Numer 11(329)    listopad 2012Numer 11(329)    listopad 2012
fot.Anna Radziukiewicz
W Nosowie koło Leśnej
Natalia Klimuk

Prawie od dwudziestu lat, w pierwszą niedzielę po święcie Podwyższenia Krzyża Pańskiego, w Nosowie odbywają się uroczystości ku czci Leśniańskiej Ikony Bogarodzicy. Nosów i Leśną Podlaską, z szeroko znanym przed wiekiem prawosławnym żeńskim monasterem, dzieli kilka kilometrów. Dziś nosowska cerkiew św. Archanioła Michała jest położoną najbliżej Leśnej światynią prawosławną i świątynią najdalej wysuniętej na północ parafii w diecezji lubelsko-chełmskiej. W dniu święta tutejszą garstkę parafian odwiedzili pielgrzymi z okolicznych parafii, także z Białegostoku i Siemiatycz. Nabożeństwu przewodniczył arcybiskup lubelski i chełmski Abel, a w jego kazaniu historia przeplatała się z teraźniejszością.

Leśniańska Ikona Bogarodzicy

– Zebraliśmy się tu, by tak jak nasi przodkowie wysławiać Bogarodzicę w Jej Leśniańskiej Ikonie. Bóg zechciał uczynić tak, że od początku istnienia tej cerkwi, nad carskimi wrotami znajdowała się Leśniańska Ikona. Teraz przed tą ikoną, tak jak nasi przodkowie, możemy wysławiać Bogarodzicę. Najstarsi mieszkańcy jeszcze wciąż znają pieśń W Lesnoj nam sia objawiła, o Maryje!Ruskij narod polubiła, aliłuja.
Ikona w okolicach Leśnej objawiła się w niedzielę 14 września 1683 roku – możemy przeczytać w książce Jarosława Charkiewicza „Tobą raduje się całe stworzenie”: „W samo południe pasący krowy chłop Aleksander Stelmaszczuk wszedł do gęstego zagajnika. Nieoczekiwanie, na starej gruszy ujrzał blask, pochodzący od ikony. Pobiegł po swego brata Mirona Makaruka i razem poinformowali o cudzie miejscowego prawosławnego kapłana. Ikona była swego rodzaju płaskorzeźbą. Wizerunek Matki Bożej z Chrystusem na lewej ręce był wyżłobiony w jasnym owalnym kamieniu. Ikonę umieszczono w domu Mirona Makaruka, któremu zabrał ją pewien polski szlachcic, pragnący mieć świętość. Po krótkim czasie, pod wpływem nieszczęść, które spadły na niego za ów postępek, oddał ją do cerkwi prawosławnej we wsi Bukowicze.
Przed ikoną zaczęły mnożyć się cudowne uzdrowienia, których do 1713 roku zanotowano ponad pięćset. Nieprzerwanie ciągnęły do niej rzesze pielgrzymów. W 1752 roku rzymscy katolicy siłą odebrali cudowną ikonę prawosławnym i umieścili ją w kościele w Leśnej. Do 1812 roku ikona była ozdobiona wieloma kosztownościami, których została pozbawiona podczas odwrotu Francuzów spod Moskwy. Po upadku powstania 1863 roku władze carskie zamieniły kościół na cerkiew, która w 1885 roku została główną świątynią monasteru leśniańskiego”.
Do wydarzenia sprzed lat wrócił w kazaniu władyka Abel. Objawienie się ikony nie było przypadkiem. Zdarzyło się w połowie siedemnastego wieku, kiedy jeszcze ważyły się losy prawosławia, jego być lub nie być. Wierni przez długie lata stawiali opór postanowiom unii brzeskiej, wytrwale zachowywali wiarę ojców. – I kiedy już było ciężko – mówił hierarcha – Bóg posyłał pocieszenie. Jednym z takich pokrzepiających znaków było objawienie się Leśniańskiej Ikony Matki Bożej. Podobne pokrzepienie wiary otrzymywano już w Starym Testamencie. Kiedy Mojżesz prowadził naród do Ziemi Obiecanej, a ten tracił wiarę, Bóg również pokrzepiał posyłając znaki. Tak było i tu, w Leśnej, gdzie w monasterze zbierały się tłumy, by prosić Matkę Bożą o wstawiennictwo przed Synem.

Monaster i jego ihumenia

Wirów, Radecznica, Teolin, Turkowice – na początku ubiegłego wieku słynęły ze swych monasterów. Siostry modliły się i pracowały na wielu polach – edukowały, leczyły, opiekowały się sierotami i biednymi. Wszystkie te monastery wzięły swój początek właśnie od leśniańskiego monasteru. Ich przełożone wywodziły się z leśniańskiej wspólnoty, wyszły spod skrzydeł znamienitej leśniańskiej ihumenii Katarzyny (Jefimowskiej). Z leśniańskiego monasteru pochodziła też przełożona monasteru w Różanymstoku, który swymi początkami jest związany z Grodnem.
Monaster leśniański istniał przez trzydzieści lat, owoce wydał ogromne – pisał Piotr Niesteruk (PP 5/2004, Szkoła ihumenii Katarzyny): „Dość powiedzieć, że jego działalność oświatową i wychowawczą porównywano do monasteru na Sołowkach, a w 1915 z Leśnej ewakuowało się pięćset mniszek i sześćset uczennic”.
Siostry wywiozły i ikonę. Poprzez Petersburg, diecezję kiszyniowską, Serbię i Triest w 1950 roku trafiły do Francji, do Provemont. Tam i dziś jest cudowna Leśniańska Ikona Matki Bożej.

Po wojnie w Nosowie

W kazaniu władyka wspominał i mieszkańców Nosowa. – Siedmiu mieszkańców tej wsi zginęło za to, że byli prawosławni.
Na cmentarzu, nazywanym przez miejscowych nowym, jest siedem grobów. Jeden prawie niewidoczny, na niektórych są nowsze nagrobki, data śmierci tu pochowanych jedna – 29 kwietnia 1944 roku.
– Jeszcze zaraz po wojnie Nosów w całości był prawosławną wsią – opowiada pochodzący stąd dziennikarz Jerzy Horbowiec. – Potem nastąpiły przesiedlenia do Związku Radzieckiego, Akcja Wisła, chodziły bandy. Ludzie mieli tu ciężkie życie.
– O czym opowiadać? O Akcji Wisła? O siedmiu zabitych mężczyznach z naszej wsi? – pyta Maria Łuczewska, urodzona w Nosowie w 1925. Smutne wspomnienia zachowuje.
– Chodziły u nas takie bandy z lasu. Nie dawali ludziom żyć. Gdzieś na wiosnę, pod wieczór, przyszła banda. Okrążyła wieś i pozganiała ludzi do szkoły. Siedmiu zabrali, w tym brata mojej mamy, Michała Horbowca. Pozwiązywali i przy wozach ciągnęli do lasu. Zabrać ich mogliśmy dopiero za jakiś czas, kiedy się trochę uspokoiło. Batiuszka zorganizował procesję z chorągwiami i krzyżami, z taką wstrieczą czekaliśmy koło dworu. Wszystkich ich pochowano na nowym cmentarzu. Młodzi byli, jeden był już ojcem, jedynym żywicielem rodziny, a drugiemu to i jeszcze rok nie minął, jak się ożenił.
Michał był przyrodnim bratem Anny Horbowiec (rocznik 1935), starszym, od pierwszej żony ojca. – Okrążyli kiedyś całą wieś. I z każdego domu zaczęli zganiać do szkoły, a potem po wszystkich leżących na podłodze biegali jak po snopkach. Straszne to było. Potem odczytywali nazwiska, większość wypuścili, ale siedmiu mężczyzn zatrzymali. Wszyscy byli prawosławni. Pozwiązywali ich i przywiązanych do wozów ciągnęli. Piętnaście kilometrów, do Szpak (dziś w powiecie łosickim, w województwie mazowieckim). A potem jeszcze ich tam męczyli w stodole, a w lesie niedaleko był już przygotowany dół. Zakopali ich tam chyba jeszcze żywych, bo dopiero później mówiła jedna kobieta stamtąd, że przez jakiś czas ziemia jeszcze się ruszała. Nasi szukali, ale dół był tak zamaskowany mchem, że nic nie mogli znaleźć. Aż jedna kobieta ze Szpaków wydała sekret – idźcie tam do lasu, tam leżą wasi – mówiła. Mój tato był stolarzem, zrobił u nas na podwórku siedem trumien. Wzięli je potem na wozy i pojechali. Ciała już się rozkładały. Mojego brata udało się poznać po palcie, takie z karakułowym kołnierzem było.
– Do cerkwi trumien już nie wnosili. Od razu na cmentarz. Tylko płacz i jęk – kończy pani Maria.

Nosów dzisiaj

Władyka chwalił o. Jana Kulika, który jest proboszczem w oddalonym o pięćdziesiąt kilometrów Zahorowie, od ponad roku pełni też obowiązki proboszcza w Nosowie. Nie szczędzi przy tym i energii, co z zadowoleniem i wdzięcznością podkreślają nosowscy parafianie.
Wśród pielgrzymów, którzy tego dnia pokłonili się Bogarodzicy w Jej Leśniańskiej Ikonie, był i o. ihumen Nikodem, proboszcz największej parafii w Charkowie, Ozierańskiej Ikony Matki Bożej. O. Nikodem w Nosowie był przed rokiem. Chciał pomóc parafii i udało się. Dzięki jego działaniom odnowiono ikonę Bogarodzicy i kiot w ołtarzu. W podziękowaniu o. Nikodem został nagrodzony orderem św. równej apostołom Marii Magdaleny II stopnia. W uroczystościach udział wzięli wójt gminy Leśna Podlaska Marian Tomkowicz oraz jeden z ojców paulinów z klasztoru w Leśnej.
– Ta parafia, choć jedna z najmniejszych w naszej diecezji, ma przed sobą perspektywy – mówił władyka. – Są tu młodzi ludzie, trwają prace wykończeniowe domu parafialnego. Funkcjonuje życie parafialne.
A święte miejsce przyciąga wiernych.

fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token