Numer 5(395)    Maj 2018Numer 5(395)    Maj 2018
fot.Anna Radziukiewicz
Prawosławna psychoterapia
Natalia Walicka
Problemy psychologiczne często są nierozłącznie związane z namiętnościami duszy, o których pisali Święci Ojcowie w Filokaliach, a których naukę zsyntetyzował Jean-Claude Larchet w książce „Terapia chorób duchowych”. Mimo że w tytule książki mamy słowo „terapia”, treści zawartych w książce nie należy rozumieć jako psychoterapii. Zaprezentowana w książce koncepcja „terapii” ma jednak wiele punktów wspólnych z innymi szkołami psychoterapii, np. jest oparta na pewnej wizji człowieka (odwołuje się do jego skażonej natury), przedstawia swoją koncepcję problemów psychologicznych (czyli dotyczących emocji czy relacji z ludźmi) – jako skutek namiętności (czyli wrodzonych wad duszy) i proponuje konkretne działania w celu pokonywania tych namiętności, które są częścią naszej skażonej natury. A zatem Święci Ojcowie nie dają porad, jak poprawić komfort swojego życia poprzez uwalnianie się od nieprzyjemnych emocji, a uczą jak… złamać własną ludzką naturę!
Psychoterapia dąży do poprawienia komfortu psychicznego poprzez uwolnienie się od męczących nawyków – myślenia czy zachowania, ukształtowanych niezależnie od nas, często bardzo destrukcyjnych.
Sens „prawosławnej psychoterapii” jest dużo głębszy – nie dąży ona bowiem do prostej poprawy komfortu psychicznego, ten komfort i poprawa relacji z ludźmi jest jakby skutkiem ubocznym podejmowanych trudów. Celem nadrzędnym jest złamanie własnej upadłej natury, wyrzeczenie się własnego „ja”, po to by przywrócić w sobie obraz takiego człowieka, jakim stworzył go Bóg – beznamiętnego. Do tego zadania Cerkiew powołuje każdego człowieka bez wyjątku.
Dlatego wydaje mi się, że jednak „prawosławna psychoterapia”, czyli terapia chorób duchowych, jest czymś odrębnym od klasycznej psychoterapii, zarówno ze względu na cel jak i sposób „terapii”. Psychoterapia zawsze bowiem zakłada pozostawanie w relacji z terapeutą, która to relacja sama w sobie ma wymiar leczniczy.
Jak zatem zaklasyfikować nurt „terapii wybaczaniem”? Wydaje się być bardzo podobny do tego, co zaleca Cerkiew i Ewangelia, a co w oczywisty sposób daje komfort psychiczny i spokój ducha. Wiele przykazań, które możemy znaleźć w Ewangelii, jak i dekalog, Bóg dał nam przede wszystkim po to, aby uchronić nas przed nami samymi. Przykazanie o wybaczaniu 77 razy w ciągu dnia nie zostało dane z innego powodu niż ten, aby nie trzymać w sobie urazy do innych, co negatywnie wpływa na nasze relacje, ale też niesie za sobą ujemne skutki psychofizjologiczne i psychosomatyczne – podwyższa poziom kortyzolu (hormon stresu), wywołuje ból głowy, brzucha, a w przypadku nieustannego kumulowania takich złych emocji prowadzi do poważniejszych konsekwencji.
Przytoczę fragment tekstu ihumenii Matrony, w którym autorka odnosi się właśnie do psychologicznego wymiaru zaleceń Chrystusa: Ewangelia uczy nas, byśmy prawdziwie byli przyjaciółmi samych siebie, by poprzez pokorę, przebaczanie i miłość polepszać życie samym sobie i innym. Dlatego:
Nie męcz siebie; wystarczy, że znosisz to, gdy męczy cię twój nieprzyjaciel.
Nie męcz siebie zawiścią, gdyż w ten sposób stwarzasz piekło w swojej duszy.
Nie męcz siebie nienawiścią, nawet wobec największego nieprzyjaciela, gdyż w ten sposób nadgryzasz swoją duszę.
Nie męcz siebie pamiętaniem złego, gdyż w ten sposób tylko jątrzysz swoje rany.
A zatem psychoterapia wybaczaniem ze świeckiego punktu widzenia na pewno ma sens, gdyż dąży do poprawy komfortu psychicznego. Jednak znów – stosowanie się do tych przykazań z punktu widzenia osoby wierzącej ma dodatkową głębię i sens – gdyż uwzględnia najważniejsze dane nam przykazanie, abyśmy się wzajemnie miłowali i oddawali życie za swoich braci – czyli jak tłumaczą Święci Ojcowie – ustępowali im. Stosujemy się zatem do przykazań Chrystusa nie tylko po to, aby nam było dobrze, ale przede wszystkim w imię Miłości – do Boga i bliźniego.
Powszechną praktyką w Kościele rzymskokatolickim jest psychoterapia prowadzona przez osoby duchowne. Nie należy tego jednak łączyć ani z sakramentem spowiedzi ani z rozmową duchową. Taki duchowny też musi skończyć odpowiednią szkołę psychoterapeutyczną i prowadzić psychoterapię zgodnie z jej zasadami. Przewagą takiej terapii jest uwzględnianie aspektu duchowego człowieka. Świecki psychoterapeuta raczej nie powinien ujawniać się ze swoją orientacją religijną, gdyż przyjmuje zarówno osoby wierzące, jak i niewierzące. Sytuacja duchownego – psychoterapeuty jest o tyle dobra, że wiele wierzących osób na pewno wolałoby korzystać z terapii u kogoś, kto według nich żyje życiem sakramentalnym, uznaje takie same wartości jak oni i patrzy na człowieka nie tylko przez pryzmat problemu, ale też przez pryzmat Boga.

Natalia Walicka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token