Numer 8(218)    sierpień 2003Numer 8(218)    sierpień 2003
fot.Zbigniew Dzwonkowski
Życie i cuda św. Nektariusza z Eginy
Joanna Sołowianowicz
Św. Nektariusz z Eginy urodził się 1 października 1846 r. w Silyvrii w Tracji i otrzymał imię Anastazjos (Kefalas). Jako trzynastolatek odczuwał ogromne pragnienie zdobywania wiedzy. Niestety, jego rodziców nie stać było na opłacenie podróży do Konstantynopola. Nie mając pieniędzy na rejs Anastazjos zjawił się w porcie w rodzinnej Silyvrii, błagając kapitana fregaty płynącej do Konstantynopola, by wziął go na pokład. Kapitan zdecydowanie odmówił i nakazał załodze przygotowanie do odpłynięcia. Statek, o dziwo, nie chciał ruszyć z nabrzeża. Załoga na próżno raz po raz sprawdzała maszyny, nie znalazła żadnych usterek. Sfrustrowany kapitan krzyknął w końcu do zrozpaczonego chłopca, aby ten wszedł na pokład. Gdy tylko Anastazjos znalazł się na pokładzie, statek wypłynął w morze.
   Ale kłopoty Anastazjosa nie skończyły się. Pomimo zezwolenia kapitana, czekała go jeszcze kontrola biletowa. Kiedy konduktor (oficer) zbliżył się, zdenerwowane dziecko zaczęło szlochać, zwracając na siebie uwagę jednego z pasażerów, który wzruszony opowieścią chłopca zapłacił za jego bilet.
   Kiedy statek płynął do Konstantynopola, rozszalała się burza. Podczas gdy załoga robiła co mogła, by ocalić statek, kapitan pospieszył do skulonego w kącie Anastazjosa i krzyknął, aby ten modlił się z całych sił. Wewnątrz krzyżyka podarowanego Anastazjosowi przez babcię był kawałeczek krzyża Chrystusowego. Babcia poradziła, aby w czasie śmiertelnego niebezpieczeństwa na morzu przywiązać ten krzyżyk do sznurka i zanurzyć w wodę. Anastazjos postąpił zgodnie z zaleceniem. W krótkim czasie fale uciszyły się, ale kiedy pociągnął sznurek do góry, krzyżyka nie było. Anastazjos był bardzo zmartwiony. Kiedy statek wpłynął do portu w Konstantynopolu, marynarze usłyszeli głośne stukanie w ładowni. Wychylili się za burtę i dostrzegli krzyżyk Anastazjosa, zaklinowany pomiędzy dwoma zewnętrznymi dźwigarami kadłuba.
   Po przybyciu do Konstantynopola Anastazjos znalazł pracę w sklepie z tytoniem. Jego pragnieniem było jednak zostać nauczycielem. Ze "Skarbnicy duchowych powiedzeń", książki wypełnionej fragmentami z Pisma Świętego, mądrościami greckich filozofów i cytatami Ojców Kościoła Anastazjos nocami, pakując tytoń na zamówienia, przepisywał te cytaty na opakowania i opakowywał nimi paczki klientów. Jak później pisał, chciał w ten sposób zainspirować odbiorców do poszukiwania prawd o Bogu. Anastazjos spał w sklepie. Od swego surowego pracodawcy otrzymywał jedynie pożywienie i zakwaterowanie. Wkrótce jego liche ubranie podarło się. Pewnej zimy, zdesperowany, napisał błagalny list zaadresowany do "Pana Jezusa w Niebie". List zauważył kupiec z sąsiedztwa. Zobaczywszy zagadkowy adres, otworzył list i oto co przeczytał: "Christoutaki mou [mój kochany Chrystusku], nie mam ani fartucha, ani butów. Ześlij mi je. Wiesz, jak Cię kocham. Anastazjos". Wzruszony prostodusznym listem wysłał dziecku trochę pieniędzy z informacją: "Anastazjosowi od Pana Jezusa". Kiedy pracodawca zobaczył nowe ubranie i buty chłopca, przypuszczając, że ten ukradł skądś pieniądze, bardzo go pobił. Anastazjosa uratowało tylko pojawienie się jego dobroczyńcy, który słysząc rumor, pospieszył z wyjaśnieniem.
   Kilka lat później Anastazjos pracował w szkołach w Konstantynopolu i na wyspie Chios. Mając 29 lat wstąpił do monasteru Nea Moni na Chios, a 7 listopada 1876 r. został postrzyżony na mnicha o imieniu Łazarz, które wkrótce po wyświęceniu na diakona zmienił na Nektariusz. Jego możnym protektorem został Joannis Horemis, bogaty człowiek i, jak chciała Opatrzność, wuj młodego człowieka, który kiedyś na statku opłacił bilet Anastazjosa. Horemis usłyszał tę opowieść od swojego kuzyna i był wielce poruszony, kiedy odkrył, że monasterski diakon to nie kto inny, jak tylko ów biedny pasażer na gapę. To odkrycie bardzo go uradowało. Widząc w tym rękę Bożą wysłał Nektariusza na studia do Aten. Później młody mnich udał się do Aleksandrii, gdzie został protegowanym patriarchy Sofroniusza, który odesłał go do Aten na dalsze studia teologiczne. W 1886 roku, po zakończeniu studiów, Nektarios wrócił do Aleksandrii i został wyświęcony na prezbitera. Niecałe trzy lata później patriarcha wyświęcił go na biskupa i metropolitę Pentapolis i wikarego biskupa Kairu.
   Lubiany przez patriarchę i wiernych za skromność i mądrość, uważany za człowieka cnót, budził zawiść diecezjalnego kleru. Oskarżono go o łapówkarstwo, niemoralność i chęć objęcia patriarszego tronu. Oszczercy przekonali patriarchę, który wypędził metropolitę Nektariusza bez procesu, bez prawa do obrony.
   Oszczercze pomówienia i niejasny list od patriarchy Aleksandrii, ogłaszający jego suspensję, spowodowały, że przez cały rok po powrocie Nektariusza nie mógł otrzymać nawet niskiego stanowiska od ministerstwa religii. W czasie tych długich miesięcy żył na łasce swej gospodyni, a kiedy nie miał czym płacić, ona nadal mu gotowała i opiekowała się nim w czasie choroby. W końcu zaproponowano mu posadę wędrownego kaznodziei na Eubei. Przy braku pracy, nawet taka wydawała mu się błogosławieństwem. Niedawny metropolita miał być skromnym kaznodzieją. Oszczerstwa ścigały go i docierały do tych, którym najbardziej chciał służyć.
   W końcu zły los odwrócił się od Nektariusza. W Aleksandrii ponad dziewięciuset wiernych podpisało petycję, w której chwalili go jako dobrego i oddanego duchownego. Ludzie ci pisali listy do swoich krewnych w Grecji z pytaniami o dalsze losy metropolity. Życzliwe tym razem Nektarioszowi słowa dotarły na Eubeę. I nagle wierni, którzy byli mu wrodzy i stronili od niego, zrozumieli, jak bardzo się mylili.
   Później, aż do 1894 roku, Nektariusz nauczał w diecezji na zachód od Aten i wtedy zaproponowano mu posadę dyrektora Szkoły Riazariosa w Atenach. Tu szybko zyskał posłuch i szacunek, nie tylko za wiedzę, ale przede wszystkim za pobożne i prawe życie, co wielokrotnie udowodnił. Zdarzyło się kiedyś, że jeden ze szkolnych stróżów zachorował i był hospitalizowany. Nieszczęśnik był bardzo zmartwiony, gdyż przedłużająca się choroba oznaczała utratę pracy. Nektariusz wiedząc co to może oznaczać dla rodziny chorego, codziennie wcześnie rano, przed rozpoczęciem zajęć, po cichu wykonywał za niego pracę. Kiedy stróż wyszedł ze szpitala, pospieszył do szkoły pełen obaw, że stracił pracę, ale ku swemu zdumieniu zastał metropolitę sprzątającego szkolne toalety tak, jak to robił każdego ranka w czasie jego choroby.
   Hagiograf św. Nektariusza, archimandryta Joachim Spetsieris, który znał świętego w czasie jego pracy w szkole, wspomina jego słowa, być może nawiązujące do własnych doświadczeń: - Kiedy człowiek zaczyna pojmować swe przeznaczenie i to że jest dzieckiem Ojca Niebieskiego, czyli Boga Najwyższego, patrzy z pogardą na dobra tego świata. Prawdą jest, że człowiek cnót znosi pokusy i upokorzenia tego świata; ale się raduje w głębi swego serca, ponieważ jego sumienie jest spokojne. Świat nienawidzi ludzi cnót, a przy tym im zazdrości, gdyż jak mówili nasi przodkowie, nawet wrogowie podziwiają moralność.
   bazylika, wzniesiona w pobliżu monasteru, w którym przebywał św. Nektariusz Św. Nektariusz pozostawił po sobie bogatą spuściznę - książki, traktaty teologiczne, filozoficzne, apologetyczne oraz dotyczące historii Kościoła. Był spowiednikiem i każdy mógł liczyć na jego duchowe wsparcie. Pomógł grupie mniszek założyć monaster Świętej Trójcy na miejscu starego i zrujnowanego monasteru na Eginie niedaleko Paleochory. Był dyrektorem Szkoły Riazariosa aż do 1908 roku, kiedy to ustąpił z funkcji i przeniósł się do monasteru.
   Monaster istnieje do dzisiaj. Zamieszkuje go dwanaście sióstr. Jedna z sióstr, Teodozja, ostatnia, która znała św. Nektariusza, opowiedziała swoją historię.
   Miała dziesięć lat, kiedy razem z koleżankami przyszła do monasteru i poprosiła o. Nektariusza, żeby je przyjął. On się uśmiechnął i powiedział: - Idźcie do domu, a kiedy podrośniecie przyjmę was. Poszły i wróciły rok później, tego samego dnia. Wtedy je przyjął. Do swoich mniszek wypowiedział prorocze słowa na temat ich monasteru.: - Buduję dla was latarnię, a Bóg zapali w niej światło, które będzie świecić jak długi i szeroki jest świat. Wielu ujrzy to światło i przybędzie na Eginę.
   Przez pierwsze lata istnienia monasteru Nektariusz był nie tylko spowiednikiem sióstr, zajmował się także pracami fizycznymi - uprawianiem ogrodu, noszeniem wody i przyciąganiem kamieni na budowę nowych cel. Był uznanym szewcem i reperował buty sióstr i robotników. Do monasteru zaczęli pielgrzymować ludzie, których przyciągała sława Nektariusza jako jasnowidza i starca. Ale i tutaj dopadło go pomówienie, wzmocnione i podsycone przez zawistnych duchownych, którym przeszkadzała jego rosnąca sława jako duchowego starca. Jednak śledztwo wyjaśniło, że pomówienia były bezzasadne.
   Arcybiskup Titos Matthiakis zaznacza: - Jego prosty i prostoduszny sposób bycia, dobroć serca, nadzwyczajna pokora, w połączeniu ze wszechstronną wiedzą, czyniły wielkie wrażenie. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że umacnianie religijności narodu greckiego w ostatniej dekadzie XIX wieku i pierwszej dekadzie XX wieku było w wielkim stopniu zainspirowane kazaniami św. Nektariusza. Dzięki jego kazaniom niewierzący i wrogowie wiary chrześcijańskiej doznali duchowej przemiany i stali się jej gorliwymi wyznawcami. Oszczercy i oskarżyciele zostali rozbrojeni, a skąpe i zatwardziałe serca otwarły się dla biednych.
   W ostatnich latach życia Nektariusz chorował na zapalenie pęcherza moczowego. Odmawiał pomocy medycznej, znajdując duchowe ukojenie w długich wędrówkach poprzez góry do sąsiedniego monasteru Chryssaleondisa, gdzie modlił się przed cudowną ikoną Matki Bożej Złotej Królowej (Chryssaleondisa). Kiedy choroba znacznie postąpiła, zabrano go do szpitala w Atenach, gdzie zmarł 8 listopada 1920 roku w wieku 74 lat. Z początku nie chciano wierzyć, że był biskupem. - Po raz pierwszy widziałem biskupa bez złotego krzyża oraz pieniędzy - wspominał później urzędnik szpitalny, który spisywał jego personalia.
   Cuda przypisywane świętemu rozpoczęły się z chwilą, kiedy dusza opuściła jego ciało. Pielęgniarka, która przyszła przygotować go do pogrzebu, wzięła jego sweter i położyła na łóżku człowieka, od lat sparaliżowanego. Po paru chwilach cudowny zapach napełnił powietrze, a chory powstał z łóżka wyleczony. Cudowny zapach rozszedł się po całym szpitalu, a personel i pacjenci zaczęli wychodzić na korytarze, szukając jego źródła. Zapach był tak intensywny, że przez kilka dni, pomimo otwartych okien, utrzymywał się w pokojach. Szpitalny pokój przekształcono później w kaplicę św. Nektariusza.
   Ciało świętego zabrano na Eginę, gdzie został pochowany na dziedzińcu swego monasteru. Kilka lat po pogrzebie, jak to jest w zwyczaju w Grecji, otwarto trumnę, by usunąć kości, umyć je i pochować na nowo. Ku zdziwieniu obecnych ciało biskupa pozostało całkowicie nietknięte, jakby dopiero co zasnął, a nawet jego ornat wyglądał jak w dniu pogrzebu. Aby uniknąć napływu niezliczonych tłumów postanowiono na razie nie informować ludzi o odkryciu. Ale pewna kobieta, przejeżdżając taksówką, poczuła cudowny zapach. Kobieta nie chodziła regularnie do Cerkwi, nawet miała nieciekawą reputację, ale kiedy poczuła zapach, kazała kierowcy zatrzymać się i pobiegła, by to sprawdzić. Widok nietkniętych szczątków świętego wstrząsnął nią do głębi. Zaczęła szlochać i publicznie wyznawać grzechy. Próbując naprawić swoje życie, stała się gorliwą chrześcijanką.
   Na Eginę przybył arcybiskup Aten Chrysostomos Papadopulos. Nakazał pozostawić ciało świętego na słońcu przez kilka dni, a następnie zakopać, aby uległo naturalnemu rozkładowi. Mniszki tak zrobiły. Po dwóch miesiącach, kiedy ponownie otworzyły trumnę, znalazły ciało świętego nadal nietknięte. Umieściły ciało w marmurowym sarkofagu w małej kaplicy obok grobu. W 1934 roku, kiedy miejscowy doktor niedowiarek przejeżdżał konno obok monasteru, złapała go ulewa i zmuszony był szukać schronienia w monasterze. Usłyszawszy o cudownych relikwiach poszedł do kaplicy i odsunął ciężką marmurową płytę. Uczynił to, mimo protestów jednej z sióstr. W swoim dzienniku zanotował, że ciało pozostało nienaruszone. Ciekawski doktor próbował wyrwać chociaż jeden włosek z jego brody, ale na próżno. Kilka lat później ciało, za sprawą Bożej Opatrzności rozłożyło się, lecz kości nadal wydzielały cudowną woń, a czaszkę pokazuje się dzisiaj w srebrnej infule.
   Św. Nektariusz jest obok św. Jana Kronsztadzkiego pierwszym świętym, którego fotografie zachowały się. Potwierdzone cuda, które wydarzyły się od śmierci św. Nektariusza, wypełniłyby wiele tomów. Chorzy i obłąkani są uleczani, wielu ostrzeżono o niebezpieczeństwie, zanotowano wiele objawień świętego ofiarującego ochronę i pocieszenie. Często objawiał się ludziom, mówiąc: "Weź oliwy z lampki nad moim grobem. Wlej ją do wody i wypij, a będziesz uzdrowiony".
   U stóp monasteru w ostatnich latach wybudowano wielką bazylikę, mogącą pomieścić tysiące pielgrzymów zjeżdżających się na uroczystości ku czci św. Nektariusza 9 listopada.
   Na podst. "The Orthodox Word" 223/2002 tłum. i oprac.

Opinie

[1] 2014-01-26 14:03:00 Bożena
Wiara czyni cuda. Polecam Tobie święty Nektariuszu moja chora na raka Monolę. Daj jej siłę i zdrowie, przez miłośc i wiarę Twoja do Boga. Amen
Dziękuje za książkę "Są" bo z niej sie o Świętym Nektariuszu dowiedziałam.
[2] 2015-02-08 19:33:00 Eugenia
Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie (J 11,25)Polecam Tobie Święty Nektariuszu moja chora na raka Mamę. Daj jej siłę i zdrowie, przez miłośc i wiarę Twoja do Boga. Amen
[3] 2015-11-22 12:22:00 Janina
Święty Nektariuszu uzdrów moje ciało z choroby na którą lekarze nie mają lekarstwa.
Janina
[4] 2017-11-20 16:52:00 Wiesia
>Swięty Nektariuszu polecam Tobie malutkiego Arkadiusza chorego na białaczkę. Proszę o cud uzdrowienia.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token