Numer 6(216)    czerwiec 2003Numer 6(216)    czerwiec 2003
fot.Marek Dolecki
Siostry zostały...
Ałła Matreńczyk
- Póki jesteśmy w Patriarszej Pećce jest nadzieja, że do Kosowa wrócą Serbowie - mówi cicho 86-letnia ihumenia Fevronia. Pariarsza Pećka w Kosowie jest kolebką serbskiego prawosławia i serbskiej państwowości, matuszka laureatką tegorocznej nagrody im. Księcia Konstantego Ostrogskiego. - To nagroda dla wszystkich naszych mniszek - od razu prostuje. Dwie z nich, siostry Charytona i Melania, przyjechały do Polski wraz z nią.
    matuszka Fevronia Matuszka jest w Patriarszej Pećce od prawie półwiecza. Zjawiła się w 1957 roku z siedmioma siostrami. Wokół rozbrzmiewał język serbski. W pobliskim Peczu większość mieszkańców stanowili Serbowie, mieszkali też w okolicznych wioskach.
   - Mniszki w Patriarszej Pećce? – zdziwili się wierni, a nawet potraktowali je nieufnie. Z trudem pogodzili się z tym, że w monasterze zamiast mnichów, którzy żyli tu od ośmiuset lat, zjawiły się siostry.
   Sam monaster z drugiej wojny światowej wyszedł w opłakanym stanie. Przez dziurawe dachy padał śnieg i deszcz, brakowało podłóg, nieraz go okradano. W monasterskich zabudowaniach schronienie znalazło siedemdziesiąt rodzin uchodźców, dwie stare mniszki, jeden mnich...
   - Nie bójcie się - uspokajał ich Ramo Nikici, albański wojewoda, którego ród, za patriarsze wynagrodzenie, od ponad stu lat zapewniał bezpieczeństwo monasterowi. - Będziemy was chronić.
   Muzułmanie z szacunkiem, czy raczej bojaźnią, traktowali klasztor. Z pokolenia na pokolenie powtarzali wiadomości o cudach, jakie tu miały miejsce, bali się kary Bożej.
   Nieraz bywało, że pracowali na monasterskich polach. Z 700 ha klasztornego gospodarstwa komuniści pozostawili monasterowi 70 ha ornej ziemi i 70 ha lasu.
   Gdy w 1960 roku odbywała się w Peczu uroczysta intronizacja patriarchy Hermana, za opiekę nad monasterem wręczył on rodowi Nikici podarki, a głównemu przedstawicielowi pierścień. Matuszkę Fevronię podniósł do godności ihumenii.
   Rozkwitał monaster, dzięki pomocy serbskiej Cerkwi wracał do świetności, w okolicy panował spokój.
   Nadszedł rok 1981. Wśród Albańczyków narastały dążenia do uzyskania niepodległości. W Prisztinie odbyły się duże antyserbskie manifestacje.
   - Pamiętam, w Niedzielę Prawosławia, 16 marca, cała cerkiew była pełna ludzi, wiele osób przystępowało do priczastija - wspomina matuszka. - A tu nagle ktoś krzyczy "pożar". Patrzymy, a nowy monasterski dom stoi cały w ogniu...
   Przybyła milicja z Nowego Sadu, wykluczyła zwarcie sieci elektrycznej. Świadome podpalenie, taki był wynik ekspertyzy.
   siostra Charytona- No, a gdzie teraz będziecie mieszkać? - dopytywali się Albańczycy, którzy z dnia na dzień odwrócili się od monasteru. - Dużo Serbów wyjeżdża, może i wy wyjedziecie...
   Serbowie z Kosowa rzeczywiście wyjeżdżali coraz liczniej. Albańczycy zabijali ich bydło na polach, podpalali zboże. A i o pracę było Serbom coraz trudniej, w szkołach szykanowano serbskie dzieci.
   W stutysięcznym Peczu już tylko 20 proc. mieszkańców stanowili Serbowie, ale w skali całego Kosowa i tak był to wysoki odsetek...
   Deklaracja Miloševica na Kosowym Polu, że nikt już nie będzie prześladować Serów, miała być zapowiedzią poprawy sytuacji. Stało się gorzej. Rozpoczęła się wojna.
   Natowskie bomby szczęśliwie omijały monaster. Dwie upadły co prawda w niedużej odległości, ale nie wyrządziły żadnych szkód. W Peczu zbombardowano koszary i siedzibę policji.
   Po dwóch miesiącach bombardowań serbskie wojsko i milicja musiały opuścić Kosowo, na ich miejsce miały wejść siły KFOR.
   - Palcie mundury, rzucajcie broń, uciekajcie gdzie kto może - apelował do swych podwładnych kapitan serbskiej milicji w Peczu.
   Za wycofującą się milicją i wojskiem powędrowali serbscy cywile, tak jak stali, w kapciach.
   Siostry w Patriarszej Pećce zostały...
   - Ale ty, Melania, wyjedź, przeczekaj najgorsze, później wrócisz - namawiały jedną spośród nich.
   Melania była najmłodsza. Przez dziesięć lat zajmowała się sportem, była nawet mistrzynią Jugosławii w sztafecie. Należała do pokolenia, które swoich rodziców prowadziło do cerkwi. Przyjęła chrzest już jako dorosła, studiowała teologię. Postanowiła wstąpić do klasztoru Był rok 1999, pojechała do Pećki, by pokłonić się moszczom dziesięciu świętych patriarchów i metropolitów, by się pomodlić. Później miała wrócić do Serbii.
   Nie wróciła.
   - Tu w Kosowie najbardziej odczuwany jest testament św. Sawy, że ziemskie królestwo przemija, a niebieskie jest teraz i zawsze na wieki wieków - mówi. - Zachwyciło mnie monasterskie drzewo, stary osiemsetletni dąb, który ma głęboko zapuszczone korzenie i co roku wydaje owoce, to jakby symbol naszej Cerkwi...
   - Melania, może jednak wyjedziesz - nie przestawały wtedy prosić jej inne siostry. KFOR miał dopiero wejść, wojsk serbskich już nie było. Wokół sami Albańczycy.
   siostra Melania - Poszłam pomodlić się przed cudowną ikoną Matki Bożej - wspomina siostra Melania. - I wtem ogarnął mnie taki dziwny spokój, wy prawosławni na pewno mnie zrozumiecie.
   Została.
   Albańczycy nie zaatakowali Patriarszej Pećki - obawiali się, jak przyznali później żołnierzom KFOR, że w monasterze ukrywają się serbscy żołnierze. Wraz z żołnierzami KFOR do Patriarszej Pećki przyjechał władyka Czarnogóry Amfilochij.
   - Ta spośród was, która się boi, może wyjechać, ja zostaję - oznajmił mniszkom.
   - Niech mnie powieszą na tej lipce, nie ruszę się stąd - odpowiedź matuszki Fevronii nadeszła natychmiast.
   Zostały wszystkie.
   Mnicha Stefana ze skitu Patriarszej Pećki, który także pozostał, Albańczycy uprowadzili i zamordowali. - Nam nie był dany muczeniczeskij wieniec - mówią krótko mniszki.
   A z całego Kosowa zaczęły nadchodzić przerażające wieści o cerkwiach burzonych przez Albańczyków. Z premedytacją, kolejno, jedna po drugiej. Ich lista jest długa, ma ponad sto dwadzieścia pozycji. Do Patriarszej Pećki docierały spalone Ewangelie, połamane, powyginane czasze i diskosy, nadpalone ikony, niektóre popisane flamastrami, z wydrapanymi oczyma świętych...
   Życie w monasterze w dalszym ciągu dalekie jest od normalności.
   Do dziś siostry nie wychodzą pracować na swoje pole. To zbyt niebezpieczne. Uprawiają ziemię w obrębie klasztornych murów i jeszcze niewielki kawałek od strony gór.
   Dobrze, że nieduży staw rybny mają własny.
   Za klasztornym murem, tuż przy bramie, stoi stół, na nim koszyk. Do niego każdego dnia albański dostawca wkłada bochenki chleba. Dostawy opłacała niemiecka organizacja charytatywna, teraz austriacki Caritas. Chleb czasami przywożą włoscy żołnierze KFOR, którzy wokół monasteru ustawili posterunki. Rozumieją położenie sióstr, starają się im pomóc. Sfinansowali budowę nowej kotłowni na sumę 42 tys. euro, zakup opału.
   Dwóch żołnierzy przyszło do cerkwi na Paschę. Oprócz nich sześć kobiet z pobliskich miejscowości, kilkanaście osób z Serbii. Mogły przyjechać dzięki autobusowi do Gorazdovca.
   Gorazdovec leży siedem kilometrów od Peczu, jest małą wsią zagubioną w górach. Gdy Serbowie opuszczali Kosowo w ślad za serbskim wojskiem, jej mieszkańcy o niczym nie wiedzieli. Telefony przecież nie działały. Zostali więc i są do dziś. Dwa razy w tygodniu do Gorazdovca przyjeżdża autobus z Serbii, zawsze pod eskortą żołnierzy. Serbowie z Serbii dojeżdżają więc do wsi, a stąd próbują dotrzeć do monasteru.
   Przyjeżdzają, bo w Patriarszej Pećce nadal modlą się i pracują siostry. Wśród nich 86-letnia ihumenia Fevronia, w której rodzinie jest sześć mniszek i czterech duchownych, siostra Charytona, której najbliżsi też chodzą w podraśnikach i najmłodsza siostra Melania, była sportsmenka.
   
   fot. Michał Bołtryk
   

   PEĆKA PATRIARSZA
   W samym sercu Metohii, w pobliżu historycznego miasta Peć, na lewym brzegu rzeki Bistrica, u podnóża wysokich szczytów górskich leży monaster Pećka Patriarsza. Miejsce święte dla wszystkich prawosławnych Serbów, często nazywane „serbskim Syjonem”, które odgrywa ważną rolę w życiu duchowym oraz w historii swego narodu. Od połowy XIII w. właśnie ten monaster został wybrany na siedzibę arcybiskupów, następnie patriarchów serbskiej Cerkwi. Stało się tak za sprawą św. Sawy - ojca narodu serbskiego. Kiedy w XIII w. młode państwo serbskie było nękane najazdami Węgrów i Bułgarów, św. Sawa, który za swoją stolicę miał monaster Żicza, postanowił przenieść arcybiskupstwo w bezpieczniejsze miejsce. W tym celu wysłał na południe ucznia, św. Arsenija, by ten wybrał miejsce. Arsenije, następca św. Sawy, przemierzając dolinę Kosowa i Metohii natrafił na mały skit monasteru Żicza. Zauroczony pięknem przyrody przy jednoczesnym strategicznym położeniu miasta Peć, właśnie tu zdecydował się przenieść siedzibę zwierzchników serbskiej Cerkwi. Zbudował tu dużą cerkiew poświęconą apostołom, która od roku 1253 aż do dziś stała się miejscem intronizacji.
   Ze względu na znaczenie administracyjne monaster Pećka Patriarsza bardzo szybko uległ poważnej rozbudowie. Do cerkwi św. Apostołów dobudowano świątynie św. Dymitra, św. Mikołaja oraz Bogarodzicy, która jest miejscem przechowywania cudownej ikony Pećkiej Odigitrii. Wszystkie świątynie zdobią przepiękne freski, które wraz z niezliczonymi ikonami, utensyliami oraz ogromnymi zbiorami rękopisów czynią monaster jednym z największych i najważniejszych zabytków Europy. W kaplicach i kryptach przechowywane są relikwie serbskich świętych, są tu również groby władców, królów oraz biskupów, którzy przez wieki historii znajdowali w monasterze swój wieczny odpoczynek.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token