Numer 12(402)    Grudzień 2018Numer 12(402)    Grudzień 2018
fot.Adam Bogdan
Ruskie okno polonisty
Anna Radziukiewicz
Dlatego boję się, że choć odważna w otwieraniu nowych horyzontów, choć pisana jako „użyteczna”, w formie bardziej eseju, niż wykładu, jednocześnie podbudowana solidnym warsztatem naukowym, nie uczyni szerokiego wyłomu we wszechpanującym postrzeganiu kultury Rzeczypospolitej jako monolitu polsko-łacińskiego, zwłaszcza w roku obchodów100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę, kiedy poza rok 1918 rzadko się zagląda.
Ze stratą dla dziedzictwa kultury Rzeczypospolitej.
Tymczasem Andrzej Romanowski, polonista, profesor, związany z Uniwersytetem Jagiellońskim, redaktor naczelny Polskiego Słownika Biograficznego, publicysta, woła w swojej książce o szerszy oddech, o uwzględnienie ruskiego komponentu, tu literackiego, w kulturze Rzeczypospolitej. To książka „Wschodnim pograniczem literatury polskiej. Od średniowiecza do oświecenia”. Rzecz ukazała się w serii Biblioteka Literatury Pogranicza (tom 27), redagowanej właśnie przez autora. I jest wychodzeniem poza granice – wytyczane przede wszystkim przez język polski. Bo jeśli Rzeczypospolita była projektem wspólnotowym, to jej kultura, w tym literatura, musiała przekraczać ramy jednego języka.
Romanowski pyta – czy wystarczą wyłącznie kryteria językowe, by danego pisarza nazwać na przykład polskim? A jeżeli tworzył w kilku językach, co zwłaszcza było znane na wschodzie tego polsko-litewskiego dwójpaństwa, tworzącego od 1569 roku Rzeczpospolitą. Przecież używano tam w piśmie, więc i w literaturze, mowy ruskiej, cerkiewnosłowiańskiej, litewskiej, polskiej, łaciny, potem i tak zwanej mowy prostej, wyrastającej z ruskiej, która wchłonęła wiele polonizmów z pogranicza. Ale, według Alfredasa Bumblauskasa, w Wielkim Księstwie Litewskim używano także dwóch języków niemieckich – pruskiego i inflanckiego, czeskiego i arabskiego.
Albo jak spojrzeć na instytucje, które były wielojęzyczne. Choćby działająca w ostatniej ćwierci XVI wieku Akademia Ostrogska, założona przez ruskiego kniazia Konstantego Wasyla Ostrogskiego, najbogatszego możnowładcę w Rzeczypospolitej, była cerkiewno-rusko-łacińsko-grecką. A młodsze od niej gdzieś o pół wieku Kolegium Mohylańskie, założone przez ruskiego metropolitę Piotra Mohyłę, pochodzącego z rodu mołdawskich hospodarów, jeszcze dodatkowo posługiwało się językiem polskim.
Za Januszem Tazbirem autor zaznacza, że w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej ludzie posługujący się językiem polskim stanowili mniejszość. W XVII stuleciu innymi językami niż polski posługiwało się 60 procent mieszkańców szlacheckiego państwa, głównie mową ruską. A już na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego, wchodzącego w coraz bliższy mariaż z Koroną Polską od 1385 roku, Rusini stanowili około 90 procent mieszkańców i mowy ruskiej używali w literaturze, w kronikach, pismach, dyplomacji, w kancelarii wielkoksiążęcej i nie tylko na dworze w Wilnie, w zasadzie aż do 1696 roku, kiedy decyzją Sejmu została ona stamtąd wyprowadzona, ale nawet na dworze królewskim w Krakowie.
W Krakowie? A w jakimż języku mogli dworzanie zwracać się do Władysława Jagiełły, przynajmniej na początku jego panowania, zrodzonego z matki Rusinki Julianny Twerskiej, wyrastającego w ruskim otoczeniu w Witebsku czy w Wilnie, w którym stało już za jego życia wiele cerkwi i w którym na dworze jego ojca Olgierda ruski był językiem urzędowym?
Ale to nie Jagiełło przybył pierwszy do Krakowa z ruską mową. Kiedy ostatni Piast – Kazimierz Wielki – zajął w połowie XIV wieku całą Ruś Halicką i część Włodzimierskiej, opierając się o Hospodarstwo Mołdawskie, mowa ruska, obok łaciny, musiała wkroczyć jako kancelaryjna na dwór królewski w Krakowie. Bo jakżeż można było porozumieć się z możnymi ruskimi rodami z tamtych ziem, zanim nie zostały one spolonizowane? A proces polonizacji i latynizacji trwał przecież ze dwa wieki.
Czy więc do kategorii przypadku należy zaliczyć krakowskie druki z końca XV wieku? Jakie były? Cerkiewnosłowiańskie, czyli do kultury ruskiej należące. Zjawisko dziś niepojęte, zdumiewające, kiedy etniczny Niemiec Szwajpold Fiol, drukuje cyrylicą etnicznym Rusinom w stolicy Królestwa Polskiego liturgiczne cztery księgi i to w łącznej objętości ponad tysiąca stron. Pierwsze cyrylickie w świecie. I pierwsze druki o takim rozmachu w Polsce. Aż został Fiol oskarżony 21 listopada 1491 roku o herezję, stanąwszy w Krakowie przed sądem biskupim, uwięziony. Drukarnię zamknięto. To był pierwszy akt polskiej cenzury kościelnej – komentuje autor.
Andrzej Romanowski analizuje i kulturę druku, jakże istotną dla rozprzestrzeniania literatury. Zagląda do Wilna, czyli drugiej stolicy tego dwójpaństwa. I tu też widzi, że pierwsze druki były ruskie. Pierwsza w dziejach Wilna drukarnia tłoczyła księgi wyłącznie cyrylickie, za sprawą Franciszka Skoryny „lekarza rodem z Połocka, niewątpliwie prawosławnego” – czytamy. Drukarnia została założona w 1522 roku w domu burmistrza Jakuba Babicza w dzielnicy Wilna zwanej Ruskim Miastem. Na pierwsze wileńskie druki litewskie trzeba było czekać aż do 1629 roku, czyli ukazały się one 137 lat po pierwszych cyrylickich. Drukarstwo cyrylickie miało w Wilnie monopol przez ponad pół wieku, aż do 1571 roku, do wkroczenia drukarstwa łacinką.
Ale dominującą pozycję piśmiennictwa cyrylickiego potwierdziła w Wilnie kancelaria wielkiego kniazia Zygmunta Jagiellończyka, ogłaszając w 1529 roku w mowie ruskiej Statut Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli zbiór praw. W tym samym wieku przygotowała jeszcze dwie kolejne jego redakcje, także w mowie ruskiej (1566 i 1588). Drugi statut zalecał: pisar ziems’kij majet’ po rusku literami i słowy ruskimi wsi listy, wypisy i pozwy pisaty, a nie innym jazykom i słowy.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
Andrzej Romanowski, Wschodnim pograniczem literatury polskiej. Od Średniowiecza do Oświecenia, ss.324, Kraków 2018

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token