Numer 1(391)    Styczeń 2018Numer 1(391)    Styczeń 2018
fot.Narodzenie Chrystusa Polichromia w cerkwi św. Jana Teologa w monasterze w Supraślu
Przyszło Boże Narodzenie… Przyszło
o. Andrej Tkaczew
Okrucieństwo świata pochodzi od demonów. Rozpusta świata wywodzi się z tego, że cały człowiek stał się ciałem i tylko ciałem. A radość świata – hałaśliwa i gwałtowna, po której jest ciężko jak po piwie – to tylko dekoracja. To jak reprodukcja obrazu na ścianie, który wisi tylko dlatego, żeby zakryć dziurę w tapecie.
Na początku świat jest pusty. Po upadku człowieka, grzechu pierworodnym, jest pusty jak bęben. Pusty jak oczyszczony przez złodzieja portfel. Stamtąd, z czeluści pustki, wypływa ta sama powolna i dźwięcząca tęsknota, której jeśli ktoś nie zna, nie potrafi zrozumieć i poczuć sercem, z czego można się cieszyć w Boże Narodzenie.
Pusty świat i człowiek, nadęty jak balon. I jeśli trzeba dłużej żyć, nawet jeśli się nie chce, to trzeba się czymś pocieszyć. Pustka – od grzechu pierworodnego. Próżny zgiełk – od niemożności usiedzenia na jednym miejscu i w ciszy. Rozwiązłość – od tłumienia ducha, od totalnej władzy ciała i niemożności sprzeciwienia się tej władzy. A złość – od demonów. W szczególności przewrotna złość, w której uśmiechają się i robią przerwy. W której budowane są zamiary i plany. W której okrucieństwo nie jest porywcze, lecz świadome, sankcjonowane, ideologiczne.
Co jeszcze jest wokół, co pominęliśmy w tej wyliczance? Kogo nie wymieniliśmy?
Tak więc na taką, opisaną wyżej, ziemię przyszedł Chrystus. Na rozwiązłą od rozpaczy ziemię przyszedł nie mający w sobie grzechu Syn Dziewicy. Na zgłupiałą ziemię przyszła Mądrość Boża. Tam, gdzie pustka, przyszedł Ten, w którym pełnia. A ponieważ ziemia z powodu demonów stała się przewrotna i okrutna, na miłosiernego Chrystusa czekały na ziemi sieci słownych pułapek, krzyki krzyżujących i bicze żołnierzy pretorian. On wiedział o tym i mimo wszystko przyszedł. Nie odmówił. Przyjmij dziękczynny pokłon, Zbawicielu mój i Dobroczyńco.
Świętujemy Boże Narodzenie, panowie! Boże Narodzenie, mówię, świętujemy! Bracia i siostry, Madames i Messieurs, Wcielenie Syna Bożego obchodzimy! Święta nie są nam dane do wspominania wydarzeń, lecz do uczestniczenia w nich sercem. Według zamysłu, w idealnym stanie „nie wspominamy” i „jemy”, a współuczestniczymy i weselimy się. I jeśli święto może przyłączyć człowieka do radości pastuchów, którzy słyszą chór aniołów, i mędrców, którzy przynieśli dary, to Boże Narodzenie jest w stanie pogłębić także i tę tęsknotę przedchrześcijańskiego świata, od której w umęczeniu ginęła ludzkość. (Czy nie ginie ona także teraz, tylko nie w oczekiwaniu na Odkupiciela, a jako ta, która się Go wyrzekła, a więc bardziej winna)?
Przedświąteczna tęsknota. Niezrozumiała pustka, dzień za dniem dręcząca serce. Smutne niezadowolenie ze wszystkiego ogólnie i z niczego konkretnie. Futro nie grzeje, zakupy nie cieszą, anegdota nie śmieszy. Wiadomości straszą, rozmowy męczą. Znamy to? Jeśli nie, to co was cieszy na Boże Narodzenie. Książka potrzebuje oprawy, a obraz ramy. Tak więc radości potrzebny jest smutny kontrast, dlatego że i radość jest odpowiedzią Boga na smutek świata. Konkretna odpowiedź na konkretny smutek. Mowa nie o osobistym smutku, który każdy ma własny, a o smutku powszechnym, którym dyszą wszyscy bez wyjątku. I łaska, ta, która obrzyna nie zewnętrzną część ciała, ale serce, czyni człowieka wewnętrznie czułym nie tylko na ruchy Ducha, ale i delikatny smutek tego wieku.
To smutek ginącego człowieczeństwa, smutek mało przez kogo uświadamiany, ale niewątpliwy, sprowadził z Niebios Syna Bożego. To On zmiłował się nad naszym niedostatkiem, naszym gaśnięciem, naszym bezowocnym pełzaniem w pyle. On przecież z Ojcem i Duchem nie po to nas stworzył, żebyśmy żyli tak, jak zwykle żyjemy. Jest przepaść między tym, jakimi powinniśmy być, a jakimi staliśmy się. I trzeba było to naprawić, ale nie ludzką ręką. Ona jest słaba. Trzeba było to naprawić Bożą ręką. Ręką, w pierwszej kolejności Dzieciątka. I to jest Boże Narodzenie.
Odczuwając dziwną, nieziemską radość z tego powodu, że On przyszedł, jesteśmy zobowiązani czuć obrzezanym sercem także smak tej tragedii, która doprowadziła do Wcielenia, a następnie do Cierpienia na Krzyżu Jezusa i Jego Zmartwychwstania. Nieodczuwanie radości jest bezbłędną diagnozą niewiary. I niepotrzebny świąteczny szum, to jedynie zasłona dźwiękowa. Boże Narodzenie potrzebuje ciszy. Ciszy i prostoty. Ciszy, prostoty i łez. Łez w ciszy i radosnej bojaźni.
Bojaźń przepędza tęsknotę i nadaje sens, bowiem jeśli coś jest naprawdę straszne (w nie codziennym, lecz biblijnym znaczeniu), to jest to owita w pieluszki, nagle rozwinięta, Prawda.
Wiele można mówić, ale jeśli nawet się rozgadałem, to już mi się odechciało. Ale czy trzeba?
Co powie człowiek, kiedy aniołowie śpiewają i to nie w pojedynkę, lecz chórem! Takie niezwykłe, ale całkowicie nieznane świętowanie. Mroźne, choinkowe, w bombkach i łańcuszkach, które zmęczyło nadchodzeniem, ogłuszyło nadejściem. Boże Narodzenie przyszło. Przyszło Boże Narodzenie. Przyszło….

o. Andrej Tkaczew
tłum. Ałła Matreńczyk


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token