Numer 3(213)    marzec 2003Numer 3(213)    marzec 2003
fot.Marek Dolecki
Szansa dla misjonarzy
Michał Bołtryk
Jelizawieta Rahr, dziewczynka w wieku przedszkolnym, mówi pięknym językiem Puszkina.
   Czy jej rosyjski to coś niezwykłego? Tak. Jelizawieta jest czwartym pokoleniem Rosjan urodzonych i żyjących poza Rosją. Jej ojciec, Michaił Rahr, urodził się w 1963 roku w Niemczech, matka, Olga, pochodzi z Uralu.
    O. Michaił Rahr z córką Jelizawietą Rozmawiamy w domu wyłącznie po rosyjsku. Nie posyłamy córki do przedszkola. Wszystko po to, aby dać jej fundament języka rosyjskiego.
   Ojciec Michaił Rahr jest proboszczem prawosławnej parafii św. Marii Magdaleny (patriarchat moskiewski) w Weimarze.
   Ale historia prawosławia w tym 60-tysięcznym mieście ma już prawie dwieście lat.
   Wszystko zaczęło się od przybycia do Weimaru Marii Pawłowny, córki cara Piotra I, która wyszła za mąż za weimarskiego księcia. Potem trafiły tu jej cztery siostry. Już w grudniu 1804 roku w pałacu książęcym urządzono domową cerkiew.
   Maria Pawłowna była osobą wykształconą, dbała o rozwój sztuki, literatury, zajmowała się przy tym także dobroczynnością. W Weimarze żyła 55 lat.
   Na jej dworze bywali wszyscy najwybitniejsi Rosjanie tej epoki: pisarze, poeci, historycy. Na służbach w domowej cerkwi pojawiał się Johann Wolfgang Goethe. Ciekawe, Goethe bardzo interesował się staroruską ikoną i cerkiewnym śpiewem.
   W pięknym parku weimarskim naprzeciwko głównego wejścia stoi mauzoleum. Pochowani są w nim książęta i dwaj królowie literatury niemieckiej - Friedrich Schiller i Johann W. Goethe. Obok mauzoleum, z tyłu, zbudowano cerkiew św. Marii Magdaleny. Wzniósł ją, zgodnie z wolą swej matki, Marii Pawłowny, książę weimarski Karol Aleksander.
   W podziemiach cerkwi spoczęła księżna Maria Pawłowna zmarła w 1859 roku.
   Cerkiew wyświęcił spowiednik księżnej, o. Stefan Sabinin, 24 listopada 1862 roku. Służby w cerkwi odbywały się do 1909 roku, do czasu zamknięcia w Weimarze rosyjskiej misji dyplomatycznej. Otwarto ją ponownie w 1950 roku.
   - Cerkwią w Weimarze - opowiada o. Michaił - zawsze bardzo interesował się metropolita Filaret, patriarszy egzarcha Białorusi. Dzięki jego staraniom rozpoczął się w 1976 roku kapitalny remont świątyni.
   O. Michaił Rahr zjawił się w Weimarze w 2000 roku. - W latach 80. - mówi - uczyłem się w seminarium w Jordanville, należącym do Cerkwi zarubieżnoj. Czasami myślałem o swoim przyszłym życiu: będę miał piętnaście staruszek w cerkwi i wiódł spokojny żywot duchownego. Potem studiowałem w Żyrowicach na Białorusi. W smoleńskim soborze metropolita Kirył (w 1996 roku) wyświęcił mnie na diakona, a w 1997 roku, na Antypaschę, w Berlinie z rąk arcybiskupa Teofana przyjąłem święcenia duchowne.
   Któż mógł sobie wyobrażać, dwadzieścia lat temu, jak będzie wyglądało nasze życie religijne w Niemczech. U nas każdy batiuszka obsługuje dwie, trzy, cztery parafie. Ja służę w Kassel (200 kilometrów od Weimaru) i w Berlinie. W stolicy Niemiec odprawiam po niemiecku. Niosę także posługę w więzieniach, w których siedzi dużo Rosjan.
   Do parafii o. Michaiła w Weimarze należą różni, ale przede wszystkim Niemcy z Kazachstanu, Ukrainy, Rosji, Uzbekistanu, Białorusi, Niemcy, miejscowi.
   - Dziś w Niemczech prawosławni duchowni mają wspaniałą szansę pracy misyjnej - mówi o. Michaił Rahr. - W 2002 roku udzieliłem czterdziestu chrztów. Większość chrzczonych to dorośli. Na nabożeństwa przyjeżdża 50 - 60 osób z całej Turyngii. W Weimarze jest bardzo wielu Rosjan, ale prawosławnych mało.
   Po liturgii parafianie z proboszczem spotykają się na czajepitiju. Na ten cel wynajmują w piwnicy pewnego hotelu dwa pomieszczenia. Mieści się tam także szkółka niedzielna. O. Michaił uczy dzieci religii. Na razie uczęszcza ośmioro dzieci. - Myślę, że ludzie się rozkręcą - wierzy - i będzie nas więcej.
   W Weimarze i okolicy są nie tylko cerkwie rosyjskie. Są także parafie greckie i serbskie. Ojciec Michaił zna mentalność swych parafian, ale także Greków i Serbów.
   - Jakie są różnice?
   - Nasi ludzie - mówi - są pobożniejsi, chętniej chodzą do cerkwi. Ale jeśli chodzi o sprawy finansowe, niechętnie łożą na utrzymanie cerkwi. Grecy i Serbowie co prawda rzadziej uczęszczają na służby, ale ich proboszczowie nie mają problemów finansowych.
   Świątynia w Weimarze należy do miejskiego muzeum.
   
   fot. Marek Dolecki
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token