Numer 3(333)    marzec 2013Numer 3(333)    marzec 2013
fot.Anna Radziukiewicz
Białoruskimi ścieżkami
Natalia Klimuk

Wilno to swego czasu stolica ogromnego państwa, Wielkiego Księstwa Litewskiego. Państwa, którego nazwa nie oddawała faktycznego składu etnicznego. Większość w nim stanowili Słowianie, których potomkami są dzisiejsi Białorusini i Ukraińcy. Jego językiem urzędowym był ruski. To w tym języku powstawały dokumenty, literatura. „Mijały wieki, zmieniały się epoki, białoruskie tradycje w Wilnie i okolicy zmieniały się, ale trwały i zachowały się do dzisiaj” w wydanych w 1998 roku „Wandroukach pa Wilni” pisze Lawon Łuckiewicz (z rodu Łuckiewiczów, odnowicieli białoruskiego ruchu narodowego). Był czas – opowiada Łuckiewicz – kiedy język białoruski rozbrzmiewał tu w pałacach kniaziów i magnatów, pośród mieszczan i w okolicznych wsiach, gdzie zachował się szczególnie dobrze.

Po białoruskich ścieżkach Wilna oprowadza nas Luda Kardzis z niedawno powstałego stowarzyszenia „Białoruskie Muzeum Wileńskie”.
Zaczynamy w sercu miasta, na wileńskiej starówce. Już tu, przy ul. Dziżoji, czyli Wielkiej, pod numerem 19 znajdziemy tablicę poświęconą białoruskiemu drukarzowi Franciszkowi Skarynie. Do Wilna przybył z Pragi. W 1522 roku założył pierwszą wileńską drukarnię, drukował książki w języku ruskim, poprzedniku współczesnego języka białoruskiego. W podwórzu stoi pomnik pierwszych drukarzy. Obok można poczuć minione czasy, dotykając odsłoniętej ceglanej ściany.
Odwracając się od tablicy poświęconej Skarynie, natrafimy na cerkiew św. Mikołaja, zbudowaną przez znamienitego ruskiego magnata Konstantego Ostrogskiego, który po zwycięstwie w bitwie pod Orszą wzniósł kilka świątyń, w tym właśnie tę. – Teraz służy tu białoruski duchowny, o. Wasil Nawiński – dodaje Luda Kardzis – kiedy poprosimy, odbywają się tu po białorusku nabożeństwa.
Zbudował książę Ostrogski i pierwszą cerkiew na miejscu męczeńskiej śmierci Antoniego, Jana i Eustachego – świętych, których czczą tutejsi chrześcijanie różnych wyznań i narodowości. Dziś stoi tu cerkiew Świętej Trójcy. Różne były losy tego miejsca. Początkowo w rękach prawosławnych, po przyjęciu aktu unii brzeskiej, która boleśnie odcisnęła swoje piętno na białoruskiej kulturze i religijności, świątynia znalazła się we władaniu unitów. A i później, zamykana, czy funkcjonująca, krążyła między wyznaniami. W popularnej obecnie nazwie – bazyliańskie mury, odbija się szczególnie unickość.
Tutaj, w „bazyliańskich murach”, w okresie międzywojennym po sąsiedzku funkcjonowało prawosławne seminarium duchowne i instytucje społeczności białoruskiej. Tu się mieściło Białoruskie Muzeum Wileńskie, instytucja, której wagi dla kultury białoruskiej nie sposób przecenić.
Muzeum wraz z Białoruskim Towarzystwem Naukowym i Gimnazjum tworzyło centrum życia społecznego wileńskich Białorusinów w okresie II Rzeczypospolitej.
Powołano je w 1921 roku i na cześć zmarłego w 1919 roku działacza odrodzenia białoruskiego nadano imię Iwana Łuckiewicza. Eksponaty pochodziły głównie z kolekcji Łuckiewicza, który w testamencie przekazał je muzeum. Były wśród nich cenne starodruki – część Biblii Skaryny, Statut Wielkiego Księstwa Litewskiego z 1588 roku z drukarni Mammoniczów, a także tak zwane ewangelie nowogródzkie z końca XIV wieku, „Triod cwietnaja” wydana w roku 1491 w Krakowie, książki drukowane w języku białoruskim w Wilnie, Supraślu, Nieświeżu i Słucku.
Wśród nich i Al-Kitab, tatarski dowód dawnej powszechności białoruskiego języka na Wileńszczyźnie. „Tatarzy z Wilna i okolic łatwo asymilowali się, ale jednocześnie zachowywali swoją religię, zaczęli nie tylko rozmawiać po białorusku, ale też modlić się z tym języku” – wyjaśnia Lawon Łuckiewicz. Al-Kitab to szesnasto- i siedemnastowieczne księgi zawierające muzułmańskie modlitwy w białoruskiej gwarze, spisane arabskimi literami. Na czele placówki stał brat Iwana Łuckiewicza, Anton. Jej bieżącymi pracami kierowali kolejno Marian Piecukiewicz (1904-83) i Janka Szutowicz (1904-73).
Muzeum zarządzała Rada Muzealna jako sekcja Białoruskiego Towarzystwa Naukowego.
Muzeum zostało zlikwidowane pod koniec 1944 roku. Tę część kolekcji, której nie zagrabiono podczas działań wojennych, rozdzielono między różne placówki na terenie byłego ZSRR. Jej część znajduje się na terenie współczesnej Białorusi, część na Litwie.
– Teraz ze strony ministerstwa kultury Białorusi trwają próby stworzenie wirtualnego muzeum – opowiada nasza przewodniczka, ale i Białorusini Wilna działają. Powołali organizację „Białoruskie Muzeum Wileńskie”.
– Robimy co możemy – opowiada Lidzia – stworzyliśmy organizację i zbieramy eksponaty, staramy się uratować jak najwięcej. Kupujemy, zbieramy, dostajemy. Siedziby nie mamy, rozmawiamy o tym z władzami miejskimi.
Ale łatwo nie jest. Nie mamy wsparcia ze strony państwa białoruskiego, a poza tym, choć obecnie jesteśmy małą społecznością, mamy sporo białoruskich organizacji, które raczej nie współpracują ze sobą – żali się przewodniczka. – Naszym problemem, podobnie jak całej Litwy, jest brak młodych. Wyjeżdżają. Mamy białoruską szkołę średnią. Ostatnio walczyliśmy o to, by nie wszystkie przedmioty były tam nauczane po litewsku, staramy się o uzyskanie wymaganego przez ustawodawstwo europejskie statusu gimnazjum.
Na pewno łączy, leżąca tuż za bazyliańskimi murami, Ostra Brama. Tu Matkę Bożą w ostrobramskiej ikonie czczą wszyscy, w tym Białorusini – i prawosławni, i katolicy. Bo tu, podobnie jak na zachodniej Białorusi, Białorusin automatycznie oznacza prawosławnego. Na Zarzeczu jest kościół św. Bartłomieja, który rzymskokatolicka kuria przeznaczyła dla społeczności białoruskiej.
Łączą też cmentarze. Katolickie i prawosławne. Słynna Rossa. Tu leżą białoruski działacz ks. Adam Stankiewicz, literat Franciszak Alachnowicz, Łuckiewiczowi, powstańcy 1863 roku, łączący narody poeta Władysław Syrokomla.
I wielu, wielu innych, zasłużonych dla białoruskiej kultury. By ich groby łatwiej było znaleźć, Luda Kardzis wraz z dr Leną Głogowską z białostockiego uniwersytetu opracowały przewodnik po Rossie. Książka czeka na wydanie.
Podobne opracowanie chciałyby poświęcić prawosławnemu cmentarzowi, czyli jefrosiniewskim mohiłkom. Tu też pochowanych jest wielu duchownych, wykładowców gimnazjum białoruskiego, działaczy kultury. Wśród nich wykładowca Aleksander Danilewicz, pisarz Alaksiej Aniszczyk. Na cmentarnych pomnikach inskrypcje są napisane cyrylicą i łacinką. Wśród tych drugich, można znaleźć napisy po angielsku. – Taki to znak czasów – mówi z żalem przewodniczka – by wnuki z Zachodu wiedziały, kto tu leży.
Bo Litwa jest otwarta, a właściwie zapatrzona na Zachód. Ale czy to zapatrzenie aby na pewno jej służy? Młodzi wyjechali. Właśnie na Zachód, bo na Litwie nie ma pracy, perspektyw.
To, że Litwa jest w Unii Europejskiej, na pewno umacnia tutejszą mniejszość polską. Granicę przekracza się bez problemów.
– Polacy mają tu siłę przebicia – opowiada przewodniczka. – Mają duże szkoły, organizacje wspierane przez polski rząd, filie polskich uczelni. A szkoły są ważne. – Wielu ludzi na wsi, w tym Białorusinów, nie miało białoruskiej świadomości narodowej, ale trafiając do polskiej szkoły, zyskiwało właśnie polską. Szkoda.

fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token