Numer 4(394)    Kwiecień 2018Numer 4(394)    Kwiecień 2018
fot.Anioł zjawiający się kobietom niosącym wonności. Ikona z końca XV wieku.
Dobra niewiara
o. Konstanty Bondaruk
Podkreślając historię Tomasza, Cerkiew wychodzi naprzeciw współczesnemu człowiekowi, wierzącemu jedynie w to, co można sprawdzić i zweryfikować. Tomasz jest wątpiący, praktyczny i rzeczowy, otwarcie deklaruje, że bez mocnych argumentów nie da się przekonać.
Według teologów, szczere wątpliwości Tomasza za każdym razem przeradzają się w błogosławieństwo dla nas. Zarówno wtedy, gdy po wskrzeszeniu Łazarza woła: Chodźmy i my, aby razem z Nim umrzeć (J 11,6), jak i wtedy, gdy odpowiada na słowa Chrystusa: Panie, nie wiemy dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? (J 14,5). To są bardzo emocjonalnie postawione warunki, które on sam uznaje za przesadne: Jeśli nie zobaczę..., jeśli nie dotknę. Jednak Chrystus przyjmuje i przystaje na nie. Chrystus wie, że Tomasz jest nieustępliwy, bo jest ogromnie nieszczęśliwy. Przyjmuje więc jego wyzwanie, broni apostoła przed nim samym, przemawia do jego serca i uczeń przeżywa wstrząs.
Gdy Tomasz ujrzał przed sobą Jezusa, od razu pojął, że od zawsze wiedział o Jego zmartwychwstaniu. Wystarczająco długo żył u Jego boku, by się czegoś takiego spodziewać, że przy Nim zawsze dzieją się dobre rzeczy, uszczęśliwiające, niewiarygodne. Powinien był uwierzyć współtowarzyszom. Nie dając wiary, niczego nie osiągnął prócz tego, że sam sobie wymierzył karę. Będąc niedowiarkiem, zachował się jak rozpieszczone dziecko, które chce narzucić swe wymagania miłości taty lub mamy, której jest i bez tego całkowicie pewne.
Św. Grzegorz Wielki mówi, że swą niewiarą Tomasz przysłużył się nam bardziej niż pozostali apostołowie, którzy uwierzyli od razu. Tomasz niejako zmusił Chrystusa, by dał namacalny dowód swego powstania z martwych. Wiara w zmartwychwstanie tylko zyskała na jego wątpliwościach.
Cerkiew w ogóle wiele się nauczyła od tych, którzy ją zwalczają. Krytyka i dialog z niewierzącymi mogą przynieść wiele dobrego, gdy odbywają się w atmosferze szacunku i wzajemnej szczerości. Przede wszystkim uczą pokory, zmuszają do uświadomienia sobie, że wiara nie jest dla nikogo przywilejem lub korzyścią. Nie możemy jej ani narzucić, ani udowodnić. Możemy co najwyżej ją przedstawić i ukazać swoim życiem: Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, czemu chełpisz się, tak jakbyś nie otrzymał? (1 Kor 4,7) – pyta apostoł Paweł. Wiara w swej głębi jest darem, nie zaś zasługą i jak każdy dar nie może być przeżywana inaczej jak z wdzięcznościa i w pokorze.
Porównanie z niewierzącymi pomaga nam również oczyszczać naszą wiarę z uproszczonych i mylnych wyobrażeń. Często to, co niewierzący odrzucają, nie jest prawdziwym Bogiem, ale Jego zaprzeczeniem, wypaczonym obrazem, do którego powstania przyczynili się sami wierzący. Odrzucając TAKIEGO Boga, niewierzący zmuszają nas do poszukiwania prawdziwego i żywego Boga, który przewyższa wszelkie nasze o Nim wyobrażenia i pojmowanie.
Gdy Cerkiew określa niedowiarstwo Tomasza jako „dobrą niewiarę”, to czyni tak przez wzgląd na to, do czego ona doprowadziła. Tomasz jest godny naśladowania nie tylko w pierwszej części swej historii, gdy szczerze stwierdza, że nie wierzy, ale głównie w tym, gdy radośnie i z ulgą woła: Pan mój i Bóg mój! Jest godny naśladowania także w tym, że nie zamknął za sobą drzwi, nie okopał się na swych pozycjach, uważając że problem został raz na zawsze rozstrzygnięty i zamknięty. Gdyby nie chciał uwierzyć, nie byłoby go wśród apostołów. On jednak był, chciał zobaczyć, chciał dotknąć, a więc szukał i pragnął uwierzyć.
Poprzez historię Tomasza Cerkiew napomina nas, abyśmy docenili przywilej wiary, którym zostaliśmy obdarzeni. Możemy wierzyć w Boga, nim stanie się On dla nas widoczny i dotykalny za pomocą znaków i cudów. Możemy wierzyć, zanim ujrzymy. Pewnego dnia, po przekroczeniu progu tego życia, również my ujrzymy na dłoniach Chrystusa i w Jego boku znaki Jego męki, bo według Apokalipsy, Chrystus zachowa je również w niebie. Gdy zawołamy Pan mój i Bóg mój, niech będzie to tak szczere, jak u Tomasza.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Konstanty Bondaruk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token