidywano.
I to wtedy, za rządów ostatniego Jagiellona  Zygmunta Augusta, dojrzewała myśl o ściślejszym związku obu państw. Starzejący się monarcha nie miał następcy. Obawiał się, że po jego śmierci rozpadnie się luźny związek Korony i Litwy. Te obawy podziałała duża część poddanych w obu krajach.
W tej sytuacji postanowił monarcha zwołać do Lublina sejm, na który zaprosił także elitę WKL. Sejm trwał około siedmiu miesięcy i był pełen dramatycznych zwrotów, włącznie z potajemną ucieczką pewnej lutowej nocy magnatów WKL. To był akt rozpaczliwego protestu. Ale król zapanował nad nim, odbierając niektórym rusko-litewskim magnatom przywileje i włączając do Korony ziemie WKL – kijowską, bracławską, Wołyń i Podlasie. Magnaci rusko-litewscy zostali postawieni przed faktem dokonanym. Cóż mieli robić? Unię, mającą charakter realnej, podpisali 1 lipca 1569 roku. Powstało wspólne państwo z najważniejszymi instytucjami ustrojowymi, nazywane Rzeczpospolitą Obojga Narodów
Unia lubelska stała się jednym z najważniejszych wydarzeń w nowożytnych dziejach Polski i WKL.
Rzeczypospolita aż do swego upadku była jednym z najludniejszych państw Europy. Wyprzedzały ją tylko Francja, Rzesza Niemiecka i Moskwa. Pod względem zajmowanego obszaru, przerastało  ją tylko państwo moskiewskie i europejska część imperium osmańskiego.
Pod względem religijnym i narodowościowym stała się  jednym z najbardziej zróżnicowanych państw w Europie. Tu prof. Kąkolewski przytoczył ciekawe dane – według polskich specjalistów od demografii historycznej, ludność polskojęzyczna w Rzeczypospolitej stanowiła  po 1569 roku nie więcej niż 50 procent. Dopiero po pierwszym rozbiorze w 1772 roku i utracie części  terytoriów na wschodzie odsetek ludności polskojęzycznej wzrósł do 60 proc. Procent nosicieli języka polskiego wzrastał i dlatego, gdyż po unii lubelskiej zaczęła go używać większość szlachty litewskiej, wcześniej rutenizującej się, dodajmy, i ruskiej.
Analizując sytuację obu podstawowych języków wspólnego państwa – polskiego i ruskiego – autor stwierdził, że dopiero od połowy XVII i w XVIII wieku zmieniły się proporcje w używaniu obu języków na korzyść polszczyzny. I przytoczył bardzo ciekawe dane z lat 1620-1648 w województwach ukrainnych, czyli  bracławskim i kijowskim, gdzie odsetek rodów szlacheckich rzymskokatolickich wynosił  8,3 proc, kalwińskich 1,4 proc, unickich 2,1 proc, natomiast prawosławnych aż 72,9 proc.
Nie dziwmy się więc, że unia hadziacka – nie zrealizowana – przewidywała w Księstwie Ruskim dla Cerkwi prawosławnej status wyznania panującego.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz 
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token