Numer 2(392)    Luty 2018Numer 2(392)    Luty 2018
fot.Anna Radziukiewicz
Moje spotkania ze św. Serafimem Zahorowskim
o. Wiaczesław Janiel
Moje pierwsze spotkanie ze świętym Serafimem Zahorowskim miało miejsce w w połowie lat osiemdziesiątych minionego wieku. Wtedy to o. Antoni Dziewiatowski napisał z Hajnówki do arcybiskupa Adama do Sanoka list. Prosił władykę, by grób archimandryty Serafima Zahorowskiego, znajdujący się na cmentarzu w Przemyślu, otoczyć opieką. Powinność opieki nad grobem powierzył władyka mnie i proboszczowi parafii w Sanoku.
Grób, nagrobek z lastriko i trójramienny krzyż, przy pomocy administracji cmentarza odnalazłem i uporząkowałem. Potem odwiedzałem go przy każdej wizycie w Przemyślu. Dowiedziałem się, że archimandryta Serafim był kanonizowany przez zarubieżną Cerkiew. I niczego więcej o nim nie wiedziałem.
Po powrocie do Kłokowic w 1989 roku łatwiej mi było opiekować się grobem. W połowie lat 90. odwiedził mnie wnuk świętego Serafima – Siergiej Bobristszew z żoną Tatianą. Na grobie odsłużyliśmy panichidę. Dopiero wtedy uzyskałem o świętym dużo wiadomości i otrzymałem jego ikonki. Na grób świętego przychodziły nasze dzieci, uczące się w Przemyślu. To były trudne dla nas czasy – parafia malutka, ale sława Bohu.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Wiaczesław Janiel
Ps. O św. Serafimie Zahorowskim i przeniesieniu jego relikwii z cerkwi katedralnej w Lublinie do cerkwi w Rzeszowie pisaliśmy w PP z grudnia 2017 roku.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token