Numer 10(400)    Październik 2018Numer 10(400)    Październik 2018
fot.
Zmarł o. Eugeniusz Konachowicz
Anna Radziukiewicz
Najstarszy spośród prawosławnych duchownych w Polsce. Miał 92 lata. Odszedł w błogosławionym czasie, kiedy Cerkiew raduje się Narodzeniem Przeczystej Bogarodzicy, 21 września. Jeszcze tego dnia współsłużył Liturgię, w przeddzień, wsienoszcznoje bdienije. Z domu został przewieziony do szpitala. Tam odszedł, parę godzin wcześniej przyjąwszy Święte Dary.
W niedzielę, na trzeci dzień, czyli jak Cerkiew zaleca, odbył się jego pogrzeb. Podczas niedzielnej Liturgii, trwającej z czynem pogrebienija około czterech godzin, żegnało go mnóstwo wiernych. Jakże wielu odprowadziło go jeszcze na cmentarz na Wygodzie, gdzie spoczął w pobliżu cerkwi, od strony ołtarzowej.
O. Eugeniusz Konachowicz jak mało kto odczuwał świętość Liturgii. Kilka lat temu tłumaczył mi swoim jak zwykle ściszonym, miękkim głosem: – Chcą służyć Liturgię po polsku, by ją ogarnąć rozumem. Ale nie rozumieją, że Liturgia to jest wielka tajna, największa tajna. Nie rozumieją, że sowierszajetsia wielikoje czudo. A to, jak ten cud odbierzemy, zależy tylko od tego, w jakim nastroju przychodzimy do cerkwi, jak wyciszymy burzę naszych myśli i czego oczekujemy od Boga.
– Och, jakiż to cud! Przy każdej służbie człowiek przeżywa ten cud! – podkreślał. – Przecież duchowny sowierszajet tolko słowiestnuju służbu (tylko słowną służbę sprawuje), a sam Gospod’ służy. I opowiedział mi o jednym z cudów widzialnych, kiedy cząsteczki Darów Świętych poruszały się w czaszy podczas Liturgii, jakby ustępując miejsca jedna drugiej, przez nikogo nie poruszane.
– A tu bożestwiennyj język chcą odrzucić i przejść na polski, bo mówią „nie rozumiemy”. A tajemnicę Bożą zrozumiesz? – wyrażał batiuszka swój ból.
Zawsze rozmawialiśmy po swojemu, ja bardziej po białorusku, batiuszka z lekka po ukraińsku, jednym słowem po rusku. Cenił ten język. Bolał, że zanika w naszych domach. Że tego skarbu nie przekazujemy dzieciom, a tym bardziej wnukom.
Urodził się w Kleszczelach w 1926 roku. Pracował. Był nagradzany. W cerkwi w Kleszczelach służył przez 19 lat jako psalmista. Kiedy miał 44 lata zaproponowano mu pracę w POM-ie jako instruktora mechaniki, wyższe pobory i mieszkanie w Hajnówce. Awans. A tu przychodzi list od władyki białostockiego i gdańskiego Nikanora. Proponuje w nim, by o. Eugeniusz, wtedy świecki człowiek, przyjął święcenia duchowne.
List nie doczekał się odpowiedzi.
Władyka Nikanor znów posyła list z tą samą propozycją. I znów z Kleszczel nie nadchodzi odpowiedź. Bo ona była trudna. W tym wieku przyjąć święcenia? Porzucić wszystko, do czego przywykł? Awans zlekceważyć?
Trzeci list od władyki był krótki: „Kiedyś na listy odpowiadano”.
O. Eugeniusz po tym liście natychmiast stawił się w Białymstoku u władyki.
W 1970 roku władyka Nikanor wyświęcił go na diakona, a w tydzień później na duchownego. Posłał do Jurowlan koło Krynek. Tam nie było duchownego i już wisiała w powietrzu decyzja, by tę parafię zlikwidować a wiernych do innych przypisać. Ale ocalała. W Jurowlanach służył nie cały rok i został przeniesiony do Jałówki. Tam służył 33 lata, do 2004 roku.
Jakże go cenili i lubili parafianie, a i wierni z dalszych parafii. Jakże lubili ci z dalszych, gdy podczas ich świąt parafialnych głosił kazania. Były proste, mądre i jak określali, życiowe. Oto w Gródku kiedyś opowiadał o matce, umieszczonej przez syna w domu opieki w Jałówce. Kiedy ją batiuszka odwiedzał, płakała. „Syn o mnie zapomniał – skarżyła się. Nie odwiedza. Nie zadzwoni. Samiutka jestem”. Kobieta zmarła. Przyjedzie chociaż syn na pogrzeb, zastanawiał się batiuszka. Przyjechał. A jaki później pomnik postawił! Chyba najbogatszy na całym cmentarzu.
Kiedy odwiedziłam batiuszkę w jego skromniutkim mieszkaniu w Białymstoku, w którym „duży” pokój przypominał małą sypialnię, czy raczej kaplicę, mówił: – Żeby na pierwszym miejscu była miłość, radość i pokój. O, czego najbardziej na świecie brakuje – radości! Ci którzy zarabiają miliony, mają smutne oblicza. Nie są radośni. Myślą, jakby jeszcze więcej zagarnąć. Nie mają kiedy się radować. A pokoju i spokoju w ogóle w ich sercach nie ma. Grzech od wielkiego bogactwa się rodzi. I dodawał: – Prawosławna propowiedź powinna objąć cały świat. Bo prawosławie niesie miłość, radość i pokój. Ono nie nawracało świata ogniem i mieczem.
Twarz batiuszki, okolona białą brodą, zawsze była promienna. To radość wylewała się z serca na oblicze, tak to czułam. Nawet gdy tracił wzrok, czyli z piętnaście lat przed śmiercią i gdy widział już świat, jak określał, w ciemnych i nieco jaśniejszych plamach. Kiedyś, gdy wychodziłam z jego mieszkanka, podprowadził mnie do kuchni do okna i z radością powiedział: – O, jaki mamy piękny widok! Widok pewnie „opowiedziała” mu matuszka. Za oknem ścieliły się dzikie łąki, dzielące bloki od jednorodzinnych domów Bacieczek.
Kiedyś marzył: – Żeby jeszcze Hospod’ Boh dał mi ujrzeć świat chociaż przed śmiercią. Raz, jak opowiadał, „ujrzał” okładkę Przeglądu Prawosławnego. Gdy Przegląd przyniósł wnuk, zapytał go: – A czy na okładce jest takie to a takie zdjęcie? – Jest – odpowiedział zdumiony wnuk. A czy u góry okładki są takie tytuły? – Dokładnie takie i w takiej kolejności – nie mógł wyjść ze zdumnienia wnuk.
Przegląd czytała mu matuszka Maria. Och, jakże batiuszka pragnął czytać duchową literaturę! W czasie długich wieczorów albo w nocy, gdy nie mógł zasnąć, z radością sięgnąłby po książkę. Zwierzał się kiedyś. Modlił się, chyba nieustannie. Modlił się i o zdrowie ludzi, którzy prosili o jego modlitwy w cerkwi i szli do domu. Znajdowali ukojenie. A jak dużo ludzi spowiadało się u niego! Bo w Białymstoku służył zawsze. Najpierw w cerkwi Świętego Ducha, potem, po utworzeniu nowej parafii, w cerkwi św. Jana Teologa na Bacieczkach.
Do cerkwi prowadziła go matuszka Maria. Była cicha, oddana, smirenna, niezastąpiona, życzliwa, dla batiuszki jak anioł stróż. Wychodziła z nim i na spacery.
Batiuszka nie skarżył się na swoje choroby. Czasem miewał tylko marzenie, by ujrzeć świat. Teraz na pewno go widzi w całej jasności.
Mówił o posłudze batiuszki: – W Trebniku są trzy uwagi o tym, jak powinien modlić się batiuszka. Jedna z nich przypomina, żeby nie myślał, jaki jest mądry i piękną propowied’ wygłosił, żeby nie był z siebie zadowolony, zapominając o całym świecie. Jest tylko narzędziem w ręku Boga. Powinien ciągle czytać Pismo Święte. Bo inaczej z czym wyjdzie do ludzi? Ze swoimi myślami?
Żył skromnie. Odszedł skromnie i ostatnią Liturgię służył w ubogiej cerkwi, tymczasowej.
Liturgię w tej cerkwi służył podczas pogrzebu 23 września arcybiskup białostocki i gdański Jakub. Współsłużyło kilkudziesięciu duchownych.
Władyka Jakub mówił: – Ojciec Eugeniusz zawsze miał wiele duchowych dzieci, również wtedy, gdy przeszedł do Białegostoku. Był spowiednikiem duchownych w gródeckim dekanacie. Dbał o swoje dzieci, modlił się za nie. Duchowny odpowiada przed Bogiem nie tylko za siebie, ale i za tych, których ma prowadzić do Boga. To ciężki krzyż. Ale każdy duchowny, jak i każdy inny człowiek, ma swoje słabości i niesie grzech pierworodny. Dlatego również o. Eugeniusz potrzebuje teraz naszych modlitw.
– Był o. Eugeniusz przykładem dla nas wszystkich – mówił proboszcz parafii w Michałowie, dziekan gródeckiego dekanatu, o. Jan Jaroszuk. Szanowaliśmy go. Prosiliśmy o rady. Z ojcowską miłością ich udzielał. Spowiadaliśmy się u niego jako duchowni. Wiele otrzymałem od niego cennych wskazówek.
Żegnał o. Eugeniusza i jego syn o. Aleksander, duchowny katedralnej cerkwi we Wrocławiu, i wnuk Andrzej, duchowny katedralnej cerkwi w Lublinie, i wnuczka Elżbieta, matuszka o. diakona Piotra Makala. Żegnało dwoje dzieci, wnukowie, prawnukowie.
Odszedł człowiek świętego życia. Tak czuje moje serce.
Myślę, że czuli to i ci, którzy długo żegnali się z o. Eugeniuszem Konachowiczem, podchodząc z obu stron trumny, całując ikonkę i dłonie, które ich błogosławiły.
Teraz od nas będzie zależało, na jak długo wpiszemy obraz świętego życia ojca Eugeniusza w swoje serca, na ile go przekażemy dzieciom i wnukom. Bo człowiek żyje dotąd, póki pamięć o nim żyje.
Wiecznaja pamiat’, Ojcze Jewgienij!

Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token