Numer 5(335)    maj 2013Numer 5(335)    maj 2013
fot.
O tym jak turystyka monastery zabija
Anna Radziukiewicz

W Bułgarii koło Warny odwiedziłam dwa monastery. Jeden z nich Dimitrowa, córka batiuszki Iwana Wyłkowa, tak wspominała: – Wszystko było tu jak w bajce – las, cisza, wierzący ludzie, którzy przyjmowali podczas Liturgii Święte Dary. Cerkiew była przepełniona nawet w czasie sobotniej wsienoszcznej. Podczas przepięknego lata i jesienią dochodził tu szum fal morskich, szemrała rzeczka, której brzegi wiązał drewniany most. Ciągnęli ludzie do cerkwi, ale i do słońca, morza, winogron i leczenia. Wśród nich byli Czesi, Polacy, Niemcy, najmniej Anglików. Ludzie ze wsi wieźli mleko i owoce. Obok monasteru rozciągał się nadmorski park, dzieło Czecha, Antona Nowaka.

Dimitrowa wspominała monaster św.św. Konstantyna i Heleny w latach trzydziestych XX wieku, obok którego wyrosły dwa hotele, oba dwupiętrowe.
Pierwszy wdarł się w monasterską przestrzeń ciszy i modlitwy hotel Praga w 1908 roku. Rozpoczął budowę nowoczesnego bułgarskiego kurortu o nazwie Święci Konstantyn i Helena.
Wtedy zaczęła się ostra konkurencja między sferą wypoczynku, rozrywki i leczenia, a modlitwy i hezychii.
Modlitwa przegrała. Dziś widać to wyraźnie.
Kiedy monaster powstał? Mógł być założony w trzynastym lub czternastym wieku – przypuszczają badacze, czyli w okresie dla Bułgarów złotym, tak zwanego Drugiego Królestwa Bułgarskiego (XIII-XIV w.). W tym okresie bułgarscy możnowładcy przynosili Cerkwi, szczególnie monasterom, szczodre dary.
Koniec wieku czternastego przynosi zmierzch złotego wieku. Bułgarzy popadają na pięć wieków w niewolę. Żyją pod władzą Turków Osmańskich. Życie w monasterze się kurczy.
W latach 1828-1829 trwa na Bałkanach wojna rosyjsko-turecka. Bułgarzy zaczynają wybijać się na niepodległość. W 1832 roku do monasteru św.św. Konstantyna i Heleny przybywają dwaj mnisi – Agapij i Teodozy. Trzydzieści lat później bracia władają już 32 hektarami ziemi z sadami, winnicami, łąkami, młynem. Ich majątek szybko się powiększa. W 1909 roku mają już 1600 hektarów.
Bułgarzy wprawdzie wyszli z niewoli tureckiej, ale w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX o pełnej wolności wciąż mówić nie mogą, na pewno w Warnie i okolicach. Grecy są ich ogromnymi konkurentami. Chcą niepodzielnie władać tą częścią wybrzeża Morza Czarnego. Mają siłę, w przeciwieństwie do Bułgarów, którzy w Warnie stanowią zaledwie dziesięć procent jej mieszkańców. Bułgarzy pozostają pod władzą greckiej metropolii. A metropolia ta włada całym bogactwem, polami, łąkami, sadami, oddając je każdego roku w arendę. Za uzyskane dochody utrzymuje greckie szkoły, instytucje kulturalne, szpitale, do których przyjmuje tylko Greków.
W 1880 roku przyjeżdża do Warny książę Bułgarii, Aleksander I. Jedzie ze swoim orszakiem do monasteru. Miejsce bardzo mu się podoba – las, morze, lecznicze wody termalne, dobre wino, piękne krajobrazy. Przez kolejne dwa lata znów przybywa. Chce tu stworzyć rezydencję. Dochodzi do transakcji. Grecy sprzedają monaster na letnią rezydencję bułgarskiego władcy. Niemal się kończy historia pięćdziesięcioletniego funkcjonowania monasteru koło Warny, oczywiście po wznowionej tu po wyzwoleniu modlitwie. Zaczyna się historia pałacu z jego problemami i intrygami, i dworską świeckością.
W założonym przez Bułgarów monasterze, przez wieki podtrzymywanym, wysycha duchowość, choć monaster – mocno okrojony – jeszcze funkcjonuje równolegle z pałacem i na początku XX wieku. W jego cerkwi, pod ołtarzem, znajdował się cudotwórczy istocznik, woda z którego pomagała zwłaszcza przy chorobach oczu. Istocznik bije do dziś.
W latach pięćdziesiątych minionego wieku rozpoczęto budowę ogromnego kompleksu wypoczynkowego. Powstają dziesiątki hoteli i restauracji. Każde kolejne dziesięciolecie zagęstsza przestrzeń tego nadmorskiego kurortu, nazwanego Drużba. Cerkiewny kompleks zamieniono w muzeum. Służy się w nim tylko podczas turystycznego sezonu.
Dopiero w 1992 roku następuje powrót do starej nazwy miejscowości Święci Konstantyn i Helena. A w 1999 roku, po pięćdziesięciu latach zapomnienia, nadaje się cerkiewnemu kompleksowi status monasteru. Z Wielkiego Tyrnowa przybywa archimandryta Serafin. Buduje kilka kielii, tarpiezną i kuchnię. Stawia nową kopułę na cerkwi.
Na niedzielną Liturgię w wielotysięcznym Świętym Konstantynie i Helenie, zlanym z 500-tysięczną Warną w jedną aglomerację, przybywa garstka wiernych, kilkadziesiąt osób. Gdzieś połowa z nich to turyści. Monaster jakby skulił się, zmalał, zewsząd napierany przez wielkohotelowy kurort z restauracjami, basenami, placami zabaw, pizzeriami. Nad rzeczką z drewnianym mostkiem rozlokował się gwarny handel różanymi wodami i mydełkami, skórzanymi bamboszami, portretami, malowanymi turystom przez bezrobotnych artystów, ubraniami o jakości jednorazowego użytku. Handel w niedzielę pęcznieje, nabiera rozpędu, wszak wtedy i weekendowi turyści kupują pamiątki. Cerkiew za mostkiem ich nie interesuje. Przyjechali odpocząć, zabawić się, skonsumować.
Święci Konstantyn i Helena jest położony jedenaście kilometrów od administracyjnych granic Warny, monaster Ałładża jeszcze dalej – ze dwadzieścia kilometrów na wschód od letniej stolicy Bułgarii.
W Ałładży nie ma ani jednego mnicha. Za to rocznie odwiedza to miejsce około 80 tysięcy turystów. Wszak w 1912 roku zyskało tytuł narodowego historycznego monumentu, a w 1957 roku centrum kultury o narodowym znaczeniu. Jest najbardziej znanym skalnym monasterem nad bułgarskim brzegiem Czarnego Morza. Mnisi wyryli tu niegdyś cerkiew, kielie, trapiezną, kuchnię w stromej ścianie o wysokości czterdziestu metrów, czyli kilkunastopiętrowego budynku. Dziś zwiedzających wpuszcza się na dwa poziomy skalnych „półek”, do których prowadzą zewnętrzne schody, przypominające klasyczną klatkę schodową. Kiedyś mnisi wspinali się po przypiętej do skał pionowej drabinie. Dziś pozostał po niej tylko lej, wydrążony w skale.
Kiedy monaster powstał? Czy był pojedynczym kompleksem?
Oglądam mapę (na str. 16 u dołu) w muzealnym budynku Ałładży. Przedstawia Bułgarię. Zaznaczono na niej istniejące niegdyś w tym kraju skalne monastery. Jest jak w dawnej Rzeczypospolitej. Są ziemie, które można nazwać monasterorodnymi. Jakby pączkowały jeden od drugiego, skupiając się gęsto na niewielkim stosunkowo terytorium. Taką ziemią dla dawnej Rzeczypospolitej było Podole i Wołyń ze słynną Poczajowską Ławrą na czele. Dla Bułgarii był to północny wschód kraju, czyli tereny na wschód od Warny. Na mapie zaznaczono mnóstwo punktów. Mówi się nawet o ponad pięciuset byłych monasterach na tym terenie, skalnych. Archipelag! Dziś pozostała Ałładża. Bez jednego mnicha.
– O, cóż za wiek barbarzyńców! Duchowych – westchną nad nami badacze za kilkaset lat.
Archipelag mógł się kształtować nawet w czwartym-szóstym wieku. Z czasów imperatora Cesarstwa Wschodniorzymskiego Justyniana I Wielkiego (VI wiek) znaleziono w Ałładży monety. Na ten sam okres pochodzenia wskazywałyby ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki i małej fortyfikacji. Bazylika, która znajdowała się około 500 metrów od monasteru, musiała być potężna, skoro jej długość sięgała 40 metrów, szerokość – 17, była trzynawowa.
Ałładża, według badaczy, mogła być jednym z ważniejszych wczesnochrześcijańskich centrów nad Brzegiem Morza Czarnego, którego rozwój nastąpił w okresie Drugiego Królestwa Bułgarskiego. Według Walerija Kinowa, archeologa, badacza i opiekuna naukowego kompleksu, wskazywałyby na rozkwit w wiekach XIII i XIV freski, które pozostały na ścianach małej kaplicy, ulokowanej na drugim poziomie skalnego kompleksu. Walerij Kinow prowadzi do kaplicy. Dla turystów jest zamknięta. Dla innych gości bardzo rzadko otwierana. Faktycznie, zwłaszcza na suficie, „leżącym” na głowie wchodzącego, zachowały się fragmenty malowideł. Walerij Kinow pozwala je fotografować. Malowidła wskazują na świetność dawnej szkoły, być może czternastowiecznej albo i wcześniejszej.
Po zagarnięciu Bułgarii przez Turków monaster trwał jeszcze może wiek, może dwa – bardziej zgaduje niż wie nasz opiekun.
W 1901 roku badania nad kompleksem rozpoczęło, tylko co założone, Warneńskie Archeologiczne Towarzystwo. Monaster odgruzowano ze skał, które oberwały się z urwiska może już w średniowieczu, i zasypały kompleks do wysokości pierwszego poziomu. Dość łatwo było rozpoznać, gdzie znajdowały się kielie z wykutymi w skale łóżkami, a gdzie trapiezna. Nie wiadomo, czy obecnie zachowana kaplica stanowiła tylko część ołtarzową skalnej świątyni, czy była małą czasownią.
W XIX wieku zapisano legendę, że monaster nosił imię Spasa.
Latem w kompleksie jest pokazywany turystom film – „Legendy monasteru”. Oglądają go tysiące ludzi.
Z czym wychodzą? Z pustym sercem. Nie rozgrzanym serdeczną monasterską modlitwą, tak jak choćby w skalnym monasterze św. Bazylego Ostrogskiego w Czarnogórze.

fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token