Numer 8(338)    sierpień 2013Numer 8(338)    sierpień 2013
fot.
Jezioro Galilejskie
m. Mariam (Jurczuk)

Jezioro, wokół którego rozegrało się wiele wydarzeń opisanych w Nowym Testamencie, jest największym słodkowodnym jeziorem w Izraelu, a jego brzeg jednym z najniżej położonych miejsc na Ziemi – 209 metrów poniżej poziomu morza. Poziom wody w nim może ulegać zmianie w ciągu roku, w zależności od opadów i zużycia wody. Długość jeziora 21 km, maksymalna szerokość 12 km, maksymalna głębokość 45 m, powierzchnia – średnio 165 km². W Piśmie Świętym Starego Testamentu Jezioro Galilejskie (hebr. Yam Kinneref lub Yam Kinrot) nazywane jest również Morzem Kinneret (Lb 34,1; Joz 12,3; 13,27). Hebrajskie słowo yam, jak również greckie falassa, może oznaczać i morze, i jezioro. Wielokrotnie wymieniane jest w Ewangelii jako Morze Galilejskie (Mt 4,18), Tyberiadzkie (Jn 21,1), Genezaret (Łk 5,1) i często tylko jezioro (Łk 5,2). Żydowski historyk Józef Flawiusz nazywa je Jeziorem Genezaret, czasami Tyberiadzkim lub po prostu jeziorem, Arabowie zaś Al-Bahrat-Tabarijja, co oznacza Jezioro Tyberiadzkie, od miasta Tyberiada. Swą nazwę Kinneret otrzymało od starożytnego biblijnego instrumentu muzycznego Kinnor, co oznacza po hebrajsku harfę lub lirę, które przypomina widziane z lotu ptaka. Według innej wersji nazwa jeziora pochodzi od imienia pogańskiego bóstwa Kinar, którego żona miała na imię Kinaret. Taką nazwę nosiło również jedno z miast starożytnego Kanaanu, położone nad brzegiem jeziora (Joz 11,02; 19,35) i przybrzeżna równina (1 Krl 15,20). W epoce Sędziów jezioro stanowiło północną granicę Izraela.

Jezioro Galilejskie leży w depresji, w tak zwanej dolinie ryftowej, wewnątrz syryjsko-afrykańskiego rowu tektonicznego. W czasach starożytnych przebiegał tędy ważny szlak handlowy Via Maris, który łączył starożytny Egipt z Syrią i Mezopotamią i przyczynił się do dobrobytu położonych na jego brzegach miast. Cały obszar podlega częstym trzęsieniom ziemi, w przeszłości był niezwykle aktywny wulkanicznie. Świadczą o tym liczne skały bazaltowe i magmowe.
Jezioro znajduje się w północnej części Izraela, u podnóża Wzgórz Golan, które otaczają je od strony wschodniej, z zachodniej natomiast obręcz górskiego łańcucha Górnej Galilei. Zasilają je liczne małe strumienie wody, spływające z góry Hermon, jednak głównym źródłem jest rzeka Jordan, która wpada do jeziora na jego północnym krańcu, a wypada w południowym, kierując się do Morza Martwego.
Warto zauważyć, że wody Jordanu nie mieszają się z wodami Jeziora Galilejskiego i Jordan w swoim składzie biologicznym pozostaje taki sam, co w sposób symboliczny podkreśla jego świętość. Być może z tego powodu na starоżytnych mapach Galilei rzeka Jordan była przedstawiana linią ciągłą, jakby dla podkreślenia tego niezwykłego zjawiska.
Jezioro jest głównym źródłem słodkiej wody w kraju, na jego brzegach występuje wiele gorących źródeł, których właściwości lecznicze są wymieniane w egipskich dokumentach z XIII wieku p.n.e. Wokół jeziora rozłożyły się znane z Ewangelii miasta – Kafarnaum, Betsaida, Korozain, Magdala i Tyberiada.
Po podziale Ziemi Obiecanej wśród dwunastu pokoleń Izraela, jezioro i jego okolice przypadły pokoleniu Neftalego i Manassesa. W okresie panowania Bizancjum jezioro stało się ważnym punktem dla przybywających do Palestyny chrześcijańskich pielgrzymów.
Józef Flawiusz pisał z entuzjazmem o niezwykłym pięknie jeziora i wspaniałym subtropikalnym klimacie otaczającej go doliny. Na położonych na brzegach jeziora plantacjach w tym czasie uprawiano orzechy, drzewa migdałowe, granaty, figi, oliwki, winogrona, palmy daktylowe – krótko mówiąc, każda pora roku władała częścią tej rajskiej ziemi. Jezioro, również w naszych czasach imponuje rozmiarem, wspaniałą panoramą zstępujących do wody skalnych występów i pięknem dziewiczej przyrody.
Jezioro Galilejskie obfituje w ryby, żyją w nim 23 gatunki, wśród których najbardziej znana jest „ryba św. Piotra”, należąca do jednej z najciekawszych rodzin Cichlidae, inkubujących ikrę w pyszczku. Jedną z jej odmian jest właśnie Tilapia Galileae lub Oreochromus aureus, dziś nazywana „rybą św. Piotra”. Jej hebrajska nazwa Amnon w tłumaczeniu z aramejskiego znaczy „Ryba-matka”, natomiast arabska nazwa Muszt jest tłumaczona jako – „grzebień”, ze względu na górną płetwę, która w rozciągniętej formie rzeczywiście przypomina grzebień.
Tę właśnie rybę wyłowił apostoł Piotr, a z jej pyszczka wyjął monetę dwudrachmową na opłacenie podatku świątynnego za siebie i za Jezusa (Mt 17,22-27). Ryba, w której pyszczku znajdowano jakiś przedmiot, nie była dla rybaków znad Jeziora Galilejskiego czymś niezwykłym, ponieważ samce tego gatunku opiekują się narybkiem, nosząc go w pyszczku. Aby usunąć zdolne już do samodzielnego życia potomstwo, samczyk przez pewien czas trzyma w pyszczku jakiś przedmiot, często gładki kamień. Zdarza się, że rybacy znajdują w złowionej rybie monetę.
Na fotografii jest przedstawiony medalion z obrazem Matki Bożej i papieża Jana Pawla II, który wyjęła z pyszczka ryby św. Piotra pewna gospodyni z Tyberii. Opatrzność Boża zdecydowała, aby medalion z obrazem Matki Bożej nie pozostawał na dnie jeziora. Ciekawe, że mimo iż współczesna Tyberia jest żydowskim miastem, ryba z chrześcijańskim medalionem w pyszczku trafiła w ręce prawosławnej gospodyni. Rybę ową kupiła na miejskim bazarze.
Połowem i sprzedażą ryb w czasach Ewangelii zajmowała się większość mieszkańców Galilei, co było gwarancją zatrudnienia i stabilności finansowej. Nazwa miasta Betsaida (hebr. Beit Saida) w dosłownym tłumaczeniu oznacza „dom połowów”. W Jerozolimie była brama, która nazwała się „rybna” (Ne 3,3), ponieważ przy niej sprzedawano ryby przywożone z Galilei. Zbytem i handlem ryb zajmowali się nawet członkowie Sanhedrynu. Zajęcie to było nie tylko bardzo opłacalne, ale i szanowane. Według starożytnego greckiego historyka i geografa Strabona, w czasach panowania rzymskiego ryby z Jeziora Galilejskiego eksportowano do innych krajów. Na jeziorze, podobnie jak dwa tysiące lat temu tak i teraz, występują gwałtowne burze, które zwłaszcza pod koniec dnia bywają niebezpieczne, więc rybacy unikają połowów tuż przed zachodem słońca.
Nad malowniczym brzegiem Jeziora Galilejskiego miały miejsce liczne wydarzenia z okresu ziemskiego życia Chrystusa. Na północno-zachodnim brzegu znajdowały się znane z Pisma Świętego Korazin i Betsaida, które choć były świadkami wielu cudów Chrystusa, usłyszały Jego trzykrotny gorzki wyrzut: Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam (Mt 11,21-23). Na przeciwległym brzegu leżała kraina Gadarenczyków lub inaczej Gergesa, gdzie Chrystus uzdrowił opętanego, wyrzucając z niego legion demonów i pozwalając im wejść w stado świń, które rzuciło się ze zbocza do jeziora (Mt 8,28-34, Mk 5,01, Łk 8,26). Nad brzegiem jeziora leżało Kafarnaum, w którym Pan dokonał wielu cudów i które nazywane było „Jego miastem” (Mt 9,1), lecz pycha jego mieszkańców stała się przyczyną gorzkiego wyrzutu: A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego... (Mt 11,23-24; Łk 10,15).
Wzdłuż brzegu jeziora Chrystus zebrał swoich pierwszych uczniów, odrywając ich od dotychczasowych zajęć, i z prostych rybaków uczynił ich „rybakami ludzi” (Łk 5,10, Mt 4,19). Wzdłuż jego brzegu głosił radosną nowinę o zbawieniu, Królestwie Bożym, słynne przypowieści, uzdrawiał chorych duszą i ciałem, świadcząc o swojej nieskończonej miłości do ludzi. Tutaj wygłosił Kazanie na Górze, dając dziewięć błogosławieństw i wskazując drogę do chrześcijańskiej doskonałości (Mt 5,6,7).
Na tym jeziorze objawił swoją Bożą moc, jednym słowem uciszając burzę, a uczniowie zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”.
Po jego wzburzonej wodzie Chrystus kroczył jak po suchej ziemi. Około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze i chciał ich minąć. Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Jezus zaraz przemówił do nich: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (Mk 6,45-52). Później uratował tonącego Piotra, który zwątpił, widząc wiatr i wzburzone fale, i podał mu dłoń mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? (Mt 14,22-33). Z Jego polecenia na jeziorze dokonał się dwukrotnie wspaniały połów ryb – pierwszy podczas ziemskiego życia (Łk 5,1-8), drugi po Jego Zmartwychwstaniu (Jn 21,1-11). U jego wybrzeży Chrystus dokonał cudownego rozmnożenia pięciu chlebów i dwóch ryb, aby nimi nakarmić pięć tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci (Mt 14,15-21), a po raz drugi na przeciwległym brzegu siedmioma chlebami i kilkoma rybami cztery tysiące (Mt 15,32-38).
Na brzegu tego jeziora ukazał się swoim uczniom po Zmartwychwstaniu, dzieląc z nimi chleb i przywrócił godność apostolską Piotrowi, który utracił ją po trzykrotnym zaparciu się w domu Kajfasza (J 21,1-14).
W 1986 roku na północno-zachodnim, dotkniętym suszą, brzegu Jeziora Galilejskiego bracia Mojżesz i Juval Lufan, rybacy z kibucu Ginosar, znaleźli szczątki starożytnej łodzi rybackiej, pochodzącej z I wieku, tzn. z czasów Chrystusa. Ta starożytna łódź, która wypłynęła na światło dzienne dwa tysiące lat od zatonięcia, jest realnym obrazem historii zawartych w Ewangeliach. Konserwacja łodzi trwała ponad dziesięć lat, po czym została ona umieszczona w muzeum „Człowiek w Galilei” im. Igala Alona (Beit Yigal Alon), mieszczącym się w Kibucu Ginosar.
Łódź, która była wykonana bez użycia jednego gwoździa, miała 8,2 metra długości, 2,5 szerokość i około 1,25 wysokości. Była wyposażona w cztery wiosła i zachowała ślady wielu napraw. Miała maszt i mogła przewozić piętnaście osób. Podczas jej budowy wykorzystano dwanaście różnych gatunków drzewa – cedr i dąb z Libanu, sosnę, cyprys, drzewo chleba świętojańskiego, drzewko laurowe, jawor, figowiec sykomora, głóg i inne.
W 2009 roku przyjechali z pielgrzymką do Ziemi Świętej na obchody Paschy Wielkanocnej pielgrzymi z Ukrainy. W grupie był młody mężczyzna, nowo nawrócony. W Wielką Sobotę, kiedy większość pielgrzymów po wielkich trudach wchodzenia, dosłownie przeciskania się wśród tłumów przez wąskie ulice Jerozolimy, pomyślnie dotarła do Bazyliki Grobu Bożego, on jeden nie został przez policję izraelską nie tylko wpuszczony do wewnątrz, lecz wręcz odesłany na zewnątrz starego miasta, przed jego bramy. Odrzucenie od łaski uczestniczenia w celebracji Świętego Ognia Aleksander, bo tak miał na imię, odebrał z wielkim żalem, wręcz jako karę Bożą za grzechy. W paschalną noc, kiedy jego grupa cieszyła się radością Zmartwychwstania Chrystusa na uroczystej Jutrzni paschalnej przy Jego Świętym Grobie, Aleksander poszedł wyrazić swój żal do świątyni Golgoty… Nie przyjmując słów pocieszenia ze strony współczujących mu pozostałych członków grupy, pozostawał w swojej udręce również w dniu, kiedy raduje się ziemia, niebiosa i całe stworzenie.
Pierwszego dnia Paschy grupa, z którą podróżował Aleksander, przejechała z Jerozolimy do Tyberiady, gdzie w restauracji nad brzegiem Jeziora Galilejskiego mieli zamówiony obiad z rybą świętego Piotra jako daniem głównym. Podczas obiadu, przy lampce wina, wznosili toasty, które w tradycji prawosławnej noszą często charakter błagalnych modlitw. Na tej swoistej ektenii-litanii ciągnęła się długa modlitwa w intencji obecnych przy stole, jak również za tych, którym z różnych powodów, mimo iż planowali, nie było dane postawić stopy na Świętej Ziemi, zobaczyć ziemskiej ojczyzny Chrystusa i pokłonić się świętym miejscom. W pewnym momencie wszyscy się odwrócili na dźwięk padającego krzesła i ujrzeli Aleksandra podnoszącego się z ziemi. Chwilę potem w pośpiechu, prawie biegiem, biegł w stronę matki Magdaleny, przewodniczki grupy, aby jej zdać relację z tego co ujrzał w czasie modlitewnej refleksji nad swoim życiem i wydarzeniami Wielkiej Soboty. Aleksander ujrzał na środku jeziora stojącego na wodzie, obleczonego w białe szaty Chrystusa Zbawiciela, który podniósł rękę i błogosławił siedzących przy paschalnym stole pielgrzymów, a później, odwróciwszy się, błogosławił cztery strony świata. Postać Chrystusa na jeziorze wyrażała wielkość i łagodność, miłość i cierpliwość, zwycięską moc zmartwychwstania i obietnicę powtórnego przyjścia.
Po powrocie do kraju matka Magdalena i Aleksander zwrócili się do kilku doświadczonych księży i biskupów z zapytaniem o wiarygodność widzenia na jeziorze, w obawie przed zwodzeniem szatańskim czy ułudą. Otrzymali jednak odpowiedź, że widzenie jest autentyczne, jest znakiem łaski dla członków grupy i dla całego świata.
Po kilku miesiącach matka Magdalena przybyła znów do Ziemi Świętej z kolejną grupą pielgrzymów z Ukrainy. Odwiedzając najważniejsze miejsca święte związane z życiem, działalnością i nauczaniem Chrystusa, Matki Bożej, proroków i apostołów, w jednym z ostatnich dni pobytu przybyła z grupą do monasteru św. Gerazyma z Jordanu. Jakież było jej zdziwienie, kiedy na środku monasterskiego dziedzińca, na drewnianym blacie starej cysterny na wodę, w miejscu gdzie zwykle znajduje się ikona św. Gerazyma, ujrzała wielką, około półtora metra wysokości, ikonę Chrystusa Zbawiciela. Chrystus na ikonie miał opadające na plecy rozpuszczone włosy i białą, długą tunikę. Wyglądał tak samo jak ten, którego ujrzał Aleksander na środku Jeziora Galilejskiego. Matka Magdalena była pierwszą powierniczką Aleksandra i obraz Chrystusa, przekazany jej w opowieści, nosiła ze sobą, lecz nie przypuszczała, że ujrzy kiedyś podobną ikonę. Padła przed ikoną, wylewając morze łez radości z faktu jej odnalezienia. Na łzy zwrócili uwagę mnisi monasteru, wyszedł nawet przełożony, ojciec Chryzostom. Po usłyszeniu historii był niezwykle zdumiony. Okazało się, że poprzedniego dnia odwiedziła monaster grupa pielgrzymów z Grecji i pewien mężczyzna wniósł tę właśnie ikonę i postawił na środku monasterskiego dziedzińca. Kiedy ojciec Chryzostom zwrócił mu uwagę, aby postawił ikonę w jakimkolwiek innym miejscu, gdyż tutaj zawsze stoi ikona św. Gerazyma, ten zaczął błagać, aby chociaż dzień pozostała w tym miejscu. Ojcze – powiedział – pozwól, niech tutaj postoi do jutra, a jutro oddasz ją pielgrzymom z Rosji. Ojciec Chryzostom się zgodził, a następnego dnia przybyła matka Magdalena ze swoją grupą. Dziwiąc się i radując działaniem Opatrzności Bożej, przełożony monasteru przekazał ikonę matce Magdalenie.
Po przywiezieniu jej na Ukrainę przy ikonie rozpoczęły się cuda i łaski, uzdrowienia, nawet chorych na raka, i pomoc ludziom, którzy się pomodlili przed nią.
Ten wyjątkowy obraz Zbawiciela napisał święty Serafim (Cziczagow), metropolita pietrogrodzki, jeden z nowych męczenników i wyznawców rosyjskich (w 1918 roku został wyznaczony na katedrę warszawsko-nadwiślańską, nigdy jednak tu nie dotarł). Postać Zbawiciela w białej tunice z lekko podniesionymi rękami, gotowego przyjąć każdego, kto się do Niego zwróci, przypomina prototypy większości ikon Chrystusa kroczącego po wodzie.
Św. Serafim napisał dwie takie ikony. Jedna znajduje się w cerkwi proroka Eliasza w Moskwie, druga w katedrze Świętej Trójcy w Ławrze św. Aleksandra Newskiego w Petersburgu. Z ikony Chrystus przemawia znów, jak wtedy na jeziorze: Ja jestem, nie bójcie się! (Mt 14,27; Mk 6,50; Jn 6,20).

Opinie

[1] 2014-11-19 13:39:00 Jacek
Opowieść o tilapii jest nie niewątpliwie ciekawa, są w niej jednak dwa błędy. Rolę opiekuna który inkubuje ikrę w pysku u wszystkich ryb z gatunków Oreochromis rolę opiekuna podejmuje wyłącznie samica. Dodatkowo tilapia jest rybą roślinożerną a dokładniej żywi się planktonem dlatego nie można jej złowić na wędkę jak to uczynił Piotr. Stąd jest wątpliwe by to była właśnie "ryba św. Piotra"
[2] 2014-11-30 18:36:00 Trzywdar
wg.Małego Słownika Zoologicznego Ryby WP 1973
Tilapie są wszystkożerne...Rodzice troskliwie
opiekują się jajami i wylęgłym narybkiem...Cenione też są przez wędkarzy jako atrakcyjne ryby sportowe.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token