„Dobrze nam tu być” – taką atmosferę odczuwają pielgrzymi blisko grobu św. Gabriela, „Dobrze nam tu być” – taką atmosferę odczuwają pielgrzymi blisko grobu św. Gabriela, Katedra Cminta Sameba
Numer 4(346)    kwiecień 2014Numer 4(346)    kwiecień 2014
fot.
Jak do żywego
Natalia Klimuk

Gruzini to pobożny naród. Często na co dzień wychwalają Boga i Jego świętych. A tych ziemia gruzińska zrodziła wielu – świętą równą apostołom Ninę, carycę, czy jak mówią sami Gruzini cara Tamar, księżniczki Ketewań i Szuszanikę, wielu świętych mnichów czy łączącego polskie prawosławie z gruzińskim świętego męczennika archimandrytę Grzegorza (Peradze). Jednego z najbardziej czczonych świętych, św. starca Gabriela (Urbegadze), wielu Gruzinów widziało naocznie i nadal pamięta.

Wiek dwudziesty przyniósł totalitaryzmy, a wraz z nimi szalejący wręcz ateizm. I właśnie w tych trudnych czasach na ulicach stolicy gruzińskiej republiki Związku Radzieckiego pojawił się pewien człowiek. Dla niewierzących był to wariat, dla wierzących jurodiwyj, szaleniec dla Chrystusa. Chodził w łachmanach po tbiliskich ulicach i nauczał o Chrystusie, nakłaniał do pokuty, piętnował grzech. To znów chodził po prośbie, a to co zebrał – pieniądze czy ubranie – oddawał innym. Zdarzało się, że chodził z tabliczką na piersi: „Kto nie ma miłości, jest jak naczynie bez dna” i na dowód nosił ze sobą dziurawy kubek. Przez tę dziurkę patrzył na ludzi. A oni wiedzieli, że mama, czyli ojciec Gabriel, to człowiek Boży. Każdy, kto choć raz miał z nim kontakt, zapamiętywał go na zawsze, bo starzec widział wnętrze człowieka, znał jego troski, ale przede wszystkim kochał wszystkich bez wyjątku. I przychodzili ludzie do tego mnicha z prośbą o modlitwę i poradę.
Popularność wśród ludzi nie mogła ujść uwadze władz. Te potraktowały go na początku łagodnie – uznały za chorego psychicznie. Rodzina wciąż się obawiała, że pomimo diagnozy mama Gabriel może zostać aresztowany. Bo jak długo władze będą znosić chociażby jego wizyty w cerkwi Metechi, w której pochowana jest św. Szuszanika, a w której funkcjonował teatr, z którego aktorów i widzów starzec nieustannie przeganiał? Albo jak długo będą go tolerować ateiści, do których wchodził ot tak, z ulicy, i nawoływał do przyjęcia wiary w Chrystusa?
Mama Gabriel robił i inne rzeczy, które nie podobały się władzy. Na prospekcie Rustawellego, przed budynkiem parlamentu, od zawsze odbywały się ważne dla Gruzji i Gruzinów wydarzenia. Jedno z nich zdarzyło się w roku 1965. Oto starzec Gabriel w czasie pochodu pierwszomajowego podpalił portret Lenina. Władze były w szoku. Myślano, że to zaplanowany na szeroką skalę atak terrorystyczny. Ludzie przekazywali sobie, że coś się dzieje na głównej ulicy. Tłum jeszcze zgęstniał. Gdy do nauczającego starca Gabriela podeszli żołnierze, usłyszeli, że chwała należy się tylko Bogu, a nie Leninowi. Tego władze nie mogły odpuścić. Mnicha aresztowano.
Wrzało nie tylko w Gruzji. Wieść dotarła i do Moskwy. Rzecz działa się akurat po zapowiedzi Nikity Chruszczowa, że niedługo pokaże w telewizji ostatniego popa. A tu w odległym od Moskwy Tbilisi jeden z tych dziwacznych popów wywołał bunt przeciwko władzy radzieckiej. Moskwa chciała rozstrzelania.
Sam ojciec Gabriel był szczęśliwy, że zniszczył idola. To samo powtarzał w siedzibie KBG: „Człowieka nie można czcić jak Boga”, „Zamiast napisów Chwała Leninowi wszędzie powinno być Chwała Jezusowi Chrystusowi”.
Późno w nocy odwiedzali tego osobliwego więźnia niektórzy funkcjonariusze. Miłość starca wyczuli chyba i oni, bo przychodzili kilka razy, pytali, słuchali. Przyznali w duchu, że to człowiek nie z tego świata. Czyżby zaowocowała wielowiekowa bogobojność Gruzinów, której resztek w tych ludziach nie mógł przezwyciężyć bezbożny socjalizm? W końcu uznano, że mnicha nie można rozstrzelać. Wysłano go do zakładu dla chorych psychicznie.
O ile śmierć oznaczałaby dla starca koniec ziemskich zmagań, o tyle pobyt w zakładzie był przedłużeniem męki. Nie zdołano go jednak złamać. Jego ciało i umysł były już zaprawione w ascezie – w wielogodzinnych modlitwach w wykopanej przez siebie jamie, krótkim śnie, poście.
Największa próba ojca Gabriela przyszła później. Po wypuszczeniu z zakładu, do opinii władz o chorobie psychicznej przychyliły się władze cerkiewne. Starcowi zabroniono służyć i co było najbardziej bolesne – zabroniono przystępowania do Eucharystii.
To było najtrudniejsze. Bez jedzenia, bez snu mógł wytrzymać całe dnie. Bez Cerkwi mama Gabriel żyć nie mógł. Z płaczem stawał na schodach cerkwi, z których go wyciągano.
Całymi dniami chodził po wsiach, gdzie były zniszczone świątynie i sam je odbudowywał. Znosił kamienie, przykręcał deski, które udało mu się znaleźć. Wrócił tym samym do lat wcześniejszych, kiedy jako mały chłopiec o imieniu Goderdzi budował cerkwie z kamyków, czy gdy po powrocie z wojska zaczął budować małą cerkiew na podwórzu domu rodziców. Dziwna była to cerkiew. Zbudowana z tego co udało się znaleźć. W środku pełno było ikon i ikonek. Różnych – papierowych, metalowych, na wpół zniszczonych, czy takich wydrukowanych w gazetach. Znalezionych w różnych miejscach i pieczołowicie odrestaurowywanych. Ikonę Świętej Trójcy Rublowa wydrukowano na okładce „Ogońka” to i ta okładka znalazła się w „ikonostasie” mamy Gabriela.
Jeden ze znajomych starca opowiadał: – Kiedyś poszedłem do starca. A on akurat gdzieś wybiegał z oczami płonącymi od zachwytu. Tłumaczył, że coś kazało mu iść na wysypisko. Na miejscu okazało się, że akurat wysypywano ładunek z jednej ze śmieciarek. Starzec podbiegł w momencie, kiedy spod sterty śmieci, które zaraz miały przykryć kolejne, widać było Iwerską Ikonę Matki Bożej.
Władze nie mogły też znieść cerkwi na podwórzu rodziny Urgebadze. Interweniował jeden z biskupów. Sugerował chociaż usunięcie samodziałowych kopuł. „Zdejmę je, jeśli wy zdejmiecie chociaż jedną część ze swego obłaczenija” – usłyszał hierarcha od mamy Gabriela.
W latach 80. przeniósł się starzec do żeńskiego monasteru Samtawro, w dawnej stolicy Gruzji Mcchecie. Tutaj wcześniej swój trud duchowy niosła św. Nino.
Ojciec Gabriel wybrał dla siebie miejsce oryginalne. Swoją kielię urządził w kurniku. Mimo jesieni chodził boso, jednych zaczepiał, drugich ignorował. Jeśli któraś z sióstr miała wolną chwilę, zaraz wynajdywał dla niej zajęcie. A to opiekę nad pielgrzymami, a to gotowanie zupy, a czasem zabierał do Tbilisi, by z nim prosiła o datki na ulicach. – Pieniądze zawsze rozdawał innym. Zdarzało się, że braliśmy taksówkę, czasem starzec pozostawiał taksówkarza bez zapłaty, czasem innemu oddawał wszystkie pieniądze – opowiada ihumenia Teodora, przełożona Samtawro.
Osobliwy był też i w zachowaniu. Dawał ludziom powody, by myśleli o nim źle. Czasem przeklinał, czasem bywał jak pijany. Mawiał, że gdy wszyscy się z niego śmieją to wie, że niczego nie jest godzien. W czasie strastnej siedmicy z jego kielii dochodził płacz. Czasem wchodził w czasie Liturgii do cerkwi i na cały głos gromił ludzi: „Trzeba płakać, paść na kolana, kajać się”. Miał taką siłę ducha, że ludzie faktycznie go słuchali. Niektórzy mówili, że kiedy się modlił, bił z niego blask, a on sam unosił się nad ziemią. Kiedy kogoś na Paschę widział ze smutną miną, nauczał, że w radości paschalnej trzeba zapomnieć i o swoich grzechach.
Przyjmował wielu pielgrzymów. Wielu z jego duchowych dzieci zostało mnichami. Ludzie otrzymywali uzdrowienie cielesne i duchowe. Najważniejszą nauką o. Gabriela było jednak przykazanie miłości. To, że w czasach ostatecznych ludzi zbawi tylko miłość.
Starca pochowano 2 listopada 1995 w monasterze Samtawro. Cerkiew kanonizowała go w grudniu 2012 roku. To było wielkie święto prawosławnej Gruzji.
Do jego mogiły przychodziły setki tysięcy wiernych, by przyłożyć dłoń do ziemi jego grobu, uzyskać namaszczanie olejem z łampady przy jego ikonie. Kolejne święto odbyło się 22 lutego tego roku. Relikwie starca odkopano i przeniesiono do znajdującej się w Mcchecie cerkwi Sweti Cchoweli. Dwa dni później przeniesiono je do nowej tbiliskiej katedry Cminty Sameby. I teraz znów do świętego po pomoc idą pielgrzymi. Idą jak do żywego.
(na podst. filmu Archimandit Hawryił)
Natalia Klimuk, fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token