Numer 8(218)    sierpień 2003Numer 8(218)    sierpień 2003
fot.Zbigniew Dzwonkowski
Święty Serafim wierny sługa świętego Serafima
Ałła Matreńczyk
Podczas obchodów 300-lecia Petersburga modlono się do niego jak do niebiańskiego opiekuna miasta nad Newą, w trakcie uroczystości 100-lecia kanonizacji św. Serafima Sarowskiego jego imię zabrzmi też wielokrotnie. Św. Serafim (Cziczagow), wybitny wojskowy, duchowny, później mnich i biskup. Duchowy uczeń św. Jana Kronsztadzkiego, który w ogromnym stopniu przyczynił się do prosławlenija sarowskiego starca. Męczennik. Także metropolita warszawski.
   Św. Serafim (Cziczagow)Urodził się w mieście nad Newą, w 1856 roku, w rodzinie Cziczagowych. Ród to był znakomity. Pradziad admirał Cziczagow w czasach Katarzyny jako pierwszy badał Ocean Lodowaty, dziadek był morskim ministrem Rosji, uczestnikiem wojny ojczyźnianej 1812 roku.
   Nic więc dziwnego, że do wojska skierował swoje kroki młody Leonid Michajłowicz. Po ukończeniu znakomitego korpusu paziów brał udział w rosyjsko-tureckiej wojnie. Za męstwo i odwagę przyszły medale, wśród nich order Francuskiej Legii Honorowej, odznaczenia rumuńskie, czarnogórskie, bułgarskie, greckie. Niemało jak na tak młody wiek. Niemało, bo do tych sukcesów doszły inne. Spod jego pióra wyszły "Pamiętnik Cara - Wyzwoliciela w Dunajskiej Armii", książka tak popularna, że doczekała się trzech wydań, "Francuska artyleria w 1882 roku", "Przykłady z minionej wojny 1877-1878". Czy można było przypuszczać, że zdolny wojskowy literat wszystko niebawem zarzuci?
   W 1878 roku porucznik Cziczagow poznał batiuszkę całej Rosji, o. Ioana z Kronsztadu. Musiało to być ważne spotkanie. O. Jan został jego duchownikiem, pozostał nim także wtedy, gdy Cziczagow przyjął święcenia kapłańskie, pozostał nim przez trzydzieści lat. I przed swoją śmiercią wyraźnie wyróżnił.
   - Teraz mogę spokojnie umierać, wiedząc, że ty i preoswiaszczennyj German będziecie kontynuować mój trud, będziecie walczyć za prawosławie, na co Was błogosławię - powiedział i posadził na swój fotel.
   Jako skromny parafialny duchowny o. Leonid Cziczagow odwiedził Sarów.
   - Od dawna na ciebie czekam, prepodobnyj Serafim prosił, żebyś przekazał carowi, że nadszedł czas otwarcia jego moszczi i prosławlenija - powitała go tam błogosławiona Pasza.
   - Ze względu na moją pozycję społeczną car nie może mnie przyjąć - usiłował wyjaśnić, że to nierealne.
   - Ja o niczym nie wiem, przekazuję tylko to, co powiedział mi prepodobnyj Serafim - na to Pasza.
   O. Cziczagow zmieszany wyszedł z celi staricy. Poszedł do dwóch monaszek, które pamiętały Serafima Sarowskiego. Mieszkały razem i pomagały sobie nawzajem. Jedna była niewidoma, druga miała całe pokręcone ciało i z trudem poruszała się po pokoju. Niewidoma cały czas modliła się za umarłych, zjawiały się przed nią ich dusze, widziała je swymi niewidzącymi oczyma. Opowiedziała co wie o prepodobnym.
   Przed wyjazdem do Sarowa o. Cziczagow był u o. Jana z Kronsztadu. - Przysłali mi pięć rubli z prośbą o modlitwę za samobójcę - zwrócił się batiuszka całej Rosji do gościa. - Może spotkacie jakiegoś duchownego w potrzebie, który zgodziłby się modlić za nieszczęśnika.
   U mniszek w Sarowie o. Cziczagow wyciągnął zapiskę z pięcioma rublami, przeczytał ją na głos, dodał także imię swojej zmarłej matki. - Proszę przyjść za trzy dni - powiedziała niewidoma mniszka. Przyszedł.
   - Była u mnie wasza mama, taka mała, malutka, a z nią mały aniołek - usłyszał. I od razu przypomniał, że jego młodsza siostra zmarła w wieku trzech lat. - A ten drugi człowiek, za którego się modlę, taki olbrzymi, ale cały czas boi się mnie i ucieka. Oj uważajcie, czy to przypadkiem nie samobójca.
   O. Cziczagow przyznał, że tak jest naprawdę i opowiedział o rozmowie z o. Janem Kronsztadzkim.
   Po powrocie do Moskwy nie dawały mu spokoju słowa Paszy. Może zebrać wspomnienia ludzi, którzy pamiętają św. Serafima Sarowskiego, uzupełnić o dokumenty, napisać książkę - nagle przyszło mu do głowy. A książkę wręczyć carowi, jego rodzina stale przy wieczornej herbacie czyta na głos pobożne lektury. Tak zrodziły się plany kroniki (letopisi). O. Cziczagow wziął urlop, skierował się do Diwiejewa, skrupulatnie zbadał jego archiwum, zapisał wspomnienia Paszy.
   Początek prac nad kroniką przypada na ważne wydarzenia w życiu osobistym o. Cziczagowa. Owdowiał już wcześniej, teraz znalazł opiekunki dla swych czterech córeczek, które i wychowaniem miały się zająć, i edukacją, sam zaś postanowił wstąpić do monasteru. Był 14 sierpnia 1898 roku. O. Cziczagow został postrzyżony w mantiję z imieniem Serafim. Przez rok modlił się i pracował w Troicko-Siergijewskiej Ławrze. Po roku został naznaczony nastojatielem monasteru Spaso-Jewfimijewskiego w Suzdalu i podniesiony do godności archimandryty.
   Monaster, dawna ławra, pozbawiona swego milionowego majątku, bez żadnych środków, zapomniana i opuszczona... Zrujnowana przestrzeń z ogrodzeniem na 1,5 wiorsty i 13 padającymi wieżami. Znana i straszna twierdza, nie remontowana od ponad stu lat, nazywana była teraz duchownym więzieniem. W niej wielu nieszczęsnych, rozstrojonych psychicznie swiaszczennikow, głodnych i chłodnych, czasami zamkniętych niesłusznie i oczekujących na takiego nastojatiela, który mógłby doprowadzić do ponownego zbadania ich przypadków.
   - Nim minęło 2,5 lat mego służenia, zebrałem 100 tys. rubli na remont, poprosiłem oberprokuratora Sablera, żeby dał mi 6 tys. na odbudowę więzienia i teraz Jewfimijewskij monaster odrodził się, więzienie zamieniło się w skit i niesłusznie zamknięci odzyskali wolność - pisał po latach archi mandryta Serafim.
    Ikona św. Serafima (Cziczagowa)I nie zapominał o kanonizacji św. Serafima z Sarowa. Kronika archimandryty doczekała się dwóch wydań, trafiła do rąk cara. Zapadła decyzja o kanonizacji.
   - Po ukończeniu kroniki - wspominał archimandryta swemu duchowemu dziecku protoijerejowi Stefanowi Laszewskiemu - siedziałem w swoim pokoju w jednym z diwiejewskich korpusów i cieszyłem się, że zakończyłem najtrudniejszy etap prac. Wtedy do mojej celi wszedł św. Serafim z Sarowa, zobaczyłem go jak żywego. Ani przez minutę nie pomyślałem o tym, że jest to widzenie - wszystko było takie proste i rzeczywiste. Ale ku memu zdziwieniu o. Serafim pokłonił mi się w pas i powiedział: "Dziękuję ci za kronikę. Proś za nią o co chcesz". Mówiąc to podszedł do mnie i położył rękę na ramieniu. Przytuliłem się do niej i powiedziałem: "Batiuszka, mój drogi, jest mi teraz tak dobrze, że niczego więcej nie chcę, jak tylko być obok was". Batiuszka Serafim uśmiechnął się tylko i zniknął. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że to było widzenie i moja radość nie miała końca.
   Rok później odbyła się kanonizacja św. Serafima z Sarowa. Przygotowaniami kierował "wierny sługa Sierafimow" archimandryta Serafim (Cziczagow). To on napisał "Słowo na dzień Serafima Sarowskiego", które było odczytane w cerkwiach, i akafist do świętego, nazwany później perłą rosyjskiej hymnografii.
   14 lutego 1904 roku archimandryta Serafim zostaje przełożonym klasztoru Zmartwychwstania w Nowym Ijerusalimie. W ciągu roku odbudował arcydzieło rosyjskiej architektury - Cerkiew Zmartwychwstania. A już w 1905 roku został wybrany na biskupa Suchumi. Podczas chirotonii skierował do wiernych zaskakujące słowo: - Niezbadane są wyroki Pana (Rz 11, 33) przesądzające o ludzkim losie. Oto już po raz trzeci w moim życiu następują zdarzenia, które całkowicie zmieniają jego dotychczasowy porządek... Czy mogłem sobie wyobrazić, że moja początkowo świecka droga, która wydawała się tak naturalna i zgodna z moim urodzeniem i wychowaniem, a która trwała tak długo i przebiegała z niemałymi sukcesami, nie jest przeznaczona dla mnie przez Boga? I jak powinienem był się o tym przekonać? Niewątpliwie drogą doświadczeń i nieszczęść, bo wiadomo, że nieszczęścia to najlepsi głosiciele woli Bożej i od początku są dla ludzi oznaką wybrania przez Boga. Już w wieku ośmiu lat doświadczyłem sierocej doli, bezradności i przekonałem się o konieczności ułożenia sobie życia poprzez pracę i wieloletnią naukę. Po zdobyciu wykształcenia jeszcze jako młody przeszedłem przez wszelkie okropieństwa wojny, znosząc i potem wiele doświadczeń, które zakończyły się rodzinnym nieszczęściem - wdowieństwem. Nie bacząc na stawiane mi przez świat przeszkody wypełniłem święte posłuszanije i początkowo przyjąłem stan kapłański, a owdowiawszy stan monastyczny. Sam Pan usprawiedliwił mój monastycyzm poprzez uczestnictwo w kanonizacji wielkiego cudotwórcy prepodobnogo Serafima. Teraz jestem wezwany do służenia Cerkwi jako biskup.
   Katedrę w Suchumi władyka Serafim objął w czasie rewolucyjnych wydarzeń, także wraz z nasileniem gruzińskiego nacjonalizmu. Z rąk nacjonalistów ginęli rosyjscy duchowni. Odwaga i mądrość życiowa władyki pomogła uspokoić sytuację. Potem przyszła kolej na orłowską diecezję.
   Jest tu tyle spraw, że już dwa miesiące, pracując w dzień i w nocy, nie mogę uporać się z zagmatwanym sprawami, niezliczonymi protegowanymi. Z papierami kończę dopiero o trzeciej czy czwartej nad ranem. Słyszałem, że orłowska diecezja należy do najtrudniejszych i niezorganizowanych, ale nie wyobrażałem sobie, że centralna diecezja może być w takim opuszczonym stanie.
   Jaka jest podstawa prawidłowego eparchialnego życia? Zdaniem władyki Serafima prawidłowe życie parafialne. Wyjaśnił to na kartach swej pracy "O odrodzeniu życia parafialnego". A w parafiach bardzo ważna miała być działalność charytatywna. "Proponuję, żeby w każdej parafii była taca na datki zbierane podczas nabożeństwa, a uzyskane kwoty przeznaczyć na pomoc dla biednych na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Duchowni powinni wykorzystać każdą okazję, żeby apelować o pomoc dla pogorzelca albo innego cierpiącego człowieka.... Kiedy dosięgną większe nieszczęścia, należy organizować parafialne zebrania i rozpoczynać ekonomiczną walkę, zakładać towarzystwa kredytowe, stowarzyszenia spożywców".
   Pracę władyki Serafima oceniono wysoko: w 1907 roku został wybrany na członka św. Synodu. I zaraz potem przyszła kolejna zaniedbana diecezja - kiszyniowska. W niej duży wysiłek na modlitewno - liturgiczne służenie.
   A potem Twer. Lutowa rewolucja 1917 r. zastała władykę w Petersburgu. Nie opowiedział się po stronie Rządu Tymczasowego, za co wbrew prawu został skierowany na emeryturę. Ale kiedy w 1917 r. w Moskwie odbył się sobór lokalny, jemu powierzono sekcję monastycyzmu. Po soborze podniesiono go do godności metropolity i skierowano do Warszawy.
   Ta od 1915 roku pozostawała pusta... Wyjechali z niej duchowni ze wszystkich 34 prawosławnych cerkwi, wyjechało konsystorium, wyjechał arcybiskup Mikołaj. Władyka zmarł w Petersburgu w 1915 roku.
   Ale sytuacja polityczna pozostawała skomplikowana, do Warszawy metropolita Serafim nigdy nie dojechał. Dwa lata przebywał w czernihowskiej pustelni Trojce-Siergijewskiej Ławry. A i tam dla nowej władzy wydał się niebezpieczny. W 1921 r. aresztowano go po raz pierwszy. Córki słały list po liście do Kalinina - uzyskały jedynie odroczenie wyroku. W 1922 roku metropolita Serafim został zesłany do archangielskiej obłasti.
   I tam pozostawał w kontakcie z duchowymi dziećmi. "Wszyscy jesteśmy ludźmi - pisał - i morze życia musi pienić się wstydem, brud wypływać na powierzchnię i w ten sposób oczyszcza się głębia całego żywiołu. Ty natomiast bądź z Chrystusem, jedyną Prawdą i Miłością, a z Nim wszystko jest piękne, wszystko jest zrozumiałe, wszystko czyste i pocieszające... Ucz się wewnętrznej modlitwy, żeby nie została zauważona na zewnątrz i nikogo nie wprawiała w zakłopotanie. Czym bardziej jesteśmy zajęci modlitwą wewnętrzną, tym pełniejsze, mądrzejsze i bardziej radosne jest nasze życie".
   W maju 1924 roku metropolita Serafim został ponownie aresztowany - zarzucono mu tym razem przygotowanie kanonizacji św. Serafima Sarowskiego. Sam patriarcha Tichon podejmował starania o zwolnienie 68-letniego władyki. Zakończyły się sukcesem - metropolita mógł osiąść w wybranym przez siebie monasterze. Wybrał oczywiście Diwiejewo. Ale ihumenia Aleksandra nie wyraziła na to zgody. Nie wyraziła, mimo że dwadzieścia lat wcześniej to on właśnie obstawał przy jej wyborze, tutaj była pochowana jego matuszka, tutaj także przygotował miejsce swego ostatniego spoczynku. Trzy lata spędził więc w Woskresienskim Fieodorowskim monasterze. W 1927 roku ponownie został wezwany na cerkiewną służbę.
   W tym roku Cerkiew opublikowała "Deklarację" patriarszego miestoblustitiela (lokum tenens) metropolity Sergiusza i w cerkwi pogłębiły się podziały i niepokoje. Metropolita Serafim, przekonany monarchista, były oficer carski, poparł metropolitę Sergiusza w trudnych chwilach rosyjskiej Cerkwi. Zrozumiał, że deklaracja nie narusza dogmatów, nie głosi heretyckiej nauki, jedynie nawołuje do dostosowania się do nowych państwowych warunków i w tych warunkach stara się zachować sukcesję apostolską, zachować Eucharystię - możliwość sprawowania Liturgii św. i priczaszczenija.
   Metropolita Serafim został skierowany jako patriarszy miestoblustitiel do samego centrum cerkiewnych niepokojów - Sankt Petersburga. Przez pięć lat służył w kolejnych cerkwiach metropolii, zawsze podkreślając znaczenie jedinogo na potrebu - Liturgii św. Cokolwiek działoby się w świecie, w państwie, w życiu pojedynczego człowieka, najważniejsze - to zachować św. priczaszczenije: regularnie i w miarę możliwości często spowiadać się i przyjmować priczastije.
   W każdy piątek czytał akafist do św. Serafima i prosił o jego wstawiennictwo w uspokojeniu nieporozumień wśród wiernych.
   W 1933 roku 77-letni metropolita Serafim odszedł na emeryturę. Porzucił swoje rodzinne miasto. Osiadł pod Moskwą, na stacji Udzielna.
   "Cerkiew prawosławna przeżywa obecnie czas próby, ten kto zostanie wierny apostolskiej Cerkwi, będzie zbawiony" - notował przed śmiercią. "Wielu obecnie z powodu prześladowań odchodzi z Cerkwi, inni nawet ją sprzedają. Ale z historii dobrze widać, że i wcześniej były prześladowania, że wszystkie one kończyły się triumfem chrześcijaństwa. Tak samo będzie i z tymi prześladowaniami. Dobiegną końca i prawosławie znowu zatriumfuje. Teraz wielu cierpi za wiarę, ale to złoto oczyszcza się w duchowym tyglu prób. Po tym będzie tylu męczenników, którzy wycierpieli za wiarę prawosławną, ilu nie pamięta cała historia chrześcijaństwa".
   Ziściły się te słowa.
   W listopadzie 1937 roku władyka został aresztowany po raz trzeci. 82-letni starzec nie mógł się już poruszać, był przykuty do pościeli. Z domu wyniesiono go na noszach. Zachowała się jego fotografia, zrobiona w taganskim więzieniu - a na niej oblicze męczennika.
   7 grudnia 1937 roku zapadła decyzja o rozstrzelaniu metropolity Serafima. Skazańców przewożono do podmoskiewskiej wsi Butowo - dębowy gaj, okolony głuchym płotem, został ich bezimiennym cmentarzem. 11 grudnia spoczął na nim także, rozstrzelany w ostatniej turze skazańców, męczennik Serafim. Utalentowany wojskowy i literat, gorliwy archimandryta, władyka.
   "Do świętości wszyscy jesteśmy powołani bracia" (ap. Paweł).
   Na podst. "Batiuszki Sierafima wiernyj służka" Ludmiły Iljuniny (Cerkownyj Wiestnik, 7/2003) oprac. Ałła Matreńczyk

Opinie

[1] 2003-09-18 09:39:00 Andrzej
cieszę się bardzo że prawosławie się rozwija ja jestem katolikiem ale mam setyment do was bo moi dziatkowie są prawosławni C/ABA IICYCY XPUCY

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token