Numer 2(404)    Luty 2019Numer 2(404)    Luty 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Oranie
Anna Radziukiewicz
- Gdyby nie było młodzieży, na pewno nie remontowalibyśmy tej stodoły – mówi o. Jarosław Jóźwik, proboszcz parafii św. Mikołaja w nadnarwiańskim Topilcu, jednocześnie kanclerz Akademii Supraskiej.
– W wiejskiej parafii młodzież? – to moje zdumienie.
– W latach 2003-2006 w parafii było dużo pogrzebów. I ludzie wciąż wyjeżdżali z Topilca i pobliskich wsi do Białegostoku – wyjaśnia o. Jarosław. – Od kiedy jestem tu proboszczem, obserwuję odwrotny trend. Ludzie wracają z Białegostoku i budują domy we wsiach należących do naszej parafii – w Topilcu, Zawadach, Zaczerlanach, Niewodnicy Kościelnej – jedni na swojej ojcowiźnie, inni kupują działki od obcych, choć w Topilcu na przykład nikt nie sprzedaje ziemi, zachowując ją dzieciom. Praktycznie w każdym miesiącu pojawiają się w parafii nowe rodziny. Trzynasty rok tu służę i w tym czasie przybyło sporo ludzi.
Są i tacy, którzy szukają właśnie tej parafii, choć administracyjnie do niej nie należą.
– Jesteśmy parafianami Topilca i proszę nam tego adresu nie zmieniać – rzekła do o. Jarosława pani profesor, która regularnie przyjeżdża z mężem, też profesorem, na służby do Topilca z podbiałostockiej wsi.
Cerkiew stoi na wzgórku, okolona dużym placem. Po jej jednej stronie dom parafialny, po drugiej stodoła.
– Chcieliśmy ją na początku użyczyć któremuś z naszych parafian – mówi o. Jarosław. – Ale nikt jej nie chciał. Za mała – mówili.
O. Jarosław otwiera drzwi stodoły, kiedyś o dwóch klepiskach, teraz izbach. Obie mają chronić pamięć i tradycję – jedna głównie poprzez teatr, druga wystawiennictwo. Teatralna, może być i wykładową, ma scenę i widownię, profesjonalne oświetlenie, rzutnik, komputer, mikrofony. Wystawiennicza ma system do wieszania ikon, zdjęć, obrazów, czy nawet makatek i ręczników. Tym „systemem” są kraty, które przed remontem „pilnowały” cerkwi przed złodziejami, chroniąc okna i drzwi. Nikt nie przypuszczał, że znajdą drugie życie. Salę ogrzewa piec typu „koza”, tyle że sterowana elektronicznie, o sporej mocy grzewczej. Wystarczy jej, by ogrzać całą stodołę, nawet zimą, ocieploną od wewnątrz i z zewnątrz.
Jest i strych. Ten zaprasza młodzież na spotkania. Mieści też sterownię świateł.
Zaczęło się od grupy teatralnej ZaTopieni w historii, oczywiście topileckiej, przyparafialnej. Grupę zrodziła inspiracja proboszcza i ciężka praca profesjonalistów. Na wsi profesjonalistów?
Ależ tak! Anna Kołosow-Ostapczuk wykłada na Akademii Teatralnej w Białymstoku i uczy historii w siódmym liceum w tym samym mieście. Katarzyna Siergiej jest aktorką Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki i dziekanem do spraw studenckich Akademii Teatralnej. Zaprzyjaźniły się ze sobą. Śpiewu uczy Julita Charytoniuk, a tańca ludowego – od niedawna – Anna Fionik, szefowa znanej studziwodzkiej Żemerwy.
Zaczęto od słuchania najstarszych miejscowych. Młodzi zapisywali ich relacje z bieżeństwa, międzywojnia, drugiej wojny, strasznych dla nich czasów powojennych, kiedy dla tych mieszkających na zachód od Białegostoku, z gminy Choroszcz czy Turośń Kościelna, wybór był niewielki – wyjazd pod groźbą śmierci do „raju”, czyli Związku Radzieckiego, albo i sama śmierć. Nielicznym udało się ocalić siebie i ojcowiznę, ale już w Zaczerlanach nikomu. W nich przed wojną wszyscy byli prawosławni i tylko na kolonii mieszkała jedna rodzina katolicka, po wojnie – wszyscy katolicy i tylko na kolonii osiadła niedawno jedna rodzina prawosławna.
Uznano, że prawosławni młodzi ludzie mają obowiązek ocalenia tej historii. Bo jeśli nie zapiszą relacji, pamięć najstarszych pochłonie czarna dziura.
Uznano też, że będzie to hołd złożony cichym bohaterom. Bo to dzięki ich niezłomności ziarno prawosławia tu przetrwało i wydaje plon. O. Jarosław mówi o oraniu ziemi, na której prawosławie miało być zatopione.
Przyszli miejscowi na premierę przedstawienia. Ich historie opowiadali wnukowie i prawnukowie. Pewna pani po przedstawieniu zakrzyknęła: – Ależ to opowieść o mojej rodzinie!
Prapremiery przedstawień odbywają się głównie w Supraślu – przyjeżdżają rodziny młodych aktorów, bliscy, znajomi, zaś premiery – w Topilcu, najpierw w wiejskiej świetlicy, teraz w stodole. Supraśl to miejsce oswojone przez młodych. Tu w Akademii Supraskiej ćwiczą podczas warsztatów swoje sceniczne umiejętności, korzystając ze wsparcia urzędu marszałkowskiego województwa podlaskiego albo swojej gminy – Turośń Kościelna.
Potem przedstawienia prezentują w szkołach, domach kultury, świetlicach, nawet w Jekaterinburgu i Irkucku w 2017 roku dzielili się swoimi teatralnymi opowieściami – pojechali tam razem z grupą OrthPhoto. Dotarli jesienią minionego roku do Brukseli i „opowiadali” swe historie w sali polonijnej prawosławnym i katolikom z Polski, ale i Belgom.
– Wyjazdy są niezwykle cenne – zauważa o. Jarosław – integrują zespół, uczą odnajdywania się w nowych sytuacjach i pozwalają zwiedzać świat.
Grupa ZaTopieni w historii staje do konkursów. Na wojewódzkim festiwalu teatrów amatorskich w Łomży zdobyła w 2015 roku Grand Prix.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka, Natalia Klimuk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token