Numer 3(213)    marzec 2003Numer 3(213)    marzec 2003
fot.Marek Dolecki
Weź krzyż i idź za mną
Anna Radziukiewicz
Z arcybiskupem przemysko - nowosądeckim ADAMEM rozmawia Anna Radziukiewicz
   
   - Dwadzieścia lat temu, 30 stycznia, odbyła się chirotonia Władyki. Z historii Podkarpacia na blisko trzy stulecia wymazano prawosławną diecezję. Wszak ostatnim prawosławnym władyką diecezji przemyskiej - taka była jej historyczna - był Innocenty Winnicki, który unię przyjął w 1692 roku, niemal sto lat później niż inni prawosławni biskupi Rzeczypospolitej. W 1983 roku stanął Władyka przed zadaniem odrodzenia diecezji. Radość czy strach towarzyszyły temu historycznemu momentowi?
   - Przez osiemnaście lat byłem proboszczem i dziekanem na Podkarpaciu, znałem od podszewki tutajsze trudności i problemy. I mimo to wiadomość o możliwości odrodzenia eparchii wywołała we mnie najpierw radość, potem zakłopotanie, aż w końcu strach mnie ogarnął, gdy dowiedziałem się, że jestem jedynym kandydatem na jej biskupa. Nie bałem się pracy, ale zdawałem sobie sprawę z wielkiej odpowiedzialności za dalsze losy Cerkwi i jej wiernych na tym terenie. Oczekiwania wiernych duże, możliwości małe, parafie mało liczebne - nierentowne, stosunek Kościoła rzymskokatolickiego i miejscowych władz administracyjnych do Cerkwi prawosławnej negatywny, sprawy majątkowe nie uregulowane, kadra duchowieństwa ze względu na inwigilację niestabilna. Myślano, że w tych warunkach Cerkiew się nie utrzyma, a tutaj raptownie prawosławni domagają się restytuowania eparchii. Zdawałem sobie sprawę, że jest to historyczne wydarzenie. Być albo nie być.
   Po rozmowach ze śp. metropolitą Bazylim, duchownymi i wiernymi doszliśmy do wniosku, że gdy taka jest wola Boża, to nie ma co się bać.
   - Na Podkarpacie wróciły jednostki. Łemków i Ukraińców, prawosławnych i unitów, wysiedleńcza Akcja Wisła wtopiła w ziemie zachodniej i północnej Polski jak rodzynki w ciasto. Rozsiała ich daleko od siebie. Wielu tam wrosło, spolonizowało się i zlatynizowało.
   - Ludzie o głębokiej wierze, jak i ci, którym drogie były własne korzenie, nie odeszli do Cerkwi. Przetrwali i na Ziemiach Zachodnich organizowali prawosławne parafie. Inni dali się zastraszyć i zostali zasymilowani. Natomiast ta garstka, której udało się powrócić w rodzinne strony (sporo wagonów z powracającymi zawracano do miejsca wysiedlenia) zastała zgoła inne warunki. Gospodarstwa były rozdysponowane. Trzeba było je odkupić, jeżeli osadnik chciał odsprzedać, albo budować nowe.
   Parafie z trudem udało się erygować tylko tam, gdzie cerkiew stała nie zajęta, a więc przeważnie w stanie złym lub w ruinie. Ciężkie to były czasy. Na budowę nowych cerkwi nie zezwalano. Mówiono: "Bierzcie to co wam dajemy, bo nic innego nie dostaniecie". Najprościej było przenieść metrykę do Kościoła, tych nie prześladowano, ale myśmy nimi gardzili.
   - Jak zareagowały władze państwowe na chirotonię Władyki?
   - Przez ponad pół roku nie było komu podpisać decyzji o restytuowaniu eparchii, bo przeciwko jej powstaniu zaprotestował Kościół rzymskokatolicki i miejscowe władze. Dopiero 6 września podpisał ją ówczesny przewodniczący Rady Państwa, zaś ingres odbył się 30 października 1983 r. w Sanoku.
   - Siedzibą diecezji stał się Sanok, nie Przemyśl, jak to było historycznie.
   Mówią, że historia kołem się toczy. Otóż ostatni dwaj biskupi prawosławni, Antoni i Innocenty Winniccy, rezydowali w Sanoku i Innocenty z Sanoka w 1692 roku, już jako biskup unicki, wrócił do Przemyśla. Ja jako pierwszy biskup odrodzonej przemyskiej diecezji rozpocząłem swą działalność też od Sanoka. Czy to nie dziwne? Po drugie, Sanok geograficznie leży w środku diecezji. Do Krynicy mam 130 km i do parafii najbardziej wysuniętej na wschód - Zapałowa - również 130 kilometrów.
   - Władyka służył na Podkarpaciu od 1965 r., przedtem jako duchowny w Kalnikowie. Tu się urodził w 1926 r. w dużej znanej łemkowskiej wsi Florynka. Cały ubiegły wiek był dla prawosławnych tej ziemi trudny, ale czy po restytuowaniu diecezji się sytuacja polepszyła?
   - O tyle, że prawosławia miało tu nie być, a ono wróciło do ruin, stajni, magazynów, nawet szaletu, bo na takie obiekty zamieniano cerkwie. Śmiano się z nas, że prawosławni modlą się w szalecie. Chodziło o cerkiewkę na Świętej Górze Jawor, sprowadzoną do tej roli przez pograniczników pilnujących granicy. Mogliśmy przejmować tylko te cerkwie, które były w ruinie, o ile nie wyprzedziły nas władze. One bowiem, gdy dowiadywały się o naszych zamiarach, nieraz równały z ziemią te ruiny. Tak było w Łazach, Nakle, Lesku. Albo przekazywały je Kościołowi rzymskokatolickiemu, jak w Tylawie, Rozdzielu, Ustrzykach Dolnych. A my otrzymywaliśmy informację: "Ze względu na brak obiektu sakralnego erygowanie parafii jest niemożliwe".
   - Wszystkie cerkwie wymagały odbudowy lub remontu?
   - Wszystkie. Przez dziesięć lat, a i więcej, nikt tymi cerkwiami się nie zajmował. Na przykład w Hańczowej środkowa kopuła zawaliła się, w Wysowej cały dach przeciekał. Tak samo było w Sanoku, Morochowie, Turzańsku, Szczawnem. Z cerkwi w Blichnarce, Wołowie czy Gładyszowie najpierw wynosiliśmy gnój. W cerkwiach w Zapałowie, Przemyślu, Dziurdziowie, Zagórzu ulokowano magazyny.
   - Cerkwie oddawano z domami parafialnymi?
   - Bez domów i majątków. Duchownym nieraz pokój wynajmowany od parafianina służył jednocześnie za kuchnię, sypialnię i kancelarię.
   - Budowaliście nowe plebanie?
   - Od październikowej odwilży do 1983 roku władze pozwoliły na budowę plebanii jedynie w Pielgrzymce, Hańczowej i Morochowie. W Leszczynach i Bartnem otrzymaliśmy zniszczone domy po wysiedlonych na Wschód.
   - Stan tymczasowości władze chciały w ten sposób podtrzymywać?
   - Z pewnością, Nieraz grożono, że nas znowu wysiedlą.
   - O utworzenie eparchii zaczęliście zabiegać w tej sytuacji dopiero w latach osiemdziesiątych?
   - Na dobre tak, chociaż pod koniec lat 50. takie zamysły pojawiły się już, ale szybko wybito je z głowy. Dopiero na początku 1981 r. wierni złożyli do metropolii i rządu podanie z dwoma tysiącami podpisów o erygowanie diecezji. Już wtedy wskazywali na mnie jako przyszłego władykę.
   - Rząd wolał jednak słuchać biskupów Kościoła rzymskokatolickiego?
   - Chyba nie do końca. Oni przestrzegali, że po utworzeniu naszej eparchii może dojść na Podkarpaciu do konfliktów.
   - Dochodziło i bez eparchii. Czy konflikt o Polany był najgroźniejszy?
   - Po szeregu prowokacji cerkiew w Polanach odebrano w 1971 roku. Ustalono, że katolicy wejdą do niej siłą, a władze nie będą w tym przeszkadzały. I tak się stało. Akt był o tyle groźny, że miał zapoczątkować serię tego typu bezprawia. Cerkwie w Zapałowie, Pielgrzymce i Kłokowicach miały podzielić los Polan. Miał to być pierwszy etap likwidacji prawosławia na tym terenie. W Zapałowie lokalne służby budowlane zamknęły kościół rzymskokatolicki, zauważyły w nim bowiem szczeliny i stwierdziły, że obiekt może runąć. Katolicy w tej sytuacji mieliby przejść do cerkwi. Ale tym razem godnie zachował się proboszcz rzymskokatolickiej parafii. Powiedział - cerkiew nie jest nasza i zbudował obok kościoła szopę. W niej się modlono. Władze nie miały wyjścia. Kościół otworzyły. Służy do dziś. I szczeliny nikomu nie przeszkadzają.
   - O Polanach było głośno.
   - Tak. Pisaliśmy o nich wszędzie. Sprawa przedostała się za granicę. Ten rozgłos powstrzymał władze przed dalszymi krokami. Ale cerkwi w Polanach nie odzyskaliśmy Wtedy do Polan przyjechał redaktor naczelny szwajcarskiego pisma, traktującego o wierze w krajach komunistycznych, "Glaube in der 2. Welt", pastor Eugen Voss. Przyjechał incognito, tak mu się wydawało. Był jednak tropiony. Na granicy rewizja. Skonfisko-wano mu wszystkie nasze petycje kierowane do rządu.
   - Jeszcze przed odnowieniem diecezji rozpoczęto budowę cerkwi w Krynicy. Długo trwały zabiegi o pozwolenie na inwestycję?
   - Pierwsze próby restytuowania parafii, na prośbę wiernych, jak wszędzie zresztą, były podejmowane jeszcze w 1961 r. Dopiero w 1981 r. pozytywnie rozpatrzono naszą prośbę, ale wcześniej zezwolono unitom na otwarcie parafii w Krynicy, a Kościół rzymskokatolicki udostępnił im byłą cerkiew w Krynicy wsi. Zapewne myślano, że byli unici, którzy deklarowali się za Cerkwią prawosławną, w tych warunkach, kiedy nie ma świątyni ani placu pod budowę cerkwi, pójdą z powrotem do unitów. Jednak tak się nie stało. Ludzie byli zdeterminowani. Kupiono plac, na którym postawiono kaplicę i przystąpiono do budowy cerkwi i plebanii. Dzięki zapobiegliwości o. Bazylego Gałczyka i naszym staraniom o finansową pomoc w Krynicy stoi dziś piękna, wyświęcona w 1995 r., cerkiew i plebania.
   - Imponujący jest zespół w Gorlicach - cerkiew, dom parafialny, w którym mieści się między innymi cerkiewne muzeum. Tu już nie było przeszkód?
   - W Gorlicach nie chciano nam podpisać aktu notarialnego na kupno placu. Uczyniono to dopiero w Jaśle. Budowę, wspieraną między innymi przez Szwajcarów i naszych wiernych zza oceanu, rozpoczęliśmy w 1986 r., a trzy lata później władze nas zmroziły - zaplanowały objazdówkę, która miała przebiegać dokładnie przez cerkiew. Na szczęście tego samego roku zmieniono władze i plany.
   - Ile macie teraz cerkwi na Podkarpaciu?
   - 34: 5 prawosławnych pobudowanych w latach 30. (na Łemkowszczyźnie przed wysiedleniem mieliśmy 58 cerkwi), 5 pobudowanych po 1983 roku, a reszta to cerkwie pounickie. Pobudowaliśmy plebanie w Kalnikowie, Kłokowicach, Zapałowie, Komańczy, Hłomczy, Bartnem, Gorlicach i Krynicy. Kupiliśmy domy w Sanoku i Przemyślu. Teraz wszyscy duchowni mają gdzie mieszkać. Jak na nasze warunki i możliwości dokonano wielkiego wyczynu.
   - Ale czas spokoju jeszcze nie nastał. Konflikt z unitami jest jak niezagojona rana. Żeby go zrozumieć, trzeba się cofnąć do przełomu lat 80. i 90., czyli czasu tworzenia ustaw o stosunku państwa do dwóch Kościołów - rzymskokatolickiego i prawosławnego?
   - Nawet wcześniej. Spornych z punktu widzenia unitów cerkwi jest 24. Do nich wchodziliśmy, na prośbę wiernych, po powrocie z ziem zachodnich, często po latach ich nieużytkowania, wszędzie bardzo zniszczonych. Zawsze powtarzam - gdybyśmy ich wtedy nie odbudowali, dziś nie byłoby po nich śladu. Ani problemu.
   - Co więc unici proponują względem tych cerkwi?
   - Trudno wyczuć. Dwa razy się spotykaliśmy, ale bez rezultatu. Nasza Cerkiew dąży do zachowania status quo, co pozowoli rozpocząć naprawdę braterską współpracę. Powinien zwyciężyć rozsądek, chyba że ktoś trzeci podejmuje decyzje... i namawia do współużytkowania, do konfliktów.
   - A prawosławni?
   - Widzą w tym podstęp, próbę jeszcze jednego skasowania prawosławia na Podkarpaciu.
   - Ile unici mają cerkwi?
   - Odprawiają w 53, w niektórych wspólnie z rzymskimi katolikami.
   - Im łatwiej było odradzać swoje wspólnoty?
   - Mimo że wchodzą w strukturę Kościoła katolickiego jako jeden z obrządków, też mieli spore trudności. Ale chętnie pozwalano im działać tam, gdzie prawosławni mieli swoje parafie.
   - I unici uważają teraz, że mają za mało cerkwi. Potrzebują jeszcze dwudziestu czterech?
   - Nie sądzę, że to jest pomysł ich wiernych. Ci odżegnują się od wszelkich konfliktów. Uważają, że to co zaistniało ponad czterdzieści lat temu, jest już wartością trwałą. Organizacja też. W tych cerkwiach, które mają, nie ma komu się modlić. Myślę, że konflikty tworzy hierarchia i niektórzy ich duchowni, a może ktoś trzeci, co byłoby całkiem zrozumiałe... Na Podkarpaciu jest jeszcze dużo popadających w ruinę unickich cerkwi. Ale grekokatolicy byliby nimi zainteresowani wtedy, gdybyśmy je wyrementowali.
   - Cofnijmy się o ponad dziesięć lat. Już wtedy sprawa tych cerkwi była bardzo gorąca. Dlaczego nie doszło w 1991 roku do prawnego uregulowania ich statusu?
   - Zanim doszło do zatwierdzenia naszej ustawy w 1991 roku, dwa lata wcześniej ukazała się ustawa o stosunku państwa do Kościoła rzymskokatolickiego. Przed jej zatwierdzeniem, z inicjatywy urzędu do spraw wyznań, doszło do spotkania przedstawicieli Kościołów prawosławnego i rzymskokatolickiego. Nam zaproponowano, w związku ze zmianami politycznymi i migracją ludności, jak określono akcję wysiedlania, byśmy zaakceptowali niekorzystne dla nas status quo. Kościół rzymskokatolicki miał wejść prawnie w posiadanie blisko 150 cerkwi prawosławnych i ich majątków na Podlasiu, Lubelszczyźnie, Chełmszczyźnie i dwóch na Łemkowszczyźnie. W zamian obiecał nie rościć pretensji do tych 24 cerkwi na Podkarpaciu.
   - Dwa lata później Kościół rzymskokatolicki złamał tamtą, niestety ustną, umowę.
   - Reprezentujący Ukraińców poseł Włodzimierz Mokry, unita, nie zgodził się, by Cerkiew stała się właścicielem tamtych 24 świątyń. 30 kwietnia 1991 r. zwróciliśmy się jako duchowni i starostowie naszej diecezji z listem do posła Mokrego. Pisaliśmy m.in.: "Sprawa jest tym bardziej bolesna, że Kościół rzymskokatolicki poprzez ustawę z 17 maja 1989 r. zabrał na własność ponad 320 cerkwi grekokatolickich. Wy, Panie Pośle, i nikt z katolickiego duchowieństwa nie protestował przeciw temu. (...) Cerkiew prawosławna wniosła wielki wkład, ratując nie tylko świątynie przed ruiną, ale i ludzi przed usilnym wynaradawianiem. Kiedy rozprawiacie się z Cerkwią prawosławną na Podkarpaciu, jak wtedy obroni się Kościół katolicki obrządku bizantyjskiego?"
   - Ale poseł Mokry was nie posłuchał.
   - Złożył "wniosek mniejszościowy". To spowodowało, że te świątynie stały się własnością państwa. Do dziś problem nie jest rozwiązany.
   - Ostatnie dwie dekady przyniosły i radosne wydarzenia.
   - Do najbardziej radosnych zaliczyłbym kanonizację syna łemkowskiej ziemi św. Maksyma Gorlickiego (Sandowicza) 6 września 1994 r. w Gorlicach, prosławlenije cudotwórczej Sanockiej Ikony Bogarodzicy we wrześniu 1997 r., ikony, którą, już jako łaskami słynącą w 1790 r. przeniesiono z cerkwi Narodzenia Bogarodzicy w Sanoku do cerkwi Świętej Trójcy, gdzie obecnie się znajduje. Wcześniej zaś, 6 grudnia 1993 r., mnisi z Ujkowic, ojcowie Nikodem i Atanazy, złożyli prośbę o przyjęcie ich, katolików obrządku wschodniobizantyjskiego, do Cerkwi prawosławnej. 29 czerwca 1994 r. w soborze w Sanoku miał miejsce akt przyjęcia mnichów do Cerkwi. Akt cieszył tym bardziej, że na Ukrainie w tamtych latach powszechny był odwrotny proces. Baliśmy się, że ten trend przeniknie do nas. Ale nasi ludzie mówili: "Wiarą handlować nie będziemy".
   - Władyka często powtarza: tak długo będziem narodem, jak długo będziemy chronić język ojczysty.
   - Przecież to zrozumiałe. Jeżeli tracimy wiarę Ojców i ojczysty język, przestajemy być narodem. Kiedy tu wróciliśmy po październikowej odwilży i dwoje naszych ludzi, spotkawszy się na ulicy rozmawiało po swojemu, usłyszeli: "tu jest polska ziemia, jesteście na drodze publicznej, jak rozmawiacie!" Ale wszystko przetrwaliśmy, również ogołacanie naszego narodu w pierwszym rzędzie z inteligencji. Teraz nasze wszystkie dzieci umieją mówić po swojemu, tak jak ich rodzice. One nie muszą mówić literackim językiem. Niech mówią tak, jak się mówi w ich domach.
   - Ale w domach na Białostocczyźnie to rodzice pierwsi krzywdzą dzieci - zwracają się do nich po polsku, nawet nauczycielka białoruskiego do swojej córki studiującej w Mińsku mówi po polsku!
   - Jest nam przykro, gdy przyjeżdżają do nas prawosławni młodzi ludzie z północy. Wszyscy mówią po polsku. Im nie przekazano tej wielkiej odpowiedzialności, że jeśli chcą zachować naród, muszą zachować język. Rozmawiamy z nimi na ten temat. Kiedy przyjeżdżają drugi raz, zaczynają mówić po swojemu. To cieszy. Sądzę, że w naszych warunkach Cerkiew powinna zajmować się nie tylko sprawami wiary, ale i patriotycznym wychowaniem, tak aby prawosławni strzegli drogocennych skarbów, jakimi są wiara i język. Musimy stworzyć takie warunki, aby dziecko rozumiało, że jego korzenie są inne, żeby się ich nie wstydziło i żeby je szanowało.
   - Weź krzyż i idź za mną - te słowa Zbawiciela Władyka powtarza często.
   - Nie znamy tajemnic Bożych, ale wiadomo, że każdy ma swój Krzyż, który dźwiga przez całe życie. Łatwiej jest zejść na manowce niż podnieść się z upadku. I nie zawsze to co miłe i przyjemne jest korzystne. Ap. Paweł mówi: "Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne" (1 Kor 6,12). Moim obowiązkiem jako duszpaterza jest przypominanie wiernym o przestrzeganiu Przykazań Bożych.
   - Ekscelencjo! Minęło 20 lat Waszej arcypasterskiej posługi i co dalej?
   - Co Bóg da. Módlmy się, aby Pan Bóg zachował pokój na świecie.
   - Dziękujemy za rozmowę i prosimy o arcypasterskie błogosławieństwo.

Opinie

[1] 2003-03-16 22:39:00 Jurek z górek
Pragnę zwrócić uwagę, że aktualnie nazwa "unici" stosowana jest przede wszystkim do członków Unii Wolności. Obecnie w stosunku do wiernych Kościoła Greckokatolickiego powszechnie używa się określenia "grekokatolicy". jest to uzasadnione choćby z tego względu, że w stosunku do dzisiejszych prawosławnych nie używa się określenia "dyzunici".
[2] 2003-03-16 22:42:00 Kriss
Odnośnie Krynicy.
Widać, że bardzo boli Braci Prawosławnych na czela z Abp Adamem, że grekokatolicy śmieli odzyskać swoją cerkiew w Krynicy, której prawosławni nie przejęli! Nic dziwnego - tyle starań na nic... Tajemnicą poliszynela do niedawna było, że gdy grekokatolicy starali się o zgodę na rozpoczęcie swojego duszpasterstwa w Krynicy to prawosławni podstępnie przechwycili listę z podpisami. Zaciekawionych proszę zapytać o to prawosławnego działacza Pana Petra „Muriankę”, on powinien wiedzieć o co chodzi – chyba, że nie będzie chciał o tym mówić, bo to naprawdę kompromitująca historia.
Widać Władyka Adam cierpi z powodu istnienia grekokatolików, z powodu, że cały czas odzyskują swój majątek. Tak naprawdę to w Krynicy znaczna część ludzi poszła „z powrotem do unitów”. A może Abp Adam mówi o innej Krynicy? Przytaczając słowa Arcybiskupa to w Krynicy rzeczywiście „ludzie byli zdeterminowani” i... dlatego właśnie w znacznej liczbie pozostali grekokatolikami. I chwała im za to!
[3] 2003-03-16 22:44:00 Kriss
Dostojny Arcybiskupie Adamie!
Nie wiem co myśleć o słowach „Najprościej było przenieść metrykę do Kościoła, tych nie prześladowano, ale myśmy nimi gardzili”.
Przyznam, że ja bym nie miał odwagi „pochwalić się” taką postawą. Pogardzać upadającym chrześcijaninem? Co to ma wspólnego z chrześcijaństwem? Bratnie upomnienie, modlitwa za błądzącego to rozumiem, ale pogarda?! Może pogardzanie innymi jest przywilejem prawosławnego Arcybiskupa? Może to są właśnie prawosławne standardy miłości bliźniego? W tym kontekście można odkryć stąd wynika ta prawosławna fobia wobec grekokatolików?

To, że Arcybiskup błądzi także w innych sprawach widać również po skandalicznym fragmencie referatu wygłoszonego przez Najdostojniejszego Adama z okazji 55- tej rocznicy Akcji „Wisła”. Referat wydrukowano w Antyfonie. W obraźliwy sposób sugeruje się tam, że greckokatoliccy biskupi męczennicy Kocyłowski i Łakota oraz prześladowane duchowieństwo i wysiedlani wierni biernie przyglądali się dziejącej się tragedii swojej Cerkwi.
Brawo! A może jeszcze ktoś wymyśli, że ofiary były w zmowie ze swoimi oprawcami?! Zresztą już niedużo do tego brakuje, bowiem abp Adam twierdzi w referacie, że władze komunistyczne przeprowadziły Akcję „Wisła”, aby zrobić katolików z katolików (tj. grekokatolików)!
To absolutna nieprawda, że czynnik religijny miał znaczenie dla komunistów i dlatego mówienie, iż „okatołyczennia” wysiedlanych Ukraińców była celem pierwszoplanowym Akcji”W” jest absurdem. Ale jeżeli ktoś pragnie żyć w świecie fikcji to mówi się trudno.
Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego we wspomnianym referacie posłużono się nieprawdą? Dlaczego pluje się na ofiary prześladowań - na greckokatolickich biskupów męczenników? Czy ktoś w ten sposób odnosi się drodzy Bracia Prawosławni do św. męczennika Maksyma Gorlickiego? Nie! To zapewne byłoby bluźnierstwo! Więc skąd u prawosławnego hierarchy tyle niechęci do grekokatolików, tym bardziej, że sam ma korzenie greckokatolickie?
[4] 2003-03-16 22:47:00 Kriss
Odnośnie wypowiedzi Arcybiskupa Adama.

To dziwne, ale w sprawie rozmów prawosławno – greckokatolickich Abp Adam dysponuje zupełnie nieprawdziwymi informacjami. Można to wywnioskować z odpowiedzi na pytanie „Co unici proponują względem tych cerkwi”
Odp.: „Trudno wyczuć. Dwa razy się spotkaliśmy , ale bez rezultatu ...”
Co znaczy „trudno wyczuć”? Jak to „bez rezultatu”? Czyżby Najdostojniejszego Abpa Adama nie powiadomiono, że grekokatolicy zaproponowali zwrot 4 świątyń i zakończenie sporu? Jasna propozycja: 4 cerkwie dla grekokatolików – reszta dla prawosławnych! Dlaczego Arcybiskup o tym nie wie? Czy raczej nie chciał przyjąć tego do wiadomości?
Jeżeli PAKP za wszelką cenę chce użytkować wszystkie cerkwie to po cóż było zaczynać rozmowy z grekokatolikami? Dla mediów? Dla oka? Że niby prawosławni są przodownikami w ekumeniźmie? Po cóż było stwarzać te pozory chęci porozumienia?
Jeżeli strona prawosławna nie zgodzi się na rzeczywiste ustępstwa (tj. na zwrot wspomnianych 4 cerkwi), to prawdopodobnie przekreślone zostaną wszelkie możliwości prawdziwego dialogu w przyszłości.
Mówienie, że zachowanie status quo pozwoli rozpocząć „braterską współpracę” to propozycja w stylu: wy oddajcie mam wszystko a wtedy może was polubimy! To propozycja w stylu z poprzedniej epoki!
Ta prawosławna wersja kompromisu osobiście mi nie odpowiada, bo nie jestem naiwniakiem i dlatego podobnie jak abp Adam uważam, że „powinien zwyciężyć rozsądek”. Różnica w podejściu do sprawy jest jednak taka, że ja myślę o zdrowym rozsądku.
Widać, że prawosławnym brakuje właśnie tego zdrowego rozsądku, bo cóż mają znaczyć słowa abpa Adama, że to „ktoś trzeci podejmuje decyzje... i namawia do współużytkowania, do konfliktów”. Brawo! Cóż za dyplomacja. Po takich słowach wypada jedynie cieszyć się, że hierarcha zaprezentował tu swoją prawdziwą chrześcijańską szczerość, otwartość na dialog i zaufanie do drugiej strony! Gratuluję Najdostojniejszy Arcybiskupie! „Porozumienie” z grekokatolikami gwarantowane! Przyszły „sukces” w rozmowach w całości zapisać będzie można stronie prawosławnej. A gdyby tak prawosławnym powiedzieć, że kieruje nimi Moskwa, to co? Obraziliby się? Prawda? O tak, tak.....
Tu pragnę wspomnieć, że to grekokatolicy mają podstawy, aby nie ufać prawosławnym. Tego też Najdostojniejszy Abp Adam wiedzieć zapewne nie chce ale to właśnie przedstawiciele strony prawosławnej po pierwszym spotkaniu komisji starali się uzyskać od władz lokalnych przekazanie na własność właśnie tych 4 cerkwi, których zwrotu pragną grekokatolicy.
To, że grekokatolicy pragną zwrotu cerkwi tam a nie gdzie indziej, wynika nie z faktu, że te świątynie są jakoś nadzwyczajnie wyremontowane z pozłoconymi baniami, tylko, że tam są po prostu grekokatolicy. Oczywiście prawosławni zaczną udowadniać, że np. w Zapałowie żadnych grekokatolików nie ma – a ja pytam jak nie ma, skoro z tej miejscowości pochodzi młody greckokatolicki kapłan!
Z wypowiedzi hierarchy staje się jasne, że prawosławni boją się sytuacji, że po przejęciu cerkwi przez grekokatolików nikt już nie będzie identyfikował się z prawosławiem. Widać, że hierarcha nie jest pewny postawy ludzi. Czyżby pojawiło się zwątpienie w prawosławną formację?
Szanowny Arcybiskupie – kto chce skasowania prawosławia na Podkarpaciu? Komuś się pomyliły epoki! To nie XIX wiek! Dziś panuje wolność religijna a kto tego nie dostrzega jest albo zakompleksiony albo cierpi na jakąś manię prześladowczą.
„W tych cerkwiach, które mają (tj. grekokatolicy) nie ma się komu modlić” – stwierdza abp Adam. Skąd te informacje? Władyka Adam jest biskupem grekokatolków czy prawosławnych? Hierarcha wydaje się bardziej zainteresowany liczebnością grekokatolików niż np. aktualnym stanem dialogu z nimi. Niestety jedne i drugie informacje są fałszywe.

Talent dyplomatyczny abpa Adama ujawnia się również w tym stwierdzeniu:
„Myślę, że konflikty tworzy hierarchia i niektórzy duchowni”.
To jest strzał w dziesiątkę - to właśnie proponuję odnieść Najdostojniejszemu Arcybiskupowi do samego siebie i współbraci z Synodu PAKP.
Proszę mnie oświecić, bo nie wiem w jaki to sposób 2 biskupów greckokatolickich z Polski prowokuje z Wami konflikty i którzy to duchowni wzywają do waśni z prawosławnymi? Kto i kiedy? Konkretnie.
A może chodzi o to, że mają odwagę domagać się tych CZTERECH swoich cerkwi? Ach cóż to za „bezczelność” z ich strony!!!
A może chodzi o coś innego? Jeżeli tak to proszę o jakieś konkrety.
Cóż stoi na przeszkodzie oddania tych 4 cerkwi przez PAKP? Nic oprócz pychy i waszej fobii w odniesieniu do grekokatolków. Z całości wypowiedzi abp Adama widać, że to on nie chce tak naprawdę porozumienia z grekokatolikami. Gdyby było inaczej to już dawno prawosławni przestaliby żerować na tym sporze.
Na koniec pragnę podziękować byłemu posłowi Włodzimierzowi Mokremu za to, że dał świadectwo prawdzie i zabrał głos w sprawie przejętych przez prawosławnych cerkwi greckokatolickich.
Serdecznie pozdrawiam braci prawosławnych i życzę dobrego samopoczucia.
[5] 2003-03-17 20:37:00 Pańko Koprywa
Panie Rafale!
Kościół Rzymskokatolicki przejął na własność w całej Polsce przeszło 150 świątyń prawosławnych. Może Pan zaproponuje wymianę?
Tak prawosławni zaadoptowali cerkwie greckokatolickie z chrześcijańskiego obowiązku. Czy ten obowiązek nie dotyczy katolików. Dlaczego do dzisaj w Bieszczadach, w Przemyskim jest tyle cerkwi w ruinie, dlaczego katolicy ich nie remontują?
[6] 2003-03-17 20:46:00 Roman Popowicz
Drogi Kriss
Główna różnica między tobą a abp. Adamem to ta, że On nie boi się mówić tego co myśli otwarcie, Ty natomiast skrywasz się do pseudonimem i wypowiadasz bzdury, bo wiesz, że w ten sposób nie skompromitujesz swojej osoby. Czyżbyś był z natury tchórzem.
[7] 2003-03-18 09:19:00 Rafał
Do "Pańko Koprtwa"
To nie moja "działka", że Kościół rzymskokatolicki przejął tyle a tyle świątyń prawosławnych. To sprawa na inną dyskusję. Jeżeli PAKP pragnie ich zwrotu to niech się o to stara.
Jak to się ma do sprawy spornych 23 cerkwi greckokatolickich, które są w użytkowaniu prawosławnych? Nijak!
A to, że w Bieszczadach, czy w przemyskiem "jest tyle cerkwi w ruinie" (a właściwie to ile?) to sprawa (tzn. zaniedbanie) tego kto jest ich właścicielem tj. państwa.
Przyczynę takiego stanu rzeczy upatruję również w tym, że w miejscowościach tych nie ma ludności ukraińskiej a mieszkającym tam Polakom - rzymokatolikom niestety widocznie nie zależy na finansowaniu remontów i ich utrzymania. Są również i pozytywne przypadki, gdzie dzięki zaangażowaniu duchownych rzymskokat. dawne greckokat. cerkwie są uratowane przed zniszczeniem.

Wszystki cerkwie, których właścicielem jest Kościół greckokatolicki są utrzymane w należytym porządku.
[8] 2003-03-18 09:44:00 Kriss
Drogi Panie Romanie Popowiczu!
Główna różnica między mną a abp Adamem jest taka, że On mówi co mu ślina na język przyniesie i przez to jego wypowiedzi są rażąco nieprecyzyjne i nieobiektywne, natomiast ja po prostu uważnie analizuję słowa Najdostojniejszego Arcybiskupa.

Wielu wyrażających swe opinie na łamach PP używa właśnie pseudonimów lub jedynie imion. Czy ich także oskarży Pan o tchórzostwo?
Wie Pan - nie każdy jest tak odważny jak Pan...
Czy oprócz tych Pańskich "super" argumentów spróbuje się Pan odnieść poważnie do spraw, o których napisałem? Proszę udowodnić, że jest to nieprawda. Proszę spróbować "skompromitować" maje pogłądy. Życzę sukcesów.
A tak na marginesie to nawet i Najdostojniejszy Arcybiskup powinien czasem ugryźć się w język zanim powie coś niepoważnego lub obraźliwego.
[9] 2003-03-18 12:38:00 Roman Popowicz
Tak wszystkich, którzy kryją się pod pseudonimem uważam za tchórzy, bo uważam, że mają coś do ukrycia, skoro się niu ujawniają. Nie mam też zwyczaju, dyskutować z takimi osobnikami. Dziękuję
[10] 2003-03-18 12:45:00 szelma
Hej Jurku z górek !
O ile mi wiadomo to członków Twojego Kościoła określa sie w Kościele Katolickim jako: "wiernych obrządku bizantyjsko - ukraińskiego", a nazwa: "grekokatolicy" nie jest już obecnie używana. Tak więc pozwolisz, że będe używał oficjalnej nazwy: Kościół Katolicki obrządku bizantyjsko - ukraińskiego.

Co do Krissa ! Człowieku ! Nie jest Ci przykro, że kiedyś członkowie Kościoła Prawosławnego i członkowie Twojego Kościoła byli jednością ? To była przecież jedna rodzina, bliscy sobie i wzajemnie się kochający bracia i siostry ! Krew z krwi, kość z kości ! Przyszli jednak rzysmkokatolicy i namieszali. I co ? I teraz siedzą zadowoleni i patrzą jak ci, którzy do niedawna tworzyli jedną rodzinę, teraz "wieszają na sobie psy". Nie wydaje Ci się, że to strasznie smutne ?
[11] 2003-03-18 12:46:00 Kriss
Żegnam.
[12] 2003-03-18 12:48:00 Pańko Koprywa
Panie Rafale.
Bądźmy obiektywni.
Prawosłąwni, według Pana, powinni oddać byłe cerkwie unickie, które są w ich posiadaniu i które wyremontowali, uchronili od ruiny, tylko dlatego, czy też aż, bo były kiedyś własnością grekokatolików. Natomiast te cerkwie które były ich własnością, a dzisiaj jako ruiny są w posiadaniu państwa, mogą dalej niszczeć bo grekokatolicy nie domagają się ich zwrotu. Dlaczego się nie domagają? Nie zależy im na ich uratowaniu.
Argument, że w tych miejscowościach nie ma grekokatolików, to żaden argument, bo skoro tak to jaki cel w dążeniu do odebrania prawosławnym cerwki np. w Pielgrzymce skąd pochodzę, skoro tam nie ma ani jednego grekokatolika?
Moje zdanie jest takie: Grekokatolicy domagają się zwrotu cerkwi od prawosławnych, bo modlą się w nich prawosławni, nie domagają się zwrotu ruin, bo tam prawosłąwni się nie modlą!
Nie mogę zrozumieć dlaczego kwestia przejęcia 150 cerkwi prawosłąwnych przez rzymskichkatolików nie jest Pana sprawą, nie jest Pan katolikiem?
[13] 2003-03-18 14:16:00 Rafał
Do "Pańko Koprywa"
No właśnie - bądźmy obiektywni.
Grekokatolicy nie domagają sie zwrotu cerkwi w tych miejscowościach gdzie ich nie ma! Jeżeli ten racjonalny argument do kogoś nie trafia to trudno o czymś więcej dyskutować.
A prawosławnym grekokatolicy zaproponowali zwrot CZTERECH z 23 spornych świątyń. Powtórzę: CZTERECH (4)!!!
Jakim prawem ktoś twierdzi, że grekokatolikom nie zależy na uratowaniu świątyń?! Drogi Panie proszę nie uzurpować sobie prawa wypowiadania się za grekokatolików. Akurat w tej kwestii grekokatolicy często interweniują u obecnych właścicieli, aby należycie się tymi cerkwiami zajęli!
Kto nagadał Panu bzdur, że grekokatolicy chcą odebrać cerkiew w Pielgrzymce! Proszę o zapoznanie się z faktami a nie wprowadzanie zamętu w dyskusji.
Kwestia przejęcia 150 cerkwi prawosłąwnych przez rzymskichkatolików nie jest moją sprawą, bo drogi Panie nie jest członkiem Kościoła rzymskokatolickiego ani Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego! Nie mnie wypowiadać się w sprawach relacji i wzajemnych problemów zupełnie innych (tzn.obcych mi) struktur kościelnych. Kościół greckokatolicki nie jest stroną w tej sprawie.
Proszę logicznie pomyśleć - oczywiście jeżeli jest Pan w stanie podjąć ten trud.

[14] 2003-03-19 11:56:00 Pańko Koprywa
Panie Rafale proszę mi powiedzieć
1.Jakie umocowanie prawne posiada kościół grekokatolicki, w ramach jakiej ustawy działa?
2.Widzę, że jest Pan doskonmale zorientowany jakie były propozycje strony grekokatolickiej co do cerkwi będących w posiadaniu prawosłąwnych. Czy brał Pan udział w jakichkolwiek rozmowach tych dwóch stron?
3. I w końcu co do ochrony obiektów przez grekokatolików. Czy czytał Pan w niedawnym Naszym Słowie relację o zrównaniu z ziemią cmentarza grekokatolickiego w Hłomczy. W Hłomczy, gdzie istnieje parafia grekokatolicka i gdzie żyją grekokatolicy? Gdzie oni byli,a może sami przyczynili się do tej katolickiej akcji?
[15] 2003-03-22 17:29:00 Aljosha
A moze tak wrocimy do konca lat XIX w.? Kto wtedy komu zabieral cerkwie? I kto kogo mordowal?!
[16] 2003-03-27 21:21:00 Kasia
gorzej niz myslalam
[17] 2003-03-29 17:14:00 Mateusz
Szelmo - ne wszyscy rzymokatolicy siedzą zadowoleni. Niektórzy wiedzą, że namieszali i siedzą smutni, nie wiedząc jak to naprawić. Pozdrawiam wszystkich, Mateusz (rzymokatolik)
[18] 2003-09-12 00:03:00 hubert
spoko jestescie troche dogmatyczni ale normalni EWANGELIK
[19] 2003-10-17 15:21:00 ks. Tomasz
Szkoda, że w relacjach między Kościołami tak bliskimi sobie (mam namyśli i prawosławnych, i rzymskich katolików i grekokatolików) jest tyle wzajemnej agresji i braku zrozumienia. Potrzeba nam więcej miłości. Wschód chrześcijański może tak wiele dać Zachodowi i odwrotnie. W tych naszych podziałach jest tyle wzajemnej krzywdy i niechęci. Tylko szatan się z tego cieszy bo Chrystus uczy nas przebaczenia. A tego brakuje i nam katolikom ale i bracim z Kościołów wschodnich czy to będących w komunii z Biskupem Rzymu czy też nie. Wszystkim nam brakuje miłości.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token