Numer 5(395)    Maj 2018Numer 5(395)    Maj 2018
fot.Anna Radziukiewicz
To był palec Boży
Wysłuchała Anna Radziukiewicz
To był palec Boży. Pierwszy raz wybrałem się z żoną Marią w 1980 roku do Rosji, wtedy do Związku Radzieckiego. Rok wcześniej przyjechała do nas Ania, kuzynka mojej żony z mężem Aloszą, kozakiem ze Stanicy Kaniewskiej na Kubaniu. Jesteśmy rówieśnikami.
Ojciec Ani, Ściopa (po polsku Stefan) Bober, pochodzi z Tofiłowców, w dubickiej parafii. Ściopa, sierota, człowiek wspaniały, przyjaciel mojego teścia, wychowywał się z siostrą Aganią.
Ściopę i jego siostrę zabrali Niemcy na roboty. Kiedy radziecka armia wyzwalała miejsca, w których pracowali wywiezieni na roboty, mężczyzn mobilizowano i posyłano na front. Trafił do niej i Stefan Bober.
Po wojnie chciał wracać do Tofiłówców. Ale szukał siostry, która mu podczas wojny zaginęła. Odnalazł na Białorusi, koła Słonima. Wyszła za mąż. On tam też się zatrzymał. Ożenił się z owdowiałą młodą kobietą. Jej mąż zginął na froncie. Jedyne ich dziecko zmarło. I żył tam Stefan do lat 60. Pracował w kołchozie. Ale przyszły tak głodne lata, że kołchoz nie tylko nie miał czym płacić swoim robotnikom, ale nawet brakowało zboża czy ziemniaków, żeby dać im tyle, by przeżyli do wiosny. W oczy zajrzał głód. Stefan miał już dzieci i żona Szura chodziła w ciąży z piątym. Rozpacz. Mieli tylko krówkę, chatynkę. Losem tych ludzi przejął się przewodniczący kołchozu. Szukał wyjścia. Nawiązał kontakt z przewodniczącym kołchozu na Kubaniu. A Kubań to ziemia między Morzem Czarnym a Kaspijskim, do Soczi stąd blisko.
– Uratujemy twoich ludzi. Przysyłaj ich na zimę do nas do roboty. U mnie brakuje pracowników. A zboże mamy. Zapłacimy pszenicą – zaoferował transakcję przewodniczący kołchozu na Kubaniu.
Z Kubania przybył do Słonima wagon pszenicy. Kobiety i dzieci przeżyli zimę. Mężczyźni pojechali na Kubań odpracowywać dar. Pojechał i dziadźko Ściopa. Przed wyjazdem zbiegły się ciotki z całej wioski i radzą: – Nie puszczaj go, młodego mężczyzny. Zostawi cię z tymi dziećmi. Ożeni się z drugą. A ona: – Wierzę mu. On mi tego nie zrobi.
Ściopa zobaczył tam zupełnie inny świat, choć w tym samym Sowieckim Sojuzie. Tam słowo głód nie istniało. Ziemie żyzne. Kołchozy na bardzo wysokim poziomie. A on rzetelny i uczciwy. Zaproponowano mu: – Nie wracaj do domu. Ściągaj żonę z dziećmi.
Dziadzia Ściopa pisze do żony list: „Moja najdroższa, sprzedawaj naszą krówkę, chatkę, bierz dzieci, wsiadaj do pociągu i jedź to mnie”. W lutym zaczyna Szura sprzedawać. Ludzie ze wsi: Gdzie ty pojedziesz! Dal taka, półtora tysiąca kilometrów!
Wybrała się. Ania, ich najstarsza córka, rocznik 1949, też oczywiście jedzie. Stefan spotyka ich na stacji. Przewodniczący wysłał im tieleżkę. Wiezie do chaty im przydzielonej. Kołchoz był wielki. Część ludzi żyła w stanicy, a część na chutorach. Ich osiedlono na chutorze. Chatka carskie czasy pamięta. Kawałek ziemi wokół – 0,3 hektara, miejsce przecudne, z dojściem do rzeki, dopływu Kubani.
Był marzec. Ciocia Szura wspominała: – Wysiadłam i widzę inny świat. Na Białorusi, gdy wyjeżdżałam, śniegu po pas. Na Kubaniu już zielono. Wszystko rośnie. Przyszłam do chaty. Kobiety z kołchozu, gdy dowiedziały się, że przyjadę tu z dziećmi, posprzątały ją, przybrały, posadziły w ogrodzie warzywa. Te już wschodzą. Zapłakałam. Nie wierzyłam, że trafiłam do takiego świata.
Odwiedziliśmy ich w 1980. Ich życie zmieniło się całkowicie. Zarobki w kołchozie i działka sprawiły, że zapomnieli, co to głód. Hodowali krowę, świnie, ze sto kaczek. Kaczki pływały po rzece. Ryb ile chcesz. Rajskie miejsce. Zadowoleni. Wykształcili dzieci. Ściopa szykował się do kupienia posesji z domem w stanicy. Dzieci już samodzielne, pozakładały rodziny i żyły w różnych miejscowościach, pracując na różnych stanowiskach.
Ania była pielęgniarką i wyszła za mąż, jako osiemnastolatka, za Aloszę, rówieśnika. Po ślubie od razu pojechali do pracy za krąg polarny, koło Narian-Mara u ujścia Peczory, w Nienieckim Okręgu Autonomicznym. Pensje były tam trzy razy wyższe niż na Kubaniu. Urodziło się im dwoje dzieci w ciągu siedmiu lat pobytu za kołem podbiegunowym. To stamtąd nawiązali z nami kontakt. Alosza kupił tam nowy samochód Moskwicz 412 – trzeba było go wywozić samolotem, dróg dojazdowych tam wtedy nie było – latem statkiem, zimą samolotem się podróżowalo (od 2017 roku prowadzi tam już aslaftowa droga z Petersburga do Narian-Mara, 3 tys. km – red.). Alosza był brygadzistą grupy, wykonującej odwierty na ropę i gaz.
Wrócili na Kubań. W stanicy zbudowali dom. Do nas, do kraju, o którym nie mieli pojęcia, przyjechali z Kubania samochodem. Od swoich propagandzistów, którzy wezwali ich przed wyjazdem na „szkolenie”, wiedzieli, że Związek Radziecki pomaga Polsce i że Polska jest biedna. W związku z tym powinni zachowywać się kulturalnie i nie wywyższać się. Alosza był członkiem komunistycznej partii i wszystko rozumiał. Załadowali do bagażnika dużo kiełbasy, oliwę.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Wysłuchała Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token