Numer 2(392)    Luty 2018Numer 2(392)    Luty 2018
fot.Anna Radziukiewicz
Kawałek Atosu na francuskiej ziemi
o. Maksym Massalityn
Placide (Desaille) przeżył zadziwiające życie. Jako chłopak wstąpił do katolickiego klasztoru, jako dojrzały człowiek poznał prawosławie i przyjął je poprzez sakrament chrztu w tym wieku, kiedy człowiek rzadko decyduje się na gwałtowną zmianę w swoim życiu. O tym wszystkim o. Placide niejednokrotnie opowiadał na swoich wykładach, a także szczegółowo opisał w autobiografii „Etapy duchowej wędrówki”. Broszura ta przez długi czas nie była rozpowszechniana, można ją było nabyć jedynie w założonym przez niego monasterze św. Antoniego w Saint Laurent-en-Rayan, położonym w przedalpejskim górzystym masywie między Valence i Grenoble. Starzec nie chciał, by to co napisał o katolicyzmie nie raniło serca jego byłych współbraci w wierze.
Moja znajomość z archimandrytą Placide zaczęła się w 2003 roku, kiedy razem z grupą rosyjskiej młodzieży przebywałem w dwóch atoskich podworjach, założonych przez niego we Francji. Odwiedziliśmy żeński monaster Pokrowy w Solan, a potem główną metochię atoskiego monasteru Simono Petra, męski monaster św. Antoniego. W obydwu wspólnotach przywitał nas sam ojciec założyciel. Przepełniony radością po dwukrotnym spotkaniu prosiłem starca o modlitwę, żebym mógł jeszcze raz przyjechać do monasteru św. Antoniego. Rok później, po ukończeniu drugiego roku Sretienskiego Seminarium, przyjechałem na wakacje do monasteru św. Antoniego, zamieszkałem w monasterskim hoteliku.
Miałem szczęście, że mogłem zanurzyć się w życiu wspólnoty. Wykonywałem różne posłuszanija w monasterskim gospodarstwie, śpiewałem na klirosie podczas codziennych nabożeństw po francusku, uczyłem się bizantyńskiego śpiewu. Wtedy, w monasterze, poznałem biskupów, duchownych i osoby świeckie różnych narodowości, które przyjeżdżały do o. Placide, żeby choć na krótko włączyć się w życie monasteru.
Chciałbym podkreślić bardzo ważną cechę tej wspólnoty. Została ona ukształtowana przez francuskich mnichów, całym sercem dążących do prawdy Poznania Boga. I to dążenie odczuwał człowiek, niezależnie od narodowości, odwiedzający monaster w podobnym celu. W ciągu kilku tygodni pobytu we francuskojęzycznej wspólnocie poznałem nie tylko Francuzów czy osoby pochodzące z krajów tradycyjnie prawosławnych, ale także Niemców, Portugalczyków, Węgrów, Kanadyjczyków. Przyjeżdżali do tego odległego monasteru ze szczerym duchowym pragnieniem, które mógł zaspokoić o. Placide i atmosfera tego „niedużego kawałka Atosu”, który w cudowny sposób znalazł się na francuskiej ziemi.
Pamiętam, jak pewnego razu w rozmowie ze mną Andre Nikołajewicz Łossky nazwał o. Placide żywym świętym. Wielu tak go traktowało i przyjeżdżało do monasteru całymi rodzinami. W niedzielę po Liturgii i wspólnej trapiezie wspólnotę wypełniały dziecięce okrzyki. Rodzice podprowadzali dzieci do starca po błogosławieństwo.
Po powrocie do Rosji zrozumiałem, że znajomość z o. Placide dopiero się rozpoczynała. Nadal czytałem jego książki, słuchałem kazań, które głęboko mnie poruszały już podczas nabożeństwa w monasterze św. Antoniego. Po raz pierwszy w życiu prawdziwie poczułem, że kazanie czy służba w obcym języku mogą być tak samo bliskie sercu chrześcijanina innej narodowości, dlatego że sprawowane są w tym samym duchu i w prawdzie (J, 4,24), co w rodzimej lokalnej prawosławnej cerkwi. W Sretienskim Seminarium pod bacznym okiem wykładowcy języka francuskiego razem z innymi studentami ćwiczyliśmy się w tłumaczeniu tekstów o. Placide.
Później odwiedzałem go podczas służbowych podróży do Francji. Cenne były nie tylko osobiste rozmowy, ale i te spotkania, które o. Placide organizował dla mnichów i grup przyjezdnych – tzw. synaksy, podczas których starzec wyjaśniał zagadnienia z prawosławnej nauki o wierze bądź duchowego życia.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Maksym Massalityn
tłum. Ałła Matreńczyk
fot. pravoslavie.ru

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token