Numer 2(332)    luty 2013Numer 2(332)    luty 2013
fot.Dymitr Andrejuk
O supraskiej Hodegetrii
Dorota Wysocka

Supraska Ikona Matki Bożej jest wielką świętością. 10 sierpnia do monasteru w Supraślu, pokłonić się przed nią, przybywają z roku na rok większe rzesze pielgrzymów. Słynie łaskami…

Pielgrzymi dobrze wiedzą, że jest to dziewiętnastowieczna kopia tej, której kłaniano się tutaj jeszcze sto lat temu. Tamta, wraz z innymi supraskimi skarbami, wywieziona została latem 1915 roku, w czasie bieżeństwa, w głąb Rosji i już stamtąd nie powróciła. Jej losy są nieznane.
Wiedziano o niej, że była darem współfundatora supraskiego monasteru, biskupa smoleńskiego Józefa Sołtana, późniejszego metropolity kijowskiego, i że na Ikonie Smoleńskiej była wzorowana. Tak jak tamta reprezentowała typ Hodegetrii, Przewodniczki, która – twarzą zwrócona do wiernych – wskazuje dłonią na trzymanego na rękach Syna, błogosławiącego świat. Jej obecność w monasterskiej świątyni odnotowywały wszystkie spisy inwentarzowe, od najstarszego, tak zwanego Rejestrzyku, sporządzonego w 1557 roku przez archimandrytę Sergiusza Kimbara. Odnotowywały krótko, bez szczegółowego opisu. Można było jednak na ich podstawie ustalić, że początkowo była jedną z miestnych ikon w ikonostasie, po jego zmianie znalazła miejsce przy filarze.
Jej historię, jako pierwszy, szerzej przekazał o. archimandryta Mikołaj Dałmatow w swojej, wydanej w 1898 roku, monografii monasteru. To on właśnie podał, że ofiarował ją smoleński władyka Sołtan i że jej pierwowzorem była Smoleńska Ikona Matki Bożej. Zauważał pewne różnice, ale – jak pisał – to na wzór katolicki założone na ikonę korony zmieniły nieco wizerunek.
Supraska Ikona uwieczniona została na fotografiach z początku XX wieku, dopiero jednak od niedawna wiemy, jak dokładnie wyglądała. Przesłonięta srebrną ryzą, tak że widać jedynie twarze i dłonie, znalazła się na jednej z serii fotografii, wykonanych w 1864 roku. Oryginały w ubiegłym roku odnalazła w wileńskiej bibliotece uniwersyteckiej pracująca w Muzeum Podlaskim w Białymstoku Joanna Tomalska, historyk sztuki, od dawna interesująca się i ikonami, i supraskim monasterem, któremu poświęciła kilka publikacji, i pokazała (powiększone, doskonałej jakości skany) na wystawie w ratuszu (pisaliśmy o niej w listopadowym PP).
Przyjrzała się supraskiej Hodegetrii i nabrała pewności – to nie jest kopia Ikony Smoleńskiej, nie jest to też ikona pochodząca z XV czy początku XVI wieku. Wątpliwościami podzieliła się z czytelnikami najnowszego numeru Studiów Podlaskich (20/2012), w artykule Uwagi na temat wyposażenia cerkwi Zwiastowania w Supraślu w XVI i XVII w. Zwróciła przede wszystkim uwagę na odmienny układ stóp i dłoni błogosławiącego Chrystusa, na inne ułożenie maforionu Matki Bożej. Taka dowolność w odwzorowywaniu ikony nawet w szesnastym stuleciu była nie do pomyślenia.
Józef Jodkowski, w wydanej w 1915 roku pracy poświęconej litewskim cerkwiom obronnym, przekazał, iż napisana była olejno na płótnie, które następnie naklejono na deskę. Technika olejna upowszechniła się dopiero w połowie XV stulecia, wątpliwe, by posłużył się nią ikonopisca na początku szesnastego wieku.
A potem przyjrzała się wyraźnym światłocieniom, drobnym detalom i nabrała pewności – to dzieło siedemnastowieczne, niekoniecznie ze wschodniego kręgu kulturowego.
Co w takim razie stało się z ikoną od Sołtana? Padła łupem najeźdźców, została wykradziona? Już o. Sergiusz Kimbar odnotowywał, że przesłonięta była cenną srebrną ryzą z pozłacanymi aureolami i drogocennymi kamieniami. Jaki zły los ją spotkał?
Nie ona jedna zniknęła w niejasnych okolicznościach. O ikonach z unickiego już wtedy Supraśla pisał w 1644 roku, w pracy Lithos Abo kamień z procy prawdy Cerkwie Świętey Prawosławney Ruskiey Na skruszenie… prawosławny metropolita kijowski Piotr Mohyła: Spytaj się jeno w tym monasterze, gdzie się one staroświeckie obrazy, wszystkie z tablicami srebrnemi pozłocistemi, podzieli, a pewnie dowiesz się, że to na swoje prywaty obrócono, a miasto srebrnych płócienne włoskie w cerkwi obrazy postawili: dobrze się z Panem Bogiem frymarczą. Płótno mu malowane za srebrne, złociste dając.
Joanna Tomalska nie ograniczyła się do zasiania wątpliwości w kwestii pochodzenia supraskiej Hodegetrii. Posługując się warsztatem historyka sztuki wskazała autora – flamandzkiego, osiadłego w Wilnie, artystę Bartłomieja Pensa, który jest także twórcą obrazów Matki Bożej z Dzieciątkiem w ołtarzu głównym kościoła w Świętej Lipce na Mazurach i w kościele Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Białej Podlaskiej oraz zaginionego obrazu Matki Bożej Pokornej z kaplicy zamkowej w Malborku.
Matka Boża z Supraśla ma identyczny jak ta ze Świętej Lipki zarys owalu twarzy i osadzenie głowy, rysunek szyi, kształt regularnych brwi i ust. Podobny jest laserunkowy sposób modelunku szeroko kładzionych plam barwnych z lekkim, delikatnie zaznaczonym światłocieniem, szczególnie wyrazistym w zewnętrznych kącikach oczu, zakończeniu nosa i zaokrągleniu podbródka. Identyczne są także proporcje twarzy, szczególnie oblicza Matki. Oba obrazy łączy też detal – aniołowie podtrzymujący koronę nad głową Matki Bożej, widoczni na srebrnych pokryciach obu dzieł.
Nie można wykluczyć, że Bartłomiej Pens napisał do supraskiego ikonostasu także ikony miestne na miedzianej blasze oraz malowane na płótnie ikony w drugim rzędzie ikonostasu. Na taki wniosek pozwala analiza porównawcza: identyczny rysunek nosa, oczu i ust, nawet maforion na ikonie Hodegetrii z ikonostasu ma identyczny układ i ozdoby, jak na ryzie ikony słynącej łaskami.
Joanna Tomalska podważyła także pochodzenie bogato rzeźbionego ikonostasu i innych drewnianych elementów wnętrza, wykonanych, jak powtarzano w ślad za unickim duchownym, o. Mikołajem Ratkiewiczem, osiemnastowiecznym autorem Kroniki Ławry Supraskiej, w warsztatach gdańskich snycerzy. Analiza elementów dekoracyjnych doprowadziła ją do wniosku, że dzieło nie mogło powstać w Gdańsku w latach czterdziestych siedemnastego wieku. Inna już wtedy w gdańskich warsztatach obowiązywała stylistyka, a w wykazach tamtejszych mistrzów nie pojawiają się polskie nazwiska jego współtwórców.
Gdańskie wyroby były w tej części Europy synonimem kunsztu i najwyższej jakości, stąd wskazywanie na to miasto jako miejsce powstania ikonostasu podkreślało jeszcze jego wysoką klasę. Tomalska proponuje jednak szukać warsztatu znacznie bliżej – w Wilnie chociażby.
Przeszłość supraskiego monasteru wciąż nie jest dokładnie znana, kryje się w niej niemało zagadek. Pytań jest wiele, ale na niektóre powolutku znajdywane są odpowiedzi.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token