Numer 2(212)    luty 2003Numer 2(212)    luty 2003
fot.M. Dolecki
Bohaterowie czy bandyci? WILUKI
Walentyna Łojewska
W cyklu "Łagodne twarze oprawców" wracamy do wspomnień świadków wydarzeń, które miały miejsce na Podlasiu w latach 1945 - 1949. Dotyczą one bardzo kontrowersyjnego okresu historii, kiedy to żołnierze w polskich mundurach pod płaszczem walki o wolność i demokrację mordowali cywilną ludność Podlasia, palili wsie, pozbawiali podstawowych środków do życia tych obywateli Polski, którzy rozmawiali białoruskim dialektem, wyznawali prawosławie lub ośmielali się wątpić w katolicko-narodowe ideały ich Polski. To ci żołnierze, którzy siebie nazywali spadkobiercami tradycji Armii Krajowej, pod dowództwem majora Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka" czy kapitana Romualda Rajsa ps. "Bury" mordowali, gwałcili, okradali, wyganiali z ich domów rdzenną ludność Podlasia. - Żołnierze AK nigdy nie strzelali do bezbronnych cywilów, nie mówiąc o kobietach czy dzieciach - powiedział w kwietniu 2001 w wywiadzie dla Radia Racja Józef Ostrowski, przewodniczący Białostockiego Okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK. - Kto więc jest odpowiedzialny za śmierć 30 furmanów zakatowanych koło Puchał Starych, za śmierć mieszkańców Zaleszan, Zań, Potoki, Szpaków? - wśród ofiar były kobiety i dzieci... - zapytałam Józefa Ostrowskiego. - Ja nic na ten temat nie wiem! – odpowiedział. W tej lepszej Ojczyźnie, o którą podobno walczyli tak zwani "żołnierze wyklęci", nie było miejsca dla bestialsko spalonych dzieci z Zaleszan czy Potoki, nie było miejsca dla tych, którzy chodzili do cerkwi i rozmawiali po białorusku. W tym numerze zatrzymamy się na wsi Wiluki.
   Dziś to bardzo atrakcyjna turystycznie wieś, wtulona w puszczański krajobraz.

   Malownicze położenie wsi, które dziś tak wabi turystów, w
   okresie wojny i zaraz po wojnie było przekleństwem mieszkańców tej okolicy.
   - Oj ne mieli my spokoju - opowiada Mikołaj Wiluk. - W wojnu prychodyły tut partyzany, ruskije ...z puszczy, ale wony ono jedło brali, ot słoninu, mołoko, chleb... My wsim dawali, a jak inaksz?Raz pryszło ich sorok, ruskich partizan, nabrali jedła i jak wychodyły z wioski to zabili dwoch Niemców. Niemcy tam na Starynie stojali.
   Z panem Ryhorem Kuderskim idziemy wzdłuż lasu okalającego Wiluki. O tut zabili Niemcy babu, wona swyniu zakołoła, a złyje lude pudkazali Niemcam szto wona ruskim partyzanom pomohała, nu i Niemcy pryszli weczerom, wyhnali jeji z chaty (taja baba mieła hrudnoje ditia na rukach), ditia odobrali od jeji... położyli, a babu rozstrelali. Skazali wykopati jamku i zakopati, tut wona i liżyt. Dziś stoi tu krzyż i imienna tablica: To jeji dieti postawili tut pomnik, jejnoho muża toże Niemcy zabili.
   W czasie wojny nie było lekko, ale dopiero po wojnie my doznalisia, szto to bida i chołod - mówią mieszkańcy Wiluk.
   Wieczorem 10 maja 1945 roku do wsi Wiluki od strony Werstoka wkroczył odział uzbrojonych żołnierzy w sile około stu ludzi. Większość z nich miała na sobie mundury polskiego wojska i rogatywki na głowach, niektórzy mieli cywilne ubrania. Wszyscy mieli broń. Dowódca grupy i część ludzi zatrzymali się przy domu Kuderskiego, reszta rozbiegła się po wsi. Żołnierze kazali ludziom wychodzić z domów i iść na początek wsi na zebranie. Zgromadzeni na ulicy mieszkańcy dowiedzieli się wówczas, że jeden z żołnierzy tego oddziału (był to oddział Łupaszki) został postrzelony w rękę, a oni, polscy żołnierze, przyszli tu po to by wymierzyć sprawiedliwość Wilukom! Niektórzy mieszkańcy mówią, że podobno pod Suwałkami w ówczesnym aparacie bezpieczeństwa służył jeden z ich wsi - i to dlatego poszedł z dymem dorobek kilku pokoleń wiluków.
   A tak wspomina ten dzień Mikołaj Wiluk: - Pomniu, to na weczur wże było, od Werstoka iszli pulśkije partyzany, w mundurach, czapki to takije rogatywki mieli, to była taja Armija Krajowa, szto to inszoj Polszczy chotiła... Było to pomentaju z desiatoho na odinnaccotoho maja. Pan Mikołaj miał wtedy 10 lat: - Ja tody koło mati stojau i straszno bojawsia, odin z tych żołnierzy skazau do moho baćki: "Szykuj się na śmierć stary, bo tu będzie gorąco". Toj ich kamandzir skazau, szto chtoś z naszoj wioski raniu ichnioho żołnierza. Skazali, kob wystupiu toj, chto postreliu toho ichnioho sołdata.
   Nikt nie wystąpił. - Bo i jak my mieli znaty, chto deś koho postrieliu, moi baćki zemli pilnuwali, ne polityki... Pomniu szto kobiety z wioski kazali, szto z bezpieki tut pryiżdżali i strelali, ale wony ne powiryli. I tak my stojali, ja pomniu, szto usiudy nas okrużali tyje sołdaty z bronioju, a lude likotali zo strachu - dziś wspomina.
   Część żołnierzy rozbiegła się po wsi, plądrując mieszkania i wynosząc na przygotowane fury, co im było potrzebne. Od niektórych wyprowadzano konie.
   - Lude kazali, szto zołota po chatach szukali - mówi pan Mikołaj. Pamięta jak wszystko nagle stanęło w ogniu: - Baczyu, jak horyt nasz dom, tak chutko horiło! Matka złapała mnie za rękę, żeby ratować, ale żołnierz który stał koło nas krzyknął: stój, bo zastrzelę! Pamiętam że nakierował na mnie broń! - przywołuje obrazy z dzieciństwa pan Mikołaj. - U nas zhorieli koni, pomniu, my mieli takoho trochlietnioho konika, taki choroszy byu, zhorieł mój konik i jomu ne było litości! - pan Mikołaj zamyśla się: - Taki to byu kiepski czas... Pamiętam jeszcze, że leżeli koło nas związani ludzie. Jeden z żołnierzy w polskim mundurze kazał im wstać, a jednego z tych związanych zastrzelili; widziałem to, bo stałem blisko... - Germaniuka Bazyla zastrelili!, to byu mołody chłopeć, joho zabili, bo Giermaniuk nazwisko miał, wujek joho byu partyjny, a toj chłopeć ne winowaty, tylko nazwisko... Pomniu, szto odzin z tych żołnierzy ne chotieu strelaci, a druhi podbieh taki niski rostom i zastreliu... Pomniu, jak toj Giermaniuk liżał wże mertwy i horieli joho nohi, dalej ja wże ne dywiusia... straszno było - wspomina pan Wiluk. Kiedy wiadomo było, że ognia już się nie da opanować, puścili ludzi.
   - U nas spłonęło wszystko, świnie, krowy, owce, kartofle przygotowane do sadzenia, zboże do wysiewu, wszystko!... Jedna kura przyszła później na pogorzelisko... I kamienie jeszcze były...
   - Mnie zabrau kuzyn do sebe, ja ciłe lito pomahau jomu, pas korowy, oweczki - opowiada pan Wiluk. Później ojciec wykopał ziemiankę i tak w tej ziemiance ojciec z matką mieszkali zimę z 1945 na 1946 rok.
   W 1946 roku latem wrócili z wojny bracia pana Mikołaja. Najstarszy służył w Polskim Wojsku, młodszy w Radzieckiej Armii. Zaczęli budować chatę...
   Maria Wiluk w maju 1945 roku miała 15 lat: - Pomentaju, a jakże! Wsiutko tut horiło, trawa i taja horiła, nohi ne było de postawity... pomniu, szto ojciec wsio chodiu po podwórku i płakau... Jak żyti? Jesty nema czoho! Chodyli z torbami na pleczach! Jesty prosyty! Oj, ne daj Boże jak tiażko było!
   Ryhor Kuderski urodził się w Wilukach i tu mieszkał przez całe swoje życie - a 10 maja 1945 roku nie zapomni do końca swoich dni: - Pomniu, szto pryszli weczerom deś koło dewiatuj, skazali mołodym wystupyty, ja stojau z kraja - przywołuje wspomnienia. - Mene soldat prykladom tolknuu: "Mówiłem młodym wystąpić" - kryknuu... Ja wystupiu.... Postawili mene pomniu pud takim klonom... Ja wże dumau szto mnie kuneć... Ono smerty czekau, ale wony skazali, kob zawesti ich do Długiego Brodu. - Jak będziesz uciekać, zastrzelimy - powiedział jeden z żołnierzy. - Ja powiuu ich do Długiego Brodu, ich (tych sołdat) było sztyroch, zatrymalisia pry chati Giermaniuka. Toj Giermaniuk, po jakoho pryszli wtiuk czerez okno, u chati spali chłopci, odin byu z Staryny i dwoch z Mackiewiczów, ich tody powezali i pryhnali na Wiluki. W Wilukach wże położyli ich na dorozi i nasmichalisia: - Giermaniuk, jakie ładne nazwisko, Bazyl Giermaniuk, kto na ochotnika go zastrzeli? - zapytał jeden z tych, których prowadziłem - wspomina pan Ryhor. - Chętnych nie było widać, ale pudlicieła takaja hnida, mały taki. "Ja zastrzelę" - potiuh po Bazylim Giermaniuku z automata. Wsio! Tody dali zahad paliti seło... Wsi chaty w odnum czasi zahorielisia!... Szcze trochu potrymali nas tyje akuowci... i wże jak switało skazali: "Możecie teraz ratować co się uda!" Ratowati wże ne było czoho, pohorieło wsio, u koho tyje wojskowy ne zabrali dobytku to zhorieło w chliwach..
   - Wojskowi odjechali na naszych furach z naszymi końmi, odjiżdżali wony w kirunku na Topiło... Tam, z Topila paliu naszu wiosku taki Rafał... wuon byu z tymi sołdatami... A raniej to wuon dla Niemcau robiu... Ludej katowau... Ot takije to hieroi za liepszu Polszczu wojowali - z goryczą mówi Ryhor Kuderski. - Na druhi deń po pożary my powiadomili toj urząd bezpieczeństwa i wony pryjechali i tych liesnych rozohnali, tody tyje ubowci to dwoch tych liesnych zastrelili, tam i je ich mohila, na Topili.
   W Wilukach zostały trzy chaty. Mieszkańcy nie mogli liczyć na żadną pomoc. Ratowali się jak kto mógł. Najczęściej chodzili po prośbie, przy okazji wynajmowali się do wszelkich gospodarskich prac.
   - Za żmeniu żyta i kusok chlieba, kto mógł jechał jak najdalej stąd. Nichto nam ne dopomuoh pudniatysia z toi bidy jakuju zrobili nam akuowci - wspomina pan Kuderski. - U nas zhorieło wsio, zostali hoły i bosy, bez jedła, nawet koca, ne dostali kob na noucz prykrytysia... Ot tak...
   Później zaczęli odbudowywać swoje chaty.
   - My puszczanskije, wy dumajete, szto dało nam państwo drewo na budowu? ...nyczoho ne dali! ...krali my toje drewo z puszczy, kob jakuju nebudź budu na zimu zliepity... Ne było rady, ne ukradesz to żywcom w zemlu lieź - mówi pan Kuderski. - Wesna była, my zamist toho kob sijaty, chodili po naszych wioskach prosyty. Z hospodarou żebrakami stali, w odnu nuocz! ...za szto nas tyje liesnyje spalili? Newże za Giermaniuka? Woun z Mackiewiczów byu, a zabili ne toho, szto chotieli... Każut szto toj partyjny, za kotorym tody pryjszli i szcze żywe, wże jomu puod 90 lit... a toho mołodoho chłopcia za nazwisko zabili! - z przekonaniem mówi pan Ryhor. - Tomu chlopciu było 16 liet, ne byu ni partyjny, ni nyc.
   - Ot tak i teper żywem, baczyte moi ruki?-
mówi z goryczą Maria Wiluk, pokazując spracowane dłonie. - Wsio nam spalili, wsio treba było nażyty od nowa... i jesty treba było... i wsio tymi rukami! ...bez konia, bez fury, ono tyje ruki i nebo nad hołowoju! ...i za szto? Czy my prawosławny im tak pereszkodżali? My ne zajmalisia politykoj, my na swojej zemlie pracuwali..!
   Bezsilny żal, ból i gorycz przenika przez każde wspomnienie tego czasu. - Nu i szto, za toje szto nas spalili to teper odszkodowania podostawali tyje akuwci! Czy to znaczyt, szto nas sprawiedliwo spalili? - pyta z niedowierzaniem pani Maria. - Jak toje wsio poniaty?
   Relacja mieszkańców wsi Wiluki zapisana wiosną 2001 roku.
   To jedna z nielicznych miejscowości, w której mieszkańcy podali prawdziwe imiona i nazwiska.
   - Nam nema czoho bojatysia, Boh baczyt, chto tut byu winowaty, nechaj lude znajut, jak było, my ne wieczny...

Opinie

[1] 2006-06-28 20:42:00 adam
to KŁAMSTWO i BESZCZESZCZENIE PAMIĘĆI NARODOWYCH BOCHATERÓW WALCZĄCYCh Z ŻYDOKOMUNĄ
[2] 2007-02-15 11:33:00 Jarek
Kłamstwo? Co jest kłamsytwem a co prawdą - nie tobie osądać. Słuchaj starczych i się ucz i pamiętaj zanim komus powiedsz "kłamstwo" pomyśl - to nie boli!
[3] 2007-03-25 18:23:00 ara
Te wydarzenia miały miejsce !
Kto temu zaprzecza to ... oby nie doczekał momentu gdy BOHATER PRZYJDZIE PODPALIĆ TWÓJ DOM DOM W KTÓRYM MIESZKASZ...ZABIERZE MĘŻA CZY SYNA WRAZ Z KONIEM WOZEM UPRZĘGIEM(KOŃ DLA ROLNIKA TO FABRYKA) TO WIĘCEJ NIŻ MERCEDES - LUDZI ZABIJE, DOM SPALI A KONIEM BĘDZIE JEŻDZIĆ - tak było.
...Jan Paweł II mówił ... a wy ślepi i głusi - sprawdżcie co mówił Papierz Polak w Konstantynopolu i przy innych okazjach...
Życzę TRZEŻWEGO spojrzenia na historię i miłosiernego podejścia do LUDZI OD MOMENTU POCZĘCIA w przyszłości
[4] 2008-01-08 14:28:00 ANDRZEJ
MYŚLĘ ŻE TO WSZYSTKO JEST PRAWDĄ MÓJ TATA URODZIŁ SIĘ W WILUKACH I PYTAJĄC GO O PRZESZŁOŚĆ NIEWIELE MI POWIEDZIAŁ
[5] 2009-05-14 12:14:00 Marek
To prawda mieszkam w Wilukach i moja babcia przeżyła tą tragedię
[6] 2009-05-30 13:13:00 Piotr
Myślę że to wszystko jest prawdą.Moje rodzice pochodzą z Wilęszczyzny. Tam żołnierze "Łupaszki" wymordowali ludność litewskiej wsi.Niestety nazwy nie pamiętam.
[7] 2009-06-09 21:38:00 Zbyszek
Jestem przekonany, że wujek Kuderski mówi prawdę, bo takie same słowa słyszałem od babci i od taty, więc inaczej byc nie mogło
[8] 2009-07-02 22:12:00 Jan
Ci, którzy mają wątpliwości co do opisanych wydarzeń niech sami przyjadą i jeszcze z żyjącymi uczestnikami tych smutnych wydarzeń porozmawiają.Ja jako syn jednego z tych , który przeżył to dramatyczne wydarzenie, oczekuje przynajmniej słowa "przepraszam " od żyjących członków tej grupy bojowników lub organizacji podtrzymującej pamięć o nich.Bo przecież nie można stawiać pomniki katom a zapominać o ich ofiarach mimo , że czasami kaci mieli pozytywne okresy swojej działalności w podziemiu.
[9] 2010-11-14 23:32:00 Zygmunt
Prawda musi zwyciężyć,krzywdy muszą być naprawione!Nie można żyć w zakłamaniu.Nie może oprawca być bohaterem.Wstyd mi za tych zbrodniarzy.
[10] 2012-11-13 17:28:00 Izabela
Ja nie mam żadnych wątpliwości co do prawdziwości opisanych wydarzeń ponieważ słyszałam o nich już we wczesnym dzieciństwie i są osoby w mojej rodzinie, które pamiętają tamte wydarzenia i o nich mówią, dlatego że ów zamordowany Bazyli Germaniuk był przyrodnim bratem mojego dziadka. Wydarzenia z tamtych lat powinny być rozliczone, a tym pseudo bohaterom nie powinno się stawiać pomników...
[11] 2012-11-25 14:36:00 Kuba
mityczna "żydokomuna" usprawiedliwia w oczach Pana Adama wszystko. Ja jestem pewien, że jakby Polska w 1945 została demokratycznym kraje to wielu tych watażków też nie wyszła by z lasu..
[12] 2012-12-07 15:10:00 Bazyl
Jakimś dziwnym trafem w publikacjach o KPZB rejon Puszczy Białowieskiej jest wskazywany jako ten w którym działało najwięcej aktywnych komórek tej agentury.
[13] 2015-09-10 16:22:00 Gość
Niestety historia jest jednostronna. Wyjaśnień leśnych już nie otrzymamy. Mimo to dziwi mnie podkreślanie że była to wieś Białoruska, czy prawosławna. Przecież Białorusini służyli również w AK zwłaszcza w okolicach Wileńszczyzny i Nowogrodu. Z relacji jasno wynika że wieś była podejrzana o współpracę z NKWD (pod nią podlegała również partyzantka sowiecka) i UB. Na tych terenach, oznaczało to wieś komunizującą,czyli współpracującą z okupantem sowieckim. Z reguły oddziały leśne w latach 1940-45 miały sprawdzone informacje o konfidentach mimo to w późniejszym czasie mogło dochodzić do pomyłek. Z relacji świadków jednak wynika że pewne powiązania z wrogą agenturą były. Z dzisiejszego punktu widzenia nikt nie pochwala takich działań zwłaszcza odpowiedzialności zbiorowej, ale my nie ukrywamy się po lasach i nie zrywają nam paznokci na przesłuchaniach, ani nie strzelają do nas z za węgła ... W tamtych czasach każdy donos na UB w praktyce był wyrokiem śmierci, z relacji wynika że informacja o konfidentach we wsi okazała się zabójcza. Współczuję bliskim ofiar, bez względu na to czy doszło w ich przypadku do pomyłki, czy też nie. Niech dobry Bóg czuwa nad tymi którzy odeszli, a Białorusinom pozwoli żyć w zgodzie z Polakami tak jak to ich pradziadowie czynili.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token